malaidka
18.08.14, 22:30
Pomocy, przerasta mnie to. Właśnie się okazało, że muszę wrócić do pracy w połowie września. To niby aż miesiąc, ale... Nie wyobrażam sobie tego. Mała ma 8miesięcy, karmiona piersią. I tu się zaczynają schody. Niewiele je poza tym, bardziej jest od 1-1,5 mies. na zasadzie próbowania. Zje trochę mięsa, czy brokuła, mojej zupy(bo swojej nie tknie) ze trzy łyżki, moje łyżki, "dorosłe" i skórkę od chleba, lubuje się w pomidorach. Reszta ląduje na podłodze. Cuduję, próbuję, podsuwam coraz to nowe produkty, bawimy się konsystencją, kolorem, temperaturą, nie zmuszam, ale nie ukrywam, że to zaczyna być problem. Kaszek, kleików nie zje, nie zna butelki. Do tego jeszcze jest alergikiem, musiałam usunąć ze swojej diety nabiał i jajka, w związku z tym córce w ogóle nie daję. Usypia tylko przy piersi ewentualnie gdy usypią ją ktokolwiek inny, łącznie z moim mężem, po prostu pada ze zmęczenia, uprzednio prawie wydłubując sobie oczy przecierając ze zmęczenia, istny cyrk.
Nie chcę kończyć karmienia piersią. Miałam w planach późniejszy powrót do pracy i wyobrażenie, że będzie pięknie i kolorowo, kp przed wyjściem i dopiero po powrocie, w dzień inne posiłki. A teraz? Mogę odciągać, ale jak jej to dać, skoro nie zna butelki? Czy to oznacza, że będę miała takiego niejadka, czy jest szansa na polepszenie? Któraś z was też miała takie problemy z rozszerzaniem?
Do żłobka pójdzie po ukończeniu roku, teraz zostanie z babcią. Wracam do pracy, żeby ją zachować, ale boję się, że zakończy się tym, że sama będę musiała się zwolnić. Mam same czarne wizje...