Dodaj do ulubionych

Żółwie do samego końca

03.10.14, 10:39
Przepraszam za tytuł, ale nie wiem jak zacząć. Sama nie wiem dlaczego tu piszę. Może dlatego, że mój partner czeka na pierwszego wnuka, a ja straciłam nadzieję na własne dzieci? Albo dlatego, że przypomniała mi się ocena dalekiej kuzynki "Nowy Jork, dziesięć milionów ludzi i nawet tam nie znalazła sobie faceta?!". To było kilka lat temu, jak wróciłam z postdoca.
Mam prawie 40 lat, mój partner 58 i dorosłe dzieci, syn niedawno przyniósł wiadomość, że się żeni i że dziecko w drodze.
Rodzina intelektualistów, bardzo dobre liceum, studia które raczej odstraszają mężczyzn, droga naukowa, próby wchodzenia w związki z mężczyznami imponującymi intelektem, dorobkiem, ambicjami, niewielkie dochody ale ogromna satysfakcja z własnej pracy, coraz węższy krąg znajomych. W młodości rówieśnicy wydawali mi się dziecinni, prymitywni, hałaśliwi, ja czytałam Leibnitza i chciałam dyskutować, oni patrzyli jak na wariatkę i ignorowali. Jeśli nawet ktoś mi się podobał, to nie potrafiłam się zbliżyć, okazywałam zainteresowanie w chyba mało czytelny sposób. Bardzo późno miałam pierwszego chłopaka, a i to był raczej związek na odległość, potem fascynacje intelektualne.
Partnera poznałam kilka lat temu, naukowiec z sukcesami, kulturalny, aktywny, ujmujący, rozwiedziony od dawna. Nawet były jakieś plany wspólnego zamieszkania (czasem zostaję na kilka dni czy 2 tygodnie), nie bronił się przed rozmowami o dziecku, mówił o ślubie, ale jakoś tak - miałam wyjazdy naukowe, on realizował projekty, przygotowywałam habilitację i poświęcałam na to mnóstwo czasu i energii, nie było odpowiedniego momentu, naciskanie nie było w dobrym tonie.
Teraz mam wrażenie, że coś przegapiłam, nie umiałam wypośrodkować. Chodziłam krótko na terapię, ale nie umiałam się otworzyć.
Obserwuj wątek
    • mamameg Re: Żółwie do samego końca 03.10.14, 10:43
      Partnera poznałam kilka lat temu, naukowiec z sukcesami, kulturalny, aktywny, u
      > jmujący, rozwiedziony od dawna. Nawet były jakieś plany wspólnego zamieszkania
      > (czasem zostaję na kilka dni czy 2 tygodnie), nie bronił się przed rozmowami o
      > dziecku, mówił o ślubie, ale jakoś tak - miałam wyjazdy naukowe, on realizował
      > projekty, przygotowywałam habilitację i poświęcałam na to mnóstwo czasu i energ
      > ii, nie było odpowiedniego momentu, naciskanie nie było w dobrym tonie.

      Myślę, że gdybyś naprawdę bardzo chciała mieć dziecko, to już by było na świecie(w takiej sytuacji jak opisałaś a ja zacytowałam powyżej). To raczej żal, że jakieś doświadczenie cię ominęło a nie za faktycznym posiadaniem dziecka.
    • dziennik-niecodziennik Re: Żółwie do samego końca 03.10.14, 11:19
      > Teraz mam wrażenie, że coś przegapiłam, nie umiałam wypośrodkować.

      cóż powiedziec - no tak, tak się własnie stało. choc teoretycznie ciągle jeszcze masz troszkę czasu i mozesz próbowac sie starac o dziecko.
      a jak nie to masz dzieci partnera, sprobuj sie do nich zblizyc.
      • cosmetic.wipes Re: Żółwie do samego końca 03.10.14, 11:29
        > a jak nie to masz dzieci partnera, sprobuj sie do nich zblizyc.

        Dzieci partnera są dorosłe. Autorce chyba nie o to chodziło.
        • dziennik-niecodziennik Re: Żółwie do samego końca 03.10.14, 11:51
          ja nie mowie ze ma im matkowac, tylko ze ma sie do nich zbliżyc. emocjonalnie.
          • cosmetic.wipes Re: Żółwie do samego końca 03.10.14, 12:08
            Mając na uwadze, że synowi partnera jest zapewne bliżej wiekowo do autorki, niż samemu partnerowi, to twoja rada jest dość ryzykowna wink
    • jdylag75 Re: Żółwie do samego końca 03.10.14, 11:29
      > Teraz mam wrażenie, że coś przegapiłam, nie umiałam wypośrodkować. Chodziłam kr
      > ótko na terapię, ale nie umiałam się otworzyć.
      Każdy ma takie przebłyski że coś przegapił, nie umiał wypośrodkować.
      Sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie co jest dla Ciebie ważne, związek, związek dzietny, związek bezdzietny, poświęcenie się karierze naukowej. Niektóre rzeczy nie mogą współistnieć niestety, trzeba wybrać. Zamiast żyć z poczuciem żalu zastanów się nad swoim życiem, może ono jest najlepsze z tego co mogłaś wybrać?
      Inną sprawą jest Twój wiek, nie jest on na tyle podeszły żebyś nie mogła urodzić dziecka.
    • sonniva Re: Żółwie do samego końca 03.10.14, 11:38
      To wszystko przez tą 40-stkę.
      Nie wiem co jest w tej liczbie ale zmienia ludziom w głowach.
      Ja mam 43 lata i uważam, że w moim życiu na nic nie jest jeszcze za późno.
      Mam koleżankę w Twoim wieku, ma podobne odczucia jak Ty, tylko ze ona nie ma ani dziecka ani faceta. Ciężko jest, dlatego potrzebuje dużo wsparcia. Nie wiem jak Ci pomóc, ani co napisać, bo koleżance też nie wiem jak pomóc.
      Mnie liczba 40 zmieniła także, zaczęłam nareszcie w życiu robić to co chcę, a nie tego co oczekują ode mnie inni, nie oglądam się już za siebie.
    • misiu-1 Re: Żółwie do samego końca 03.10.14, 12:21
      uczennica_ptolemeusza napisała:

      > W młodości rówieśnicy wydawali mi się dziecinni, prymitywni, hałaśliwi, ja czytałam
      > Leibnitza i chciałam dyskutować, oni patrzyli jak na wariatkę i ignorowali.

      W przeciwieństwie do nich, emamy są dojrzałe, cywilizowane i ciche, więc spokojnie możesz z nimi pogadać o Leibnitzu. Czemu zaraz o dzieciach? big_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka