Mam problem, z gatunku niepoważnych.
Miła znajoma robi urodziny córki w sali zabaw. Zaprasza moją i zapraszając, mówi coś w rodzaju "a ty sobie w tym czasie możesz iść do CH". Mieszkamy średnio daleko, czy przez to czuje się może zobligowana do zaproponowania mi atrakcji na czas zabaw dzieci?
W zeszłym roku było identycznie, choć przez chwilę wspomniała, że może na kawę na salę zabaw wejdę. Pomyślałam, że przypadkowo tak niezręcznie z tym CH wyskoczyła, albo że wyolbrzymiam. Zostawiłam córkę, poszłam sobie, wróciłam pół godziny przed końcem zabawy na tę kawę, żeby nie było, że nie mam ochoty się ze znajomą widzieć.
Ale w tym roku jest identycznie i identyczne sformułowanie... Szczerze, to czuję się trochę urażona.
Jak oni z córką przyjeżdżają do nas, żeby dzieci się pobawiły, ja nie mówię "wykorzystajcie okazję, że jesteście na świeżym powietrzu i idźcie sobie na spacer po polach i lasach"

. Rozumiem, że nie chce mnie na tej sali zabaw (dobrze rozumiem?), ale może ładniej by wtedy brzmiało coś w rodzaju "zabawa rozpoczyna się o..., a po odbiór dzieci zapraszamy wszystkich rodziców o..."?
Trochę się chciałam wygadać (tak, szczęśliwie nie mam teraz akurat większych zmartwień), a trochę zapytać o opinię o takim zachowaniu. Bo znajomą ogólnie bardzo lubię, jednak te sytuacje każą mi się zastanowić, jaki ona ma stosunek do mnie.