silver_spoon
27.10.14, 20:26
Nie mam dobrego kontaktu z rodzicami, nie mamy ze sobą wspólnego języka, jako dziecko byłam zahukana, wycofana, bałam się ojca, do mamy nie miałam zaufania, nigdy się jej nie zwierzałam, nie opowiadałam o swoich sprawach i od zawsze ona ma o to do mnie pretensje. Właśnie przed chwilą odbyłam jedną z wielu podobnych do siebie rozmów telefonicznych, w których najwięcej miejsca zajmuje opowiadanie o pogodzie. Mama zakończyła z żalem, że nie chce jej nic powiedzieć, "no skoro nie chcesz rozmawiać, to do widzenia". Jestem już stara baba i przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy, ale wkurza mnie to, że ona mnie o to obwinia. Oczekuje, że będę ją traktować jak przyjaciółkę, mimo, że nigdy moją przyjaciółką nie była, wydaje jej się, że to się samo dzieje a właściwie, że zależy ode mnie, sama nie czuje się za to odpowiedzialna w najmniejszym nawet stopniu.
Kiedyś w jednej z takich sytuacji zapytałam ją czy kiedykolwiek zastanowiła się dlaczego tak jest, czy może popełniła jakiś błąd? Popatrzyła na mnie wtedy jakbym po chińsku mówiła.
Podobny mechanizm obserwuję u teściów - totalny brak autorefleksji, niczym nie zmącone przekonanie o własnej wspaniałości a winni są wszyscy wkoło. Ja nie wiem, czy to jest cecha tego pokolenia, ale ja np. w kółko myślę czy jestem dobrym rodzicem, dołuję się, że popełniam błędy, staram się jakoś świadomie pełnić tę rolę.
Być może wynika to z przeświadczenia, że to dzieci mają obowiązki wobec rodziców (odwrotnie już nie) i że rodzice, choćby źli, są niczym święte krowy. Widzę, że wobec własnych rodziców taką właśnie czołobitność prezentują.
Macie podobne obserwacje? (oczywiście nie jest to pytanie do tych, które mają super kontakt z rodzicami). Zastanawiam się czy oni rzeczywiście są tak przekonani, że byli świetnymi rodzicami, czy jednak mają świadomość swoich błędów, ale stosują wyparcie? Czasem mam podejrzenia, że nie zadają sobie nawet trudu, żeby o tym pomyśleć, tylko patrzą na to na zasadzie "nie mam dobrego kontaktu z dzieckiem, bo dziecko złe, a ja biedna skrzywdzona matka".
Są chwile, takie jak dzisiaj, że mam ochotę jej wszystko wygarnąć, oczywiście nie zrobię tego, bo wiem, że to nie ma sensu, niczego już to zmieni a może tylko popsuć, z resztą teraz bardziej zależy mi na tym, żeby byli dobrymi dziadkami. Przynajmniej tutaj się wygadam...