Mam w planach wyjazd, na którym obowiązuje mnie biurowy dress code. Utrudnienie: na 5 dni muszę się spakować w podręczną walizkę, przy czym obowiązkowo muszę zabrać suszarkę, prostownicę, ciuchy biurowe, strój na luzie (wypad w góry). Dzwonię do hotelu z pytaniem o dostęp do żelazka, a uprzejma recepcjonistka informuje mnie, że żelazka nie ma, ale za to mają usługę prasowania. Wyprasowanie koszuli kosztuje 30 zł, sukienki 50 zł, odprasowanie żakietu 60 zł. Zabieram 4 koszule, żakiet, spodnie z kantem, sukienkę na wieczór.
Co robi emama? Wyskakuje z 250 zł na prasowanie kilku szmatek, czy chodzi pognieciona?

(biorę jeszcze pod uwagę zakup taniego żelazka na miejscu, które wywalę do śmieci wyjeżdżając

).