Jestem po rozwodzie, mam prawie 6 letniego synka. Przez 5 lat byłam sama, mieszkałam tylko z synkiem; teraz jestem w nowym związku, od 2 miesięcy mieszkamy razem, mój M i ja z synkiem.
Relacja między M a moim synem jest bardzo dobra, od samego początku bardzo się lubili, M jest typem faceta, za którym dzieci przepadają

I tak naprawdę mamy jeden problem, z pozoru błahy, ale wykańczający...
Gdy mieszkałam sama z małym, on miał swój pokój, tam usypiał. Ale zawsze w nocy do mnie przychodził (róznie, czasem już o północy, czasem o 6 rano) i już u mnie dosypiał, nim wstaliśmy. Mnie to nie przeszkadzało, wychodziłam z założenia, że skoro potrzebuje w nocy przyjść i przytulić się do mamy, to nie będę tego dziecku zabierała.
Teraz mieszkamy już w trójkę, my mamy sypialnię, synek pokój przez ścianę. I też z usypianiem nie ma problemu, bajeczka i o g.20 dziecko śpi jak ta lala. Problem zaczyna się po kilku godzinach. Młody mnie woła. I teraz scenariusze są takie, że
- ja idę do niego, pogłaszczę, poprzytulam, zaraz zaśnie, ja wracam do sypialni;
- idę do niego, jak bardziej marudzi, to się obok kładę, często bywa, że usypiam obok niego; po jakimś czasie się przebudzę (bo mi niewygodnie) i wracam do sypialni;
- Mały przychodzi do nas do sypialni (najrzadsza opcja).
Niestety w KAŻDEJ w tych sytuacji M się budzi i nie może potem zasnąć... No tak ma niestety, ze jak się w nocy obudzi, to potem z godzinę-dwie nie może usnąć. Ja problemu nie mam, bo taki dostałam prezent od losu, ze ile razy bym się obudziła w nocy, to zasypiam w 10 sekund jak tylko przyłożę głowę do poduszki. A M nie... i się strasznie męczy.
Jak Mały mnie woła i ja idę, to M się budzi; jak wracam do sypialni, to M się budzi; jak Mały przychodzi do nas, to w ogóle masakra, bo on się starsznie kręci, wierzga itp (i nawet łóżko 180 na 200 nie pomaga). M zaśnie, potem Młody mnie woła, ja wstaję, M się budzi; po godzinie-półtorej uda mu się zasnąć, ja wracam i/lub Młody nie woła, M znów się budzi i tak w koło macieju.
Nie mam pomysłu jak to rozwiązać.... M jest wykończony (bo niewyspany....), ja mam wyrzuty, bo to jakby "przez" moje dziecko problem... Aha, M NIDGY nie miał do nas o to pretensji, w najmniejszy nawet sposób nie dał odczuć ani mnie, ani dziecku, że ma pretensje. Przeciwnie, mówi, ze to dziecko, że dzieci tak mają, że wyrośnie. Ale fakt pozostaje faktem, że jest umęczony z niewyspania.
Zastanawiam się, jak to rozwiązać. Syn ma już 6 lat, no ale w nocy mnie woła, sama nie wiem, dlaczego. Przyjdę, pogłaszczę, plecki otulę i śpi jak zabity. I za godzinę to samo... Owszem, M mógłby spać na dole (mamy dodatkowy pokój), ale nie chcemy rezygnować ze wspólnej sypialni. Ja mogę spać z dzieckiem, ale to przecież na dłuższą metę problemu nie rozwiąże.
Pomóżcie... bo mi się chłop wykończy z niewyspania....