U nas w domu jadło się drób bardzo często, ale zawsze było to ptaszysko pieczone w całości w piekarniku - w przypadku kurczaka czy kaczki pyszne, w przypadku indyka nieco suche, gęś jak gęś, nico tłusta, ale dobra, pantarka jak chudy kurczak.
Oczywiście zawsze był problem z podziałem, piersi nikt nie lubił, mama się poświęcała.
Poza kaczką piekło sie wszystko puste w środku, kaczka była faszerowana jabłkami i majerankiem.
Nawet mi nie przyszło do głowy, że mozna inaczej
Miałam chyba z 16 lat gdy pojechałam do ciotki i ciotka zaserwowała mi kotleciki z kurzej piersi. Była to dla mnie taka egzotyka, jakbym dostała nie wiadomo co, nigdy mi nie przyszło do głowy, ze można popełnić takie świętokradztwo, jak rozczłonkowanie ptaka przed upieczeniem, wyjątek stanowiły sędziwe ptaszyska przeznaczone na rosół.
Teraz, jakby na przekór zwyczajom wyniesionym z domu nigdy nie piekę całego (wyjątkiem był kurczak z rożna, w czasach, gdy jeden kurczak jeszcze wystarczał na obiad, czyli dawno temu), zawsze osobno przyrządzam nóżki, osobno piersi, osobno skrzydła. Przynajmniej nikt sie nie obraza, że nie dostał nózki. A piersi sa znacznie smaczniejsze jako kotleciki lub gulasz, niż pieczone.
Pieczecie w całości? A jak tak to dlaczego - dla tradycji, wyglądu, czy po prostu takie wam smakuje?