poinsettiaa
24.12.14, 23:39
Odwołałam święta Bożego Narodzenia. Ja wierząca katoliczka, mama małego dziecka, które na te święta czekało, żona górnika, sztygara… Siedzę przy stole nakrytym nie zmienionym obrusem, te świąteczne czekają w komodzie na lepsze czasy. Zgaszona choinka, żadnej kolędy, żadnego odpisywania na sms-y z życzeniami. Dziecko usnęło godzinę temu.
On poszedł do pracy, w wigilię, tak jak rok temu, jak zawsze… Tylko tym razem ja odwołałam święta, więc zjadł kromkę chleba z serem i poszedł. Cisza w domu.
Od kiedy urodziło się nasze dziecko nigdy nie mógł być. Nie liczyły się ważne wydarzenia, rocznice, wizyty u lekarza, ciężka choroba mojego ojca. Kopalnia niczym rynsztok wlała się w nasz dom, wypełniła je i zatruła wszystkie wolne chwile – okradła z czasu, rozbiła nasze rodzinne życie, ukradła dziecku ojca. Mój mąż pracuje po sześć dni w tygodniu, bo jest do tego zmuszany. Zdarza się, że po całej nocy w pracy idzie na szkolenie. Bywało, że między szkoleniem a następną zmianą upływało tylko kilka godzin. W każdym tygodniu słyszę: – Jestem zapisany na sobotę, na niedzielę, w niedzielę na dwunastą, czternastą, siedemnastą, na noc. Nie, on nie zapisuje się na te soboty czy niedziele, bo po prostu ryje ze zmęczenia nosem. On musi iść, bo niechby się nie zgodził… won! Taki szantaż. Z mojej pensji nie wyżyjemy, bo żeby ogarnąć dom i małe dziecko w czasie jego ciągłej nieobecności pracuję na pół etatu. Mój mąż nie pracuje w wybrane weekendy, on zawsze pracuje po sześć dni. Od chwili wyjazdu do pracy do momentu powrotu do domu mija 11 godzin lub więcej. Dojazd do pracy nie zajmuje mu dużo czasu, ale: - Muszę wyjechać godzinę wcześniej, bo nie wiesz co się będzie działo…, muszę napisać raport…, jeszcze zadzwonić musiałem… Kurde, ja się wykończę… I wraca wykończony psychicznie tym piekłem na dole. Nie może spać. Żeby nie tracić czasu kładzie się na cztery godziny, bo przecież kiedyś trzeba żyć. Nigdy nie wiemy, czy będziemy mogli pojechać na jakieś wakacje w jednym czasie. Nigdy niczego nie możemy zaplanować, bo zawsze w ostatniej chwili dowiaduje się, czy w ogóle podpiszą mu urlop. Nie ma weekendów. Nie ma świąt. Nie ma żadnej pewności. Jest chaos i bylejakość.
Ma tyle nadgodzin, że mógłby obdzielić nimi pół załogi. Nie mam pojęcia, w jaki sposób zostanie to wykazane w dokumentacji kopalni, bo dawno przekroczył dopuszczalne normy i to nie jest legalne. On sam nie wie, jak to udokumentują, bo przecież ciągle odbija dyskietkę. Tydzień temu zapytałam, co ze świętami. Nie było wiadomo. Kilka dni przed świętami : pracuję w wigilię i jeden dzień świąt. Dzień przed wigilią – pracuję w wigilię, ale w innych godzinach niż mówiłem. Zadzwoniłam do mamy, że nie będziemy. Odwołałam święta Bożego Narodzenia w tym roku. Zrobiłam awanturę, dziecko płakało. Nie ma świętości, nie ma świąt. Dla tamtej rodziny z Nazaretu nie było miejsca. Dla naszej rodziny nie ma czasu w tym życiu. Mój mąż właśnie wędruje po czyśćcu w dziurawych butach, bo nie ma czasu załatwić sobie nowych i woda mu się wlewa ośrodka. Obiecał dziecku, że rano nie położy się spać tylko się pobawią.
Rząd przyjął program dla rodzin wielodzietnych, ale tym którzy zamierzają swoje rodziny powiększyć radzę się zastanowić i nie życzę pracy na jednej ze śląskich kopalń. Tym którzy świętują życzę wesołych świąt cokolwiek to dzisiaj znaczy…