katokato29
30.12.14, 17:21
Nie bede sie zbytnio rozpisywac, ale chcialabym zapytac, czy jest duzo mojej winy w tym, jak traktuje mnie moj kolega, wspolokator. Znamy sie juz kilka lat, niby cos nas laczylo kiedys, byly jakies podchody z jego strony, ale w rezultacie nigdy nie bylismy razem, gdyz nie chcialam sie wiazac z czlowiekiem nieodpowiedzialnym i naduzywajacym alkoholu. Jakis czas temu przyjechalam do niego i zamieszkalam w domu, ktory on z kolei wynajmuje. Placilam mu normalnie za wynajem. Jestem za granica i wiadomo, jak tutaj zyja niektorzy Polacy, na kupie, jak to mowia. Szukalam pracy i dlugo nie moglam znalezc. Jako, ze on jest tutaj dluzej powiedzial ludziom i rodzinie, ze jestesmy para, ja nie zaprzeczalam, bo nie chcialam, zeby wyszedl na idiote. Na poczatku bylo w miare ok. Poza tym, ze nie ma zadnych oszczednosci i pije codziennie nie robil awantur... Zaczela sie po miesiacu... Pierwsza awantura, gdzie w ostrych slowach kazal mi wynosic sie z domu. Na forum nie mozna przeklinac, ale mozecie sobie wyobrazic co bylo. Potem zaczelo sie pozyczanie pieniedzy ode mnie, gdzie ja odbieralam je sobie w postaci nie placenia za czynsz. Pozyczylam mu tez duza kwote pieniedzy, bo pomimo, ze nie pracowalam mialam oszczednosci. Zalatwialam mu wszelkie sprawy zwiazane z bankami, urzedami, bo w przeciwienstwie do niego znam jezyk. W klotniach potrafilam sie odgryzc, ale jego ton glosu, przeklenstwa, wyzwiska spowodowaly to, ze mam teraz problemy z sercem, schudlam i wrocila nerwica. Potrafil z dnia na dzien rzucic prace i czekac, az mu cos zalatwie. pomoglam, znalazlam prace dla nas obojga, ale coraz bardziej zapedzal sie w swojej dyktaturze. Tonem rozkazujacym mowil mi, co mam zrobic, co posprzatac, zabrac, czego nie robic, kupic mu piwo itp. Potrafil mnie dotykac bez mojej zgody i obnazac sie przede mna mowiac, jak go pociagam. Wiem, ze to brzmi bardzo patologicznie i pewnie jest. Raz nie chcialam kupic drozszego jedzenia, bo chcialam troche zaoszczedzic, to w sklepie mnie upokorzyl i wyszlam zostawiajac zakupy. Kazal mi sie wynosic z domu, wyklinam, szarpal. Ucieklam, ale wrocilam. Nie mowilam nikomu o tym. Nie jest to proste, nie mam prawa jazdy, jak sie dostac inaczej do pracy, mysle o wyprowadzce. Boje sie go. On mowi wszystkim, ze zyje jak ksiezniczka, nic nie robie, ze kupuje mi kosmetyki...tak szampon do wlosow. Teraz nie odzywa sie do mnie, bo chcialam i oddal mi mala czesc pieniedzy z wyplaty. Poza tym podkrada rzeczy, mysli, ze nie wiem. Tak pomogl mi, bo przyjechalam do niego, byl czasem mily, ale krytykuje moj wyglad, to czego mi brakuje itp. Nie moge juz tego psychicznie zniesc.