Jakiś czas temu mój partner powiedział mi, że ma zespół Aspergera (co wcześniej po prostu ukrywał). W jednej chwili poukładało mi się w całość mnóstwo spraw i sytuacji… Też jego wycofanie, nieokazywanie uczuć itp. - przez to rozpadł się kiedyś nasz związek, w ogóle mamy za sobą burze z piorunami, ale od roku jesteśmy znowu razem.
Zdiagnozowany został stosunkowo późno (tj. po 20 roku życia - teraz ma lat 30), pewnie wynika to z tego, że te 10 lat wcześniej było zupełnie inne upowszechnienie wiedzy na ten temat, tzn. dużo, dużo mniej się mówiło i słyszało o tym…
Wtedy też, jak mówi, temat terapii rozszedł się po kościach, może i rodzice a mało naciskali, zresztą on nie chciał, więc to trudno oceniać.
Od paru miesięcy pracuje ze specjalistą - bo go namówiłam. Uważa, że szkoda, że nie wcześniej, bo to jednak dużo daje w zrozumieniu siebie i świata, ale wcześniej dałoby mu jeszcze więcej.
Dlaczego to piszę: chodzi mi o mamy, które czasem zauważają niepokojące sygnały albo mają wątpliwości dotyczące zachowań dziecka albo jego rozwoju: żeby ich nie lekceważyć, nie chować głowy w piasek, bo przy prawidłowej diagnozie naprawdę można dziecku pomóc, można wypracować wiele zachowań, które pomogą mu w funkcjonowaniu społecznym. Tu na tym forum znalazłam przez Googla dużo dyskusji na ten temat - ewidentnie jestem za tym, żeby diagnozować jak najwcześniej i szukać fachowej pomocy.
Ja oczywiście teraz zrobiłam się czujna i zwracam podwójnie uwagę na naszego malucha, może teraz jeszcze za wcześnie, ale na pewno będę w tym punkcie wyczulona (bo do końca nie wiadomo, czy to ma podłoże genetyczne, czy nie).
Dodam też, że mimo braku diagnozy, braku terapii i mimo problemów w relacjach społecznych mój mężczyzna miał zawsze jakieś, mimo że b. wąskie, grono znajomych, w tym przyjaciela, do tego skończył naprawdę trudne studia i pracuje w fajnym zawodzie - więc można traktować jako akcent optymistyczny