saszanasza
10.01.15, 13:30
Dziewczyny, mam wku... totalnego. ci lekarze to patałachy. Najpierw lekarka nr 1 przepisała mi na zapalenie gardła antybiotyk 3 dniowy w ilości sztuk 6. Po trzech dniach byłam na kontroli u innej, bo wydawało mi się że antybiotyk nie działa, zmieniają mi się jedynie objawy, zaczyna mi rzęzić w klacie. Lekarka pokiwała głową, osłuchała, po czym stwierdziła że wszystko ok. mam zeżreć go do końca. Tak więc żarłam i jednocześnie coraz bardziej zaczynałam kaszleć. Kiedy po 6 dniach znów dostałam gorączki (kaszlałam już bardzo), postanowiłam odwiedzić kolejnego lekarza. Ale...pomyślałam, że ułatwię mu rozpoznanie i zrobiłam komplet badań, z których wyszło że mam bakterię. Tak więc poszłam z wynikami i z konkretnymi objawami do następnego. Tłumaczę mu że wszystko mi "chodzi" jak kaszlę, a on ku... pyta się mnie, czy jak sikam to mnie nic nie boli! Oczywiście przepisuje kolejny antybiotyk (uwaga: na infekcje dolnych dróg oddechowych). Ja jeszcze ufna, postanawiam go brać, bo wyczytuję, że pośrednio częściowo "leczy" również zakażenie górnych dróg oddechowych, więc a nuż....
Ale...tego samego dnia zapisuję się na RTG klatki piersiowej i do kolejnego lekarza (mojego zaufanego) do którego wcześniej nie mogłam się niestety zapisać (nie było terminów). Ten osłuchuje, nie musiał nawet zaglądać do prześwietlenia by zdiagnozować, że mam zapalenie płuc, na co jednoznacznie wskazywały i wyniki badań i badanie!
Ja pie..., dziewczyny....sorry za bluzgi, ale dostałam kolejny antybiotyk (mam nadzieję że ostatni), na kolejne 10 dni.
Co się ku... dzieje z tą służbą zdrowia, skoro doświadczony lekarz nie potrafi rozróżnić zapalenia płuc od zapalenia pęcherza moczowego, nie potrafi osłuchać czy zinterpretować wyników badań. To "tylko" zapalenie płuc, a co w przypadku poważniejszych chorób!
Normalnie musiałam to z siebie wylać!!!! Dziękuję za uwagę.