zonaczolgisty
30.01.15, 08:44
Na fali watku w ktorym tak oburzacie sie na 'Piotrusia Pana', 'wiecznego studenta' co jeszcze doktoratu nie skonczyl w wieku 30 lat mimo ze jego pani przeciez uznala ze czas na dziecko wiec przeciez ma obowiazek ZARABIAC.
Naprawde uwazacie sie swietym obowiazkiem malzonkow jest przede wszystkim zarobek, i pal szesc wlasne zainteresowania, ambicje, plany?
Czy chodzi tylko o mezczyzne? gdyby to mezczyzna pisal ze chce juz dziecka a partnerka jeszcze na uczelni siedzi? To co wtedy?
A ja? Zalujecie mojego meza, ktorego 40to letnia zona przestala z dnia na dzien zarabiac i wrocila na studia zeby zaspokoic dawne marzenie i zaczac robic to co ja interesuje? Nie ukrywam ze ten krok zdecydowanie pogorszyl nasza stope zyciowa bo pracujac zarabialam duzo, wiecej od meza, starczalo na wszystko + pomoc domowa i fajne wakacje 2 x w roku, teraz czasami sie glowkujemy skad na jakis tam rachunek wziasc, i np. powazna awaria samochodu jest problemem.
Czy to jest ok bo jestem kobieta, czy u swoich mezow nie tolerowalibyscie takiej decyzji, bylby dla Was Piotrusiem Panem?