z Ukrainy. Nie dosc ze kasuje jak za zloto, to przychodzi czesto spozniona i zaczyna od ploteczek, wlaczenia TVN24, kawki i sniadanka. Niedawno dolaczyla do mnie, gdy jadlam i obruszyla sie, ze nie ma masla

Potem spragniona zeszla do kuchni (jada tez u mnie) i pyta mnie gdzie jest ten sok, ktory wyciagalam z lodowki dla dzieci - taki 100 proc. swiezych pomaranczy, bo ona wody nie pije

Raz stwierdzila, ze chleb nieswiezy, innym razem nie smakowala jej szynka. Na poczatku sprzatala porzadnie, teraz byle jak. Pod poduchami kanapy masa okruchow, niektore czesci domu nietkniete. Raz byla wsciekla, ze odwolalam sprzatanie, bo wyladowalam z dzieckiem w szpitalu i wydzwaniala do mnie na komorke, gdy czekalam pod sala operacyjna synka, ze moze moja mama dowiezie jej klucze... Szok po prostu. Nie ma oporow by poprosic mnie o zawiezienie do centrum handlowego, choc mam dwoje dzieci na glowie. Chyba musze poszukac nowej... Wszystkie te Ukrainki takie sa jak widze - mam juz trzecia, najpierw mile, chetne do pracy, dokladne, potem sie spoufalaja i dochodzi do sytuacji, gdzie ja obok dzieci musze nakarmic sprzataczke, wysluchac wiesci o calej rodzinie, zrobic jej kawke i pogadac, bo ona przezywa wojne na Ukrainie a moja praca czeka... A ostatnio przegiela, gdy po wreczeniu honorarium, zazadala dodatkowo 3 zl na autobus, bo ona nie bedzie rozmieniac 100 zł. Gdy ja nie mialam drobnych to zgarnela 100 zl bo "bedzie na nastepny raz". Tupet i roszczeniowosc pod plaszczykiem urokliwego "Bedzie pani zadowolona, zadbam o pani dom jak o wlasny". Jestem wsciekla, bo czuje sie wykorzystana i znowu musze szukac kogos, kto pomoze ogarnac dom