Zaczyna mnie juz denerwowac ta sytuacja, wiec pisze do was, drogie emamy, co byscie w tej sytuacji zrobily. Bo wy wiecie wszystko itp. itd.

A wiec: pediatra mojego dziecka (bardzo dobry lekarz) ma sekretarke, pania w dojrzalym wieku. Sekretarka jesrt niebywale zakochana w nim, to po prostu widac: ja tam nie wiem czy tylko platonicznie czy cos tam bylo miedzy nimi, czy ta pani sobie ubzdurala ze cos bylo miedzy nimi. Pediatra mojego dziecka ma wysokie kompretencje ale lekki z niego casanova, choc nieszkodliwy. Przejawia sie to tym, ze jak mu wpadnie w oko jakas kobieta to ja kokietuje: komplemenciki, usmieszki, spojrzenia, ale nie posuwa sie do obmacywania czy nagabywania. I ja mu wpadlam w oko, nawet maz to zauwazyl. Nic miedzy mna a tym pediatra nie bylo i nie bedzie. On zreszta tez nie sadze, zeby przekroczyl pewne granice, trosze kokietuje, pochlebia ale mysle, ze to taki typ i nic wiecej (od 3 lat, bo tyle lat ma corka). Niestety mam wrazenie, ze sekretarce cos sie pokickalo w glowce. Widzi oczywiscie, ze ja mu sie podobam i ostatnio zaobserwowalam, ze sekretarka probuje robic wszystko bym nie dostala terminu u lekarza (tu wyglada to tak, ze trzeba do niej zadzwonic by dostac u niego termin). Po prostu probuje roznymi sztuczkami zebym nie przyszla do lekarza, nawet z chorym dzieckiem (!). Tych sytuacji bylo kilka. Np.: Przedostatnie zagranie sekretarki: dzwonie i mowie, ze potrzebuje termin, bo corka nic nie je od dlugiego czasu, jest blada, nie stoi na nogach, wymiotuje. A ona: jaka jest goraczka? Ja, ze: 39 stopni, ale ze dziecko (podkreslam) w ogole jest tak slabe, ze nie wstaje a jak probowala to upadla, bo tak slaba. A baba tonem pelnym wyzszosci: "pan X (ten lekarz) nie przyjmuje dzieci z tak niska temperatura". Ja wtedy totalnie wkurzona zazadalam terminu (podniesionym glosem) i dostalam szybciutko, bo sie chyba ona wystraszyla, bo juz bylam totalnie wsciekla, dziecko obok cierpi a baba mi terminu nie daje. Okazalo sie, ze dziecko bylo ciezko chore (spedzila kilka dni w szpitalu). Teraz chcemy dostac termin by wypelnic papiery do kurortu (jestem w Niemczech i tu jest taka mozliwosc, ze mama z dzieckiem moze pojechac do kurortu a za to placi kasa chorych). Dzwonie a ona, ze jego nie ma, bo ma urlop. Ale juz tej babce nie wierze i zadzwonilam od razu bezposrednio do lekarza (tu sklamalam, ze caly czas byl telefon zajety u sekretarki) i od razu mam termin (on nie byl oczywiscie na urlopie, bo siedzial w gabinecie obok). I teraz kochane ematki co robic ? To nie moze byc tak, ze moje dziecko bedzie pokrzywdzone, bo pokopana sekretarka cos sobie ubzdurala. Z drugiej strony nie chce robic afery, byc obiektem plotek.