Wegetarianką jestem od 2 lat (chociaż zdarza mi się zjeść kurczaka na obiedzie u kogoś, bo nie chcę robić problemu) i chętnie wyeliminowałabym z diety w ogóle produkty odzwierzęce (chociaż na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie życia bez jajek, więc przynajmniej kupuję "0"). Czasu mam mało, bo dwójka dzieci, dom na głowie i mąż o 20:00 w domu, za kilka m-cy dojdzie jeszcze praca zawodowa i nie mam naprawdę głowy do samodzielnego robienia mlek (?) roślinnych. Chętnie bym kupowała gotowce w sklepie. No i tu się pojawia problem - dlaczego, ach dlaczego one są takie drogie??? Dlaczego litr potrafi kosztować kilkanaście złotych, skoro chów bydła jest przecież droższy niż przetworzenie takiego ryżu czy owsa na mleko?
Strasznie mnie to dziwi i przyznam, że doprowadza do smutnych wniosków, że JEDNAK taniej jest eksploatować krowy (a to, ze cielaki się zabiera od mamy i wykorzystuje tylko jej laktację to PHI, co za problem...) niż stworzyć jakiś sensowny i efektywny system przetwórstwa roślin na "mleko"...
Mam nadzieję, że wszystkie mody na "laktoza jest zła" sprawią, że ludzie zwrócą się w stronę mleka z roślin i....będzie taniej