default
02.04.15, 09:38
Byłam ostatnio u lekarza internisty, głównie celem uzyskania L4, gdyż dopadła mnie jakaś paskudna infekcja, wymagająca spędzenia paru dni w ciepłym łóżku. W pobliskiej przychodni, gdzie akurat był dostępny od ręki internista, trafiłam do pani doktor. Weszłam do gabinetu i pierwsze co poczułam to nieprzyjemny zapach starego, dawno niepranego ubrania. Myślałam, że to po poprzednim pacjencie - ale była to młoda dziewczyna, obok której siedziałam w poczekalni i nic nie czułam... Przyjrzałam się lekarce - niemożliwie tłuste włosy, związane niedbale w kucyk brudną frotką. Stary sfilcowany sweter, wyraźnie brudny, nieświeży, cały w "kluskach", pozaciągany, ja bym psu na legowisko go nie dała. Równie brudna i zniszczona spódnica (plamy), wyświecona na siedzeniu. Na wieszaku sfatygowana kurtka - to z niej głównie tak waliło.
Przyznam, że się zszokowałam, bo kto jak kto, ale lekarz w takim stanie to chyba raczej ewenement ?
A jednocześnie lekarka okazała się miłą osobą, poinfomowała mnie wyczerpująco nt. oceny mojego aktualnego stanu zdrowia (co rzadko się zdarza internistom) i udzieliła szczegółowych wskazówek co do leczenia. Zapisała antybiotyk - super trafiony, pomógł mi od razu.
Poszłybyscie do takiej lekarki znowu, czy raczej jej brak higieny skreślałby ją jako "dobrego" lekarza ?