Dodaj do ulubionych

Dziecko ze zdrady

23.04.15, 18:57
Też w nawiązaniu do wątku o pasierbiewink

Co byście zrobiły, gdyby wasz partner zmajstrował dziecko na boku?

Tak mi się przypomniało jak kiedyś jedna z obecnych tu forumek deklarowała, że zrobiłaby wszystko żeby tamto dziecko zniszczyć i żeby nigdy nie zobaczyło ani grosza od ojca i spadku, jak i samego ojca.

Ja bym chłopa pogoniła i nie chciała oglądać, wiem, że takiej krzywdy i zdrady nie wybaczyłabym nigdy. Myślę że niejdno wiadro pomyj by mi się ulało pod adresem pana i zapylonej pani.

Ale, no właśnie, nie ograniczałabym na pewno naszemu wspólnemu dziecku kontaktów z ojcem i przyrodnim rodzeństwem, mimo, że na pewno szlag by mnie trafiał, jednak dla dobra dziecka dbałabym o poprawne stosunki.

No i oczywiście modliłabym się do wszystkich znanych i nieznanych bogów, żeby nie trafiła mu się macocha z piekła rodem.
Obserwuj wątek
    • echtom Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 19:04
      Ja już od dawna nie jestem razem z mężem i jego kolejne panienki mnie nie ruszają, ale gdyby którąś zapylił, uznałabym to za wielką nielojalność wobec naszych dzieci.
      • nangaparbat3 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:06
        Przecież Ty masz dorosłe dzieci. Chodzi o spadek? Czy o co wlaściwie?
        • echtom Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:42
          O spadek i ogólne poczucie niesprawiedliwości, że dla innego dziecka byłby lepszym ojcem niż dla naszych.
          • nangaparbat3 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 23:01
            Nie wiadomo, czy były lepszy. Pamiętam, ze kiedy rozstawalismy się, a corka byla mała, miala 8 lat, myśl o ewentualnych dzieciach exa byla dla mnie nie do zniesienia. Powiedzialam do niego "I co, zrobisz sobie nowa coreczkę?", i wtedy sie wsciekl, o malo mnie nie uderzył. Ale kiedy po czterech latach pojawila sie nowa coreczka, widzialam tylko maleńką dziewczynke, podobną do mojej, i cieszylam się, że corka ma siostrę. To zresztą też wielka zasługa macochy, ktora od poczatku nazywala dziewczynki siostrami, i zabrala moją corke na wakacje do swojej rodziny - to bylo ważne i dobre.
            Ale fakt, ze po czterech latach - gdyby pojawila sie od razu, nie znioslabym tego dobrze.
            • echtom Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 08:16
              > Nie wiadomo, czy były lepszy.

              No wiesz, kiedy facet koło 50 decyduje się na dziecko, to raczej po to, by dać sobie drugą szansę sprawdzenia się w roli ojca smile Wolałabym, żeby się zrehabilitował jako dziadek wink
        • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 09:00
          Spadek to ważna sprawa, zwłaszcza jeśli samemu nie jest się milionerem. Często to jedyna rzecz (jak np. ojciec się nie angażował) która pozostaje dla dziecka. Echtom ma trójkę dzieci więc podział spadku i tak będzie niższy, a rozłożony jeszcze na kolejne (potencjalne) dzieci to już nie wiem czy nawet na "waciki" by zostało.
    • lily-evans01 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 19:11
      Ciekawa jestem, jak sobie technicznie te kontakty rodzeństwa wyobrażasz.
      Przywozisz swoje dziecko do domu mężusiowej kochanki?
      No ludzie, są granice politycznej poprawności na tym świecie...
      • kota_marcowa Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 19:21
        To co mam dziecku ojca odebrać? Zwłaszcza jeżeli ojcem jest dobrym i kocha dziecko.
        Zakładając, że ojciec po wykopaniu z domu mieszka i żyje z nową panią takie kontakty są nie do uniknięcia.

        Soczystą wiązankę pewnie puściłabym niejedną jak i życzenia żeby panu zczerniał, usechł i nigdy nie stanął, ale niekoniecznie przy dziecku.
        • lily-evans01 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:33
          Zapewniam Cię, że dobry ojciec lepiej by zrobił odwiedzając swoje pierwsze dziecko na jego terenie i w warunkach neutralnych, niż na siłę próbował zrobić happy patchwork family zbudowaną już od podstaw na tego dziecka krzywdzie. Naprawdę, całe to "rodzeństwo" przyrodnie powstałe z TAKIEGO akurat rodzaju związku nie jest wart tego, żeby dzieciak musiał wysiadywać po chałupkach u pi.czy, co mu ojca odebrała.
          Znam taką sytuację z własnego doświadczenia, jestem córką takiego właśnie ojca, który miał na tyle przynajmniej przyzwoitości, że zdecydował, że nie będę musiała uczestniczyć w życiu jego rodzinki.
          Jako dorosła osoba poznałam dzieci tej pani, też już dorosłe - cóż, są to mi całkowicie obojętni ludzie, pewnie już tak zostanie (nigdy nie życzyłam im źle broń boziu, po prostu odczuwam obojętność).
          Jakby moja matka lepiej sobie radziła finansowo, to powiem szczerze, że lepiej by mi chyba było bez mojego ojca niż z nim wink.
          • kota_marcowa Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:47
            Nie wiem, być może masz rację, może zależy jak bardzo dziecko było z ojcem związane, ja dzięki bogini teoretyzuję, więc mogę się mylić.
            Być może w ogóle się mylę i co do siebie i krew by mnie tak zalała, że w ogóle bym z gnojem nie potrafiła utrzymać nawet pseudopoprawnego kontaktu.
            • lily-evans01 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:14
              Ot, Ty jesteś teoretyk, a ja praktyk, jak w starym dobrym kawale wink.
              Zapewniam Cię, że dziecko nosi jakieś tam poczucie krzywdy w wyniku rozstania rodziców, no nie ma siły. Jeśli w pewnym wieku zaczyna logicznie rozumować i widzi, że tatuś miał najpierw jeden związek, potem zaraz drugi, wreszcie było ono, a teraz są dzieci z nową panią...
              Chyba, że rodzice rozstaliby się w takim momencie, że dziecko nie ma wspomnień ze swojego życia z ojcem, nie zna też okoliczności rozstania rodziców - to mogłoby wypalić.
              Ale nie oszukujmy się, dość popularny już wątek pokazał, jak często nexia jest ukrytą, sfochowaną jędzą - i te wizyty owoców poprzedniego związku wcale nie są mile widziane tak naprawdę, bardzo często (nie obrażając tu np. takiej eliszki czy paru podobnych, normalnych, empatycznych babeczek).
              Odnośnie małżeństwa moich rodziców - widzę prostą zależność między rozwaleniem małżeństwa a unikaniem przez "macochę" kontaktu z dziećmi byłej, zresztą to nic dziwnego, trudno uniknąć skrępowania, podświadomego poczucia winy.
          • mama303 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 19:45
            Mój mąż ma przyrodnie siostry i jest z nimi w bardzo dobrych układach a także z żoną ojca.
            • lily-evans01 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 14:21
              Zależy od sytuacji.
              Z żoną ojca, która przyczyniła się bądź co bądź do rozpadu mojej rodziny i braku STAŁEJ obecności obojga rodziców przy mnie nie potrafiłabym być w dobrych układach. Zresztą ignoruję tę osobę i vice versa.
              Z kobietą, która nie miała nic wspólnego z rozpadem rodziny można zupełnie inaczej ułożyć sobie relacje.
        • goodnightmoon Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 09:09
          kota_marcowa napisała:

          > Zwłaszcza jeżeli ojcem jest dobrym i kocha dziecko.

          Dobry ojciec, ktory kocha dziecko (zwlaszcza male), to po pracy leci do domu, zeby sie z nim pobawic, zanim pojdzie spac, a nie wloczy sie po kochankach i plodzi kolejne!!!

          Bedac w delegacji lub kiedy zona z dzieckiem wyjechali, to dobry ojciec tez nie romansuje, tylko mysli o zonie i dziecku.
          • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 09:17
            Dobry ojciec nie jest impotentem, jest normalnym mężczyzną z krwi i kości. Myślenie o żonie i dziecku i nawet zwykła codzienna troska o nich nie przeszkadza w seksie pozamałżeńskim.
            • lily-evans01 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 09:59
              Nie prowokuj, bo słabo to wychodzi tongue_out.
              Oprócz popędów dobry ojciec rozumie jeszcze znaczenie słowa "zobowiązania".
          • princess_yo_yo Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 14:32
            twoj post sugeruje ze rodzice ktorym sie nie uklada i w koncu sie rozwodza nie kochaja swoich dzieci... dosc smiale zalozenie. nie usprawiedliwiam niewiernosci ale bledy w stosunku do partnera nie musza rzutowac na dzieci zwlaszcza w dlugim terminie.
            • aneta-skarpeta Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 03:00
              nie chodzi o to, że ci ktorym sie nie uklada nie kochają dzieci

              chodzi o to, że jak facet normalnie pracuje ( czyli w naszych warunkach do 17-18 z dojazdami) i jest wspanialym ojcem to nawet jak mu sie srednio układa to nie lata po pracy do kochanki tylko do dziecka

              kochanka zajmuje sporo czasu- a zaangazowany ojciec ma go bardzo mało- bo doba ma tylko 24h
              • echtom Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 09:13
                > chodzi o to, że jak facet normalnie pracuje ( czyli w naszych warunkach do 17-18 z dojazdami) i jest wspanialym ojcem to nawet jak mu sie srednio układa to nie lata po pracy do kochanki tylko do dziecka

                Dokładnie. Znam osobiście - facet uznał, że dzieci są wystarczającą motywacją, by zostać w niezbyt udanym małżeństwie.
            • goodnightmoon Re: Dziecko ze zdrady 27.04.15, 13:09
              princess_yo_yo napisała:

              > twoj post sugeruje ze rodzice ktorym sie nie uklada i w koncu sie rozwodza nie kochaja swoich dzieci... dosc smiale zalozenie. nie usprawiedliwiam niewiernosci ale

              Nie, no jasne ... pan ma dziecko, ale zamiast spedzac wolny czas z rodzina, spedza go z kochanka, poczynajac kolejne ... po prostu ojciec roku! suspicious

              Chyby ze mowimy o sytuacji, kiedy pan zostal zgwalcony, co zaowocowalo ciaza gwalcicielki - wtedy zgadzam sie, mogl byc dobrym, kochajacym ojcem, to zla kobieta winna.

              Co do przyczyn rozstania rodzicow, to moga byc rozne, ale autorka pisala o zdradzie.
      • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:48
        Na forum rozwodowym Pani była pobiła nową Panią z niemowlakiem (owocem zdrady) na ręku gdy przyjechali po pasierba. Miła Pani - nauczycielka w liceum smile
        • kota_marcowa Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:01
          big_grin
          Oglądałam kiedyś Jerrego Springera, na początku jak bijatyki nie były jeszcze ustawione, a krew i włosy latały w powietrzu, fakt, że rozrywka niskich lotów, ale przyznaję, że zabawne to było smile
          • triss_merigold6 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:07
            Ojeso, ja też oglądałam, ale rzadko bo widoki były drastyczne.
          • drinkit Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:26
            pasjami oglądalismy to kiedyś całą rodziną. Niska rozrywka, fakt, ale bardzo widowiskowa smile
        • nangaparbat3 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:08
          Kiedy to było?
          • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:26
            Za czasów Michszyba smile
    • lauren6 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 19:14
      Nie wyobrażam sobie funkcjonowania związku po wywinięciu przez partnera takiego numeru.
      • cosmetic.wipes Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:07
        Ja sobie wyobrażam, a nawet takowy obserwuję. Tatuś mojej przyjaciólki miał przygodę zakończoną zapyleniem. Nie była to jego pierwsza przygoda, ale za to ostatnia, bo skutek go przeraził. Żona z domu nie wykopała (nie wiem co nią kierowało w tamtej chwili), z dzieckiem ani ona ani prawowite dzieci kontaktu nie utrzymują, pan przykładnie przez ponad 20 lat płacił alimenty i jakiś tam kontakt miał, choć dość sporadyczny. Dość długo ten temat był bardzo drazliwy, teraz już o tym wspominają, lecz niechętnie. Paradoksalnie po tym wydarzeniu nastąpił bardzo powolny proces polepszania relacji między małżonkami. W tej chwili starsi państwo są naprawdę dobrą parą.

        Sama nie mam pojęcia jakbym się zachowała, moge jedynie domniemywać, ale nie napiszę co, bo mnie wytną.
    • scarlett.o-hara Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 19:21
      Mój ma zapowiedziane, że ma bzykać się w gumie na boku wink, aby mi żadnego syfa do domu nie przyniósł i jakiegoś bachora nie zmajstrował, bo w przeciwnym razie nie ma przebacz i będzie "wypier$#!@&" z domu, w dodatku w skarpetkach go puszczę big_grin Jak to mówię, to mój puka się w czoło, ale ja sobie nie ufam na 100%, a co dopiero jemu... Choć mówią, że co to za związek bez zaufania. Ja takowe mam, ale ograniczone big_grin
      • kota_marcowa Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 19:25
        E to mój ma zapowiedziane sankcje podobne, tyle że za bzykanie na boku, nie ważne, czy w gumie, czy bez również mu grożą smile
    • edelstein Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 19:24
      Wyslalabym do diabla
    • triss_merigold6 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 19:32
      Zdziwiłabym się, bo on z tych uważających.
      Nie wiem co bym zrobiła, awanturę?

      Jeśli chodzi o mojego eks męża, to nie stać go na nową rodzinę, mam szczerą nadzieję że zdąży spłacić kredyt zanim zejdzie i że syn zostanie jego jedynym spadkobiercą.
    • mag1982 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:03
      Męża wyyebałabym za drzwi. Dzieciom nie utrudniałabym kontaktów, w końcu to ojciec i jego zakichanym obowiązkiem jest uczestniczyć w ich życiu. Na kontakty z rodzeństwem tez bym się zgodzili ale niekoniecznie w mojej obecności.
    • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:18
      Nie ma takiej opcji, ale gdyby: wyprowadziłabym się natychmiast, złożyłabym wniosek o rozwód z winy męża, wzięłabym dłuższy urlop i poleciała na koniec świata z przyjaciółkami w celu terapeutycznym. Potem spróbowałabym zacząć żyć od nowa.
      Nie mamy dzieci i nie zamierzamy, więc nie musiałabym więcej widzieć zdrajcy.
      BTW, jeśli jakaś pani wiąże się z dzieciatym (opcja: po moim trupie), to chyba powinna zdawać sobie na wstępie sprawę z konsekwencji? I raczej bardzo się cieszyć, że pan tatuś nie olał dziecka z poprzedniego związku a nie przeciwnie?
      • a1ma Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:41
        <i>Nie ma takiej opcji, ale gdyby: wyprowadziłabym się natychmiast, złożyłabym wniosek o rozwód z winy męża, wzięłabym dłuższy urlop i poleciała na koniec świata z przyjaciółkami w celu terapeutycznym. Potem spróbowałabym zacząć żyć od nowa.</i>

        A gdyby to nie był plan Sex and the City?
        • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:46
          ?????
          • aneta-skarpeta Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 03:02
            i kolezanka tak od ręki ma kasę i czas na dlugii wyjazd na drugi koniec swiata razem z tobą?wink
            • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 11:54
              Przyjaciółki. Oczywiście, że tak- tak jak w przeszłości mogły liczyć na mnie- przetestowane. Zdaję sobie sprawę, że ciężko to zrozumieć osobie dzietnej z ograniczonymi zasobami finansowymi.
              Sanrio do Wyznawczyni: Nie masz pojęcia jak to jest mieć męża, z którym się liczysz.
              - Madzioreck do Sanrio: Na szczęście nie wie też, jak to jest mieć męża, który nie liczy się z nią. smile
        • lauren6 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:12
          Trafna uwaga big_grin
          • kira02 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 08:13
            Też mi się skojarzyło big_grin
    • mynia_pynia Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:30
      Ale czy dzieci chcialy by sie znać? Pomijam sytuacja jak dzieciaki małe ale jak nastolatek dowiadije sie ze bedzie mial brata na lewo to troche kiepsko, nam kolezanke lat ponad trzydziesci ktora brata widziala raz z daleka a od tatusia tel nie odbiera.
    • ichi51e Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:46
      Gdyby matka miala dosc taktu zeby zejsc z tego swiata badz usunac sie dokumentnie przyjelabym jak wlasne. Z garbem gorzej ale tez biore.
    • kota_marcowa Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 20:53
      To ja wam jeszcze powiem, że znam faceta, tak faceta wink który nie chciał rozwodu i chciał żeby zapylona na boku pani z nim została i wiem, że faktycznie by wybaczył i dziecko nigdy by nie odczuło negatywnych uczuć z jego strony. Pan nie był w żaden sposób wybrakowany, po prostu pani była miłością jego życia.
      • nangaparbat3 Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:15
        Znam dwa takie przypadki, jeden w rodzinie. Obaj panowie bardzo kochali te dzieci. I jeden przypadek, kiedy zona wychowywala córkę męża jak własną.
        • echtom Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:58
          Żona mojego znajomego miała dwoje dzieci z kimś innym. Pierwsze wychowywał jak własne, po drugim odebrał sobie życie.
          • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 08:58
            Niby nie śmieszne, ale jakoś tak...
      • quilte Re: Dziecko ze zdrady 23.04.15, 21:15
        Mam wśród dość bliskich znajomych panią, której małżonek zapylił inną panią, gdy żona była z nim w ciąży. Obie powiły dzieci w odstępie kilku miesięcy, ten sam rocznik (!), żona - chłopczyka, kochanka - dziewczynkę. I teraz następuje clou: żona - zupełnie samodzielna, świetnie zarabiająca, ostra, silna babka - nie wywaliła niewiernego z domu (sam wcale się do rozstania nie kwapił), a potem przez lata dbała o kontakty syna z przyrodnią siostrą, często przyjmowała dziewczynkę, a później dziewczynę, u siebie w domu i pilnowała alimentów - bo mąż artysta i lekkoduch. Dla mnie to niepojęte. Zresztą - pan zdradzaczem być nie przestał, ino już nie zapylał. Żona wywaliła go z chałupy dopiero gdy ich syn przekroczył dwudziestkę, a tatuś (sam wtedy po 50) związał się z jego rówieśnicą. Mówiła, że jest już zmęczona bo ileż można... I rzeczywiście wyglądała na zrezygnowaną i zmęczoną, nie zrozpaczoną. Nie wiem, jak ona dała radę.
        • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 08:57
          Dlaczego niepojęte? Pani nie miała pretensji do kochanki bo wiedziała, że mąż ladaco i wali ją po rogach z innymi, a skoro mądra kobieta była to wiedziała, że i tego dziecka nie wina.
          Za moich czasów maturzysta zapłodnił niemal jednocześnie dwie dziewczyny, matki tych dziewczyn walczyły by to z ich córką się ożenił, w końcu musiał wybrać jedną z nich.
          • croyance Re: Dziecko ze zdrady 29.04.15, 03:28
            Zgadzam sie z Toba. Wcale nie niepojete, wystarczy nie byc malostkowym.
            • 3-mamuska Re: Dziecko ze zdrady 29.04.15, 11:53
              Szczerze, ja mając swoją dwójkę, będąc po rozwodzie, nigdy nie zdecydowałabym się na kolejne dziecko. Raz że według mnie za stara jestem i byłam według mnie na kolejne dziecko za stara już po 30 . Dwa moje możliwości "psychiczne" obejmują max dwoje dzieci.
              No i nigdy bym nie zrobiła krzywdy obecnym dzieciom fundując im rodzeństwo z innego tatusia. I tego samego oczekiwałabym od ex męża.
              Znam wiele kobiet z takim podejściem.

              Ja dokładnie mam tak samo.
              Jestem za stara na nowe dzieci, nie chciałabym żeby moje dzieci miały innych ojcow ,to by bardzo skomplikowało sprawy rodzinne.

              Zreszta jest spora różnica miedzy matka a ojcem, najcześciej dziecko mieszka na stałe z matka, ojca widuje.

              Zreszta mam takie same negatywne uczucia do matki która zdradza, odchodzi zostawia dzieci z ojcem, rodzi kolejne i oczekuje ze te pierwsze radośnie poznają nowego tatusia i rodzeństwo .
              Znam i takie sytuacje. I nie są wcale lepsze od klasycznego schematu tatuś zdradza i odchodzi i potem jeszcze pretensje do ex ze buntuje dzieci.
    • princesswhitewolf Refleksja 23.04.15, 21:11
      no tak. wszystkie wypowiedzi sa normalne i pod 99% bym sie podpisala.

      ALE: jest nas tu wiele. Kazda mowi podobnie. Czy jednak wszystkich mezowie SA WIERNI?

      Przemysl prostytucji przedzie bardzo dobrze ponoc. No ktos tam musi chodzic....
      • lauren6 Re: Refleksja 23.04.15, 21:14
        To nie temat o zdradzie, tylko o zaplodnieniu obcej baby w czasie tejże zdrady.
        • princesswhitewolf Re: Refleksja 23.04.15, 22:14
          O Policjantka! nie o zdradzie ale mysl nasunela mi sie w zwiazku z tymi wypowiedziami- mozna czy mandat wlepisz?
          • princesswhitewolf Re: Refleksja 23.04.15, 22:39
            no dobra Pani wladzo. Przenioslam sie na inny watek ze swoimi refleksjami. Moze masz racje ze to nie tu miejsce na to
      • triss_merigold6 Re: Refleksja 23.04.15, 21:16
        Poznałam kiedyś panią, która zrobiła sobie dziecko z kolegą z pracy - to był układ, ona chciała mieć dziecko a była panną, on miał dwoje własnych i potwierdzoną płodność.
        Dziecko miało jej nazwisko, o alimenty nie występowała, ojciec dziecka czasem gdzieś się pojawiał w odwiedziny, ale funkcjonował jako kolega matki. Od lat nie mam z nią kontaktu i nie wiem, czy powiedziała córce prawdę, czy nie, dzis ta dziewczyna jest już pełnoletnia.
        • gazeta_mi_placi Re: Refleksja 23.04.15, 21:25
          Może miał dobre geny.
        • a1ma Re: Refleksja 23.04.15, 22:02
          Jeśli powie, to się kiedyś spadkobiercy pana zdziwią.
          • triss_merigold6 Re: Refleksja 23.04.15, 22:05
            Niby jak, skoro dziewczyna nie ma go jako ojca w papierach?
            • a1ma Re: Refleksja 23.04.15, 22:37
              Co za problem zrobić badania genetyczne?
              • triss_merigold6 Re: Refleksja 23.04.15, 22:41
                I tak wtedy należałoby sprawę przeprowadzić przez sąd.

                Nie mam pojęcia czy dziewczyna tj. córka wie kto jest naprawdę jej ojcem i nie dowiem się, bo nie mam kontaktu.
      • mag1982 Re: Refleksja 23.04.15, 21:26
        To chyba nie ten wątek? Jestem w stanie wyobrazić sobie, że mąż mi przyprawia rogi z koleżanką z pracy ale u prostytutki go nie widzi.
        • andaba Re: Refleksja 23.04.15, 22:36
          Jeżeli nie zamierza się męża wykopać z domu, to najlepszym wyjściem jest nakłonienie matki do zrzeczenia się praw rodzicielskich i zaadoptowanie dziecka.
          • a1ma Re: Refleksja 23.04.15, 22:38
            Już widzę te tłumy matek, które zrzekają się dziecka z kochankiem, żeby jego żona mogła je łaskawie adoptować. Nie wszystkie na raz!
            • lily-evans01 Re: Refleksja 23.04.15, 22:41
              No właśnie... Przetrawiam ten pomysł w realu... a tak właściwie to leżę i kwiczę wink.
              • kota_marcowa Re: Refleksja 23.04.15, 22:46
                big_grin
              • gazeta_mi_placi Re: Refleksja 24.04.15, 08:52
                Miałabyś święty spokój, żadnych wywiadówek, szarpania się ze szkołą i innymi obowiązkami, a jak w weekend by Ci się nudziło wzięłabyś na chwilę do siebie. No, tylko alimenty musiałabyś płacić, ale sądy zasądzają zwykle tak śmieszne alimenty, że bardziej by Ci się to opłaciło finansowo niż manie ją przy sobie na stałe.
                • lily-evans01 Re: Refleksja 25.04.15, 08:05
                  I właśnie po szczerym rozważeniu wszystkiego, co piszesz - nie oddałabym dziecka ojcu big_grin big_grin big_grin.
                  Dziecko to coś więcej niż opłacanie kolejnych wydatków czy boksowanie się z nauczycielami tongue_out.
          • lily-evans01 Re: Refleksja 23.04.15, 22:40
            Uważasz, że tej matce nie zależy na własnym dziecku i że ten niezdecydowany fi.ut jest AŻ TAK koniecznym elementem zajmowania się własnym dzieckiem i wychowywania go przez matkę?
            Będąc w takiej sytuacji, ryknęłabym w twarz kochasiowi śmiechem... i zakończyłabym związek wink.
            • triss_merigold6 Re: Refleksja 23.04.15, 22:45
              No raczej...

              Skądinąd znam faceta, który oprócz własnych biologicznie dzieci wychowywał też dziecko żony z romansu. Nie zaprzeczał ojcostwa, nie robił różnic między dziećmi - o tyle było wszystkim łatwiej, że przez lata pracował za granicą i przyjeżdżał ze 2x w roku.
              • lily-evans01 Re: Refleksja 23.04.15, 22:48
                To trochę co innego.
                Nie za bardzo umiem wyobrazić sobie matkę, która oddaje niemowlaka kochankowi i jego małżonce w darze wink. A sporo facetów... cóż, i tak porzuca dzieci, czy to małżeńskie, czy nie.
                Chociaż znam dziewczynę, która zostawiła ok. 3-letniego synka mężowi i kontakt z własnym dzieckiem ma sporadyczny. A dziecko już studia kończy.
                • triss_merigold6 Re: Refleksja 23.04.15, 22:51
                  No ja też nie. Aczkolwiek mój partner miał kolegę, którego matka zawinęła się do USA w latach 80-tych, porzuciła rodzinę. Chłopak bardzo źle to zniósł.
              • andaba Re: Refleksja 23.04.15, 22:53
                Różne są matki. Jak przeleci powsinogę, to może jej nie zależeć.

                Ja znam taka sytuację, gdy właśnie matka się zrzekła praw i dzieckiem zajmował się ojciec, a raczej jego żona.
                Oczywiście nie wiem, jakie relacje były miedzy małżonkami po tym wszystkim, ale dziecku raczej nic nie brakowało, z zewnątrz nie było widać róznicy pomiędzy tym od innej kobiety, a biologicznymi dziećmi żony. Obecnie kontakt maja bardzo dobry, co chyba o czymś świadczy, gdyby mu było źle, to po osiągnięciu dorosłości byłby sie odseparował.

                W innym wypadku żona zaoferowała się wychować lewe dziecko męża, ale matka sie faktycznie nie zgodziła - co niekoniecznie było dobrym pomysłem, bo zona była porządną i macierzyńska kobietą, czego o tej drugiej nie mozna było powiedzieć. Syn wyrósł i poszedł w długą, kontaktu z matka (ani ojcem ) nie utrzymuje.
                • a1ma Re: Refleksja 23.04.15, 23:03
                  To jest akurat idiotyczny argument - oddałabyś swoje dzieci obcej babie, która obiektywnie jest "porządniejsza i bardziej macierzyńska" od Ciebie? Dla dobra dziecka, oczywiście.
                  • andaba Re: Refleksja 23.04.15, 23:08
                    Wiesz, ja nie puściłabym się z żonatym facetem, od tego zacznijmy.

                    Mówimy tu o specyficznych kobietach, dla których wychowywanie dzieci niekoniecznie jest priorytetem.
                    • gazeta_mi_placi Re: Refleksja 24.04.15, 08:47
                      Tego nie wiesz.
                    • lily-evans01 Re: Refleksja 24.04.15, 09:54
                      Uważasz, że gros kobit "puszczających się" z żonatym facetem to istoty specyficzne, dla których wychowanie nie jest priorytetem? Kobieto, w jakich czasach żyjesz? Obecnie przeważająca większość kobiet bierze na klatę konsekwencje swoich przygód i romansów, jeśli rzecz zakończy się ciążą, żyją, wychowują dzieci, są tak samo zadowolone jak mężatki.
                      Idąc tokiem tego rozumowania, tatuś qrwiarz, który musi wszędzie sobie włożyć poza własnym związkiem, też nie powinien wychowywać tego dziecka - jest tak samo specyficzny i niemoralny.
                      Ergo - wszystkie bękarty do ochronek! Ale to już było i smutno się skończyło, np. w Irlandii..
                      • andaba Re: Refleksja 24.04.15, 10:12
                        Oczywiście, że nie wszystkie, ale nie możecie twierdzić że takich nie ma. Oj, jest dużo, niby skąd te liczne babcie wychowujące dzieciaki, skąd te pełne domy dziecka?
                        Nie jestem pewna, czy gdyby ojcowie nie wypinali sie na lewe dzieci, tylko oferowali ich wychowywanie, nie byłoby mniej, zwłaszcza tych użerających się i nieudolnych babć, bo może jednak domy dziecka to inna liga..
                        • lily-evans01 Re: Refleksja 24.04.15, 10:27
                          Skąd ich tak pełno?
                          Ano z patologii. Patologia może być ślubna i pozaślubna, lewa i prawa wink.
                          Często niechciane dzieci są z bardzo wczesnych związków młodych dziewczyn i młodych mężczyzn, plus odpowiednia mentalność, picie, brak godziwych zarobków.
                          Zobacz choćby taki przykład osławionej Katarzyny W., która wcale nie chciała dziecka, ale jej wyperswadowano, że ma z swoim osobistym chłopakiem i ojcem dziecka to dziecko wychowywać. Nikt tam nie skakał na boki, dziecko nie było lewe, używając Twojego uroczego określenia. Powiem więcej, to był ślub konkordatowy tongue_out.
                          Osobiście znam kilka kobiet, które same wychowują dzieci, bo z facetami nie zagrało albo po prostu ciąża była przypadkiem, ot antykoncepcja zawiodła, a znajomość oparta bardziej na seksie i miłym spędzaniu czasu niż czym innym. Żadna jakoś nie ma ochoty oddawać dziecka tatusiowi tongue_out.
    • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 10:24
      Mój mąż ma zapowiedziane, że gdyby mnie zdradził, to drzwi z drugiej strony by zobaczył, a ciuchy zbierał z podwórka.
      On twierdzi, że nigdy by nic takiego nie zrobił, a gdyby go zaćmiło, to błagałby o przebaczenie i spod drzwi nie odszedłsmile
      Gdyby mnie odbiło i przyjęłabym go z powrotem, to jedyna możliwa opcja
      -0 kontaktów z "kochanką" i ewentualnym "produktem ubocznym"
      -ma zabezpieczyć mnie i nasze dzieci tak, że nie odczujemy tego że jakieś pieniądze idą na "produkt uboczny"
      -cały nasz majątek wspólny jest przepisany na mnie i nasze dzieci
      -nasze dzieci nie będą nawet o tym wiedziały, nie mówiąc o kontaktach.

      Mąż zna moje zdanie.
      • ophelia78 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 11:51
        ja bym zrobiła bardzo podobnie: gdyby byłby to regularny romans, to koniec związku. Jednorazowy skok w bok byłabym w stanie wybaczyć. Gdyby ów skok był brzemienny w skutkach, kazałabym wybierać: albo ja, albo to dziecko. Tzn.jeśli chce, żebym mu wybaczyła i żebysmy dalej byli razem, musiałby absolutnie zrezygnować z kontaktów z dzieckiem i jego matką. Gdyby matka wywalczyła w sądzie alimenty, to ok, kontakt musiałby się ograniczyć do pzrelewu. I absolutnie NIC więcej.
        Tak, wiem, egoistyczne na maksa. Ale tak bym zrobiła.
        • bulzemba Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 15:29
          wiem że najważniejsze dla ciebie są twoje dzieci ale facet który nie utrzymuje kontaktu z własnym dzieckiem to nie facet.
        • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 07:56
          Co za zwycięstwo, zaiste skarb uratowany, co to na własne dziecko dupę wypiął, byle żona nie truła i nie wywaliła z chaty.
          Gdzie te baby mają łeb.
      • alpha.sierra Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 15:51
        No to bardzo po chrześcijańsku uncertain. Najbardziej po tyłku dostałoby ewentualne dziecko męża, a nie główny winowajca. Grunt, że dobrze zamiecione od dywan, w nosie z bliźnimi.
        • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 16:40
          Dziecko dostawałoby alimenty.
          • misterni Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 01:21
            gazeta_mi_placi napisała:

            Dziecko dostawałoby alimenty.

            Ale ojca by nie miało. I to wszystko przez sucz, prawowitą żonę. A w czym to dziecko gorsze od dzieci suczy?
            >
            • lily-evans01 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 08:09
              Suczą jest też ta, która wcięła się w związek, w dodatku w związek z dziećmi.
              A pan z kolei qrwiarzem.
              Wszyscy siebie warci i dlatego powinni poukładać sobie życie tak, żeby zminimalizować straty.
              Na co dziecku kochanki ta "prawowita" rodzinka, z którą jego ojciec wciąż jest, a pani małżonka przy każdej wizycie podświadomie krzywo patrzy na bękarta? To jest nie do uniknięcia, żeby taka kobieta nie miała żalu - prędzej by go nie miała, gdyby wywaliła pana, zamknęła rozdział i po prostu ułatwiała kontakty przyrodniego rodzeństwa.
              • misterni Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 12:03
                Prawowita żona stała się suczą w momencie, gdy zabroniła mężowi kontaktu z dzieckiem.
              • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 14:12
                Chyba nikt nie postuluje aby wszyscy np. zasiedli jak jedna rodzina: pan, obie panie, z całym przychówkiem, do jednego stołu, gdzie raczyliby się gustowną pogawędką i podsuwali wzajemnie półmisek ziemniaczków big_grinbig_grin
                Taki pan, jeśli zostaje z żoną, może swój OBOWIĄZEK wobec "nowego" dziecka realizować we własnym zakresie, nie koląc w oczy żony. Może dokładać wszelkich starań, aby to żony nie dotyczyło i żona ma prawo wymagać, aby to nie oznaczało kontaktów z eks-kochanką. I tyle. Sucz stająca na rzęsach żeby on tego dziecka nigdy na oczy nie widywał i dobrego słowa nie powiedział, to sucz- znacznie gorsza niż ta, olabogarety, kochanka.
                • lily-evans01 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 17:53
                  To, co postulujesz, oznacza, że pan i tak bardzo długo nie widywałby dziecka, przez dobre ileś lat - skoro żona ma prawo oczekiwać, że nie będzie kontaktował się z kochanką. Na samodzielne spotkanie, bez ingerencji byłej kochanki, pan może umówić się dopiero z dzieckiem mającym własny telefon i samodzielnie poruszającym się po mieście wink.
                  Jak dla mnie, ważniejsze w pierwszym rzędzie jest rzetelne spełnianie obowiązku alimentacyjnego, samym towarzystwem tatusia i pozostałych jego dzieci nikt jeszcze się nie najadł.
                  • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 19:40
                    Nie no, bez przesady, przecież może mu "wręczyć" dziecko, chodzi o to, żeby się nie umawiali na kawki i obiadki, to chyba oczywiste. I może zamykać oczy i na nią nie patrzeć jak się spotkająwink
                    Alimentacja- oczywiście, ale jak można doczytać powyżej właścicielka misia stoczy krwawą walkę w sądzie i do niejednego się posunie o to, aby "produkt uboczny" otrzymał minimum możliwego minimum, a nie alimenty.
                    • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 10:17
                      "właścicielka misia" nie musi toczyć krwawej walki w sądzie, bo rozważamy czysto teoretycznie.smile
                      • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 10:19
                        A ktoś napisał, że musi?
                        Wynikło natomiast, że chce.
            • 3-mamuska Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 16:00
              gazeta_mi_placi napisała:

              Dziecko dostawałoby alimenty.

              Ale ojca by nie miało. I to wszystko przez sucz, prawowitą żonę. A w czym to dziecko gorsze od dzieci suczy?
              >

              Dziecko nie miałoby ojca przez sucz swoją własna matkę , ktora wlazła do lozka żonatemu, i doskonale wiedziała ze jest duze prawdopodobieństwo ze zostanie z dzieckiem sama.

              Naturalne jest ze broni sie własnego gniazda.
              • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 19:43
                > Naturalne jest ze broni sie własnego gniazda.
                Tak, ale pewne formy obrony pasują do dzikich psów albo makaków.
        • misterni Ależ to bardzo typowa w tych kręgach postawa 25.04.15, 01:18
          W necie kiedyś krążył film z wykładem księdza, w którym przekonywał, że nie należy utrzymywać kontaktu z owocem zdrady.

          alpha.sierra napisała:

          > No to bardzo po chrześcijańsku uncertain. Najbardziej po tyłku dostałoby ewentualne dz
          > iecko męża, a nie główny winowajca. Grunt, że dobrze zamiecione od dywan, w n
          > osie z bliźnimi.
      • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 18:31
        "produkt uboczny"?!
        O żywym człowieku mówisz, dziecku które akurat miało goovno do powiedzenia jaki palant je na świat powoływał. I palant poczołgałby się i popłaszczył jakiś czas, odegrał teatr z demonstracją skruchy, przehandlował kontakt z rodzonym dzieckiem (z faktami się nie dyskutuje)- i został na łonie rodzin.
        W sumie rzyg.
        • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 19:54
          No przecież nieplanowany. Produkt uboczny zdrady.

          Jak pisałam wyżej musiałabym mocno zgłupieć, żeby wybaczyć zdradę. Ale jeżeli bym dostała totalnego zaćmienia, to byłoby tak jak wyżej. I tak dobro moich dzieci jest dla mnie najważniejsze. NIezależnie jakim fiutem jest zdradzający facet, kobieta idąca do łóżka z żonatym jest zwykłą ci..ą.
          Ja nie jestem święta i nie zamierzam udawać nawet, ze jestem. Dzieciak będący owocem zdrady, nigdy nie będzie moim problemem ani mojej rodziny. Mąż płaciłby alimenty jakie by zasądził sąd. Na pewno walka byłaby o ich wysokość.

          Na szczęście to tylko gdybaniesmile mąż nie ma czasu, siły ani ochoty na głupotysmile. Ma rodzinę o którą musi zadbać.
        • sanciasancia Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 20:57
          Nie wiem właściwie czemu się dziwisz, ona ma bardzo katolickie poglądy, jak obca kobieta chce usunąć ciążę, to jest to zabójstwo człowieka, ale narodzone już dziecko, to "produkt uboczny", kto by sobie nim głowę zawracał.
          • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 21:05
            A czy ja gdzieś pisałam, ze jestem święta? Nie jestem.
            Czy ja każę zabijać to dziecko? No idąc do łóżka z żonatym facetem, kobieta chyba zdaje sobie sprawę, że może zostać sama bez pomocy?

            No mój mąż miałby wybór, albo my i nasza rodzina albo tamta kobieta z jej dzieckiem. On by wyboru dokonywał. Zna warunki, na szczęście nie ma ochoty na skoki w bok. Wiem, że nawet jeżeli nie ze względu na wielką miłośc do mnie, to na pewno ze względu na miłość do naszych dzieci, krzywdy by im nie zrobił rozbijając rodzinę i zdradzając.
            • sanciasancia Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 21:54
              No, nie jesteś, do chrześcijańskiej postawy ci daleko. Gdybym była wierząca, byłoby mi za ciebie po prostu wstyd, jako że nie jesteś, po prostu jesteś doskonałą ilustracją religianctwa.
              I naprawdę wystarczy, że tak lekko piszesz o krzywdzeniu dziecka, pardon, produktu ubocznego, które nie jest niczego winne.
              • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 22:02
                dziecko może i nie jest niczemu winne, ale jest nierozerwalnie związane ze swoją matką, która jak najbardziej jest winna.
                Na szczęście na 99,9%ten problem nie będzie mnie nigdy dotyczyłsmile
                • sanciasancia Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 00:18
                  Nie, kotuś, winny jest przede wszystkim mąż.
                  Mąż podwiązał nasieniowody? To też niezgodne z nauką kościoła.
                  • misiekzdzisiek2 Co bym zrobiła? 26.04.15, 20:19
                    Najpierw modliła się, by szlag trafił to dziecko.
                    Jakby opatrzność nie przychylila się do modłów, to ukrócała kontakty męża z dzieckiem, przy jednoczesnym sumiennym płaceniu NIEZBĘDNYCH alimentów. Potem zmanipulowała męza tak, by regularnie/systematycznie w darowiźnie zapisywał mnie i naszemu wspólnemu potomstwu części majątku.

                    Ot, sucz ze mnie. Wiem, ze dziecko nie jest winne. Ale ja tez niczemu nie jestem winna i dbam o swoje interesy i interesy wspólnego potomstwa.
                • misterni Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 01:31
                  arwena_11 napisała:

                  dziecko może i nie jest niczemu winne, ale jest nierozerwalnie związane ze swoj
                  ą matką, która jak najbardziej jest winna.

                  Masz jakąś wątpliwość w tym względzie? Dziecko niczemu nie jest winne. Matka może jest winna (skala jej winy zależy od tego, co naopowiadał jej wiarołomny mąż) ale w 100% winny jest zapylacz, bo to on był zobowiązany do lojalności wobec ciebie.

                  Na szczęście na 99,9%ten problem nie będzie mnie nigdy dotyczyłsmile

                  Tego nie wiesz
                • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 07:51
                  To, co napisałaś (wyżej) jest obrzydliwe, a to, że Ciebie to nie razi jest przerażające.
                  Nie śledzę kto tu demonstrował swój katolicyzm czy chrześcijaństwo, jeśli tak, to tym większa żenada.
                  Matka jest winna, więc w razie czego na rzęsach staniesz, ale doprowadzisz do tego, żeby mąż potraktował maksymalnie z buta dziecko? OJP...
                  • mirmunn Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 11:23
                    No wiesz, dla Arweny liczy się tylko kasa- pamietam taki wątek o sprzedaży majątku przez rodziców własnym dzieciom. A teraz jeszcze wzorowe katolstwo pokazała.

                    Btw,. a do głowy czasem nie wpadło, że mąż może pani zwyczajnie nie powiedzieć, że jest żonaty i dzieciaty? I co wtedy? Też jej wina?
                    A o winie "produktu ubocznego" to nawet mi się pisać nie chce.
                    • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 27.04.15, 10:59
                      Pieniądze akurat są bardzo ważne.
        • latarnia_umarlych Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 14:45
          katolicka etyka smile
          wcale mnie to nie dziwi
    • tully.makker Ja nie musze gdybac... 24.04.15, 11:27
      ...bo tak wlasnie sue zdarzylo mojemu mpierwszemu mezowi. Nie dosc ze zaplodnil kochanke ( jedna z wielu) to porzucil ja jak tylko sie dowiedzial, ze jest w ciazy.
      Kiedy dostalam w rece dowody jego zdrady, przeplakalam 2 dni, a trzeciego dnia wezwalam slusarza celem wymiany zamkow (dziad byl wtedy w delegacji).

      Niestety oj syn nie ma kontaktu z bratem, zgodnie z zyczeniem matki tego chlopca. W sumie szkoda. Wie o nim i moze kiedys zechce go odszukac?
    • joaaa83 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 11:35
      Chyba nie mogłabym wybaczyć takiej zdrady i skończyłoby się rozwodem. Moje kontakty z ex ograniczyłabym do niezbędnego minimum, a co do kontaktów wspólnych dzieci z ojcem, przyrodnim rodzeństwem, czy macochą decyzję zostawiłabym dzieciom i ich ojcu. Nie namawiałabym własnych dzieci do bliższej znajomości z przyrodnim rodzeństwem, jeśli nie byłyby chętne.
    • jesienna.nuta Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 11:53
      Co byście zrobiły, gdyby wasz partner zmajstrował dziecko na boku?"

      Odeszłabym bez słowa.
      Gdyby miał z inną romans/dziecko - to znaczy, że jest inny, niż myślałam, że się pomyliłam.
      Mój błąd.
      A za własne błędy trzeba płacić.
      Pan też.
    • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 18:14
      Dziecko "zmajstrowane na boku"- nie ma o czym mówić w temacie dalszego mojego związku z panem. Pozamiatane.
      Kontakty mojego (naszego) dziecka z ojcem i rodzeństwem- tak, pewnie w tyłku by mnie ściskało i szlag trafiał, ale miałabym poczucie obowiązku względem własnego dziecka, żeby się zachowywać.
      Gdyby natomiast pańcia miała do mojego dziecka a jej pasierba/pasierbicy jakiś problem, to zapewne nerwy by mi puściły i przestałabym się zachowywać w tym momencie.
      • 3-mamuska Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 19:36
        O takich dzieciach poza małżeńskich powinna wiedzieć rodzina, czy małżeństwo przetrwa czy nie.
        Zeby kiedys nie wyszło ze brat z siostra sie w sobie zakochują.

        Ja nie wiem co bym zrobiła, kiedys moze 10 lat temu, wywalilabym faceta za drzwi, ale zauwazylam ze czasem moge podejście sie zmienia. Zwłaszcza po akcji zdrady w rodzinie i pozostaniu w małzeństwie.
        Jakim sie jest małżeństwem czy dobrym czy koszmarnym. Bo uważam ze nawet w dobrych małżeństwach moga byc zdrady.
        Czasem facet w trakcie zdrady jest jeszcze lepszy dla zony bo ma wyrzuty sumienia.

        Decyzje podjęłabym w oparciu o zachowanie zdradzającego, czy to romans czy zdrada, żałuje czy uważa ze nic sie nie stało , czy chce naprawić krzywdę. Czy zgodziłby sie na sprawdzenie i czas na odbudowę zaufania.

        Jakie byłoby podejście do tego dziecka, nie wiem czy byłabym stanie byc spokojna o kontakty z dzieckiem i oczywiście matka dziecka.
        Z jednej strony alimenty i zero kontaktów, z drugiej strony złe to świadczy o facecie ktory nie ma potrzeby widywać własnego dziecka.

        Narazie ewentualna zdrada mojego meza jest dla mnie tak abstrakcyjna ze nie jestem w stanie powiedzieć , zrobię tak i tak. I obym nie musiała sie przekonać.

        -----------------
        Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • morgen_stern Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 18:58
      Chyba by mi serce pękło. Nie wiem, czy dałabym radę funkcjonować potem z nim w związku.
      -
      Piękne Anioły
      • aankaa Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 19:15
        Chyba by mi serce pękło

        big_grin
        • misterni Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 01:35
          A to takie śmieszne? Są pewne granice cynizmu.
        • morgen_stern Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 10:26
          Co cię śmieszy, bo nie rozumiem? Ty śmiałabyś się wniebogłosy? Chyba każda w tym wątku choć przez moment właśnie tak by się czuła.
          • echtom Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 11:45
            Może chodzi o to, że jesteś na forum odbierana jako osoba dość wyluzowana w relacjach i niektórym wizja Ciebie rozpaczającej po zdradzie jakoś nie pasuje smile
            • morgen_stern Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 12:37
              Sorry, ale to jakieś bzdury. Co to znaczy "wyluzowana w relacjach"? To, że miałam wielu partnerów oznacza, że nie potrafię kochać, poczuć się zraniona, cierpieć? Tak sobie po prostu przeskakuję z kwiatka na kwiatek bez żadnych uczuć? Całe życie? Przyznam, że jestem zaskoczona tym, co napisałaś.
              • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 12:50
                Morgen, sprawiasz wrażenie bardzo silnej i odpornej na wszystko kobiety. Chyba to daje innym podstawę do myślenia, że nic Ciebie nie ruszy, że wszystko spłynie.

                Znałam kilka takich osób w życiu jak ty. Na zewnątrz wyluzowane, silne. No takie "bez emocji".
                Tylko że w kryzysowych sytuacjach okazywało się, że to taki pancerz. Obawa przed pokazaniem światu swoich słabych punktów. Na trzy takie kobiety dwie pod wpływem różnych zawirowań życiowych okazały się słabsze psychicznie niż te, które zawsze były uważane za emocjonalnie rozchwiane i słabe. Po jednej rzeczywiście "spłynęło" wszystko. Tylko zawsze sie zastanawiałam, czy naprawdę, czy może emocje schowała jeszcze głębiej. Niestety nasze drogi się rozeszły po studiach i tego nigdy nie miałam szansy sprawdzić.
                • ezmd99 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 13:09
                  Zgodzę się z Tobą Arwena. Też byłam taka bez emocji. Bez emocji, bo bałam się skrzywdzenia, bólu, który ludzie mogą zadać. Nawet eks mnie nie znał. Miał szansę, ale na wstępie już wykorzystał moje słabe punkty. Wiec po co. I, gdy zdradził i uciekł z domu, to się posypałam dokumentnie. Jak kryształ, na drobniutkie cząsteczki. Teraz juz jestem w miarę poskładana, ale byle drobnostka doprowadza mnie do łez. I nigdy nie płakałam za nim, tylko z powodu sposobu, jak to uczynił. I z żalu, że zmarnowałam sama sobie 20 lat.
                  • morgen_stern Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 13:29
                    Nikt, kto mnie zna nie powiedziałby, że sprawiam wrażenie kogoś bez emocji. Jestem tego absolutnie pewna smile to, że jestem obcesowa nie oznacza, że jestem pozbawiona emocji i wszystko po mnie spływa. Ja mam raczej emocje na wierzchu i byłam pewna, że to widać nawet tu, na forum, ale chyba was przeceniłam tongue_out
                    • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 13:47
                      Morgensmile
                      Pewnie w realu jesteś inna, ale na forum zawsze dla mnie sprawiałaś wrażenie takiej silnej, twardo stąpającej po ziemi kobiety, która nie kieruje się emocjami, ale wszystko racjonalnie sobie wytłumaczy.
                      Każda dyskusja z tobą jest dyskusją merytoryczną nie emocjonalną. W sensie bronisz swojego zdania, ale zawsze na argumenty. Nie pamiętam żebyś powiedziała "nie bo nie" itd.
                      Mnie czasami emocje ponoszą i potrafię się zapędzić za daleko, w sensie co w głowie to na języku. A nie raz przydałoby się ugryźć w język
                      Lubię cię czytać czasami dyskutować, nawet jak mamy diametralnie różne poglądy na daną sprawę.
                      • morgen_stern Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 13:56
                        Dzięki za miłe słowa, ale pamiętaj, że racjonalność nie oznacza absolutnie braku emocji. I mnie czasem one ponoszą, musiałabyś słyszeć nasze awantury... Trochę mi się to kojarzy z podejrzewaniem ateistów o brak życia duchowego. To, że wiem, że np. miłość to wypadkowa procesów psychologicznych i chemicznych w organizmie nie oznacza, że nie potrafię się zakochać na zabój i umierać z rozpaczy wink i to, że nie wierzę w żadnego boga nie oznacza, że nie mam duchowych rozterek i przemyśleń, albo że np. nie przeżywam głębokich wewnętrznych uniesień obserwując przyrodę smile
                        • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 14:04
                          A nie ateistów ja o to nie podejrzewamsmile Moją najstarszą i najbliższą przyjaciółką jest ateistkasmile więc coś wiem na temat"duchowych rozterek ateistów" Są duże smile
              • echtom Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 14:17
                Ale czemu krzyczysz na mnie? Ja przecież się nie śmieję, tylko próbuję zgadywać, co mogło tak rozbawić przedpiśczynię. Teraz widzę, że tylko jedna osoba tak zareagowała - zdawało mi się, że więcej. Przepraszam, jeśli Cię uraziłam.
                • morgen_stern Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 15:02
                  Rany, gdzie ja krzyczę? Po prostu sie zdziwiłam i zadaję pytania.
                  • laquinta Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 15:45
                    morgen_stern napisała:

                    > Po prostu sie zdziwiłam i zadaję pytania.

                    Ciekawe jakie będą opowiedzi. Nie mogę się doczekac big_grin
                    • morgen_stern Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 16:01
                      Musisz jeszcze poćwiczyć umiejętność czytania, bo odpowiedzi już były i temat został wyczerpany. Przykro mi, że cię rozczarowałam smile
                      • laquinta Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 16:17
                        To Ehtom już odpowiedziela? Faktycznie, wielka ze mnie gapa. big_grin
                        • morgen_stern Re: Dziecko ze zdrady 27.04.15, 09:21
                          Wyżej rozmawiałam z arweną, więc faktycznie przegapiłaś smile
    • anika772 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 19:18
      Nie mam pojęcia. Byłabym zraniona potwornie, to pewne i nie wiem czy dałabym radę funkcjonować w takim związku. O nakłanianiu matki dziecka do zrzeczenia się praw i adoptowaniu go nie byłoby mowy, co to w ogóle za cudaczny pomysł.
      Zabronić mężowi kontaktów z tym dzieckiem...? Kim bym była i kim byłby ten mój mąż, gdybyśmy taką opcję przyjęli? Ta opcja z kolei nie jest okrutna i nieludzka. Szczerze, nie spodziewałam się czegoś takiego po Arwenie. Wątek o kocie mnie zmylił.
      • anika772 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 19:18
        Ta opcja JEST okrutna i nieludzka.
        • triss_merigold6 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 19:21
          Niesłusznie zakładasz, że ludzie wrazliwi na krzywdę zwierząt, są wrazliwi na innych ludzi. To w ogóle nie ma związku.
          • anika772 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 19:33
            No właśnie widzę.
            • triss_merigold6 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 19:39
              Ale to jakieś zaskoczenie, czy co? Myślałam, że sympatię wobec zwierząt z dobrym serduszkiem automatycznie łączy się mając tak 14-15 lat.
            • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 06:41
              Ale to dziwne jest? Często gęsto osóbki "baaaardzo kochające zwierzątka" kochają najbardziej to, że zwierzątka ich kochają.
              Poza tym ze zwierzętami jest łatwo: wcześniej czy później słuchają "cię" i się łaszą. Ludzie są jakby bardziej wymagający i do tego mają własne życie, które niekoniecznie zainteresowanej musi odpowiadać. Na przykład może ją irytować matka delikwenta, albo dziadek, albo fakt, że tak się życie ułożyło, że nie może rzucić mu ochłapu jaki uważa, tylko pewne rzeczy względem tego człowieka MUSI zaakceptować. Zwierzątka mają futerko i są łatwiejsze niż cudze dzieci, prawda?
              • echtom Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 08:41
                > Zwierzątka mają futerko i są łatwiejsze niż cudze dzieci, prawda?

                Prawda.
      • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 20:04
        A czego się spodziewałaś? Że pogłaszczę po główce?
        Każde spotkanie z owocem zdrady, to zabranie czasu naszym dzieciom. Poza tym rozdrapywanie rany, która nigdy się nie zabliźni.
        Jak znam siebie to i tak bym się z mężem rozstała, bo bym za każdym razem wypominała. No nie umiem zapomnieć o krzywdzie jaką ktoś mi wyrządził. Pamiętliwa jestem.

        To dziecko nigdy nie przekroczyłoby progu naszego domu. Moje dzieci nie miałyby z nim nic wspólnego.
        • echtom Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 20:10
          Naprawdę widzę, że najsurowiej potraktowałabyś najbardziej niewinną osobę w całej tej sytuacji. Rozumiem, że miałabyś prawo nie wpuścić tego dziecka do swojego domu, ale całkowity zakaz kontaktu z ojcem jest jednak okrutny. Nieoczyszczona, ropiejąca rana nie zabliźni się nawet bez rozdrapywania.
          • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 20:22
            wiesz u mnie matka z dzieckiem stanowią całość. Jak sobie widzisz kontakty z niemowlakiem bez widzenia sie z jego matką? A to żeby mąż miał kontakty z ex kochanką/przygodą to opcja po moim trupie.
            Ona stawia dziecko pod klatką i odchodzi a mój mąż idzie po dziecko? Abstrakcyjne prawda?
            Gdybyśmy chcieli mieć dziecko jeszcze jedno, to byśmy je sobie zrobilismile.
            • echtom Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 22:31
              Dlatego zdrowiej byłoby zakończyć związek z mężem, który do tego stopnia nadużył zaufania, niż ciągnąć go dalej z takim przemilczanym obciążeniem.
              • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 22:37
                Pewnie gdybym nie miała dzieci, to na 100% związek by się zakończył i nie miał szansy na odnowienie. Mając dzieci pewnie musiałabym wziąć pod uwagę ich zdanie, a one z ojcem bardzo są związane.
                • echtom Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 08:46
                  > Mając dzieci pewnie musiałabym wziąć pod uwagę ich zdanie

                  Może, choć nie jestem pewna, czy z "trupem w szafie" można tworzyć naprawdę szczęśliwą rodzinę.
                  • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 10:09
                    dlatego mam nadzieję że nigdy się o tym nie przekonamsmile
        • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 20:10
          A jakby matka zmarła a dziadkowie nie mogli się zająć (wiek, choroby albo nie żyją)? Dziecko do DD?
          • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 20:18
            Gazetko ja się nie nadaję na niańkę obcych dzieci. No dla ich własnego dobra. Moje są już duże, niedługo się usamodzielnią. Wchodzić znowu w małe dzieci? Za jakie grzechy?
            A prawda taka, że mąz by pracował a ja miała dzieciaka na głowie. No nic z tego.
        • rhaenyra Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 21:14
          ciekawe co na to Jezus suspicious
          • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 21:23
            Jezus był jeden. Mnie daleko do świętości. Nie potrafię nadstawiać drugiego policzka. Może na starość się nauczę, ale na razie niestety nie jestem w stanie.
            • misterni Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 01:47
              Czyli nie jesteś katoliczką
              • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 10:28
                Aty bycie katoliczką utożsamiasz ze świętością? Ja jestem tylko człowiekiem, mogę dążyć do świętości, ale są rzeczy nie do przeskoczenia dla mnie. Moze jak będę miała 80 lat inaczej spojrzę ale teraz widzę to tak a nie inaczej
                • misterni Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 12:07
                  Nie, nie utożsamiam. Wyobrażam sobie jednak, ze prawdziwy katolik i nie tylko katolik, ale po prostu przyzwoity człowiek nie będzie się odgrywał na niewinnym dziecku. Ty nie jesteś ani prawdziwą katoliczką, ani przyzwoitym człowiekiem.
                  • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 20:01
                    Podpiszę się.
                    • sanciasancia Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 20:07
                      Ja też.
                  • mirmunn Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 11:24
                    właśnie
          • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 24.04.15, 21:41
            Jestem antyklerykalne, ale uważam, że katolicy są takimi ludźmi jak my, ze swoimi wadami i zaletami, to nie nadludzie. I myślę, że sam Jezus Ch. nie wymagałbym od swoich ludzi bycia zawsze i wszędzie ideałem. To był równy gość, zamienił wodę w wino, gdyby żył zapraszałobym go na każdą imprezę.
            • echtom Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 08:24
              Nie spodziewałam się po Tobie takiej rozsądnej wypowiedzi tongue_out A poważnie, od zawsze niezmiennie uważam, że nie można od ludzi wymagać heroizmu, natomiast należy wymagać zwykłej przyzwoitości. O ile heroizmem byłoby zaopiekowanie się "owocem zdrady" i włączenie go do rodziny, o tyle zwykła przyzwoitość nakazuje, by nie zabraniać ojcu wypełniania minimum ojcowskich obowiązków.
              • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 10:33
                Echtom ale jak widzisz kontakty z niemowlakiem BEZ KONTAKTÓW z matką? Na zdrowy rozsądek się nie da tego oddzielić.
                Na szczęście jesteśmy w takim wieku, że oboje na niemowlaki zaczynamy mieć alergięsmile
                Swoje odchowaliśmy i żadne nie ma ochoty na powrót do przeszłoścismile
                • echtom Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 10:43
                  Nie mówię o obligatoryjnych kontaktach od niemowlaka - raczej o późniejszym ułożeniu relacji w sposób optymalny dla wszystkich zainteresowanych, bo z Twoich wypowiedzi wynika, że w tej sprawie byłabyś jedyną osobą podejmującą decyzje.
                  • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 10:49
                    Jak pisałam wyżej dla naszych dzieci ( jeżeli one by tego chciały i wiedziałabym że ojciec jest im potrzebny )dałabym mężowi prawo wyboru albo my albo tamte dziecko. On by dokonał tego wyboru.
                    Przy czym jakbym miała już dzieci dorosłe to nie miałabym problemu, bo nie byłoby szansy na dalszy związek.
                    • ingryd Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 15:20
                      ? teraz wyobraz sobie innaczej te sytuacje :
                      Pewnego dnia dowiadujesz sie ze malzonek zdradzil cie i ze zaistnial produkt uboczny tej zdrady
                      Wedlug wczesniej podanego scenariusza, robisz karczemna awanture i malzonek caluje klamke z drugiej strony.
                      Wiec po pocalowaniu tej klamki, niewiertny przytomnieje, otrzepuje sie, i mowi ....... uffffffffffff, nareszcie !!!!
                      I kursgalopkiem udaje sie w kierunku domostwa nowej pani.
                      Pani bedaca twoja kopia, (tylko 20 lat mlodsza, swiezsza i ladniejsza)stawia mu warunek, ze i owszem, przyjmie go li tylko jedynie jesli zerwie wszelkie kontakty ze STARA rodzina. Wiec szybki pozew o rozwod, walka o podzial majatku wspolnego, oraz walka o jak najnizsze ujowe aliments i ZÉRO kontaktow z dziecmi, poniewaz rozumiesz arwi, teraz najwazniejsza jest ta NOWA rodzina i tak jak dla ciebie, dla tej pani najwazniejsze jest JEJ dziecko.

                      Ty zostajesz sama jak przyslowiowy palec, z 50 na karku, klopotami finansowymi, uyebana harowa zeby zarobic na trojke dzieci i ogarnac samotnie ich wychowanie.

                      Meza czasami mijasz na ulicy, odmlodnial 10 lat, spaceruje e wozkiem i promiennym usmiechem na twarzy u boku slicznej, mlodej kobiety, ciebie nie zauwazaja.

                      Ale przeciez ty nie mozesz miec do nikogo o to pretensji, ty te kobiete rozumiesz, bo przeciez nikt nie jest swiety, ? dobro WLASNYCH dzieci jest najwazniejsze.

                      Amen
                      • anorektycznazdzira Tę wypowiedź proponuję w ramkę oprawić:) n/t 26.04.15, 07:12
                        • capa_negra Złota czcionka forum n/t 26.04.15, 22:43

                      • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 10:27
                        To ja powiem tak.
                        Jak mam 50 na karku to dzieci dorosłe i nie należą im się już alimenty.
                        Majątku wspólnego bardzo niewiele. Zdecydowanie więcej jest mojego osobistegosmile nie wchodzącego do wspólnoty małżeńskiej. I mąż niewiele wyniesie.
                        Rozwód z winy męża i ja spokojnie wywalczę niezłe alimenty na siebie do końca życiasmile, bo w nowy związek się nie wpakujęsmile Scenariusz nie taki zły wink
                        • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 11:56
                          W Polsce najprawdopodobniej nie wywalczysz żadnych alimentów na siebie, jeśli już to przez ograniczony czas i groszowe. Chyba, że piszesz z perspektywy innego kraju.
                          • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 12:58
                            Jak najbardziej wywalczę. Masz w kodeksie rodzinnym. Kwestia dobrego adwokata.
                            No i jak rozwód z orzeczeniem winy to jak najbardziej alimenty można wywalczyć i nie trzeba być w niedostatku. Wystarczy ze pogorszy się status majątkowy w stosunku do tego co byłoby jakby nie było rozwodu.
                            I co ciekawe nie ma ograniczenia czasowego, jak w przypadku rozwodu bez orzekania o winie. Jedyne ograniczenie to nie można zawrzeć kolejnego związku.

                            www.infor.pl/prawo/alimenty/alimenty-miedzy-malzonkami/260411,Alimenty-a-rozwod-z-orzeczeniem-o-winie.html
                            • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 13:52
                              Owszem. Ale wiesz, że niestety rzeczywistość znacznie odbiega od teorii?
                        • ingryd Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 13:52
                          Ojej, arwi, przeciez pisalam ze w scenariuszu powyzszym umiescilam twojego mlodszego, ladniejszego wiec i z wieksza energia (ten wiek) klona, wiec ona by cie WYRZEZBILA spiewajaco, tak pokierowala "mlodym" tatusiem, ze i majatek poszedlby pod mlotek, i o alimentach na siebie moglabys zapomniec, a twoje dzieci zero spadku po tatusiu (wiesz jak sie to robi, wystarczy przepisac caly majatek na mamusie nowego dzidziusia)
                          wszystko da sie zrobic, WYSTARCZY DOBRY ADWOKAT, n'est-ce pas ?
                      • mirmunn Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 11:26
                        no bosssskie normalnie, boskie
                        i biorąc pod uwagę charakter Arweny i wieksmile- jakże prawdopodobne....
                        • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 11:32
                          No cosmile wszędzie trzeba znaleźć jakieś plusy wink

                          Tyle że jak będziemy mięli po 50 lat, dzieci usamodzielnione, to po co mąż miałby się pchać w pieluchy? Wreszcie można by odpocząć i pożyć bez obowiązków.
            • anorektycznazdzira Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 19:50
              Jak są "takimi samymi ludźmi" to niech się nie zabierają do pouczania jak żyć lepiej ani do oceniania, co reszta robi źle. To bardzo dobra zasada: nie bierz się za uczenie innych tego, czego sam nie umiesz big_grin
        • misterni Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 01:44
          arwena_11 napisała:

          ,To dziecko nigdy nie przekroczyłoby progu naszego domu. Moje dzieci nie miałyby z nim nic wspólnego.

          Po pierwsze, nie tylko od ciebie by to zależało. No chyba, że ograniczyłabyś mężowi prawa rodzicielskie, ale nie sądzę, żeby ci się to udało zważywszy na to, że twój mąż jest prawnikiem o ile dobrze pamiętam i po prostu za cienka jesteś w uszach, żeby z nim wygrać w razie czego. I dobrze, ze względu na dzieci. smile
          Po drugie, mam nadzieje, że jednak nie byłabyś aż tak głupia, żeby pozbawiać swoje dzieci kontaktu z przyrodnim rodzeństwem. Kiedyś mogłabyś tego gorzko pożałować.
          • lily-evans01 Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 08:24
            Ty, Misterni i jeszcze kilka komentujących.
            W Waszej optyce jest tylko jeden punkt widzenia i założenie, że to dziecko będzie koniecznie i rozpaczliwie pożądało kontaktu z ojcem i małżeńskim niby to rodzeństwem.
            A ze zdroworozsądkowego punktu widzenia, kochanka mająca poukładane w głowie zrobi wszystko, żeby swoje dziecko odseparować od źle życzących jej i jemu ludzi. I w życiu nie zgodzi się na odwiedzanie tatusia przez dziecko i nieżyczliwość macochy, bo ta nieżyczliwość będzie, nie ma siły! Choćby kobieta nie wiem jak próbowała to ukrywać.
            No i pomyślcie wreszcie, fajnie będzie dziecku ze świadomością, że tatuś przez cały czas miał swoją rodzinę, a matka była jedynie kochanką? Wstyd i tyle, obciążenie na początku życia.
            Takie sprawy można spokojnie przemilczeć, zmienić miejsce zamieszkania, uwolnić się od przeszłości.

            Podam może inny przykład, innego kalibru - mój ojciec założył drugą rodzinę, rozwiódł się z matką z tego powodu, pani nie chciała jego pierwszego dziecka u siebie. I ja NIGDY nie potrzebowałam tego, nigdy nie chciałam tam iść, nigdy nie miałam potrzeby kontaktować się z jego dziećmi. A jako nastolatka miałam różne fazy i pretensje do rodziców, ale nigdy o to. W końcu tamta dziewczyna odnalazła mnie, jako dorosłą osobę i matkę dziecku - cóż, znajomość, jak znajomość, niewiele miałyśmy sobie do powiedzenia. Nie mam najmniejszego poczucia ubóstwa i straty, że nie uczestniczyłam w życiu drugiej rodziny ojca. Tylko matki mi żal, że nie znalazła sobie nikogo - bo to nie jest kobieta, która byłaby szczęśliwa jako sama mama, to dla niej zawsze był problem.
            Jestem szczerze przekonana, że żadna z pań wyrzucających arwenie to i tamto nie była w praktyce w sytuacji dziecka z rozbitej rodziny. Ja byłam i wiem jedno, czułabym się źle zmuszana do przebywania w domu obcej baby, którą mój ojciec wolał zamiast mojej matki.
            • echtom Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 08:36
              > wiem jedno, czułabym się źle zmuszana do przebywania w domu obcej baby, którą mój ojciec wolał zamiast mojej matki.

              Tak, myślę, że takie relacje powinno się układać, kiedy wszyscy zainteresowani są już dorośli i mogą sami decydować o kontaktach.
            • alpha.sierra Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 08:44
              Ale miałaś wybór, nikt nie zadecydował za Ciebie, że nigdy nie spotkasz się z rodzeństwem. Ja nie mówię o tym, że gosciłabym dziecko męża na coniedzielnych obiadkach, ale nie protestowałabym, gdyby mąż szedł spotkać się z dzieckiem, czy zabierał gdzieś wszystkie dzieci, jeżeli te małżeńskie wyraziłyby taką chęć. Chociaż akurat moje granice tolerancji są dość duże, więc pewnie byłabym w stanie w jakimś zakresie tolerować to dziecko, może nawet polubić, gdyby rany już się zabliźniły.

              Moja siostra jest z takiego związku, gdzie pan ma inną rodzinę. I sama mówi, że jest jej przykro, że zadecydowano za nią, że nie pozna braci.
              • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 08:58
                To był taki wybór-nie wybór, bo ojciec nigdy nie występował z propozycjami zapraszania mnie do siebie wink. Może, jakbym ja chciała, to by to zrobił - ale nigdy nie miałam takiej potrzeby.
                Przy tym relacja była odwrotna - ani ja nie miałabym czego się wstydzić, ani moja matka przy ewentualnych moich wizytach u ojca, wprost przeciwnie, to jego druga pańcia powinna z lekka wziąć ogon pod siebie za rozwalenie rodziny z niemowlakiem.
                Ale powtórzę jeszcze raz - nie ma siły, żeby dziecko kochanki było traktowane równie serdecznie i otwarcie jak np. dziecko z poprzedniego związku męża. Jeśli kobieta zdecyduje się zostać z wiarołomnym qtasem, dla "dobra dzieci" bądź z wygody finansowej, spotkania z dzieckiem kochanki to będzie stałe rozdrapywanie ran.
                I zarówno rozsądna matka-była kochanka, jak i rozsądna żona powinny mieć tyle rozumu w głowie, żeby nie pogłębiać tego bagna.
                • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 15:38
                  Lily, alez z kazdego twojego tutaj postu wylazi ewidentnie ze ty tej swojej traumy nie przerobilas, ze rana jest ciagle zywa i cholernie boli,
                  nie zastanawialas sie nigdy dlaczego powielasz scenariusz swojego dziecinstwa ?
                  malzenstwo z nieodpowiedzialnym facetem
                  corka wychowywywana w rozbitej rodzinie
                  ty samotne macierzynstwo
                  trudne kontakty z matka

                  Nie sadze zebys byla przykladem : jak przejsc przez rozwod rodzicow "sucha noga"
                  wiec wybacz ale jestes dla mnie raczej przykladem : jak spieprzyc rozwodem zycie swojego dziecka, sad
                  • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 16:29
                    I naprawdę uważasz, że konieczność obcowania z rodzinką ojca byłaby plasterkiem na tę "traumę"?
                    No bez jaj. Myślę, że to dopiero wpędziłoby mnie w depresję.
                    I czym niby spieprzam życie dziecku?
                    Nawet ten post pokazuje, że nic nie wiesz o moich układach rodzinno-osobistych, a diagnozujesz coś, co nie istnieje (> wiec wybacz ale jestes dla mnie raczej przykladem : jak spieprzyc rozwodem zyci
                    > e swojego dziecka, sad)
                    • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 16:31
                      Zrozum, w prawdziwym życiu nie wystarczy, że tatuś łaskawie zaprosi pierwsze dziecko do domu, który sobie urządził z kolejną pindzią. Dziecko może mieć i ma prawo mieć pretensje do takiego ojca, ma prawo mu nie wybaczyć po grób. A całe te "kontakty" to tylko lukrowanie gów...
                      • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 16:55
                        strasznie przykro czyta sie co napisalas, masz tak przerazajace poczucie krzywdy, tyle w tobie gniewu i pogardy. Jednak dorosli to sa uje zeby tak spaprac dziecku zycie.
                        Ale (parafrazujac) zrozum, w prawdziwym zyciu, sa tez rodzice ktorzy potrafia swoje emocje podporzadkowac dobru dziecka, mimo rozstan, porzucenia, bolu i poczucia krzywdy i przejsc przez rozwod w miare sucha noga, wychowujac szczesliwe i spelnione dzieci (wierz mi, ze nie teoretyzuje)
                        • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:03
                          Tylko ciekawe, czemu to matka zawsze musi "podporządkować swoje emocje dobru dziecka", a pan nic nie podporządkowuje, funduje sobie nową rodzinę i wszyscy mają się zachwycać, bo raczy zapraszać dziecko na weekendy. Ten, kto zawinił, powinien zebrać bęcki i tyle tongue_out.
                          Wiele kobiet nie daje sobie prawa do gniewu, złości czy oceniania czyjegoś postępowania - bo szukają dla innych zawsze usprawiedliwień i łagodzą sytuacje tam, gdzie powinny walnąć pięścią w stół i ryknąć: wypie...
                          • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:09
                            Nie gniewaj sie, ale z takim nastawieniem i doza nienawisci bedzie sie tobie i twoim bliskim bardzo zle zylo,
                            yebnac piescia w stol, i ryknac wyper... nie rozwiazuje zadnych problemow, ewentualnie przynosi bardzo chwilowa ulge za cene czesto okaleczenia i siebie i dzieci sad
                            • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:17
                              Skoro tak uważasz...
                              • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:20

                                I nadal nie odpowiedziałaś, czemu przyjmujemy podwójne standardy zachowania dla ojca i matki...
                                • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 18:51
                                  Nigdy w zyciu,
                                  przerabiam obecnie historie dziewczyny mojego syna, tam mamusia odeszla bo sie zakochala, zalozyla nowa rodzine, porodzila nowe dzieci, stara corka zostala z ojcem, ktoremu bol sie mgla na oczy rzucil i puscil kierownice, odcinajac dziecko od matki i rodzenstwa.
                                  tam rowniez odchodzacy rodzic nie nalegal na kontakty,
                                  Dziewczyny spotkaly sie juz gdy corka byla dorosla (w tajemnicy przed tata, zeby mu przykrosci nie robic), matka tlumacyla ze nie chciala wojny i przepychanek dzieckiem,a ze czula sie winna wiec poddala sie walkowerem.
                                  Spotykaja sie teraz (zawsze w ukryciu przed ojcem) w miare regularnie, dziewczyna sie cieszy, bo maja fajne kontakty, raczej jak przyjaciolki, moze sie matce zwierzyc, poradzic.
                                  Do ojca zalu w sumie nie ma, ale w tym pomogla jej matka, ktora usprawiedliwia go,
                                  czyli da sie zapanowac nad emocjami smile
                                  • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 21:03
                                    I znowu to samo...
                                    Ależ niech sobie usprawiedliwia.
                                    Ja mam trochę inaczej ustawione poczucie sprawiedliwości, cóż tongue_out.
                                    • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 01:22
                                      Przede wszystkim, twoje ustawienie "sprawiedliwosci" sprawilo tobie krzywde, ale z tym to juz musisz sobie jako duza dziewczynka SAMA poradzic, good luck !!!
                    • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 16:41
                      Zle mnie Lily zrozumialas, ja mam wrazenie (wnioskujac z tresci i tonu twoich postow) ze rozwod twoich rodzicow, ktory podajesz tutaj jako przyklad, wplynal na ciebie traumatycznie, wiec nie jest dla mnie wiarygodne twoje twierdzenie ze lepiej tej ZLEJ rodziny, ktora ci ojca "odebrala" nie ogladac, i ze wszyscy maja sie wtedy dobrze,
                      Ty nie masz sie dobrze, sama piszesz, ze masz o to zal do ojca, wiec moze gdybys jednak ten kontakt miala to przerobilabys juz ten problem 30 lat temu a twoje zycie doroslej kobiety, zony, matki i corki wygladaloby inaczej...
                      • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 16:46
                        Ale co by mi on dał, tak się zastanawiam? Jeszcze większe poczucie przykrości i odrzucenia, zwłaszcza w wieku nastoletnim? Bo ja widzę tylko jeden plus tych kontaktów w rodzinach "rekonstruowanych" - że matka może sobie w weekend zepchnąć dziecko z głowy i przekazać obowiązki drugiej osobie. W takich układach oczywiście.
                        Więcej by mi dało usłyszenie od ojca: przepraszam.
                        Takiej refleksji sam z siebie nie miał nigdy.
                        • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:03
                          co by ci moglo to dac ?
                          Dziwne pytanie, mogloby ci dac wlasnie to o co masz zal do ojca, nie czulabys sie odrzucona, zostawiona, moze zrozuialabys ze ojciec rozwiodl sie z matka a nie z toba. Daloby ci poczucie ze ojciec cie kocha, ze jestes dla niego wazna, ze caly czas stanowisz nierozerwalna CZESC jego zycia.
                          Teori o spychaniu obowiazkow nie bede komentowac, bo nie wiem jak moze rodzicowi kochajacemu swoje dziecko w ogole ona przyjsc do glowy
                          • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:05
                            Jakbym była ważna, to nie odszedłby, czy to nie oczywiste?
                            Nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko, nie da się mieć dwóch rodzin.
                            • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:13
                              Ooooooo nienienie,
                              on odszedl od matki swojego dziecka, à nie od dziecka, i tego zdaje sie mu nie wybaczono, wiec i dziecko zostalo pozbawione ojca.
                              Piszesz jak arwena, albo ja z dziecmi, albo spier....,
                              szkoda dzieci, à potem ich dzieci ....
                              • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:17
                                Przede wszystkim, zawsze i wszędzie, szkoda dzieci fiu.ta, który porzuca rodzinę. Niestety nie mam nic więcej do powiedzenia w temacie.
                              • azile.oli Re: Ja uważam jak lily... 25.04.15, 17:31
                                Kochający ojciec nie robi dziecka kochance, tylko koncentruje się na rodzinie, którą ma.
                                Koniec, kropka.
                                Ewentualnie, jeśli mu się z żoną nie układa i nic naprawić się nie da, to się odchodzi. Ale nie dlatego, że powodem była nowa pani. Niestety, takiej pani bym oglądać, jako dziecko nie chciała i spłodzonego z nią rodzeństwa też nie.
                                To jest normalna postawa.
                                Gdyby dziecko było dla ojca na pierwszym miejscu, to by do niego wracał po pracy, a nie robił dziecko nowej dziuni. Owszem, ojciec odchodzi od matki, ale jeśli równocześnie buduje sobie drugie życie , to od dziecka też. Kluczem jest słowo :równocześnie.
                                Czym innym jest rozstanie z żoną i budowanie dopiero po jakimś czasie przyszłości z iną panią.
                                • arwena_11 Re: Ja uważam jak lily... 26.04.15, 10:33
                                  I tu się mogę podpisać. Dobry ojciec nie zrobi krzywdy swoim dzieciom i nie zrobi dzieciaka jakiejś dziuni.
                              • echtom Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 21:52
                                > on odszedl od matki swojego dziecka, à nie od dziecka,

                                Zabrał dziecko ze sobą?
                                • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 08:47
                                  Bingo big_grin big_grin big_grin
                                • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:01
                                  Cooooooo ???????????????
                                  Zabrac MATCEPOLCE dzieckooooooo ???
                                  Przeciez za to pewnie by KS przywrocili,
                                  dowod taki ze zdaje sie nie mogl nawet sie z Lilly spotykac bo smial zalozyc nowa rodzine i splodzic nastepne dzieci.
                                  Bo to moze tylko kobieta, nazywa sie to poulkadac sobie zycie, gdy zrobi to facet, to nazywa sie sku...syn, zdrajca i oszust, ot...
                                  • echtom Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:22
                                    Sugerujesz, że ci panowie bardzo chcieli zabrać dzieci, tylko te wredne sucze eks im nie dały?
                                    • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:29
                                      A ja jestem wredną suczą big_grin big_grin big_grin.
                                      Tak, nie oddałabym mojej kochanej dziewczyny nawet błagana na kolanach. W imię czego niby miałabym jako matka odrzucić swoje osobiście urodzone dziecko i oddać obcej babie?

                                      Mam wrażenie, że panie tak unoszące się nad bidnym tatusiem i pozostawaniu nadal rodziną dla dziecka same są z rozdania wtoroj sort i usiłują z deczka zagłuszyć swe macosze sumienie wink.
                                      • echtom Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:39
                                        > Mam wrażenie, że panie tak unoszące się nad bidnym tatusiem i pozostawaniu nadal rodziną dla dziecka same są z rozdania wtoroj sort i usiłują z deczka zagłuszyć swe macosze sumienie wink.

                                        Tego nie wiem i nie wyciągam tak daleko idących wniosków. Trzepią mnie tylko deklaracje o wielkiej miłości do dziecka idące w parze z odejściem tatusia do innej pani i machnięciem jej nowego. Przerabiałam kilka lat temu w kręgu znajomych - matka owego gościa jest moją koleżanką i musiałam się bardzo hamować, by nie powiedzieć w prostych, żołnierskich słowach, co myślę o jej synku. W tej sytuacji powinnam docenić uczciwość swojego eksa, który ani nie piep... farmazonów o ojcowskiej miłości, ani przez 20 lat nie spłodził naszym dzieciom rodzeństwa tongue_out
                                      • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:41
                                        "Rozdanie wtaroj sort" , ty jestes chora z nienawisci,
                                        przykre to, i tak jak dla ciebie juz jest za pozno, to zal sciska ze wzgledu na los "twojej kochanej dziewczyny" sad
                                        • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:47
                                          Cóż, przykro mi, że zabolało tongue_out.
                                          • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 15:09
                                            przeciez wiesz ze przykro mi ze wzgledu na ciebie, bo widzisz Lily ja mam wrazenie zes ty dobry czlowiek (serio, bez zlosliwosci) tylko taki pokaleczony ptaszek, ktory nie moze poderwac sie do lotu sad
                                            Vole, vole, petit oiseau !!!

                                            Ps. Nie sadze ze ci ulzy gdy podam ci dlugosc stazu malzenskiego mojego czy moich rodzicow.
                                    • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:35
                                      Ech, przeczytaj ponizszy wpis Lilly, tam masz odpowiedz na swoje pytanie, sad
                                      • echtom Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:46
                                        Takie sceny to tylko na filmach smile W realu odchodzący panowie przeważnie mają w tyle i ładnie z ich strony, jeśli w ogóle chcą się spotykać ze "starymi" dziećmi i płacić alimenty. Jeżeli walczą o dziecko, to w 99 % procentach przypadków po to, by dokopać eks smile
                                        • ezmd99 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:54
                                          Dokładnie, po to by dokopać eks. Ale niektórzy nie walczą, bo nie daj Boże uda im się i co wtedy z tym fantem (dzieckiem) zrobić.
                                          U mnie pan nie walczył, chociaż zawsze twierdził, że dziecko jest najważniejsze i, że mogę się wyprowadzić, ale dziecka nigdy nie odda. A zostawił jak zużytą rzecz. Mało sprawił jej trauma, bo uciekł nic nie mówiąc i dziecko weszło do ogołoconego mieszkania, a pół godziny przed wejściem do domu jeszcze z nią rozmawiał i mówił, że będzie o 16 w domu. Także nic a nic się nie spodziewała. Najlepszy tatuś.
                                          • echtom Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 15:02
                                            U mnie nawet nie udawał, że cokolwiek na świecie jest ważniejsze od jego własnej wygody wink Dla mnie była to nawet komfortowa sytuacja - żadnych jazd i ciągania się po sądach, dobrowolne alimenty i brak ograniczeń w kontaktach z dziećmi. Z czasem całkiem dobrze się poukładało.
                                        • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:57
                                          Logika szwankuje, bowiem jesli panowie walcza (niewazne z jakigo powodu) to musza napotykac na opor, nieprawdaz ? Wiec jak to jest w koncu ? Chca ci ojcowie dzieci czy wszyscy je olewaja ?
                                          Przeciez takie Lilly czy arweny nigdy by sie nie zgodzily na opieke naprzemienna,
                                          ty bys przystala na nia gdyby ojciec twoich dzieci jà zaproponowal ?
                                          • arwena_11 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 15:13
                                            Na szczęście moje dzieci są na tyle duże że same by decydowały i nawet się pytałam je właśnie co by zrobiły:
                                            dwie odpowiedzi-
                                            -mogły by z tatą mieszkać raz na jakiś czas ( nawet tydzień ze mną tydzień z tatą),ale jak tata byłby sam, żadnej nowej kobiety a tym bardziej bachorka.
                                            -jakby tata był winny rozwodu ( zdrada,nowa pani) - nie chcą mieć z nim nic wspólnego, jak zmusimy je do kontaktów to zatrują życie nowej rodzinie taty.
                                            • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 15:21
                                              Czekaj, zaraz się dowiesz, że jesteś psychopatką, która swoją nienawiścią zatruwa dzieciom życietongue_out.
                                              • arwena_11 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 15:24
                                                a to już wiem z tego wątkutongue_out. Wszystkie świętsze od papieża diagnozę postawiły. Bardzo bym chciała zobaczyć, jak postąpiły by w realnej sytuacji, a nie w kreacji na forum. Ja przynajmniej jestem ze sobą szczerasmile
                                                Nie przeszkadza mi to w ogóle.
                                                • birmanski.dzwoneczek Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 16:04
                                                  No właśnie. Mi się wydaje że cześć wypowiadających się tutaj sama jest w jakiś dziwacznych kombinacjach rodzinno patchworkowych i dlatego broni tak zażarcie wizji "wszystkie dzieci nasze są"
                                                  Przykro mi, nie są. Jako matka mam obowiązek zadbać przede wszystkim o dobro moich dzieci ponieważ tatuś już o ich dobro nie zadbał.
                                                  Nie czarujmy się ojciec który posuwa na boku inna kobietę ma gdzieś dobro swoich dzieci i w ten uroczy sposób rozwala im rodzinę. Cokolwiek by się nie wydarzyło (czy pan by został przy pierwszej żonie czy nie) dzieci już straciły spokojną i szczęśliwą rodzinę. I trzeba minimalizować straty. A wcale nie jestem przekonana że poznanie efektu jurności tatusia jest takie wspaniałe dla psychiki dziecka któremu własnie rozwalono rodzinę. Nie widzę powodu dlaczego i w imię czego mam dbać bardziej o obce dziecko niż o swoje.
                                                  • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 16:22
                                                    Czyli co, nie miesci ci sie w glowie ze mozna zyc w szczesliwym malzenstwie, pochodzac z domu gdzie rodzice sie kochali i dawali przyklad fajnej rodziny i jednoczesnie "zazarcie bronic" prawa dzieci do kontaktu i milosci obydwojga rodzicow ?
                                                  • birmanski.dzwoneczek Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 16:28
                                                    Och mieści mi się. Nie takie rzeczy już ludzie deklarowali puki ich osobiście sytuacja nie dotyczyła.
                                                    Sama z całych sił broniłam pomysłu przyjecia uchodźców z Libii do Polski co nie znaczy że przyjęłabym Ahmeda z jego rodzina pod swój dach.

                                                    Oczywiście są heroiczni bohaterowie na tym świecie. Ale jest ich znacznie mniej niż deklaracji.
                                                  • triss_merigold6 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 16:46
                                                    O, to przynajmniej nie mam rozdwojenia jaźni. Jestem przeciwna przyjmowaniu uchodźców z Libii i nie przyjęłabym Ahmeda z rodziną pod swój dach.
                                                  • arwena_11 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 16:46
                                                    dokładnie jak ja.
                                                  • ichi51e Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 17:55
                                                    A jakby matka (rozwiedziona) kogos poznala? Moze sie rozmnozyc? Czy takie rodzenstwo to tez "efekt jurnosci/puszczalstwa mamusi? Rodzenstwo nalzey trzymac w chlewiku i z jedyny prawowitym dzieckiem nie stykac?
                                                    Rodzenstwo to jedyny (?) plus (jesli mowimy o minimalizowaniu strat) rozwodu i ponownego zwiazku rodzica.
                                                  • birmanski.dzwoneczek Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 18:11
                                                    Rozwiedziona matka ma jednak nieco inną sytuację życiową niż żonaty tatuś. gdyby ten sam tatuś wyprodukował potomka po rozwodzie też nie ma problemu.
                                                    Jak widzisz zysk w postaci rodzeństwa efektu pukania na boku. Dzieciaki mówią nie chce widzieć tego nowego dziecka (bo dzieci w pewnym wieku już kojarzą co i jak) a matka do nich - schowaj swoje uczucia w kieszeń, masz akceptować nowe dziecko bo co ludzie powiedzą.
                                                  • arwena_11 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 18:18
                                                    Szczerze, ja mając swoją dwójkę, będąc po rozwodzie, nigdy nie zdecydowałabym się na kolejne dziecko. Raz że według mnie za stara jestem i byłam według mnie na kolejne dziecko za stara już po 30 . Dwa moje możliwości "psychiczne" obejmują max dwoje dzieci.
                                                    No i nigdy bym nie zrobiła krzywdy obecnym dzieciom fundując im rodzeństwo z innego tatusia. I tego samego oczekiwałabym od ex męża.
                                                    Znam wiele kobiet z takim podejściem.
                                                  • echtom Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 20:12
                                                    > Szczerze, ja mając swoją dwójkę, będąc po rozwodzie, nigdy nie zdecydowałabym s
                                                    > ię na kolejne dziecko.

                                                    Dlatego ewentualny nowy związek rozważyłabym dopiero w wieku "poprodukcyjnym", kiedy nikt o zdrowych zmysłach nie naciskałby, żebym mu urodziła jego własne dziecko tongue_out
                                                  • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 27.04.15, 11:10
                                                    A mnie z kolei wydaje się, że dużo dyskutantek teoretyzuje i ma wizję happy big family, bo same nie mają tak zamotanych związków, ani ich rodzice nie mieli.
                                                    Kiedy nie miałam jeszcze dziecka, wydawało mi się, że np. opieka naprzemienna byłaby sprawiedliwym pomysłem. Jako samodzielna mama widzę, że owszem, sprawiedliwym, ale jedynie z punktu widzenia rodziców - a zrozumienie bardziej subtelnych zależności, ograniczeń, dobrych i złych stron czegoś przychodzi jedynie w parze z realnymi doświadczeniami i obserwacjami.
                                                  • gazeta_mi_placi Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 27.04.15, 11:19
                                                    Nie mam dzieci, a uważam opiekę naprzemienną za szkodliwe dla dziecka dziwactwo, dziecko to nie paczka którą się przerzuca raz tu, a raz gdzie indziej, nawet pies powinien mieć na stałe jednego opiekuna i jedno miejsce.
                                                  • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 27.04.15, 12:05
                                                    Byłam wtedy bardzo młoda i oglądałam jakiś amerykański film z takim motywem, a tam wiadomo wszyscy uchachani wink.
                                            • a1ma Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 20:21
                                              Zapytałaś trzynastolatkę "a co jeśli tatuś zdradzi mamusię, czy wtedy chciałabyś utrzymywać z nim kontakt?" ??? Brawo.
                                              • triss_merigold6 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 20:23
                                                Dość perwersyjne. IMO nie należy pytać nastolatków o to, co sądzą na temat niektórych wyborów dorosłych ludzi, bo nastoletnie czarno-białe widzenie świata niekoniecznie jest słuszne.
                                                • arwena_11 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 20:33
                                                  Triss z tą różnicą że 13 latek w sądzie ma już prawo do wyrażenia swojego zdania na temat np z kim chce mieszkać po rozwodzie, spotkań z rodzicem itd.
                                                  • triss_merigold6 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 22:05
                                                    O ile zostanie zapytany, a to obowiązkowe nie jest.

                                                    Poza tym, czym innym są czysto teoretyczne rozważania małolata, a czym innym znalezienie się w konkretnej sytuacji. Akurat nastoletniemu chłopakowi bardziej potrzebny jest konkretny ojciec niż samotna matka, szukająca oparcia w dzieciaku.
                                                  • arwena_11 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 22:07
                                                    sam może też wystąpić że chce. Zabronisz mu?
                                                  • echtom Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 22:49
                                                    > Akurat nastoletniemu chłopakowi bardziej potrzebny jest konkretny ojciec niż samotna matka, szukająca oparcia w dzieciaku

                                                    Był taki przypadek w kręgu znajomych moich dzieci. 16-latek wolał z dwojga złego mieszkać z ojcem i jego nową panią niż z zaburzoną psychicznie matką. Sytuacja się skomplikowała, kiedy w rok później ojciec niespodziewanie zmarł.
                                                • a1ma Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 21:50
                                                  I do tego czysto teoretycznie. Ja rozumiem, kiedy sytuacja nastąpi i trzeba się z nią zmierzyć. Ale roztaczanie przed 13-latką wizji rozwodu z wyłącznej winy tatusia jako jednej z dyskutowanych opcji to lekka przesada.
                                              • arwena_11 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 20:35
                                                Nie zapytałam czy chciałaby mieć kontakt z ojcem, który miałby dziecko z kimś innym niż mama
                                          • echtom Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 15:16
                                            > ty bys przystala na nia gdyby ojciec twoich dzieci jà zaproponowal ?

                                            Oczywiście, że nie - dom jest jeden. A kochający ojciec zostaje w nim z dziećmi. Już o tym pisałam i nie chcę się powtarzać. Na temat poprawności politycznej też już pisałam.
                                            • echtom PS 26.04.15, 15:19
                                              Oczywiście mówię o małych dzieciach. Nastolatki decydowałyby same.
                                            • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 15:32

                                              Oczywiście, że nie
                                              wiec po co zdajesz kretynskie pytania czy tatus odchodzac od zony zabiera ze soba dziecko ?

                                              dom jest jeden. A kochający ojciec zostaje w nim z dziećmi
                                              no tak jak pisalam, albo ja, albo dzieci,
                                              a potem wychodza takie Lily z trauma na cale zycie,

                                              Ech baby, i to wszystko w imie matczynej milosci,
                                              A rezultat jeden, wy nieszczesliwe, wasze dzieci pokaleczone
                                              • arwena_11 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 15:41
                                                Czyżbyś była ex kochanką z dzieckiem, zostawioną przez pana?
                                                Bo strasznie bronisz strony rozbijającej związek.
                                                Zapewniam cię, że w 90% dzieci nie rozdarte na pół, i nie widzące jak tatuś kocha nową rodzinę, dla której je zostawią, są szczęśliwe.
                                                • ingryd Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 16:12
                                                  nie, probuje tylko niesmialo bronic praw dzieci do obydwojga rodzicow, tylko tyle i az tyle

                                                  > Zapewniam cię, że w 90% dzieci nie rozdarte na pół, i nie widzące jak tatuś koc
                                                  > ha nową rodzinę, dla której je zostawią, są szczęśliwe.


                                                  zapewniam cie, ze sie z toba nie zgadzam, ( dlaczego dziecko mogloby miec za zle ze ojciec kocha swoja rodzine, jezeli matka pozwoli by i ono stanowilo czesc tej kochanej rodziny)
                                                  • arwena_11 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 16:42
                                                    A bo dzieci marzą o kontakcie z dziunią, która zabrała im ojca i nowym bejbisiem, który zabiera uwagę ich ojca należną im. No po prostu cud miód i orzeszki.

                                                    I nie mówimy o tym, kiedy rodzice się rozstają bez żadnego klina wbijanego między nich. Wtedy może to wygląda inaczej. Co nie oznacza, że dzieci będa chciały mieć coś do czynienia z nową rodziną tatusia
                                                  • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 27.04.15, 11:20
                                                    Nie wytłumaczysz.
                                                    A jak człowiek, będący w powyższej sytuacji, szczerze pisze, że nie miał ochoty na kontakty z ową dziunią i że moralnie nisko własnego ojca ceni, to znaczy się ma traumę.
                                                    Wkurza mnie taki ględzenie, bo to lukrowanie gów...
                                                    Moja mama miała bardzo niefajnego ojca, który na szczęście szybko wybył z rodziny, potem zaraz zmarł i moja babcia po iluś latach zyskała trzeciego partnera życiowego - cudownego człowieka, który był bardzo fajnym dziadkiem dla mnie i kuzynów.
                                                    Nie znam mojego prawdziwego dziadka, niemniej babci to i owo się wypsnęło. Moja matka do dzisiaj widzi w tatusiu ideał i żałuje go, bardziej chyba, bo tak wypada i w jej światopoglądzie się nie mieści, że rodzica można krytykować. No ludzie, niestety rodzice to nie święci i tak samo podlegają ocenie. Dziecko też człowiek, ma prawo nie akceptować wyborów rodzica, ma prawo nie szanować rodzica nieudacznika, np. pijaka, przemocowca, dziwkarza czy czego tam jeszcze, ma prawo kogoś wreszcie odrzucić.
                  • echtom Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 21:41
                    > malzenstwo z nieodpowiedzialnym facetem
                    > corka wychowywywana w rozbitej rodzinie
                    > ty samotne macierzynstwo
                    > trudne kontakty z matka

                    Łapię się na punkt 1, 3 i 4, choć wychowałam się w pełnej rodzinie. Mój przyrodni brat wychował się w niepełnej, a sam zbliża się do 50. rocznicy ślubu, więc różnie bywa z tym powielaniem scenariuszy. Czasem się powiela, czasem odreagowuje, czasem szuka trzeciej drogi.
              • 3-mamuska Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 16:15

                Moja siostra jest z takiego związku, gdzie pan ma inną rodzinę. I sama mówi, że jest jej przykro, że zadecydowano za nią, że nie pozna braci.

                A moze bracia nie mieli ochoty jej poznać?
                Bo często kochanka i jej dziecko uważane jest za przyczynę rozpadu rodziny, przynajmniej dzieci takie koło 10-14 lat uważać.
                Tatę kochaj i to jest ich świat rodzina, a ta obca bab namieszała.
                I wcale moga nie chcieć ich widywać.
                A ze twojej siostrze było przykro no cóż , matka sucz ktos sie puscila z żonatym jest temu winna.

                Ja wlasnie spytalam córki czy chciałby znac rodzine taty gdyby cos.
                Powiedziała ze w życiu,i ze nigdy nie byłaby miła do takiej kobiety i robiła jej na złość za to ze zabrała jej tatę.
                • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 16:26
                  I tak to właśnie bywa w realu, a nie w słodkopierdzących historyjkach o szczęśliwych zrekonstruowanych rodzinach.
                  Z punktu widzenia dziecka z rozbitej rodziny odejście rodzica to ból.
                  Oglądanie go w innym układzie rodzinnym i konieczność wpasowania się w ten układ to następny ból.
                  A konkretnie w odniesieniu do tematu tego wątku - już ja widzę zachwyt żony i jej dzieci nad dzieckiem kochanki, sratatata, można z grzeczności i przyzwoitości zachowywać dobre maniery i klasę, ale nawet małe dzieci wyczuwają , że nie są gdzieś pożądane.
                • alpha.sierra Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 29.04.15, 00:10
                  Hmm,jaka piękna ocena smile. Rozumiem, że zawsze pan mąż jest niewinnym misiem, siłą zaciągniętym do łóżka, i przyczyną jest zawsze ta zołza, wcale nie problemy w istniejącym małżeństwie i miś bez jaj. Słodka naiwności.
            • misterni Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 12:16
              Masz rację, nie byłam w sytuacji dziecka z rozbitej rodziny, ale wiem jak to wygląda wśród normalnych ludzi. Mam takie sytuacje w otoczeniu, ba, moje córki są siostrami przyrodnimi. Izolowanie przyrodniego rodzeństwa, bo dorośli sobie nie radzą z emocjami po zdradzie? Dla mnie kosmos.
              • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 12:25
                Jeżeli pani żona na powrót przygarnia swojego misia, to uwierz, że technicznie to może być bardzo trudne... Bo kontakt mężusia i kochanki jest do tego niezbędny.
                A dziecko kochanki po poznaniu prawdy i obcowaniu z "legalną", wciąż całą i spójną rodziną będzie się czuło jak drugiej kategorii.
                Z mojego punktu widzenia przyrodnie rodzeństwo to coś bardziej nawet odległego niż kuzyni, ale mniejsza o to. Jak piszę wyżej, nigdy nie miałam potrzeby ich znać i nie czułam się skrzywdzona, że omija mnie życie ojca na łonie drugiej rodziny wink.
                Inna sprawa:
                problem i kwasy związane z puszczeniem się tatusia będą rzutowały W TYM WYPADKU na relacje między dziećmi, to nie do uniknięcia. I na stosunek żony do tegoż dziecka.

                Naprawdę tak trudno to dostrzec?
                To zupełnie inna sytuacja, niż wtedy, gdy ojciec odchodzi, zakłada nową rodzinę i chce wciąż pozostawać czynnym ojcem dla dzieci z pierwszego związku. Choć i tak uważam, że podłe wobec byłej żony i podłe wobec dzieci jest epatowanie ich swoim nowym, pełnym życiem rodzinnym. Pierwsze dzieci zawsze będą czuły się skrzywdzone tym, że rodzice nie są razem, że ojciec ma nowy dom - te wszystkie kontakty i wizyty do blada namiastka normalnego życia rodzinnego.
            • anika772 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 14:42
              Jestem szczerze przekonana, że żadna z pań wyrzucających arwenie to i tamto nie była w praktyce w sytuacji dziecka z rozbitej rodziny.

              Mylisz się, mam jednak pewne doświadczenia.
              Kiedy urodziła się moja przyrodnia siostra, zignorowałam ten fakt. Udawałam, że ona nie istnieje, nie widziałam jej kiedy była niemowlęciem, ani małą dziewczynką. To był efekt wychowywania mnie przez matkę o poglądach zbieżnych z Twoimi czy Arweny. Na szczęście ocknęłam się, mam bardzo dobry kontakt z nową rodziną ojca. Żałuję tamtych straconych lat i wstyd mi, że tak się dałam mamie zmanipulować. Ja nie czułam do ojca i jego nowej rodziny urazy; to matka przelała na mnie wszystkie swoje żale i urazy.
              • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 15:34
                Ja nie czuję i nie czułam do tego całego rodzeństwa żadnej urazy, jeszcze raz powtórzę.
                Już prędzej do ojca, że tak ze mną postąpił i sobie odszedł.
                Mimo wszystko nie wyobrażałam sobie chodzenia do domu pani, która odebrała mi moją rodzinę, wcale nie byłam i nie jestem jej ciekawa. Nie znam jej do dzisiaj.
                Moje przyrodnie rodzeństwo poznałam, emocji we mnie nie budzi żadnych. Nic na to nie poradzę. Nie uważam, żebym coś straciła, ani żeby mi cokolwiek odebrano.
                • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 15:39
                  W ostatnich latach jest moda na medialne histerie związane z rolą i obecnością ojca i wielopiętrowymi rodzinami wynikającymi z różnych dziwnych układów.
                  A ja wcale nie jestem pewna, czy dziecko, które jest po prostu z kochającą je i zaangażowaną matką, bez tej całej pseudorodzinnej parady co weekend czy co drugi, nie jest mniej skołowane i rozbite. Bo ma jeden dom, jeden model rodziny, dorośli nim nie żonglują i nie przerzucają go z domu do domu dla swojej wygody.
                  Jeśli ponadto matka nauczona doświadczeniem znajdzie sobie po raz drugi sensownego i poukładanego faceta, który zaangażuje się w opiekę i wychowanie tego dziecka - to przynajmniej będzie miało swoją rodzinę dla siebie i pod jednym dachem, a nie w jakichś cudacznych konfiguracjach.
                  • gazeta_mi_placi Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 18:38
                    Moim zdaniem najlepiej jest jak jest jedna matka (płci żeńskiej bo dziś nigdy nic nie wiadomo np. w takiej Szwecji) i jeden ojciec (płci męskiej) plus wspólne dzieci.
                    • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 10:55
                      Wiesz, to ideał, jakby ten ideał był wszędzie, to nie byłoby wątku o dziecku kochanki krzywdzonym brakiem kontaktu z rodzinką tatusia wink.
                • anika772 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:30
                  > Mimo wszystko nie wyobrażałam sobie chodzenia do domu pani, która odebrała mi m
                  > oją rodzinę,

                  Ona go nie zabrała, sam zdecydował, upośledzony czy ubezwłasnowolniony nie był.

                  Myślę, że jednak coś straciłaś rezygnując całkowicie z kontaktów z ojcem. Uważasz, że on Ciebie porzucił...Możliwe, że tak było, ale z Tego co piszesz wynika, że to Ty zerwałaś kontakty. Czy z takim przekonaniem- "ojciec mnie porzucił- można budować własny trwały i szczęśliwy związek? Czy można wychować córkę, tak żeby ona to umiała?
                  Moja mama ma podobne do Twoich przekonania. Ja też je miałam przez jakiś czas- właściwie to nie były moje, tylko wdrukowano mi je i uważałam je za swoje. Wierz mi, o wiele lepiej mi się żyje odkąd to wszystko uporządkowałam.
                  • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:47
                    Wiesz, ja już nie jestem tak młoda, żeby patrzeć na życie przez pryzmat przekonań mamusi, wprost przeciwnie, dopiero teraz jako nie najmłodsza osoba i matka dziecku w pełni widzę, że rozbijanie rodziny jest naprawdę qrewskim zachowaniem.
                    • anika772 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:52
                      Podzielam Twoje zdanie- rozbijanie rodziny to bardzo zła rzecz. Ale dla mnie to nie oznacza, że mam zerwać kontakty z własnym ojcem.
                      • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 17:54
                        Ależ nie nalegam big_grin big_grin big_grin.
            • anorektycznazdzira Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 19:56
              Lili, streszczę: sama jesteś naiwna, i to bardzo, bo Ci się wydaje, że "skoro Lili tak miała, to wszyscy tak mają". Otóż nie wszyscy.
              • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 21:01
                Ale i nie wszyscy tak mają, że marzą o podrzucaniu ich co weekend do domu, w którym rządzi się nowa dziunia ojca, która przyczyniła się do rozpadu rodziny. I przebierają do tego nogami, jak do tej wizyty księdza biskupa wink.
                BTW, dzieci sobie wiele racjonalizują, wmówią sobie wiele pozytywów nt. bardzo niefajnych rodziców, bo kiedy do nich dotrze, że są mniej kochane, świat im się wali. Niestety psychika dziecka jest taka, że nawet oderwanie od rodzica będącego przykładowo ostatnim pijakiem i awanturnikiem odczuje bardzo boleśnie, kwestia wieku i złudzeń.
                To, że ktoś jest rodzicem, nic nie znaczy, zwierzęta też się mnożą. Ważne, JAKIM ktoś jest rodzicem.
                • anorektycznazdzira Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 25.04.15, 21:25
                  Każdy może czegoś nie chcieć. Tylko zauważ, że w omawianym hipotetycznym przypadku do decydowania o tym zabiera się nie żadne dziecko, tylko zraniona i urażona duma pani, której ktoś najpierw przyprawił rogi a potem został z nią pod jednym dachem. I motywacja do braku kontaktów ma akurat g*** wspólnego z tym, jakim kto jest ojcem, dzieckiem, siostrą, czy czymkolwiek. Motywacja jest taka, że puszczonej kantem kobiecie wątroba pęka z nieprzetrawionej złości, więc decyduje za wszystkich dookoła, kto z kim będzie (właściwie nie będzie) utrzymywać kontaktów, pod groźba powyrywania nóg z dupy.
                  Jest różnica.
                  • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 08:57
                    Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie technicznie sytuacji tego rodzaju, że wyszedł na jaw wieloletni romans małżonka, a ja przyjmuję go z powrotem na łono rodziny, jeno zakazując widywania się z owocem związku wink. I myślę, że mało kto sobie tu to wyobraża, więc cały ten wątek to bicie piany. Bo czym innym byłoby pozbycie się fiu.ta, przerobienie w sobie sytuacji i umożliwianie relacji wszystkim dzieciom (choć powiem szczerze, byłam w sytuacji tego pierwszego dziecka i bardzo długo w ogóle nie interesowały mnie dzieci kochanki, potem żony ojca - zresztą spotkałam się głównie dlatego, że dziewczyna nalegała, ale byłyśmy dorosłe).
                    Z kolei przy mężusiu w domu, pp zerwaniu z kochasią - naprawdę nie widzę możliwości tych kontaktów z jej dzieckiem.
                    Jako żonę, serce by mnie bolało, że mój chłop znowu jednak ma osobisty kontakt z kobietą, z którą nie powinien się już kontaktować dla dobra stałego związku.
                    Jako kochanka, obawiałabym się przykrego traktowania własnego dziecka, co w tej sytuacji byłoby nieuniknione.
                    Jako dziecko małżeńskie czułabym zapewne niechęć do pani i jej potomstwa i nie chciałabym kontaktu.
                    Jako dziecko kochanki, porzuconej przez tatusia, zawsze czułabym się jakaś gorsza i upokorzona relacjami z ojcem na łonie jego legalnej rodziny.
                    To sytuacja, z której nie ma dobrego wyjścia i tu niestety została sprowadzona do absurdu pod hasłami kontaktu między rodzeństwem i kontaktu z tatusiem.
                    BTW, częsta sytuacja w takich układach, to małżeńskie dzieci niemal dorosłe, a z kochanką dzidziuś, bo jak głowa panu siwieje, to du... szalej. W tym momencie mówienie o podtrzymaniu relacji między rodzeństwem brzmi zabawnie wink.

                    I tak całkiem na serio, nie sądzę, żeby jakakolwiek kobieta, potraktowana przez misia jak przygoda, chciała na siłę wpychać własne dziecko na łono jego legalnej rodzinki wink. Bo i po co?
                    • anorektycznazdzira Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 10:31
                      Ale cały czas oceniasz kto czego potrzebuje po tym, czego Ty potrzebowałaś.
                      Przy tym całkowicie ignorujesz to, że potrzeby dzieci bywają mocno nakierowywane przez matki/ojców, szczególnie pogrążonych w poczuciu krzywdy i żalu. Nie będę się wchrzaniać w Twoje i zabierać do ich analizy pod tym kątem, przyznaj tylko, że nie jesteś jedynym dzieckiem z rozbitej rodziny, a swoje odczucia próbuje uogólnić na wszystkich i po tym oceniać, co "jest możliwe". A przede wszystkim przestań snuć wizje wciągania dziecka, któregokolwiek, "na łono" tej drugiej rodziny. Kontakty z ojcem i ewentualnym rodzeństwem nie muszą oznaczać nic więcej, niż kontakty Z OJCEM I RODZEŃSTWEM. Nie z panią. Żadną. Może Twoja noga nie postać w ich domu, a możesz mieć z siostrą/bratem i ojcem dobry, wspierający układ.
                      Zrezygnowałaś- OK, tak chciałaś- OK, ale nie rób z tego uniwersalnego przepisu na życie.
                      • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 10:52
                        Problem w tym, że nie słyszałam o ojcu, który by nie ciągnął dzieciaka do swojego domu, tylko mu wyłącznie kreatywnie czas organizował na łonie natury i w miejscach dziecięcej rozrywki, pryskając z nowego domu w każdy weekend wink. Poczytaj choćby na samodzielnej, jak panowie kierują sprawy do sądu o nocowanie u nich - uważaj! - półtoraroczniaka lub dwulatka.
                        A wiesz, jakie jest tego podłoże przeważnie? Gość ma poczucie, że jest dobrym tatusiem, bo dzieciątko uczestniczy w jego życiu i nawet śpi gdzieś u niego. A teraz zgadnij, czy w czasie pobytu swojego przedszkolaka to tatuś raczy go karmić, przebierać, opierać. Bo zazwyczaj kończy się to zapędzeniem do obsługi swojej następnej pani ewentualnie własnej matki.
                        I teraz zgadnij, jak reaguje pani, której świeży nabytek co weekend wybywa, by pobyć z jego dzieciątkiem, vide izoluje ją od życia rodzinnego wink (tu radzę z kolei poczytać Macochy).
                        BTW w tym wątku dyskusja potoczyła się, jak potoczyła, bo kilka pań też ocenia trudną i żenującą, i kłopotliwą sytuację, kierując się jedynie własnym widzimisię i polityczną poprawnością, nie widząc wszystkich realnych implikacji podejmowanych decyzji.
                        • anorektycznazdzira Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:32
                          Przecież o czym innym było. Było o kontakcie między rodzeństwem, i czy to rodzeństwo tego może chcieć, czy też nie może (no co akurat dowodem miał być fakt, że Ty nie chciałaś), a nie o nocowaniu i przewijaniu niemowlaka.
                          • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 14:58
                            Ale kontakt małego jeszcze rodzeństwa wymusza kontakt między stronami, czyli w tym wypadku kochanką i panem, co jest dość kuriozalne, jeśli małżeństwo ma trwać. Albo kontakt dziecka małżeńskiego z panią, która zawinęła mu tatusia w siną dal, co też jest kuriozalne i niesmaczne.
                            Cały czas odnoszę się do sytuacji wyjściowej ki i jedynie wink.
                            • anorektycznazdzira Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 15:02
                              > Ale kontakt małego jeszcze rodzeństwa wymusza kontakt między stronami
                              Jak chcesz kontaktować niemowlęta, to faktycznie wymusza tongue_out
                              Dzieci jednakowoż są dziećmi znacznie dłużej niż w niemowlęctwie.

                              > Cały czas odnoszę się do sytuacji wyjściowej ki i jedynie wink.
                              Nie za bardzo
                              • lily-evans01 Re: Jesteście bardzo, bardzo naiwne :P 26.04.15, 15:17
                                No właśnie bardzo, bo w takiej cudacznej sytuacji jedynie dystans może jakoś uratować całe to towarzystwo wink.
                                Co do kontaktów starszych dzieci, jeśli dzieci poruszające się samodzielnie po mieście, nagle zapragną spotkania z nieznanym przyrodnim rodzeństwem, cóż, ich decyzja, a wszelkie McDonaldy stoją otworem wink. Rzecz w tym, że przypadek wyjściowy jest tak chory i pokręcony, że nie da się tego zorganizować tak, żeby ktoś nie cierpiał, nie odczuwał wstydu itp.
                                Raczej normą jest tu albo rozstanie małżonków i dystans wobec nowej rodzinki albo "wybaczenie" i niestety dystans wobec kochanki, a więc i jej dziecka. Ale większość pań wybiera wywalenie złamasa z domu, więc nie ma się co martwić, że nielegalne dzieciątko zostanie pozbawione uroków obcowania z tatusiem wink. Choć ciekawa jestem, jakie by były faktyczne wybory w takiej niefajnej sytuacji i ile pań broniłoby jak lwice nierozerwalności węzła małżeńskiego tongue_out.
          • alpha.sierra Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 08:37
            Brzydziłabym się facetem, który zaproponowałby zamiecenie tematu pod dywan i dziecko pozamałżeńskie sprowadziłby do comiesięcznego przelewu alimentów. Jeżeli nie uważał jak i gdzie wsadza, to niech teraz ponosi tego konsekwencje, łącznie z tłumaczeniem dzieciom z małżeństwa, dlaczego ma teraz mniej czasu i kasy dla nich. Jeżeli przyjęłabym go z powrotem, to liczyłabym się z tym, że ma dodatkowe dziecko, które też go potrzebuje - jeżeli bym go nie zaakceptowała nie byłoby mowy o normalnym, dojrzałym związku. Więc albo biorę z wadami, albo wcale. Odcinanie się od niewinnego dziecka jest obrzydliwe i nieludzkie. Dodatkowo wiedziałabym, że pan jest w stanie zostawić również swoje małżeńskie dzieci, jeżeli znajdzie się pani, która ma na niego większego haka niż ja (bo nie ma takiego cwaniaka, na którego nie znajdzie się większy cwaniak). Tyle w temacie.
            • 3-mamuska Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 16:26
              Odcinanie się od niewinnego dziecka jest obrzydliwe i nieludzkie. Dodatkowo wiedziałabym, że pan jest w stanie zostawić również swoje małżeńskie dzieci, jeżeli znajdzie się pani, która ma na niego większego haka niż ja (bo nie ma takiego cwaniaka, na którego nie znajdzie się większy cwaniak). Tyle w temacie.

              A kto ci powiedział ze matka tego dziecka chciałby zeby ono miało styczność z twoja rodzina?
              Moze taki romans z żonatym byłby tylko zabawa, i wcale nie chciałby miec z nim nic wspólnego, a ze trafiło sie dziecko trudno.
              Cieszyłaby sie z alimentów i nie wtrącania sie w jej zycie.
              Ja bym nie chciała zeby rodzina mojego Libanka pchała mi sie do prywatnego zycia.
              Wolałbym mize znaleść sobie nowego wolnego faceta ktory bedzie chciał byc ojcem dla dziecka.
              A tez sporo facetow godzinie na zwiazek z samotna matka, dopóki w pobliżu nie ma biologicznego ojca.

              Mam znajomego ktory poznał samotna matkę , było dobrze wspólne świta spędzony czas, byli ze sobą ponad rok i jakieś tam rozmowy o wspólnym dziecku za jakis czas.
              Było dobrze az przyjechał ojciec z polski, i zaczął interesować sie dzieckiem, (po szkole zabierał młodego i był wieszaniu dziewczyny az ta wróciła z pracy. Zabierał młodego na weekendy, i w związku znajomego zaczęło sie sypać.
              Powiedział ze za duzo jest tego ojca w ich wspólnym życiu a on nie chce sie rodzina dzieki.
              Nie jazdy sie nadaje do takich relacji.
              • alpha.sierra Re: Dziecko ze zdrady 29.04.15, 00:20
                Wszystko zalezy od ludzi. Dla mnie jest po prostu niewyobrażalne, że urażona żona miałaby decydować za wszystkich zainteresowanych. Lub że misio by się odciął, bezrefleksyjnie.
          • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 10:22
            Moje dzieci są duże, więc jeżeli mężowi by kiedyś odbiło, to byłyby jeszcze starsze. Same by zadecydowały. Ale jestem pewna że nie chciałyby mieć nic wspólnego.
            Co do wpuszczania do domu. Zgadnij czyj on jest?
            I to że mąż jest prawnikiem, nie znaczy że ja nie mam zaplecza. Moja siostra cioteczna jest adwokatem specjalizującym się w prawie rodzinnym i rozwodach. I jest w tym naprawdę dobrasmile

            Na szczęście to wszystko to zwykłe gdybanie, bo mąż nie wykazuje chęci zdrady a i nie ma okazji, bo zawsze wychodzimy razem, wyjeżdżamy razem itdsmile Nie mamy potrzeby łażenia na imprezy osobno
            • ezmd99 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 10:48
              Uwierz mi, że to, że zawsze razem wychodzicie, razem wyjeżdżacie, nie chroni Cię przed zdradą. My też z mężem zawsze razem. I pani go sobie wygruchała w pracy, no tam nie byliśmy razem. I też w życiu bym nie powiedziała, że mąż mnie zdradzi. Dałabym sobie za niego rękę uciąć. To tylko facet. Tu komplemencik, tam komplemencik i facet utopiony.
              • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 10:52
                ale ja nie zakładam, że nigdy. Bo wiadomo tyle siebie znamy ile nas sprawdzono. W pracy na szczęście mąż pracuje w męskim zespolesmile Nawet sekretarki nie mająsmile

                Ale pewnie że głowy nie dam. Dlatego czysto teoretycznie na razie ( i mam nadzieję że nie zajdzie potrzeba wprowadzenia w życie ) rozpatruje pewne opcje.
                Na tyle siebie znam, że wiem iż pewne sprawy są tylko w opcji "po moim trupie"
                • lily-evans01 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 10:55
                  Czekaj, czekaj, zatrudni się w końcu jakaś pani, to dopiero ją zaczną wszystkie koguciki obskakiwać i stroszyć piórka wink.
                  A teraz kobity pracują nawet na platformach wiertniczych...
                  • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 11:32
                    a nie nie, kobiety w pracy są, tylko u nich nie ma.
                    A mąż nie jest typem imprezowym. Jest chory jak musimy gdzieś iść, bo wolałby posiedziec w domu, pojechać na działkę i poleżeń na tarasie, zamiast się towarzysko udzielać.

                    ale oczywiście głowy nie dam, że sie jakaś chętna i zdeterminowana nie znajdzie żeby próbować go wyrwać. Tylko musiałaby się naprawdę postarać, bo on za leniwy żeby samemu podrywać, a mnie się by szybko włączyła czerwona lampka gdyby nie było go w domu o konkretnej godzinie, skoro przez 15 lat tak wraca, lub gdyby wyskoczyła jakaś delegacja/szkolenie skoro przez 15 lat nie było, albo jeździliśmy razem
                    • gazeta_mi_placi Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 18:39
                      Pozostają jeszcze płatne Panie na dziennych mieszkaniówkach smile
                      • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 10:44
                        Gazetko, tylko z pracy urwać by się nie mógł, bo karty odbijane smile
                        poza tym facet mający sex w domu nie pójdzie do agencji. Po co?
                        • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 11:59
                          >> poza tym facet mający sex w domu nie pójdzie do agencji. Po co? hiehiehiehiehie
                        • mama303 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 12:07
                          może w domu ma kiepski seks smile
                          • arwena_11 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 12:34
                            i myślisz że czekałby 15 lat czy więcej ze zdradą?
                            Jak sex kiepski to raczej od razu się związek zaczyna sypać, przynajmniej tak obserwuję w otoczeniu.
              • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Dziecko ze zdrady 25.04.15, 14:56
                Urocza racjonalizacja. A prawda jest taka, że jak facet chce być wierny to nic mu w tym nie przeszkodzi.
    • rosapulchra-0 Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 07:24
      Bo to tylko partner może zmajstrować dziecko podczas zdrady?
    • 1957babcia Re: Dziecko ze zdrady 26.04.15, 16:44
      Mój mąż jest.... dzieckiem ze zdrady. Między teściową a jej byłym mężem nie układało się specjalnie dobrze. Ale nie było dramatu. W trudnych chwilach pocieszał ja czy też "pocieszał" interpretacja do wyboru czytającej wink- kolega i ...stało się. Kolega ( czyli mój niezyjący juz teść) był zonaty. Nie wiem co sie działo, bo nie było mnie jeszcze na tym swiecie, ale mąż urodził się pół roku po slubie rodziców. Ze swoja siostra przyrodnią ma zdecydowanie marne stosunki, obwinia go za rozpad rodziny. Teściowie zyli dość długo i dość szczęśliwie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka