Zainspirowana tematyką wiadomej konferencji chciałam was podpytać o pms. Doświadczacie?
Kiedy dwadzieścia lat temu zrobił to się modny temat (albo mnie się tylko tak wydawało) to przeanalizowałam się wte i wewte i stwierdziłam, że nie mam takich obserwacji odnośnie swojego sposobu funkcjonowania. No, jakbym się tak bardzo wnikliwie przyjrzała to może w TRAKCIE miesiączki jestem w gorszym nastroju - gorzej się czuję to i nastrój gorszy...
Rozmawiałam wtedy tez z bliskimi mi kobietami, z mamą i najlepsza przyjaciółka i pytałam czy obserwują u siebie coś w rodzaju pms. Obie odrzekły, że nie i uznałam to za urban legend. Jako, że temat wrócił, i to z takim hukiem

to chciałam was zapytać. Obserwujecie u siebie? To faktycznie tak działa, ze przed miesiączką siedzicie sobie z martini na plaży i dostajecie szału bo
PMS a w każdej innej części cyklu racjonalnie i merytorycznie podchodzicie do wszelkich problemów i trudno was wyprowadzić z równowagi? Jaką w ogóle metodologię diagnozowania pms przyjmujecie? jakie kryteria? Obserwujecie u siebie jakąś niezwykłą drażliwość, nieogarnięcie i historyczność i brak adekwatnych reakcji? Czy może ktoś z bliskich zwraca wam na to uwagę?