lidka73
10.06.15, 09:11
Tak to określił mój 12-letni syn- "Mamo, widziałem przemoc rodzinną w szkole, w szatni. Jakaś mama odbierała pierwszaka i jak on zmieniał buty, mama sprawdzała jakiś jego zeszyt. Potem zaczęła na niego wrzeszczeć, że pani mu wpisała za dużo poprawek i uderzyła go tym zeszytem w twarz, kilka razy. Szarpała go, wrzeszczała, że do nocy będzie wszystko przepisywał i jeszcze dostanie wp..dol od ojca.. Mały płakał, co ja dodatkowo wkurzyło, uderzyła go w głowę i powiedział, że prawdziwy powód do płaczu do dopiero dostanie w domu i żeby oszczędzał łzy, bo mu zabraknie."
W szatni było już pusto, kobieta nie widziała mojego dziecka, bo zasłaniał go zakręt szafek. Mój syn, którego mało co rusza i który na większość problemów, również społecznych ma odpowiedź "bez przesady" teraz był w takim szoku, ze nagrał na dyktafon w telefonie wypowiedzi pani. Odsłuchaliśmy je z mężem przy obiedzie i odechciało nam się jeść.
Ta kobieta właściwie nie wrzeszczała na dziecko- mówiła takim złym spokojnym tonem zdania typu:
-przepiszesz te całe ćwiczenia albo każę ci je zeżreć na moich oczach
-przestań wyć, bo tak dostaniesz w kły, że będziesz je zbierał z ulicy
-dobrze wiesz, co za to będziesz miał w domu, cieszysz się?
-ty głupi mały gnoju ja cię nauczę pisać
Syn mówi, że czuje się winny, że nic nie zrobił, ale nie przychodziło mu do głowy co mógłby zrobić w tej sytuacji piątoklasista, więc nagrał i przekazał nam, oczekując, że my podejmiemy jakieś działanie. Mówi, że ten chłopiec był na pewno z pierwszej klasy, sądząc po usytuowaniu szafek i na pewno go rozpozna na korytarzu po wyglądzie.
Co byście zrobiły? Iść do pedagoga szkolnego? Dyrektora? Wychowawczyni? To jest mała, integracyjna szkoła, uczniów jest zaledwie 300.