Dodaj do ulubionych

Gdzie jest ojciec?

10.06.15, 22:56
To jest ulubione pytanie Triss w wątkach o (moich) problemach wychowawczych. I tak sobie myślałam, myślałam, myślałam... czy mój chłop to naprawdę taki wyjątkowy wyjątek, że się dzieckiem nie zajmuje? Jestem de facto samotną matką, mimo, iż mężatką, i wydawało mi się, że sporo takich jest w moim otoczeniu: mąż pracuje od rana do nocy albo w ogóle w innym kraju, mąż z chorobą alkoholową, mąż ma patriarchalną wizję rodziny i wyznaję zasadę trzech K..., plus rzeczywiste samotne matki, których byli partnerzy mają swoje dzieci w nosie. To z całą pewnością nie jest dobre dla dziecka, ale czy to jest tak bardzo nienormalne?

I co ma zrobić matka, jeśli ojciec swojej roli nie pełni, poza znalezieniem dla dziecka innych męskich wzorców?
Obserwuj wątek
    • mruwa9 Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:11
      no ale o ile dobrze pamietam, to ty sama rozbilas wasza rodzine, wyjezdzajac z dzieckiem do Moskwy i pozbawiajac tym samym dziecko kontaktu z ojcem?
      • bergamotka77 Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:22
        kocianna
        no ale nie wiedzialas ze taki twoj facet jest? Ze sie nie nadaje na ojca?
        moj jest malo zaangazowany w tygodniu bo sporo pracuje i ma daleko do pracy ale w weekend czy po pracy ma czas dla chlopcow -zawozi do szkoly czy przedszkola, zabiera ich na prezjazdzki rowerowe, basen, gra w pilke, kapie malego i rozmawia z nimi. Ale to fakt ze tego jest za malo...
        • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:33
          No wyobraz sobie ze sa tacy po ktorych nim nie pojawi sie dziecko nie widac jakos. Tak jak sa takie tesciowe ktore plota cuda wianki jak jestes w ciazy jak ci pomoga jak cie odciaza jak wezma wnusia na spacer (ba maja wprawe inne wnuki to odchowaly praktycznie w 100%) a potem jakos gluchna sa zawsze zajete a w ogole to trlefon nie odpowiada a twoje dzuecko jest zbyt zywe bo ona taka stara i slaba...
          • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:26
            ak jak sa takie tesciowe ktore plota cuda wianki jak jestes w ciazy jak ci
            > pomoga jak cie odciaza jak wezma wnusia na spacer (ba maja wprawe inne wnuki t
            > o odchowaly praktycznie w 100%) a potem jakos gluchna sa zawsze zajete a w ogol
            > e to trlefon nie odpowiada a twoje dzuecko jest zbyt zywe bo ona taka stara i s
            > laba...


            Leniwcu kochany, to bardzo dziwne ale wydaje mi sie ze dobrze znasz moja tesciowa skoro ja dokladnie opisalas.
            • iwoniaw he he ;-) 11.06.15, 10:34
              Myślę, że to dość powszechna przypadłość babć (ja też słyszałam takie deklaracje, wcale nieproszone - od początku było wiadomo, że z niemowlakami sama zostaję w domu i o żadne opiekunki na x godzin się nie staram - z tym, że ani przez sekundę nie brałam ich na poważnie. Jak się później okazało - nader słusznie nie brałam.), które zamiast mierzyć siły na zamiary usiłują udowodnić sobie i światu, że są babciami dekady. I w zasadzie nie przeszkadza im w takim uważaniu nawet to, że przez lata (!) ilość wyjść z wnukami choćby na spacer wynosi okrągłe 0, o zabraniu ich na weekend czy innych ekstrawagancjach nie wspominając wink
              • lily-evans01 Re: he he ;-) 11.06.15, 10:54
                Mnie moja mama owszem pomagała w okresie niemowlęcym córki, do dzisiaj mi to wypomina wink.
                A prawdę mówiąc, pomoc, owszem była, ale zawsze pod moim nadzorem, broń boże było ruszyć się samej z domu choćby na 2 godziny, bo kto to widział, żeby matka roczniaka miała w życiu takie luksusy, żeby np. połaziła samotnie po galerii handlowej big_grin big_grin big_grin.
                • gazeta_mi_placi Re: he he ;-) 11.06.15, 15:00
                  Ale mąż Kocianny dziwakiem żyjącym we własnym świecie i bujającym w obłokach był zawsze z tego co kojarzę, ma Aspergera, tacy są jacy są, ale przynajmniej są dziwaczni od zawsze i nie kamuflują się big_grin
        • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:46
          A skąd, do diaska, zakochana 23-latka ma wiedzieć, że super inteligentny facet, piszący doktorat, samodzielny finansowo i społecznie, dostanie po jej porodzie depresji poporodowej, a potem ucieknie w robotę na piątek, świątek i niedzielę? Robotę, kolejną podyplomówkę, i kolejną, i obieca wspólny wyjazd zagraniczny, a po dwóch latach jednak się wycofa, bo bycie na żoninym garnuszku jest poniżej jego godności i aspiracji naukowych?
          • pade Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:56
            zostaw go w końcu w cholerę
            tyle lat dajesz facetowi szansę, swoim, córki kosztem
            ile można?
            tylko o alimenty zadbaj i spotkania z dzieckiem, właściwie to zajmij się tym już teraz
            • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:02
              A czy od zostawienia w cholerę on się bardziej zrobi ojcem?
              • pade Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:04
                nie, ale będziesz wiedziała na czym stoisz
                chyba, że ten rozkrok Ci odpowiada

                zła jestem na tego Twojego męża, dlatego tak piszę
                • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:06
                  Ale abstrahując od naszego przypadku -
                  czy to jest ewenement, że dziecko nie ma zaangażowanego ojca?
                  • pade Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:09
                    w moim otoczeniu tak
                    siłą do ojcostwa faceta nie zmusisz, to jego odpowiedzialność, nie Twoja
                    ale nie racjonalizuj sobie tego wdupiemania, to nie jest norma
                    • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:11
                      o jak reprezentacyjnej grupie mowimy? 10 rodzin?
                      • pade Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:16
                        Ichi, daj spokój, ja rozumiem jak się czuje "samotna matka", której mąż pracuje od rana do nocy. Długo tak funkcjonowałam, ale w końcu dotarło do mnie, że dzieci nie mają ojca. Całe szczęście, że mam rozsądnego męża i udało nam się trochę przeorganizować życie.
                        To nie jest dobre dla dziecka mieć wyłącznie matkę i jakiegoś pana, który czasem wraca na noc do domu. I cokolwiek byś tu nie napisała tego nie zmieni.
                        Ale to nie jest WINA matki, wiele czynników się na to składa.
                        • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:18
                          Zgadzam sie ze to wina wielu czynnikow ale dlaczego czasem na forum ma sie wrazenie ze to matka "niewychowala" wzglednie specjalnie spadochroniarza se dla fanu wybrala...
                          • pade Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:20
                            To nie jest wrażenie, taka jest opinia, takie przyzwolenie na to, by kobietę o wszystko obarczać. Włącznie z wadami jej męża.
                            • mas.uka Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:37
                              ale faktem jest że współcześni ojcowie są bardziej zaangażowani w wychowanie dzieci niż na przykład nasi ojcowie. Przynajmniej ja w swoim otoczeniu mam takie przykłady i takiego męża
                              • mebloscianka_dziadka_franka Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 18:48
                                Mój ojciec, mimo że z nami mieszkał i pracował tyle samo co matka, jakoś szczególnie się mną i moim rodzeństwem nie zajmował. Dom i wychowanie dzieci było na głowie mojej mamy, która często na to klęła, ale de facto nic nigdy z tym nie zrobiła. I tak było chyba w większości domów moich kolegów i koleżanek. Pewnie byli też zaangażowani tatusiowie, ale wydaje mi się, że byli wtedy w mniejszości.
                                • lolinka2 Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 11:12
                                  Mój ojczym (!) dowoził mi do szkoły przybory na plastykę, strój na wf, kanapki... średnio co 2-3 dzień zapominałam.

                                  Rano, jeśli matka spała, albo miała doła, obudził, nakarmił, dopilnował, żebym w porę i wyszykowana wyszła do szkoły.

                                  Do swoich prac mnie ze sobą zabierał, wciągał w to, uczył, gadał przy okazji. Jak byłam starsza, wysłuchiwał sercowych rozterek, udzielał porad...

                                  Mówimy o końcu lat 80tych (bo to wtedy się pobrali, gdy miałam 7 lat) i latach 90tych, o człowieku, który żeniąc się z wdową z dzieckiem miał 55 lat. I dlatego nie jestem w stanie zrozumieć, że młody człowiek, biologiczny ojciec dziecka, ma je w doopie.
                  • jola-kotka Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 02:41
                    Nie jest tymbardziej,ze bardzo duzo rozwodow teraz mamy. Znam duzo takich przypadkow kilka takich tez co tatus byl tata na sto procent do rozstania z zona ptem totalne zero kontaktow a alimenty przez komornika pomimo,ze facet ma kase.
                    A jesli chodzi o twoj przypadek coz przebilas meza w kazdej sferze zycia,pamietam,ze chcialas cos ratowac nie wyszlo trudno,widocznie bycie tata tez za ciezka rola dla niego. Tylko pamietaj ze nie ma tego zlego coby na dobre nie wyszlo.
                  • lily-evans01 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 07:18
                    Wiesz, kocianna, moja córka ma z kolei ojca zaangażowanego jedynie we wspólne rozrywki, a w obowiązki żadne, poza finansowymi wink. Nie zmusisz, wije się jak piskorz, obieca zawieźć do lekarza czy muzycznej i du... jasiu, coś ważnego mu wypadło albo ma sraczkę.
                    Z drugiej strony mam szczerą nadzieję, że dzięki tym wspólnym rozrywkom i widywaniu się z ojcem córka będzie go widziała i znała takim, jakim jest, z jego wadami i zaletami, bez pretensji czy idealizowania.
                    W otoczeniu mamy dzieci z pełnych rodzin, których ojcowie ciężko pracują za granicą i widują swoje rodziny ze 3 razy w roku, np. w BN, ferie i z tydzień wakacji. Różne są więc układy międzyludzkie.
                    Z małżeństw "stacjonarnych" - znam układy, gdzie faktycznie rodzice dzielą się obowiązkami, ale i takie, gdzie wykształcona, pracująca kobieta jest w domu jak podnóżek, a tata ma zawsze ciekawsze rzeczy do roboty niż choćby wziąć dziecko do parku.
                    Ale nie wiem, czego właściwie oczekujesz. Pocieszenia, że inni mają taak jak Ty lub gorzej? To i tak nic nie zmieni w Twoim życiu. Spróbuj wyobrazić sobie, jak można je budować w emocjonalnej niezależności od męża, z którym Ci nie po drodze. I co możesz zaoferować córce jako ten jedyny rodzic, który przy niej jest.
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:32
                    U nas jest tylko jeden tatuś w otoczeniu (dość szeroko musiałam spojrzeć), który raczej olewa swoje dzieci. Przyjaciel mojego męża. Rano mu się nie chce wstać więc wozi dziecko późno do przedszkola, wraca przez to koło 19 z pracy jak dzieciaki już idą spać. Syn się go boi bo się wiecznie do niego przypieprza, nie poświęca czasu itp itd. w dodatku samiec alfa..
                  • natalia.nat Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:09
                    Nie znam rodziny, w której ojciec nie byłby zaangażowany. To jest dla mnie ewenement. Przecież to jest tak samo jego dziecko jak i Twoje. Chciał w ogóle mieć dziecko? A rozmawiałaś z nim?
                    • gazeta_mi_placi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:04
                      Ja też nie znam.
                  • priszczilla Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:30
                    W moim środowisku raczej ewenement. Nawet na zebraniach szkolnych mojego dziecka zdarza się, że jest więcej ojców niż matek.
                  • andaba Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 21:36
                    kocianna napisała:

                    > Ale abstrahując od naszego przypadku -
                    > czy to jest ewenement, że dziecko nie ma zaangażowanego ojca?


                    Nie, nie jest. Jest to zupełnie normalne, że dziećmi zajmuje sie matka, a ojciec na nie zarabia.
                    • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 22:02
                      byly tu glosy odwrotne
                      • andaba Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 22:07
                        Może były, ja widuję co innego.
                        Matki z dziecmi na spacerach, na zakupach, na wywiadówkach, na "dniach rodziny" - był to dzień matki i dzien ojca połaczony, ojciec był jeden na cała klase, w podstawówce na wywiadówce ojca nie widziałam nigdy, w gimnazjach pojedyncze sztuki.
                        • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 22:08
                          nie, po prostu nie jestes zaklamana idiotka. Widzisz zycie jakim jest.
                          • misterni Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 01:53
                            princesswhitewolf napisała:

                            nie, po prostu nie jestes zaklamana idiotka. Widzisz zycie jakim jest.

                            Ja też nie jestem zakłamaną idiotką. Na zebraniach szkolnych młodszej widuję ojców i to w ilości pół na pół. Co więcej, gdy starsza córka, niebędąca biologicznym dzieckiem mojego męża chodziła do liceum, na wywiadówki do niej jeździł wyłącznie on, a w trójce klasowej zasiadało dwóch tatów i jedna mama. Ponad ćwierć wieku temu na zebrania szkolne moje i mojej siostry jeździł wyłącznie nasz tata.
                        • aneta-skarpeta Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 23:07
                          "Może były, ja widuję co innego.
                          Matki z dziecmi na spacerach, na zakupach, na wywiadówkach, na "dniach rodziny" - był to dzień matki i dzien ojca połaczony, ojciec był jeden na cała klase, w podstawówce na wywiadówce ojca nie widziałam nigdy, w gimnazjach pojedyncze sztuki. "

                          ja widuję pół na pół.
                          • claudel6 Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 01:14
                            ja też. a na placu zabaw w uikendy 80% to panowie.
                            • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 07:44
                              To akurat nie dziwi. Matka po calym tygodniu zapieprzu raz tate wysyla. O 7 na placach tez sami faceci - odprowadzajac dzieci do przedszkola wpadaja.
                              • zuleyka.z.talgaru Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 07:46
                                U nas jest trzech tatusiów weekendowych - zalogowują się z dziećmi tak koło 18-19. Oni przed placem zabaw z browarem a dzieciarnia na placu zabaw. Śmiesznie to wygląda smile tak wiem, patolstwo i powinno się ich zamknąć. big_grin
                                • zuleyka.z.talgaru Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 07:47
                                  Tego browara to im zazdroszczę jak diabli.smile
                    • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 23:50
                      andaba napisała:

                      > Nie, nie jest. Jest to zupełnie normalne, że dziećmi zajmuje sie matka, a ojcie
                      > c na nie zarabia.

                      hłe hłe hłe
                    • bachtin Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 20:27
                      Może na jakiejś zapadłej podkarpackiej prowincji. Na takiej zasadzie, jak obrzezanie dziewczynek gdzieś na afrykańskiej prowizji jest normą.
              • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:32
                A czy od zostawienia w cholerę on się bardziej zrobi ojcem?

                tak. Na okres okolo 2-3 tygodni. Pozniej wroci do starych nawykow.

                Moja rada -olac. Facet nie jest reformowalna istota jesli jest typem egoistycznym. A niech sobie bedzie, a ty zajmij sie soba, dzieciorkiem i nie przejmuj jego fochami i zrzedzeniem. Ustal tylko z nim dzien w jaki masz "wychodne" i cie nie ma ponad pol dnia. I jeszcze zarzadz ze ma byc to dzien jakosciowo wysoki i ma z dzieckiem wychodzic a nie ogladac kreskowki.
              • lacitadelle Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:38
                >A czy od zostawienia w cholerę on się bardziej zrobi ojcem?

                Nie wiem, czy się zrobi, ale Twoje dziecko będzie wiedziało, że Ty takiego niebycia ojcem i innych niepożądanych męskich zachowań nie akceptujesz. W tej chwili właśnie wyrabia sobie wzorzec ojca taki, jakiego ma, z pełną Twoją akceptacją. Jeszcze może go przed nią usprawiedliwiasz i tłumaczysz, że na pewno ją kocha, choć tego nie okazuje (co to w ogóle za oksymoron, skąd możesz Ty i Twoja córka wiedzieć?)
              • jatojagodnik Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 13:12
                Mój ex po rozstaniu zdecydowanie poprawił się jako ojciec. czasu spedza z dziećmi mniej więcej tyle samo co przed rozstaniem, ale za to ten czas jest efektywnie poświęcony dzieciom.
              • claudel6 Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 01:10
                nie, ale inny facet mógłby się zrobić. mnie wychował ojczym.
          • lily-evans01 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 07:09
            Nie możesz bez końca czuć się winna.
            To, co powyżej pisze np. mruwa, to jest trochę niskie.
            Tyle tutaj panie mówią o samodzielności finansowej i rozwoju zawodowym - jeżeli Tobie praca za granicą w tym pomogła, jeżeli masz stabilne zatrudnienie, a dzięki doświadczeniu łatwo znajdziesz inną pracę - to powiem tak, stawiaj na siebie.
            Mam koleżankę, córkę rozwiedzionych rodziców, której ojciec interesował się nią od wielkiego dzwonu - ale podkreśla, że matka była bardzo samodzielna, także finansowo, a oprócz tego zawsze miała czas, żeby robić coś, co sama lubi i żeby go spędzić fajnie z córką.
            Dla tej mojej znajomej to nie była trauma, że z ojcem nie mieszka, nie widuje się itp. Sama w tej chwili jest od prawie 20 lat w fajnym małżeństwie.
          • priszczilla Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:24
            Nie można ojcu pozwolić na taką ucieczkę. Twój mąż to chyba jakiś lekki socjopata, możliwe że nic by się w jego przypadku nie dało zrobić, ale większość mężczyzn jeśli tylko spędzi ze swoimi dziećmi wystarczająco dużo czasu się do nich przywiązuje, uczy się z nimi porozumiewać. Szczerze powiedziawszy to w moim środowisku ojcowie są bardzo zaangażowani w opiekę i wychowywanie, nawet po rozwodzie i ze starszymi dzieciakami często się spotykają, pomagają, utrzymują bliski kontakt. Dzieci porzucają w sumie tylko nałogowcy, przy udziale matek, które nie chcą dzieci narażać na kontakty z nimi.
            • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 22:03
              Dzieci porzucają w sumie tylko nałogowcy, przy udziale matek, które n
              > ie chcą dzieci narażać na kontakty z nimi.


              wcale niekoniecznie nalogowcy. Po prostu faceci jakich odpowiedzialnosc i bycie doroslym przerasta. Typ Peter Pan
          • aandzia43 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:07
            Zakochane.23-latki to z definicji ślepe jednostki wink Ale i one, w zależności od tego, jakie mają przekonania, stosunek do swojej osóby i wizję świata, wybierają określone typy mężczyzn. Ty za dużą wagę przywiazujesz do inteligencji, a za małą do kompetencji społecznych. To znaczy kręci cię bardzo i oczy zamyka błyskotliwosc. Inne.23-latki nie.
            • lily-evans01 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:16
              Zależy.
              U mnie było tak samo.
              Zostałam samotną matką wink.
              • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:33
                no ale do tego trzeba miec jaja + facet musi juz przekroczyc wszelkie granice ludzkiej wytrzymalosci
                • lily-evans01 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:57
                  E, był zaradny, wygadany, inteligentny, zgrywał samca alfa w każdej dziedzinie.
                  No i zaradny on rzeczywiście jest, ale jedynie dla siebie wink.
                  Zobaczyłam dopiero po fakcie, części nie widziałam, nad częścią się nie zastanawiałam i zapłaciłam swoją cenę.
                  W pewnym momencie przestałam czegokolwiek oczekiwać, zlewam to, czy przyjdzie, czy nie przyjdzie, żyję tak, jakby umarł i nic już nie można było się od niego spodziewać.
                  • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:04
                    i zapewne wtedy zaczal przylatywac jak znam dziadow.
                    Jak zaczne mojego olewac to zamyka ksiazke i sie lasi. Mezczyzna to prototyp ulepszonego pozniejszego modelu- kobiety
                    • lily-evans01 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:24
                      Dokładnie, teraz nie można się od niego opędzić w niemal żaden weekend wink.
                      • triss_merigold6 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:32
                        Wykorzystuj go przynajmniej do tego zapewnienia dziecku rozrywek i kontaktów z rodziną ojca. Plus taki, że facet jest stałym elementem w życiu Twojej córki, istnieje, stara się spędzać z nią czas (nawet jeśli masz zastrzeżenia odnośnie formy).
          • volta2 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:28
            kocianna, nawet zakochana 23 latka powinna słyszeć, że faceci idący w naukowe karyriery to nie są faceci do życiasmile na co dzień.
            z tego co widzę, to mój teść profesor(czyli dla zakochanej 23 latki ledwie doktorant przygotowujący się do obrony doktoratu dopiero) - też nie ma pojęcia o świecie, dzieci - jak twierdzi zorganizowała żona, i ona mu organizuje całe życie. łącznie z pitami, kwitami i co tam jeszcze wymyślono do utrudniania życia (a profesor ekonomii, wiec pity to powinna być pestka, nie?)

            od zawsze mąż opowiada, i teściowa też, że jak zabrał gdzieś dzieci, to wyjął gazetę, książkę i koniec pieśni. na wycieczki w góry nie zabrał wody, mapy, zgubił zapałki a dzieci lat 5 czy 6. dziś się mogę pośmiać, bo to nie mój mąż - ale pewnie by mi miło nie było, zresztą niedawno zgubił się w lesie z moimi dziećmi - i starszy o mało co nie wylądował u psychiatry, takiej dostał traumy(brak prowiantu, śpiworów itp.)
            • claudel6 Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 01:18
              znasz tego pana nie od dziś i puściłaś z nim swoje dzieci same w góry?
              • zuleyka.z.talgaru Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 07:53
                Czy las jest tylko w górach?
          • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:29
            Szanowna Kocianno,

            Snuje podejrzenia ze w karmie mialas do wyboru albo super faceta i bycie bezdzietna z jakiegos powodu, albo bardzo fajnego dzieciaka/dzieci i beznadziejnego faceta. No i oczywiscie zdecydowalas sie na to drugie czemu sie w ogole nie dziwie. Lepszy rydz niz nic. Zawsze chcemy wiecej ale niekoniecznie jest to w ogole mozliwe

            Jaka karma dla psiaka taka kupa.
          • gazeta_mi_placi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:02
            A bóle porodowe też miał razem z Tobą? Jak nie to się nie liczy.
      • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:31
        Źle pamiętasz.
    • hemp_plant Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:21
      I co ma zrobić matka, jeśli ojciec swojej roli nie pełni, poza znalezieniem dla dziecka innych męskich wzorców?

      Kocianno, może zaczać od terapii nie tylko swojej, ale także terapii związku? a potem rodzinna? wiele "wychowawczych"problemów by zniknęło- uwierz.
      Jeżeli ojciec się nie zajmuje, go nie obchodzi, nie chce przyjrzeć się swojemu związkowi z matka dziecka, i dzieckiem- opuściłabym takiego ojca dziecka. przynajmniej na jakis czas- aby dać mu możliwośc przyjrzenia się z dystansu, żeby mu uświadomić, że źle robi.
      ojciec dużo pracujący- to nie może byc ojciec wyautowany- są na to sposoby.
      i tak- ojciec wyautowany to JEST PATOLOGIA!
      • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:35
        Terefere kuku - polski tata spedza z dzieciatkiem 53min dziennie. Ale na forum to wiadomo sami wyjatkowi...
        natemat.pl/7239,polski-tata-spedza-z-dzieckiem-53-minuty-dziennie-chce-wiecej-ale-szefowie-smieja-sie-z-urlopow-tacierzynskich
        • ashraf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:49
          Patologia nie przestaje byc patologia tylko dlatego, ze w wielu rodzinach jest norma.
          • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:53
            mysle ze patologia to za duze slowo na wade psychologiczna pt wygodnictwo. A wad ludzie maja przeciez wiele i rozmaitych. Kazdy z nas ma. Wygodnictwo tylko wyniesione to skrajnej postaci gdzie sa zaniedbania to patologia. Ale przeciez nie w kazdej rodzinie posuwa sie to az do patologii.
            • ashraf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 14:50
              Wygodnictwo to zostawiac po sobie nieumyte gary. Spedzanie z dzieckiem niecalych 7 h w tygodniu (wliczajac weekendy!) to patologia. Co powiedzialabys o matce, ktorej nie stac na godzine dziennie poswiecona dziecku? uncertain
              • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:05
                no 7 godzin to sie da wygospodarowac w ciagu Pn-Pt jak sie pracuje bo male dzieci chodza wczesnie spac, choc ona moze ma wieksze dzieci i wtedy inna sprawa. Weekendy powinny byc dodatkowo czyli cosik wiecej powinno tego byc
                • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:07
                  tylko ze realia jak ta pani pisala to 53 min...
      • volta2 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:30
        toż go przecież opuściła na jakiś czas(ten w moskwie)
      • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:37
        Kocianno, może zaczać od terapii nie tylko swojej, ale także terapii związku?

        nie da sie hempie drogi, bo widzisz taki typ z doktoratem to wszystko "wie" lepiej od psychologow lol... Bylam z takim kiedys ha ha
    • hemp_plant Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:24
      Jeszcze jedno- kliknęłam w Twoja pierwszą sygnaturkę- i zapaliła mi sie czerwona lampka niewierzącego- na tych waszych rekolekcjach nikt ojcu nie potrafi powiedzieć, że źle robi? to durne są i tyle. jak wikeszośc kościelnych poradnictw. sprobujcie normalnej terapii a nie magii- pomoże.
      • z_lasu Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:28
        > nikt ojcu nie potrafi powiedzieć, że źle robi?

        No coś Ty? Przecież to nie on jest winny. ON?! Nigdy. Winna jest zawsze ONA, nie wiedziałaś?
      • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:37
        Na tych naszych rekolekcjach nikt obcy nikomu niczego nie mówi. Żaden ksiądz, żaden terapeuta (zresztą, tam nie ma terapeutów, a nawet gdyby byli - to terapeuci też nigdy nikomu nie mówią wprost, że źle robi). I nie jest to oparte na żadnej magii, nie trzeba być wierzącym, żeby brać w tym udział i odczuć skutki - tam jest naprawdę solidna baza naukowa.

        Ja nie mówię o naszym konkretnym przypadku. Mówię ogólnie. Istnieją wyautowani ojcowie. Albo w ogóle nie ma ojców. OK, samotne macierzyństwo jest patologią - tadam, połowa dzieci z publicznych przedszkoli należy do rodzin patologicznych.

        I co w związku z tym? Pochlastać się?
        • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:47
          Zyc trzeba. Moja tesciowa samotnie w zwiazku wychowala naprawde dosc porzadnie 3 super fajnych ludzi odnoszacych naprawde duze sukcesy zawodowe. Poukladani pracowici z planem na zycie otwarci i przyjacielscy otwarci na przygode. Tesc zakupy jej robil czasem. I nie ona jedna. Dziecko nie zyje w prozni jakos sobie ten wzorzec meski zbuduje.
          • kitek_maly Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:04
            >>
            Zyc trzeba. Moja tesciowa samotnie w zwiazku wychowala naprawde dosc porzadnie 3 super fajnych ludzi odnoszacych naprawde duze sukcesy zawodowe. Poukladani pracowici z planem na zycie otwarci i przyjacielscy otwarci na przygode. Tesc zakupy jej robil czasem. I nie ona jedna. Dziecko nie zyje w prozni jakos sobie ten wzorzec meski zbuduje.
            >>

            Nie wiem czy to dobry przykład, skoro ten twój facet wychowany przez samotną w związku matkę przyjął dokładnie taki sam męski wzorzec... Ojciec nieobecny.
            • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:34
              Troche sie powiela pewnie big_grin ale ja o swoim nie moge powiedziec w sumie nieobecny. Jego tylko fiz nie ma ale za to bardzo jest emocjonalnie i duchowo - nie mam takiego poczucia opuszczenia w rodzicielstwie - po prostu kazdy ma swoja role i tyle. Np niby jest w pracy a ja juz mu 3 filmy wyslalam jak sie z dzieciakiem bawimy i zdazylismy je obgadac... big_grin Tyle ze prace ma taka ze duzo czasu zajmuje. Jak jest w domu to sie zajmuje - choc np ciezko mi bylo zaakceptowac ze nie robi tego tak jak ja. Coz dziecko nie potrzebuje 2 razy tego samego tylko moze zobaczyc jak najwiecej roznych opcji.
              • antychreza Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:26
                Jak siedzi w robocie i ogląda filmiki a potem o nich gada, to nic dziwnego, że mu ta robota zajmuje dużo czasu. Ja bym wolała żeby jednak skończył szybciej i przyszedł pobawić się z dzieckiem. Ale ja to ja.
                • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 11:07
                  Tak bo na budowie robi i kazda zmarnowana sekunda to jedna cegla do tylu big_grin
              • kitek_maly Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:53
                > Troche sie powiela pewnie big_grin ale ja o swoim nie moge powiedziec w sumie nieobecny. Jego tylko fiz nie ma
                >

                Hmm i co, dziecko zna tatę ze zdjęć?


                >
                Np niby jest w pracy a ja juz mu 3 filmy wyslalam jak sie z dzieciakiem bawimy i zdazylismy je obgadac... big_grin
                >

                Nooo tak, super. Oglądanie filmików jak matka bawi się z dzieckiem to zupełnie to samo co samodzielna zabawa z dzieckiem. smile
                • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 11:11
                  Tak masakra nic tylko sie rozstac. Albo moze w sumie go ponamawiam na zmiane pracy suspicious
        • nenia1 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:43
          kocianna napisała:

          > Ja nie mówię o naszym konkretnym przypadku. Mówię ogólnie. Istnieją wyautowani
          > ojcowie. Albo w ogóle nie ma ojców. OK, samotne macierzyństwo jest patologią -
          > tadam, połowa dzieci z publicznych przedszkoli należy do rodzin patologicznych.
          >
          >
          > I co w związku z tym? Pochlastać się?

          O rany, kocianna, pewnie istnieją. Tak jak istnieją oziębłe matki, matki nadopiekuńcze, czy agresywne dzieci. Można pewnie kryć się za bezpieczną liczbą mnogą i myśleć - przecież inni są tacy sami - w końcu zawsze się znajdzie kogoś podobnego. Może też spróbować dostrzec problem i się z nim zmierzyć. Zależy jaką masz osobowość. Pierwsza opcja jest bezpieczniejsza, ale utkniesz w niej na stale, rzeczywistość się sama nie zmieni.

          > I co w związku z tym? Pochlastać się?

          To co mnie uderza w twoich wypowiedziach to poczucie zupełnej bezsilności. Wygląda na to, że zupełnie nie wierzysz by coś dotarło do twojego faceta. A to przykre.
          • priszczilla Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:30
            Ale możliwe, że ma rację, przecież go zna. Są tacy, których nic prócz własnej dupy nie obchodzi i żadną siłą się ich nie zmusi do nawiązania i utrzymywania normalnej relacji z własnym dzieckiem.
    • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:29
      Takie tam pitu pitu - kto nie przezyl nie wie. Cos jak a czemu twoja mama ci nie pomoze? Tiaaaaa
      Ja bym tylko nie zniosla gdyby lapy nie przykladal i mial czelnosc krytykowac.
    • berdebul Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:45
      Kocianna, ale tu problem jest chyba gdzie indziej. Byłyście same w Moskwie, dzieciak jeszcze do niedawna dałby się pokroić za powrót, mężowi tez to pasowało (dlaczego? pytałaś go o to?). Jak już w Moskwie zrobiło się fajnie, szkoła dobra, dziecko przyswoiło język, to je wyrwałaś, wywiozłaś do Polski, puszczając do słabej szkoły do której miałaś zastrzenia. Do tego awantury z małżonkiem i ciskAnie zastawy o podłogę. Z tego co opisujesz to ani Ty, ani Twoj maż, nie zachowujecie się jak rodzice. Dzieciak nie ma w nikim oparcia, nie ma stałych zasad, stałości w ogóle.
      Brak ojca zawsze zostawia jakiś ślad, ale ważny jest powód. Czy ukochany tata zmarł w wyniku choroby, czy na przykład odszedł i wiecznie nie moze dotrzeć na spotkanie, mimo ze dziecko czeka.
      • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:50
        Polecam zalozenie watku o sobie - jak ci forum z buta na podstaeie 5 postow na krzyz zycie zanalizuje to moze nabierzesz ostroznosci w pisaniu postow jak wyzej.
        • wioskowy_glupek Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:09
          Przecież ona ma rację, o co ci chodzi ?
          • rosapulchra-0 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 06:13
            Jaką rację?
            • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:49
              no dokladnie. Analizowanie pobudek i przyczyn znajac tylko suche niepelne fakty to czysty idiotyzm
        • lily-evans01 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 07:26
          Ale tak było ichie, kocianna bardzo tu rozważała wszystkie za i przeciw powrotu do Polski - a z tego, co sama opisuje, rosyjska szkoła była o wiele bardziej przyjazna, solidna itp. itd.
          Dziewczynce tu jest po prostu gorzej, z różnych względów.
          Jak wyrywać z korzeniami, to w miejsce, co do którego jesteśmy pewni, że będzie tam lepiej.

          Ja przeniosłam dziecko do innej szkoły jednego dnia po bardzo patologicznym incydencie w klasie i rozmowie z dyrekcją, w trakcie której z dużo i zbyt szczerze powiedziałam nt. zupełnie innego traktowania syna nauczycielki w stosunku do reszty klasy.
          Zdecydowałam się na zmianę, bo mnie zapewniono, że m.in. młoda zostanie życzliwie przyjęta. Dziewczynki bardzo chciały mieć koleżankę, żeby ich było do pary i równa liczba z chłopcami wink. Na początku wychowawczyni troszkę tym wszystkim sterowała, córka w klasie czuje się bardzo dobrze, właściwie po kilku dniach już było tak, jakby z nimi chodziła od początku. Ale wiedziałam mniej więcej, czego będę mogła się spodziewać.
          • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:56
            Po rozważaniach za i przeciw wygrała opcja przeciw - powody naprawdę były poważne, a nie tylko moje widzimisię. Jak pokazał czas, decyzja była słuszna (firma, w której miałam pracować, wycofała się z Rosji, a super szkoła Młodej została zlikwidowana).
            • lily-evans01 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:14
              sad
            • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:50
              to zapewne w zwiazku z masowym wycofywaniem sie zachodnich inwestorow w Rosji i nalozone na Rosje polityczne ograniczenia w handlu
        • berdebul Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:57
          Widzisz, ale ja Kocianne lubię, tylko jest mi strasznie szkoda jej dziecka. Najpierw przerzucenie do Moskwy - dziecka, które nie było (w pełni?) dwujęzyczne, nowe środowisko, jednak inne zwyczaje, miasto wielkie. I bycie tam tylko z matką. Jak już zapuściła korzonki i wrosła, to (bez wnikania w szerszy kontekst typu co się stało z firmą) została przywieziona do Polski, do szkoły zdecydowanie gorszej, bez znajomych (a nie była to 1 klasa gdzie łatwo wejść w nowe środowisko), z problemami z polskim. Do tego wdupiemanie ojca - łatwo to ukryć przez skype, ale gorzej jak mieszkasz z kimś, dla kogo nie jesteś ważna.
          Jeżeli chodzi o mnie - prowadzę nudne życie, mam etat i zaangażowanego partnera. Moim największym problemem jest zbliżająca się miesięczna delegacja do Azji południowo-wschodniej. wink
          • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:57
            > Jeżeli chodzi o mnie - prowadzę nudne życie, mam etat i zaangażowanego partnera
            > . Moim największym problemem jest zbliżająca się miesięczna delegacja do Azji p
            > ołudniowo-wschodniej. wink


            nie bardzo rozumiem celu opisania dosc trudnej sytuacji kocianny i dopisek pod nim o tym jak blahe sa twoje problemy. Czy to niechybne porownanie jakby ma jakis cel? Lepsze samopoczucie czy co?

            Przykro mi, ze kocianna ma problemy ale nie ma nudnego zycia bo to dosc ambitna duszyczka i nie wybiera latwych rozwiazan bo lubi wzrastac duchowo.
            • berdebul Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 00:07
              To nie była odpowiedź na Twoj post. A końcówka w całości była dla ichi51e, która sugerowała że powinnam założyć wątek o swoim życiu.

              Trwanie w związku z emocjonalnym popaprańcem i jego przyjaciółką od porozumienia dusz to ambicja i wzrastanie duchowe? Gratuluję poglądów. Jak pisałam wyżej - mnie jest po prostu szkoda dzieciaka.
      • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 10.06.15, 23:54
        Ależ ja nie mówię, że moje problemy z dzieckiem wynikają wyłącznie z tego, że jestem samotną matką. Nie skarżę się na samodzielne macierzyństwo. Mam tylko wrażenie, że za wszystko winę zawsze ponosi matka - również za to, że ojca nie ma.

        I bardzo chętnie - piszę bez ironii - dowiem się, jakie ematki mają sposoby na wyjęcie ojcu dziecka z dupy.
        • bergamotka77 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:06
          zawsze mial je tam? Niewiele piszesz o ich relacjach. Pomysl ze ja musze dwojke ogarnac przez wiekszosc czasu sama
          • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:19
            Zawsze. Zaczęło się od dwuletniej ciężkiej klinicznej depresji poporodowej (dziecko chciane i oczekiwane przez obojga). A potem już nie potrafił nawiązać relacji, choć bez najmniejszego wątpienia bardzo kocha swoją córkę.
            • pade Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:24
              Czym się ta miłość objawia?
              Nie potrafił nawiązać, ale czy chciał?
            • jola-kotka Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 02:52
              Wiesz ja wychowalam sie w pelnej rodzinie ale czegos takiego doswiadczylam ze strony matki wiedzialam,ze ona mnie kocha ale relacje byly delikatnie mowiac slabe bardzo slabe i odbilo sie to bardzo na moim doroslym zyciu nie raz o tym pisalam. Naprawde lepiej dla mnie i mojego brata byloby gdyby byla mamusia na dwie godziny w weekend.
              • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:58
                no i to jest dopiero masakra jak matka nie jest zaangazowana. Pol biedy ojciec, cala bieda jak matka... Wtedy czlowiek nie lada musi miec sile by uksztaltowac charakter samemu... Wspolczuje Jolu<uscisk>
            • berdebul Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:40
              A dasz radę zawlec go do specjalisty? Który mu logicznie (pisałaś coś o spektrum) wyłoży dlaczego opieka, więź z dzieckiem jest taka ważna i to dla obydwu stron. Czyta on po angielsku? Jeżeli tak, to jest sporo książek dla osob ze spektrum (lub osob o analitycznym umyśle), które ładnie klarują jak dbać o rodzinę/związek/dziecko/coś tam.
            • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:12
              kocianna a przyjrzyj sie czy on nie ma zespolu aspergera czy cos w ten desen.
              Moj maz mial depreche pol roku po tym jak dziecko urodzilam bo nagle odkryl ze nie jest kawalerem no i w ogole odkrycie nagle ze sie starzeje w zwiazku z tym ze zostal ojcem. A potem odkryl ze bedzie mial z kim kopac w pile wiec mu przeszlo.
              W zwiazku z tym mam w domu malego Adasia i takiego duzego Adasia. Na pewnych plaszczyznach ten sam poziom rozwoju emocjonalnego.
            • 18lipcowa3 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 17:22
              Co za bezjajecznik. Ciężka Depresja poporodowa
              u niego? ??omg jeszcze o takim cudzie nie słyszałam. ...



              > Na hasło naturalnie włącza się czerwona lampa. Na hasło antyszczepion
              > kowcy włącza się halogen, bo to oznacza, że na 100% ludzie są powaleni i ni
              > ebezpieczni.
            • aandzia43 Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 20:36
              Na depresję poporodową może.mieć.KOBIETA. Ona jest w ciąży, ona rodzi, ona karmi i w.związku z tym w jej organizmie szaleją hormony, które wywołują zaburzenia gospodarki serotoniną. Twój mąż miał.zapewne depresję sytuacyjną wywołaną drastyczną z jego punktu widzenia zmianą sytuacji życiowej. To tak gwoli sprostowania.
        • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:08
          A czy jakis wspolny wyjazd ojciec-dziecko wchodzi w gre? Wspolne hobby?
          Nie wiem czy wspominalam ale tz i reszta maja wbrew pozorom swietny kontakt z ojcem i mysle ze polaczylo ich w sumie hobby albo jak kto woli wspolne wymuszone siedzenie razem. Maja inna relacje niz z matka - taka zbudowana na przyjazni szacunku milosci diroslych ludzi a nie zeierzeco-dziecieca.
        • quesuerte Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:10
          Nie wyjmuj. Daj sobie spokoj. Lepszy zly niz zaden? Nieprawda, nie lepszy.
          • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:16
            Trudno mowic "zly" moze dobry tylko malo go. Kocha. Troszczy sie jak umie. A ze nie umue lepiej za to skreslac dobrego kochajacego czlowieka? Wazne czy kocianna widzi sie dalej w tym ukladzie. Jak sie widzi? Czy jako osoba akceptujaca ten stan (jak zony japonskie ktore dowcipnie mowia o mezach "smiec gabarytowy" jak jest w fomu tylko zawadza) czy jako osoba ktora chce go zmusic zeby nawiazal relacje z dzieckiem?
            • pade Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:19
              Kocha. Troszczy sie jak umie. A ze nie umue lepiej za to skreslac dobrego kochajacego czlowieka?

              Ty o swoim mężu piszesz? Czy Kocianny? Bo jeśli o ostatnim, to ciekawam skąd masz takie info.
              • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:22
                Bardziej o tesciu w sumie big_grin jakos tak mnie uderzylo w tym poscie wyzej ze "zly" dla mnie zly to psychopata narkoman zboczeniec pijak przemocowiec. Nieobecny nie musi byc zlym ojcem.
                • pade Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:23
                  nie musi, ale często synowie nieobecnych ojców czują się odrzuceni
                  • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:30
                    Trudno mi sie wypowiadac za synow ale w okresie nastoletnim rowniez ojciec nie byl mi specjalnie bliski. Za to bardzo bardzo bliska relacje (choc w trudzie i znoju przez pot krew i lzy) udalo nam sie zbudowac gdy moja mama miala bardzo tragiczny wypadek 3 mce spedzila w szpitalu w ciezkim stanie (i 2 lata dochodzila do siebie) - bylam wtedy na 2 roku studiow.
                    • pade Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:36
                      Ale to inna relacja córka-ojciec. Nie, że gorsza. Inna.
                      Dla syna ojciec, mężczyzna, to wzór, ktoś kogo się podziwia, obserwuje, naśladuje, a potem walczy się z nim i odrzuca by dorosnąć. Ojciec uczy syna jak być mężczyzną, nie matka, ojciec.
                      O obu relacjach, córka-ojciec, syn-ojciec napisano tomy. To są bardzo ważne relacje. Bardzo. I czasem jest po prostu za późno na ich nawiązanie. Mleko się rozlało.
                • nenia1 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:49
                  Czasem, paradoksalnie, z pewnych względów lepiej jak ktoś jest ewidentnie zły. Nie ma się wtedy tylu wątpliwości i człowiek tak się nie gubi jak wtedy, gdy ktoś niby nic złego nie robi, no bo przecież nie wali po głowie od progu i nie rozkwasza nosa pięścią, a tylko nigdy nie ma czasu i nie zwraca uwagi.
                • mamameg Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:33
                  Bardziej o tesciu w sumie big_grin jakos tak mnie uderzylo w tym poscie wyzej ze "zly
                  > " dla mnie zly to psychopata narkoman zboczeniec pijak przemocowiec. Nieobecny
                  > nie musi byc zlym ojcem.

                  Przede wszystkim to trudno mowic, ze ktos jest ojcem(albo matka) skoro jest wiecznie nieobecny.
                  Zamienia sie w kogos w rodzaju dalekiego wujka, bo nie ma wiezi z dzieckiem i nic o tym dziecku nie wie.
                  • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:40
                    O to sluszna uwaga. Jak jeszcze do tego dojda awantury i matka wiecznie probujaca nieudolnie zmusic do milosci/poswiecenia czasu fochy i obrazy oraz np wspomniane juz pretensjr do matki i dziecka ze dziecko sie zle uczy zle wychowane to spokojnie mozna pana i sytuacje okreslic jako zle.
        • aandzia43 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 13:56
          Matka nie ponosi.winy za.to,.że ojca nie ma, ale za.swój brak rozeznania przez kilkanaście lat małżeństwa co do tego co normalne a.co nie - jak najbardziej.
          • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 14:04
            tak odchodzac nieco od tego przypadku to czasami ojcu potrafi odklapnac dopiero z wiekiem. Mam kolezanke jakiej maz po 25 latach calkiem przyzwoitego malzenstwa stwierdzil ze nigdy jej nie kochal tylko jakas tam dziewuszke ze wsi jaka poznal gdy mial 19 lat a ona 18 i z nia sie powinien ozenic.Wyprowadzil sie od zony, Zaczal malowac i pisac erotyki. Zadzwonil do ukochanej z mlodosci, umowil sie, a to duza kobita ze wsi. Szok byl masakryczny. 2 lata pozniej padl na zawal. Byl zupelnie sam.
            • gazeta_mi_placi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:26
              Takie rodzime "Co się wydarzyło w Madison County" tylko płeć inna.
    • czar_bajry Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:35
      no jak to co albo powinna się rozwieść albo znaleźć odpowiedniego mężatongue_out
      • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:36
        Dawaj namiary na sklep z mężami smile
        • bi_scotti Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:56
          Pomijajac wdowy i kobiety, ktore naprawde nie maja pojecia jaki jest adres ojca ich dziecka/dzieci, opcja "ojciec sie dzieckiem nie zajmuje" jest w duzej mierze dzielem samej kobiety/matki. Sama bralam udzial w akcjach kobiet, ktore w umowiony na wizyty dzien czekaly z dziecmi az szanowny tatus raczy sie pojawic a jak sie nie pojawial w ciagu pol godziny od ustalonego terminu to dostarczaly dziatwe pod jego drzwi, gdy zas nie bylo go w domu, nastepnego dnia dostarczaly mu dzieci w godzinach pracy do biura. Jedna taka akcja i nagle okazywalo sie, ze tata i zajmie sie, i zabawi, i nawet potrafi byc fajny a na dodatek kazdym nastepnym razem na umowiona wizyte przybedzie co najmniej 5 minut przed czasem. Najwiekszy problem w przekonaniu kobiet do takich dzialan, bo prawie kazda zyje w przekonaniu, ze "tylko matka potrafi" i ze "jemu nie mozna ufac" etc. etc. etc. A prawda jest taka, ze facet bez nalogow/choroby psychicznej czy innych tego typu przypadlosci, dzieckiem/dziecmi zajac sie jak najbardziej jest w stanie tylko zwyczajnie jest mu wygodnie utrzymywac kobiete w przekonaniu, ze on nie wie jak, nie zbudowal kontaktu z dzieckiem, ona wie lepiej, on sie nie zna, on na pewno cos zepsuje, dziecko u niego zachoruje albo nie odrobi lekcji, albo bedzie glodne czy brudne ... I kobiety daja sie wkrecac w takie myslenie a potem to juz tak leci miesiacami i latami. Dochodzi jeszcze element nieplaconych czy spozniajacych sie alimentow (w przypadku gdy takie sa zasadzone) i w takich przypadkach wiele kobiet "karze" ojca swoich dzieci zerwaniem/ograniczeniem kontaktow krecac tym samym bicz na wlasna skore. Zamiast potraktowac sprawe dokladnie odwrotnie: nie placisz na czas? nie placisz tyle ile trzeba? OK, to w takim razie masz dziecko nie na co drugi weekend a na kazdy! nie tylko na 3 tygodnie wakacji a na 6! nie dostarczasz forsy zgodnie z umowa, to masz wiecej obowiazkow! Life. Kobiety same musza sie nauczyc zdrowego egoizmu tudziez uswiadomic same sobie, ze nie sa perfect parent, ze dziecko naprawde rosnie lepiej gdy ma dwoje not perfect parents niz jedno, ktoremu sie wydaje, ze jest perfect. To jest trudna lekcja ale warto przez nia przejsc. Dla dobra wszystkich zamieszanych w sprawe: matki, ojca, dziecka, reszty swiata ... Ja wiem, ze sie ciezko schodzi z piedestalu, ktore sie samej sobie ustawilo ale warto. Naprawde.
          • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 01:00
            Mądrze prawisz.
            • aneta-skarpeta Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:34
              "Mądrze prawisz.'

              o ile uważam, że kobiety powinny miec w sobie pierwiastek egoizmu, to nie podoba mi sie znowu przerzucanie winy na kobietę, bo jakby mu podrzucała do pracy, jakby go stawiała pod ścianą to by był dobrym ojcem, a tak to nie jest i w sumie kobieta sama sobie winna

              btw fajnie musi się czuc dziecko podrzucone i zostawione u ojca w pracy ni z tego ni z owego, najczęsciej z jakimś miłym powitaniem ze strony mamy
          • czar_bajry Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 01:17
            Nie sądziłam że kiedykolwiek to napiszę ale bi_scotti strzeliła 10/10
            • kota_marcowa Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:28
              ale bi_scotti strzeliła 10/10

              Też tak uważam.
          • aagnes Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:44
            Wszystko pieknie, ale wyobraz sobie teraz miotanie tym nieszczesnym dzieckiem, ktore nigdy nie wie gdzie spedzi popoludnie, czy weekend. wiele kobiet po prostu chce tego dziecku oszczedzic liczac na to, ze facet sie ogarnie, co sie zazwyczaj rzecz jasna nie dzieje. sama wolalabym paść na pysk niz fundowac dziecku taka hustawke emocjonalną i bytową. niestety jak sie para rozchodzi, i dziecko zostaje z matka, to mozna w niemalże 100 % zalozyc, ze facet sie wypnie - dlatego tak bardzo wazne jest zeby NIGDY nie dac sie zalkowicie uzalenznic od pana i wladcy, lekko porzucajac prace i zyjac na łasce misiaczka.
            • lily-evans01 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:21
              Chciałam napisać to samo...
              I w takim układzie duże jest prawdopodobieństwo, że dziecko wciśnięte na siłę ojcu na weekend spędzi do niemal sam na sam z kompem/tabletem, z burkliwym tatusiem siedzącym w drugim pomieszczeniu nad ważną "pracą" i z jakimś byle jakim żarciem z półproduktów wink.
              A jak tatuś ma nową panną, to z chęcią zwali na nią swoje obowiązki, bo jest baba pod ręką, to niech niańczy.
              • mikams75 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 11:26
                ja bylam takim dzieckiem wrzucanym do tatusia, choc nie jakos ekstremalnie, bez bytowych hustawek. I obiektywnie krzywda mi sie nie dziala, ojca bylo stac na lepsze atrakcje weekendowo-wakacyjne niz moja matke, ale jednak dalo sie wyczuc, ze cos bylo nie tak w tym ukladzie. Teraz moge powiedziec, moze to byla brakujaca wiez, moge efekt rozgrywek miedzy rodzicami. Jak bylam mlodsza to znosilam to jakos, bo myslalam, ze tak musi byc. Ale podroslam i ostro zaprotestowalam takiemu ukladowi i wolami by mnie nie zaciagnieto. Wakacje wolalam samotnie spedzic na podworku w srodku miasta niz spedzic je z ojcem.
              • aneta-skarpeta Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:38
                mój syn przeżył "wciskanie ojcu" i ojca który udaje że jest zaangazowany

                szarpalismy sie kilka lat, skońćzyło sie na psychologu dla dziecka, bo dziecko bardzo źle znosiło wizyty "na siłę" i mocno odczuwało gęstą atmosferę u ojca. Ja byłam zła bo to była jednak ciągle walka

                jak odpuściłam ( i alimenty i oczekiwanie wizyt) ojciec przestał sie pojawiac, a dziecko odzyskalo spokój

                naprawdę dziecko nawet małe czuje że ktoś jest zmuszany do zajmowania się nim
                • gazeta_mi_placi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:55
                  Okradasz własne dziecko nie upominając się o alimenty i własnego męża, który w takiej sytuacji musi łożyć na cudzesa.
                  • aneta-skarpeta Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 21:01
                    "Okradasz własne dziecko nie upominając się o alimenty i własnego męża, który w takiej sytuacji musi łożyć na cudzesa."

                    po 1. nie okradam z alimentów tylko "kupuję" w ten sposób spokój dla dziecka- mogę oczywiscie sobie na ten komfort pozwolić.
                    po 2. właśnie mój jeszcze nie mąż podjął pierwszy decyzję, abym machnęła ręką na te goowniane alimenty, żeby dziecko miało spokój i sam zdecydował że bierze na siebie ciężar utrzymania "cudzesa" więc trudno mówić o tym, że go okradam;P
              • zuleyka.z.talgaru Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 08:02
                Dokładnie.
                U nas młody miał pierwszy tydzień czerwca spędzić u ojca...zabrał go w niedzielę, po czym w środę wieczorem dzwoni, że w czwartek rano go przywiezie, bowiem ON MA PLANY. o_O i generalnie powinnam mu powiedzieć, że umawialiśmy się na cały tydzień i ja też mam plany...tylko, że wówczas młody siedziałby albo przed TV albo co gorsza był ciągany po jakichś dziwnych miejscach - więc wolałam, żeby wrócił. Cóż. Dziecko spore, widzi,że tatuś niesłowny....sam sobie rzepkę skrobie i tyle.
          • kai_30 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:50
            Dochodzi jeszcze element nieplaconych czy sp
            > ozniajacych sie alimentow (w przypadku gdy takie sa zasadzone) i w takich przyp
            > adkach wiele kobiet "karze" ojca swoich dzieci zerwaniem/ograniczeniem kontakto
            > w krecac tym samym bicz na wlasna skore. Zamiast potraktowac sprawe dokladnie o
            > dwrotnie: nie placisz na czas? nie placisz tyle ile trzeba? OK, to w takim razi
            > e masz dziecko nie na co drugi weekend a na kazdy! nie tylko na 3 tygodnie waka
            > cji a na 6! nie dostarczasz forsy zgodnie z umowa, to masz wiecej obowiazkow! L
            > ife.

            Jasne, bo to takie proste jest. NIE DA SIĘ zmusić do większej aktywności ojca po rozwodzie, który tej aktywności nie chce. Będziesz mu podrzucać dziecko co weekend i co? Zostawiać pod drzwiami, bo tatuś się zabezpieczył i stlenił zawczasu? Rzeczywiście, super pomysł, zwłaszcza jak tatuś wyprowadził się do innego miasta (mój eks mieszka dokładnie na drugim końcu Polski, ja nad morzem, a on w górach, jakim sposobem miałabym mu co tydzień odstawiać dwu- i czterolatka?). Nie każdy ojciec pracuje też w biurze, mój eks akurat ma pracę wyjazdową, po Polsce miałabym go ścigać, czy porzucać dzieci u niego w firmie i mieć w nosie? Nie zaprowadzać do przedszkola czy szkoły, bo ważniejsze jest pokazanie eksowi, kto tu rządzi?

            Nie uważam się za "perfect parent" i nie stawiam się na żadnym piedestale. Natomiast z całą pewnością wiem, że mój eks jest ojcem do doopy, zresztą to była jedna z najważniejszych przyczyn naszego rozwodu.
          • mamameg Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:45
            Bi_Scotti, jak sie ktos dzieckiem nie chce zajmowac, to matka(ojciec) moga stanac na uszach a i tak nic nie zdzialaja. Gdybym eksowi na sile wepchnela dzieci, to najpierw by mi przy nich zrobil awanture a potem by sie do nich nie odzywal cala wizyte- i po co mialabym dzieci na takie sceny narazac? A eks sie z dziecmi regularnie widuje, z tym, ze tak jak u Lily-Evans, wylacznie rozrywkowo.
          • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 11:03
            prawe dokladnie odwrotnie: nie placisz na czas? nie placisz tyle ile trzeba? OK, to w takim razie masz dziecko nie na co drugi weekend a na kazdy! nie tylko na 3 tygodnie wakacji a na 6! nie dostarczasz forsy zgodnie z umowa, to masz wiecej obowiazkow! Life.

            nie rozumiem przekonania dlaczego by to przeszlo. Oczywiscie ze bylby znakomity to pomysl, ale kazda jedna z moich znajomych jaka jest rozwiedziona nie osiagnelaby tego. Znam jedna jaka sie nie patyczkowala i po prostu zawozila dzieciora. Sprawa skonczyla sie w sadzie gdzie ojciec zadeklarowal ze nie chce sie zajmowac wiecej dzieckiem z powodu ciezkiej pracy.
          • mikams75 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 11:29
            najgorzej to ma dziecko w taki ukladzie. To nie worek kartofli, zeby zawiezc i postawic pod drzwiami czy w pracy.
          • zla.m Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 10:10
            Bi, mieszasz 2 rzeczy. Jedna to kobiety, które "wyrywają" ojcu dziecko, bo uważają, że one zajmą się lepiej - takie zjawisko jest niezależne od tego, czy para jest razem czy nie. I tu faktycznie kobiety powinny, jak to określiłaś, zejść z piedestału i przyjąć do wiadomości, że sweterek na lewą stronę jest mniej ważny niż kontakt z ojcem.

            Ale ZUPEŁNIE czym innym jest zwalanie winy NA KOBIETĘ za to, że pan ex po rozstaniu nie zajmuje się dzieckiem. I jakby ona go zmusiła - siłą, groźbą, podrzucając dziecko na wycieraczkę i idąc na skargę do szefa - to on na pewno się odmieni i będzie cudowny. Po pierwsze - gó... prawda, zajmie się tyle, byle to dziecko z głodu nie padło. Po drugie - naprawdę nie jest obowiązkiem kobiet wychowywać mężów i byłych mężów, zwłaszcza że to zdejmuje z panów odpowiedzialność za cokolwiek "trudno, żona tak sobie wychowała, to tak ma", a on sam oczywiście nie ponosi winy. Facet może prowadzić wielką firmę albo być kapitanem lądownika marsjańskiego, ale jeśli chodzi o zmianę pieluchy/odrobienie lekcji z własnym potomkiem, to sam nie może się ogarnąć, tylko (ex)żona musi... Absurd.

            I, last but not least - bardzo jestem ciekawa, jak "szczęśliwe" jest dziecko traktowane jako element dydaktyczny dla krąbnego pana, którego nie tylko olał tatuś, ale jeszcze matka traktuje jak rzecz, śmierdzący pakunek, który koniecznie trzeba komuś innemu sprzedać...
      • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 00:40
        Albo przeniesc sie w czasie i dokonac jedynego slusznego wyboru...
    • kropkacom Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 07:22
      Twoje problemy i rozkimy nie różnią się od tego co ma wiekszość na co dzień. Po prostu o tym nie pisze codziennie na forum. Polecam pisać o sąsiadce, koleżance bez udziału w historii własnego dziecka lub męża. O, pisz jak triss. O siostrze na przykład big_grin

      A co ma zrobić? To zależy jak jej to odpowiada lub nie odpowiada. W drugim przypadku może nawet rozstać się z ojcem dziecka.
      • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 13:44
        Twoje problemy i rozkimy nie różnią się od tego co ma wiekszość na co dzień. Po prostu o tym nie pisze codziennie na forum

        no jak sugeruja tu dziewczyny dosc czarno bialo to widza np triss jaka nie jest przeciez idiotka tylko swoje przezycia ma. Troche tez tak pisza jakby same nie borykaly sie chocby z malym aspektem tego typu

        Poza praca codzienna jako korpolud mam prace dodatkowa. Przychodza do mnie setki kobiet. To co opisuje kocianna jest dokladnie jak mowisz: chlebem powszednim dla wiekszosci kobiet
        • triss_merigold6 Bez przesady 11.06.15, 16:25
          Bez przesady. O ile z racji pracy, dostępność czasowa może być ograniczona (bo praca wyjazdowa, bo kontrakt, bo sezon w pełni, bo korpo), o tyle u Kocianny problemem jest brak dostępności emocjonalnej małżonka i ojca.
    • wapaha Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:16
      Nie dziwię się pytaniu Triss, która nie tkwiła latami w niefajnym związku ale miała odwagę zmieniać coś w swoim życiu- brać odpowiedzialność za siebie i za dziecko, szukać szczęścia a nie tkwić z kimś, kto się nie sprawdza.
      • triss_merigold6 Zaraz, zaraz 11.06.15, 12:35
        Zaraz, zaraz.
        Ja nie robiłam rewolucji w życiu z powodu zastrzeżeń wobec eksa jako ojca, bo na tym polu się sprawdzał. Nie sprawdzał się (a konkretnie - przestał się sprawdzać po pojawieniu się dziecka) na innych polach, jako partner dla mnie.
        Swoją cenę za zmianę zapłaciłam, nie powiem, ale nigdy nie żałowałam.
        • kropkacom Re: Zaraz, zaraz 11.06.15, 12:41
          No, ja właśnie rozumiem jak możesz wypominać, że autorka wątku pozbawiła dziecko ojca (czy na odwrót) kiedy sama to też zrobiłaś. Przeprowadź mnie przez ten proces myślowy.
          • triss_merigold6 Re: Zaraz, zaraz 11.06.15, 12:48
            To do mnie?
            Pozbawiłam?
            Ojciec mojego dziecka ma z nim kontakt, interesuje się, czasem zabiera na weekendy, rozmawia, spędza z nim czas, czasem odbiera z treningów. Pamięta o dziecku, o tym w której ono jest klasie i czym się teraz interesuje.
            Funkcję ojca na co dzień w domu realizuje mój partner, który akurat prodzieciowo jest zaangażowany bardzo.
            • kropkacom Re: Zaraz, zaraz 11.06.15, 13:01
              No ja widzę różnicę między ojciec czasem, a codziennie.
              • aandzia43 Re: Zaraz, zaraz 11.06.15, 13:08
                Ja też widzę różnicę między komunikatywnym, zaangażowanym i po prostu normalnym emocjonalnie ojcem na odległość (nie za dużą), a aspołeznym egotykiem z emocjonalnością nastolatka na co dzień. Drugi wariant jeży mi włos na głowie.
                • kropkacom Re: Zaraz, zaraz 11.06.15, 13:16
                  Zaangażowanym? Raczej na życzenie. Kiedy drugiej stronie pasuje. Żeby było jasne, ja nie wartościuje, bo obie sytuacje są dalekie od ideału. I o to mi chodzi.
            • gazeta_mi_placi Re: Zaraz, zaraz 11.06.15, 15:33
              Jaki partner? Z Twoich postów wynika, że jest pod pantoflem, więc żadne partnerstwo. Nie ma nic bądź stosunkowo niewiele do gadania.
              • triss_merigold6 Re: Zaraz, zaraz 11.06.15, 16:26
                Chyba taka opcja jest lepsza niż facet zlewający.
    • mia_siochi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:33
      Nie znam takich w d***pie mających ojców. Albo są zaangażowani z własnej woli, albo zwyczajnie zmuszeni przez swoje partnerki. Ale prawdopodobnie moi znajomi nie są grupą reprezentatywną wink bo wśród nich nie ma praktycznie małżeństw, nie ma rozstań, nie ma skoków w bok. Więc pewnie grupa ewenementów mi się trafiła....
    • ewa_mama_jasia Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:36
      I co ma zrobić matka, jeśli ojciec swojej roli nie pełni, poza znalezieniem dla dziecka innych męskich wzorców?

      Nic. Zająć się dzieckiem i sobą tak, jak samotna matka. Ogarnąć logistykę samodzielnie. I albo zaplanować zajęcie sie ojca dzieckiem i dawać mu rozpiskę - masz pojechać z młodą tu i tu, na tę i tę godzine, nie wolno ci się spóźnić (jak się da), albo sprowadzić go do roli dostarczyciela pieniędzy na dziecko i tyle.
      Taka jest prawda. jak isę będziesz szarpać, wymagac, a on zawiedzie (z różnych przyczyn), to Ty będziesz wściekła, dziecko straci np. podwiezienie na zajęcia / do kina itp., i niewiele uzyskasz.
      • mia_siochi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 08:57
        Wiele rzeczy robię wychowawczo, bo często tłumaczenie nic nie daje.

        Przykład- koleżanki mąż miał jakąś schizę, ze dziecko musi jeść wszystko. Urządzał dantejskie sceny przy sniadaniach, go dzieciak nie jadł pomidorów (jej mąż pomidory uwielbia) i zupełnie nie rozumiał, że dziecku się na wymioty zbiera na widok tych cholernych pomidorów. 40 letni facet. Koleżanka odczekała na długi weekend, tak żeby sklepy były pozamykane. I przez 2 dni karmiła rodzinę cebulą, znienawidzoną przez męża. Cebulki faszerowane, smażone, marynowane. I wtedy zrozumiał. Może nam się to w głowie nie mieścić, ale dotarło dopiero na przykładzie...

        Jak mi się chłop spóźnia notorycznie, to wystarczy jak mu się spóźnię na jakąś ważną dla niego imprezę. Wtedy dociera.

        Tak, uważam że mężczyźni są emocjonalnie upośledzeni.

        Dlatego uważam, że nie wolną ich wyręczać. Bo wtedy nigdy się nie nauczą wink
        • ichi51e Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:10
          To chyba jakis debil sory. Albo anegdota. Co go powstrzymalo przed zjedzeniem po za domem?
          • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:07
            wygoda. Oni tak majauncertain
            • ashraf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:38
              Nie, oni tak nie maja... tak maja mezczyzni-idioci.
              • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:48
                Nie, oni tak nie maja... tak maja mezczyzni-idioci.

                czyli wiekszosc meskiej populacji obserwujac swoje i zwiazki kolezanek. Normalni to mniejszosc
                • ashraf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 23:16
                  Ja mam inne obserwacje. Może to różnica pokoleniowa, ale nie znam facetów, którzy mieliby dzieci w d...e do tego stopnia albo byli totalnymi sierotami życiowymi.
                  • ashraf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 23:18
                    Pomijając tych, którzy wykorzystują głupotę i matkopolkowość kobiet, które sprzątają im każdy pyłek spod stóp. Ale ci nie są głupi, tylko wygodni...
          • martishia7 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 12:41
            > To chyba jakis debil sory. Albo anegdota. Co go powstrzymalo przed zjedzeniem p
            > o za domem?

            No przecież każdy musi jeść wszystko, to musiał zaświecić przykładem, inaczej by się skompromitował ze swoimi koncepcjami w oczach dziecka big_grin
    • solejrolia Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:07
      no niestety, kocianna,
      ale w moim otoczeniu jak już są dzieci, to ojcowie angażują się w opiekę nad potomstwem.
      albo są angażowani
      bo czasem rzeczywiście to jest tylko "pomaganie" matce dzieciom- zwieźć, przywieźć, jak trzeba to zostaną i dopilnują, podadzą kolację, zerkną w zeszyt.
      ale zwykle to jednak jest 100% a nawet 150% zaangażowania, w stosunku do czasu jaki mogą dzieciom poświęcić.


      mój mąż nigdy dzieci za bardzo nie chciał mieć. to taki typ.
      (a nie miał dobrego wzorca z domu- mój teść był fatalnym ojcem, i gnoił swoich synów....)
      ale ponieważ mąż sprawdza się przede wszystkim jako mój partner, to zrobi wszystko żeby mi towarzyszyć, i mnie odciążyć - zatem skoro mamy dziecko, i ja jestem odpowiedzialna za nie, to on staje razem ze mną w szeregu i jest odpowiedzialny za nie na równi ze mną. w naszym przypadku to nie jest pomaganie, to jest autentyczne dzielenie się opieką
      gdyby okazało się, że pomimo wszystko mój maż nie sprawdza się w roli ojca, jedna, druga, piąta próba, jak to określiłaś,wyjęcia z du.py dzieciaka, i wystarczy, szkoda energii. potem postawiłabym sprawę jasno i konkretnie: robimy jakieś ustalenia- jesteś odpowiedzialny za to, to, i tamto. ja biorę na siebie cała resztę.
      i takie postawienie sprawy bardzo ułatwiłoby mi życie, bo wiedziałabym na czym stoję. na pewno nie czekałabym na ruch z jego strony, na samo z siebie zainteresowanie dzieckiem, czy domem, nie łudziłabym się , że pan zmieni się, za to konsekwentnie egzekwowała ustalenia.

      kocianna, jasne i klarowne zasady.
      tyle mogę ci doradzić.
      • ewa_mama_jasia Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:21
        Podpisuję się pod tym. Jasna rozpiska - robisz z dzieckiem to, to i to - niech to będzie zawożenie na zajęcia / szkoła muzyczna / cokolwiek. Albo dawaj określoną sumę co miesiąc. To drugie też nie jest złe, szczególnie u dzieci starszych, bardziej samodzielnych mobilnie.
    • inguszetia_2006 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 09:20
      Witam
      Czy to jest bardzo nienormalne? Teraz jest nienormalne, ale kiedyś, przez całe stulecia było normalne. A zatem, zmiana jest całkiem świeża. Nie każdy nadąża, trzeba się wyuczyć nowych ról. Nie wiem, co ci napisać? Moim zdaniem mężczyźni jak się im pozwoli na to, będą się uchylać od wszystkiego. Tak ich postrzegam. Jako leni i wygodnickich w sprawach około domowych.To krzywdzące uogólnienie, ale nie poradzę nic. Przepraszam, jak uraziłam jakiegoś forumowego tatusia, który leniem nie jestwink
      Nic konstruktywnego nie wniosłam, wiem, ale nie musiałam w sumie, bo są tu osoby, które lepiej trybią i słuchaj ich właśnie. Aha, dla mnie to było duże odkrycie, że mężczyźni tacy są, bo mój ojciec był /jest ideałem. Glebę zaliczyłam zatem konkretnąwink
      Pzdr.
      Ing
      • dziennik-niecodziennik Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:24
        ja sie zasadniczo zgadzam z ingu.
        ojcowie zaangażowani to nasi ojcowie i mezowie. znakomita wiekszosc dziadków dziecka w zyciu nie przewinęła, ojcow - moze połowa. dopiero mężowie jakos tam sie wiecej tymi dzieciakami zajmują, a i to często pod wpływem nacisków, bo wcale niekoniecznie "mają to wpojone" przez swoich rodziców (siłą rzeczy).
        kocianno, Twojego męża nikt tego po prostu nie nauczył - tego ze dzieckiem się trzeba zajmowac. a poniewaz Ty jestes osobą energiczną i samodzielną to - jak sądzę - automatycznie robiłas to sama. i OK, uwazam ze jesli to parze odpowiada to moze byc i tak. tylko ze po jakims czasie bycie obciążonym całą odpowiedzialnością zaczyna byc przykre. no i kontakt - żal tego kontaktu "ojciec-dziecko".
        ale nie wiem jak Ci pomoc, co doradzic. moge tylko poklepac po plecach...
      • iwoniaw To jest i BYŁO nienormalne 11.06.15, 10:25
        Przez stulecia to oboje (!) rodzice o wiele więcej czasu niż teraz spędzali z dziećmi, często wspólnie pracując i osobiście je od dzieciństwa ucząc zawodu/wdrażając w interesy/przyzwyczajając do konkretnego stylu życia. Fakt, matka więcej zajmowała się dziećmi całkiem malutkimi i córkami, ojciec "przejmował" raczej podrośniętych (do lat kilku (!), nie do dorosłości!) synów, ale nikt nie pitolił o "braku więzi" jako usprawiedliwieniu olewania własnego dziecka, ignorowania go i nie interesowania się nim. Coś takiego to mógł ojciec bez potępienia społecznego prezentować co najwyżej wobec nieuznanego bękarta - jeśli jego matka stała niżej na drabinie społecznej, bo jeśli pochodziła z "równorzędnej" rodziny, to i takie nieślubne dziecko "honorowy" ojciec jakoś wspierał (przeważnie materialnie, ale zawsze coś).
        • inguszetia_2006 Re: To jest i BYŁO nienormalne 11.06.15, 10:32
          iwoniaw napisała: Przez stulecia to oboje (!) rodzice o wiele więcej czasu niż teraz spędzali z dziećmi,
          Witam
          Nieprawda. Przez stulecia oboje olewali dzieci raczej;-P Bogaci podrzucali niańkom, biedni nakarmili i szli w pole. Przez całe stulecia kiepsko było być dzieckiem i tyle. Teraz dopiero fajnie być dzieckiem.
          Pzdr.
          Ing
          • volta2 Re: To jest i BYŁO nienormalne 11.06.15, 10:55
            nie wiem, ja pamiętam że w pole zabierało się też dzieci. ile mogły to pomogły a jak były za małe, to były obok. na oku. tzw. quality timesmile

            czy ktoś źle pamięta sianokosy? latanie po rżysku? wykopki i rozpalanie ognisk tak, by na fajrant wybrać z popiołu upieczone świeżutkie z ziemi wybrane ziemniory? zbieranie truskawek? nie była to moja codzienność, ale kuzyni tak mieli. pewnie, że dla równowagi chcieliby może i pojechać na kolonie, czy obóz, no ale skoro rodzice byli ci biedniejsi...
            • aandzia43 Re: To jest i BYŁO nienormalne 11.06.15, 11:38
              Zzgadzam się z Inguszetią - dzieci ze swoimi potrzebami innymi niż podstawowe fizyczne, zawsze były na.dalszym planie wszelkich poczynań dorosłych. Przebywały z rodzicami tylko.wtedy, gdy było to rodzicom wygodne (z tym że."wygoda" rodziców to był często jedyny sposób na dobrostan rodziny, a.nie zachcianka). Więc jak było w domu dużo bachorstwa, to nadwyżki szły do bezdzietnych krewnych, jak była możliwość zarobkowania poza domem to szły na służbę czy do terminu, bogate były oddawane do szkół z internatem (lub do klasztornych) i do krewnych. Powszechności nianiek całodobowych i wielotygodniowych chyba nie.muszę przypominać. Dzieci przebywające z kochającymi ich dorosłymi miały naprawdę farta. Natomiast wszystkie na pewno przebywały zawsze z jakimś dorosłymi wink Najczęściej z takimi goniącymi je do roboty.
            • dziennik-niecodziennik Re: To jest i BYŁO nienormalne 11.06.15, 12:20
              no były zabierane w pole ale nie po to żeby sie tam troskliwie nimi zajmowac i zaspokajac ich potrzeby, tylko po to zeby pomogly albo po prostu były na oku, jak piszesz. Quality time? - weź nie żartuj!...
              • princesswhitewolf Re: To jest i BYŁO nienormalne 11.06.15, 12:26
                ee tam, moi rodzice pochodzili ze wsi z tego co wiem od 5-6 roku zycia krowy pasli czyli lezli z tymi krowami na pole i je obserwowali. A jak byli starsi to do normalnej pracy ich zaganiano. Studia pokonczyli dzieki komunizmowi.
                • dziennik-niecodziennik Re: To jest i BYŁO nienormalne 11.06.15, 12:36
                  moja babcia jak miała 6 lat to poszła na służbę i tak naprawde wszyscy mieli ją w nosie, byle żyła i robiła. moja mama juz inaczej, bo babcia miała ambicje. ale tez nie było tam takiego pieszczenia się jak jest teraz, tak naprawde babcia emocjonalne potrzeby mojej mamy miała w nosie - byle nakarmic, ubrac i zapewnić warunki do nauki. a czy tam mamie dobrze czy niedobrze, czy psychicznie komfortowo czy nie - to było nieistotne.
                  u ojca tak samo, babcia z dziecmi siedziała w domu, dziadek pracował, kontaktu z nim mieli tyle ile czasem przy zabawie, jak trzeba było rower naprawic itd. A i to tylko chłopaki, ciotka kontaktu z dziadkiem nie miała nigdy, całe zycie była tylko przy matce do pomocy. dobrze ze jej dali chociaz liceum skonczyc...
          • iwoniaw Nie tylko arystokracji i nędzarzom rodziły się 12.06.15, 08:31
            dzieci wink Ja nie pochodzę akurat ani z pałacu ani z czworaków, tylko ze średnio zamożnej rodziny od pokoleń żyjącej z pracy własnej na przyzwoitym, acz nie ekstrawaganckim poziomie - i zarówno z doświadczeń własnych, jak i opowieści przodków (w każdym razie do pradziadków włącznie, bo wcześniejszych osobiście poznać już nie mogłam) mogę stwierdzić, że o dzieci dbano, kochano je i interesowano się nimi. Oczywiście, role matki i ojca nie były identyczne, ale nie było również tabunów ojców znikających mentalnie, którzy mieli gdzieś swe potomstwo. Jeśli taki się trafiał, opinia otoczenia o takim przypadku była jednoznaczna i negatywna.
            • aandzia43 Re: Nie tylko arystokracji i nędzarzom rodziły si 12.06.15, 10:34
              Piszesz o trzech (góra czterech) pokoleniach rodziny mieszczanskiej żyjącej w czasach, kiedy świadomość.społeczna odnośnie traktowania.dzieci i relacji rodzinnych była niewiele różniąca się od obecnej.
        • ichi51e Re: To jest i BYŁO nienormalne 11.06.15, 11:17
          Tylko pamietajmy ze przez te stulecia 12 letnie dziecko juz raczej pracowalo i mialo swoje zycie w ktorym zapieprzalo - czy to w polu na sluzbie czy w fabryce.
    • aandzia43 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:21
      Matka ma ratować z tego co sie da. Czyli zrobić porządek ze.swoją głową, dojrzeć (do jednych obowiązków oraz do nie.brania sobie na garba drugich) i ustalić, jaki jest jej REALNY wpływ na małżonka w kwestii jego postępowania. A potem postarać się uskutecznic ten realny wpływ w zboznym celu. A brakującą resztę zapewnić dziecku w postaci ściganych z zewnątrz pozytywnych wzorców męskości. Jak sobie mama zrobi porządek z głową, to jest duża szansa, że zacznie przyciągać facetow pozbawionych wad ojca dziecka wink
    • volta2 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 10:50
      ostatnio też ci zadałam takie pytanie i uznałaś to za atak

      pomijając wszystko - skoro od początku mąż źle zniósł pojawienie się dziecka - to albo wtedy trzeba było działać, albo za wszelką cenę nie dopuścić do separacji w czasie moskiewskim(czyli albo albo - jak on wraca to ty też)

      teraz już w/g mnie jest pozamiatane, słaba więź się nie rozwinęła a raczej zwiędła całkiem, twoja córa to jakiś raróg a nie 10 latkasmile do tego dziewucha, jej ten ojciec nie jest już do niczego potrzebny (w sensie tworzenia wzorca itd.) może sobie być ale nie musi.

      i na codzienne relacje jest to wystarczające. natomiast kompletnie nie rozumiem czemu ojciec odmawia (bądź sama go zwalniasz) reagowania w stanach nadzwyczajnych(typu wypadek/szpital) - tu się robi dżihad i być może jednak odchodzi?

      widziałam też jednego ojca niezaangażowanego - płacił niańce najwięcej w okolicy(ale dzieciak też raróg był i parę nianiek nie dało rady) - ale po paru latach okazało się, że pan ma obok drugą panią i tam się angażuje. po rozwodzie - gdy zamiast uciekać do kochanki już z nią był - został ojcem roku. zawozi rano do szkoły codziennie, w nowym domu dzieci są regularnie, nawet był chętny do opieki na stałe/ w sumie jest prawie to opieka naprzemienna. alimenty też są wysokie(ponad tysiąc na dziecko + wakacje na jego koszt ale bez extrasów) .

      niewykluczone, że twoja córka zbliży się do ojca dopiero jako dorosła kobieta, może nieco wcześniej.
      ja swojego ojca niespecjalnie lubię i nie mam z nim zbyt bliskiej relacji. choć w sumie mogłam na niego liczyć, może do wychowania przyłożył się więcej niż matka.(w sensie matka ubrania i żarcie, a ojciec tak bardziej pedagogicznie)
    • asia_i_p Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 11:17
      Teoretycznie twój chłop to wyjątek.
      Praktycznie - odprowadzałam dzisiaj córkę na wycieczkę. Widziałam, jak dzieci reagują na nauczycielki i na jedynego nauczyciela. Z tego, jak obległy nauczyciela, wnoszę, że męskich wzorców jednak im brakuje.

      Uprzedzając wątpliwości - tak, częściowo może to być kwestia, że to wyjątkowo sympatyczny facet (to ten, który przyniósł mojej córce prezent do domu, bo była chora w Mikołajki). Nie, dziewczynki na pewno nie są w nim zakochane, ma około 50-tki, jest całkowicie siwy, niski i chudy. Ale proponowały mu jedna za drugą swoje okulary do włożenia, zagadywały. Może to kwestia niedoboru mężczyzn w szkole, ale może też być kwestia niedoboru mężczyzn w życiu dzieci w ogóle.

      Z tego, co rozumiem, to twój mąż to przyzwoity facet, wyobcowany z życia rodziny. Pogadaj z nim, co ojciec znaczy dla córki. Nie musi być - może będę po tym musiała zmienić nicka - ale nie musi być w pozycji równozaangażowanego z tobą opiekuna. Dobrze by było, ale skoro się nie da, to nie musi. Natomiast musi znaleźć z córką jakąś płaszczyznę porozumienia - muzyka? hobby? sport? - coś, co sprawi, że będą mieli swoje sprawy tylko we dwoje. To jest ogromnie ważne, żeby córka wiedziała, że jest w centrum zainteresowania ojca, że mają ze sobą coś wspólnego. Miłość bez zaangażowania i bez wspólnie spędzanego czasu jest dla dziecka słabo odczuwalna.

      Nawet jeśli mąż tego nie czuje, niech zaplanuje czas tylko dla córki i niech spędzają go razem. Dogadają się.
      • triss_merigold6 Nie jest przyzwoity 11.06.15, 12:43
        Nie jest przyzwoity i nigdy nie był.
        Jest upośledzonym emocjonalnie, wygodnym egocentrykiem, któremu nie wolno powierzyć nawet chomika, nie mówiąc o czymś bardziej skomplikowanym.

        Facet, który dostaje szajby podczas ciąży żony i w wyrafinowany sposób dręczy ją psychicznie - ie jest przyzwoity.
        Facet, który tuż po narodzinach dziecka zacieśnia więzy z jakąś była d..ą, umawia się, łazi po nocach, a w końcu dostaje szajby i ląduje w psychiatryku - nie jest przyzwoity.
        Facet, który nie zauważa dziecka latami (mieszkając z tym dzieckiem pod jednym dachem), a potem wypycha razem z żoną za granicę - nie jest przyzwoity.
        Facet, który po powrocie małżonki z pracy za granicą zmusza ją do uczestniczenia w kontaktach towarzyskich z jego przyjaciółką i rzewnie pier...li o porozumieniu dusz - nie jest przyzwoity.
        Facet na którym nie można polegać jak na mężczyźnie - nie jest przyzwoity.

        Nie wiem co Ci się stało, ale ostatnio wypisujesz przerażające rzeczy i wyjątkowo błędnie oceniasz relacje międzyludzkie.
        • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 12:51
          a w końcu dostaje szajby i ląduje w psychiatryku - nie jest przyzwoity.

          mysle ze tu nie chodzi o przyzwoitosc tylko wlasnie o chorobe psychiczna
          • triss_merigold6 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:00
            Cokolwiek ma, matka nie powinna skazywać dziecka na wieloletni zaburzony przekaz.

            Rozwód jest jasny tj. daje jasny komunikat - ojciec mieszka gdzie indziej, ćpa, jest chory/cokolwiek. Na co dzień go, córko, nie ma z powodów X lub Z.
            • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:05
              Jednak to nie Sparta i nie wywala sie schizofrenika z domu tylko dlatego ze zachorowal.

              zalezy co ma. Bardzo zalezy. Jesli jest chory psychicznie to co innego niz zwykly egoizm czy brykanie.

              No i pytanie tez jak dlugo bryka...
              • triss_merigold6 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:08
                Nie? Dlaczego?
                Owszem, faceta który jest niebezpieczny przy kobiecie w wysokiej ciąży i przy niemowlaku, kradnie cenną energię i absorbuje sobą, nie dając nic poza stresem w zamian, nalezy się pozbyć jak najszybciej.

                Instynkt samozachowawczy nakazuje chronić siebie i dziecko.
                • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:15
                  triss, a dlaczego twierdzisz ze jej maz jest niebezpieczny? Czy sa ku temu jakies podstawy?

                  Sorry ale wiekszosc facetow to self absorbed assholes. I mowi ci to kobieta jaka poznala dobrze w zyciu nie jednego faceta.
                  • triss_merigold6 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:20
                    Mam znakomitą pamięć.

                    Nie ucz ojca dzieci robić, to tak a propos znania panów z dobrych i złych stron.
                    Jedni skrajni egocentrycy poddają się prorodzinnej tresurze i adaptują, inni nie i w dodatku szkodzą na psyche.
                  • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:27
                    Większość twoich facetów. Więcej to mówi o tobie niż o facetach w ogóle.
                    • triss_merigold6 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:28
                      No cóz... jeśli taki miała wzorzec tatusia, to takich popieprzonych wybierała.
                      • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:19
                        no skoro z jakimis sie rozstalas to chyba tez nie byli idealni - Po co sie oklamywac?

                        Moj ojciec w sumie z tego co pamietam wypadal o wiele lepiej w porownaniu z innymi ojcami dzieci i to z calkiem dobrych ponoc domow.
                        • triss_merigold6 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:30
                          OMG, a czy ja twierdze że byli idealni?
                          Mieli do cholery wad, aktualny ma do cholery wad i ja też mam wady - ostatecznie nie zaliczyłam 2 rozwodów dlatego, że byłam wcieleniem dobroci, tolerancji czy innych cnót.

                          Niemniej, żaden nie był chory psychicznie i nie robił takich cyrków. Być może dlatego, że żaden nie zdążył, bo do rozpadu związków wystarczyły nieporozumienia mniejszego kalibru. Sorry, nie wyobrażam sobie trzymania w domu faceta, który mnie lekceważy i który zgadza się na tak długą rozłąkę. Nie wyobrażam sobie tolerowania jakiejś byłej, jakiejś przyjaciółki, jakiegoś pierdyliarda sms-ów z inną babą.
                    • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:21
                      o facetach w ogole. Jak juz napisalam tutaj parokrotnie rozmawiam z setkami kobiet praktycznie na codzien i jeszcze nie slyszalam by ktoras mi mowila ze jej facet jest bez wad. Nawet moja siostra, szczesliwa mezatka od 25 lat ( corka nawiasem mowiac tego samego ojca) wie ze jej maz ma wady jak kazdy czlowiek

                      Moze ty masz idealnego faceta, ja jednak wiem ze takowi nie istnieja i predzej czy pozniej bedzie kolejny anonimowy wateksmile)))
                      • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:41
                        Nie ma ludzi bez wad, czy to wśród kobiety czy to wśród mężczyzn, a zatem zgadzam się z tymi setkami kobiet, z którymi rozmawiasz.

                        Natomiast ty napisałaś, że większość mężczyzn to "zaabsorbowane sobą dupki", a nie że nie ma mężczyzn bez wad. Dostrzegasz w ogóle różnicę?

                        Mój mąż co oczywiste również nie jest idealny, ale dobrze mi z nim i uważam, że jest dobrym partnerem i ojcem.
                        • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 21:56
                          > Natomiast ty napisałaś, że większość mężczyzn to "zaabsorbowane sobą dupki", a
                          > nie że nie ma mężczyzn bez wad. Dostrzegasz w ogóle różnicę?


                          Bo widzisz na podstawie tych kobiet jakie przychodza do mnie na doradztwo astrologiczne wlasnie wypowiedzi sa takie jak ta tej pani tutaj ( nie ja) jaka pogrubilam, albo gazetka cos podobnego o ojcu napisal.

                          Mój mąż co oczywiste również nie jest idealny, ale dobrze mi z nim i uważam, że
                          > jest dobrym partnerem i ojcem.


                          Widzisz moj maz mieszka na wycieraczce pod domem i zywie go tym co zostanie po kotach. Moj synek czasem wyprowadza go na smyczy na spacer lol....
                          • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 22:57
                            Parasz się doradztwem astrologicznym? Ja pie...... Przecież to wyłudzanie forsy od nieszczęśliwych, zdesperowanych kobiet.
                            • aneta-skarpeta Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:12
                              "Parasz się doradztwem astrologicznym? Ja pie...... Przecież to wyłudzanie forsy od nieszczęśliwych, zdesperowanych kobiet."

                              no włąsnie, dlatego ma skrzywiony obraz i dowiadujesz się, że też pewnie jesteś nieszczęsliwa tylko o tym jeszcze nie wiesz, bo sobie tego nie uświadomiłaś
                              • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:16
                                Przecież to wyłudzanie fors
                                > y od nieszczęśliwych, zdesperowanych kobiet.


                                ciekawe skad przypuszczenie ze robie to wyludzajac pieniadze.

                                Wierzyc w astrologie nie musisz. Ja nie wierze w KK
                                • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:19
                                  Hobbystycznie doradzasz setkom kobiet? Z czego w takim razie żyjesz? Wyłudzasz pieniądze, bo udajesz przed nimi, że potrafisz coś z gwiazd wyczytać, chociaż to totalna bzdura. Gdyby było inaczej nie musiałabyś mówić, że w to wierzysz, tylko po prostu byś to wiedziała.



                                  • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:39
                                    Hobbystycznie doradzasz setkom kobiet?

                                    a odwiedz tutaj forum Jak na gorze Tak na dole. Znaja mnie tam rowniez jako moderatora.

                                    Z czego w takim razie żyjesz?

                                    a calkiem dobrze zarabiam. Jestem product manager w UK w znanej ci korporacji bo zapewne masz ich zelazka, suszarki, zarowki itd itp

                                    Wyłudzasz
                                    > pieniądze,


                                    nie. Nie zajmuje sie dzialalnoscia dochodowa. Wszyscy na tamtym forum to wiedza. Znana jestem w tej branzy

                                    bo udajesz przed nimi, że potrafisz coś z gwiazd wyczytać, chociaż
                                    > to totalna bzdura. Gdyby było inaczej nie musiałabyś mówić, że w to wierzysz, t
                                    > ylko po prostu byś to wiedziała.


                                    Skad tyle jadu i zla w Tobie? Wszechwiedzaca katoliczka ? Wybacz ale spory o wiare i wiedze odrabialam jak mialam 20 lat. Wiec daruj sobie bo o astrologii z toba nie bede rozmawiac.
                                    • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:51
                                      Ta jasne, jak się w horoskopy nie wierzy to tylko z powodu katolicyzmu. Nie, nie jestem katoliczką - jestem niewierząca po całości.
                                      • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:55
                                        znam ludzi jacy uwazaja ze ateizm to choroba duszy. A ja uwazam, ze i tacy sa potrzebni w przyrodzie.
                                        • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:58
                                          Wow smile
                              • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:17
                                i dowiadujesz się, że też pewnie jesteś nieszczęsliwa tylko o tym jeszcze nie wiesz, bo sobie tego nie uświadomiłaś

                                bingo aneta. dokladniesmile) pocieszna ta nasza kolezanka

                                a maz dalej zyje na tej wycieraczce zyjac ochlapami...lol
                      • aneta-skarpeta Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 21:17
                        "jeszcze nie slyszalam by ktoras mi mowila ze jej facet jest bez wad. "

                        zlituj się. Każdy ma wady. Ja mam wady, Ty masz wady

                        Nikt nie jest idealny, ale mimo nieidealności można byc dobrym partnerem i ojcem lub miec takie wady, które to uniemożliwiają

                        mój mąz ma wady np jest bałaganiarzem i jest pesymistą, ja jestem optymistką, co mój mąz nazywa " wdupiemanie" i go to doprowadza do szewskiej pasji

                        i wiele innych wad mamy, ale sie kochamy, szanujemy, wspieramy, mozemy na sobie polegac i po ludzku się po prostu bardzo przyjaźnimy- co pozwala nam się bardzo dobrze dogadywac na codzień i współgrać

                        natomiast w kwestiach kluczowych jest idealny- jest dobry, kochający, szanujący, pracowity, zakochany, lubi dzieci, jest pomocny i uczynny takze np dla moich rodziców itd itd
                        • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 21:54
                          zlituj się. Każdy ma wady. Ja mam wady, Ty masz wady

                          no a o czym ja mowie? chyba 15 razy napisalam to w rozmaitych watkach dzisiaj. kazdy ma wady. I twierdzenie ze ma sie idealnego meza i ze sa mezczyzni idealni jest po prostu zaklamaniem

                          ale mimo nieidealności można byc dobrym partnerem i ojce
                          > m lub miec takie wady, które to uniemożliwiają


                          i definicja tego ostatniego jest z kolei bardzo elastyczna. np zobacz definicje triss i dosc ciekawy odpis na to klamkas.

                          zakochany

                          daruj sobie. Moze uzyj slowa "kocha" ale nie pisz zakochany po latach malzenstwa bo cie wysmieje. Zakochanie to chemia pierwszych paru miesiecy i ma wiele z biologii tylko. Cos zupelnie innego niz faktyczna milosc czyli ze "kocha"
                          • aneta-skarpeta Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 22:48
                            "mezczyzni idealni jest po prostu zaklamaniem "

                            niekoniecznie
                            dla mnie mój mąż jest mężem idealnym mimo swoich wad, myslę z tego jak obserwuję mojego meża że ja jestem dla niego idealna, mimo swoich wad

                            bo te wady nie rzutują na jakoś naszego życia, nie krzywdzą wzajemnie etc etc i w obliczu całokształtu to są drobiazgi, nic nie znaczą.

                            natomiast w kwestiach fundamentalnych mąż jest taki powinien byc partner
                            • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 22:53
                              moja droga chyba nadal jestes zakochana. To taki stan kiedy sie idealizuje drugiego czlowieka

                              ale to milesmile
                              • aneta-skarpeta Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:10
                                "moja droga chyba nadal jestes zakochana. To taki stan kiedy sie idealizuje drugiego czlowieka

                                ale to milesmile "

                                ja go nie idealizuję, ja po prostu nie szukam problemów tam gdzie ich nie ma.
                                • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:19
                                  wiesz, najwazniejsze ze jestescie szczesliwi ze soba. W tym jest caly ambaras aby dwoje chcialo naraz
                          • aneta-skarpeta Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 22:49
                            ". Moze uzyj slowa "kocha" ale nie pisz zakochany po latach malzenstwa bo cie wysmieje. "

                            oczywiście mialam na myśli "kocha".
                • klamkas Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 21:46
                  Pozostaje mi ucałować męża i złożyć mu wielkie dzięki za to, że mnie się nie pozbył jak byłam w ciąży i po porodzie, kiedy zżerałam go emocjonalnie, a on miał na głowie pracę i dziecko. Na szczęście mój mąż był zdania, że ochrona siebie i dziecka uwzględnia ochronę i leczenie mnie.

                  Ale, ale... to można zrzucić na depresję po porodową. Po wypadku powinien wykopać mnie na księżyc - zajmowałam mu tylko czas oczekując wsparcia, zajmowałam czas, bo bywał potrzebny w szpitalu. Nic tylko się rozwieść, po co komu taka zawalidroga, trzeba ratować siebie i dziecko.
                  • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 22:05
                    dokladnie klamkas. Dlatego ja mowie ze istnieje pewien poziom wyrozumialosci dla obu stron bo przeciez to nie Sparta gdzie ludzi chorych czy ulomnych chwilowo czy na stale zrzuca sie ze skaly bo... mlode pokolenie ma patrzec tylko na Eugenice....
                    • klamkas Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 22:52
                      Życie mnie nauczyło, że wspierać też trzeba umieć - "hodować i akceptować" bez racjonalnego leczenia i braku wymagań, akceptowaniu braku postępów mimo ich możliwości, nie ma sensu, ale wspierać w terapii, w której widać postępy (nawet niewielkie), chociaż zdarzają się poważne regresy, które krzywdzą (po czasie wiem, że moje emocje krzywdziły męża i pośrednio dziecko, chociaż córka w tym nie uczestniczyła).

                      Nie każdy się do tego nadaje. W trakcie leczenia spotkałam różnych ludzi. Również takich, którym kochający bliscy nie potrafili pomóc, bo nie potrafili się zmienić, a pomogła samotna walka, która wyzwoliła, oczyściła z oczekiwań, z potrzeby sprostania konkretnym oczekiwaniom konkretnych ludzi.

                      • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 22:55
                        dlatego tez bezwzgledni ludzie mnie przerazaja
                    • aneta-skarpeta Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:04
                      " Dlatego ja mowie ze istnieje pewien poziom wyrozumialosci dla obu stron"

                      ale w ten sposób popadasz w absurd

                      bo zakładasz, że skoro nikt nie jest idealny to w zasadzie jest mało prawdopodobne, aby były udane małżenstwa, bo przeciez nikt nie jest idealny


                      a ludzie potrafią tworzyć fajne, spełnione rodziny mimo swoich wad i wad charakteru jakie mają np ich dzieci i jednak mimo pewnych "zgrzytów" nie potrzebują oni ani pomocy, ani terapii, ani nie czują się nieszczęśliwi

                      weź pod uwagę też to, że do Ciebie nie przychodzi pewien typ kobiet i nie mam na mysli kobiet samooszukujących, tylko takich, które po prostu są zadowolone z życia i partnera- nie czują się wykorzystywane, oszukiwane, kołowane mimo, że jak każdy muszą pracować, zajmowac się dziecmi, domem, ale nie są w tym same - jednoczesnie dają sobie ( ich mężowie im dają) prawo do bycia niedoskonałą. Bo to wydaje mi się kluczowe- ta świadomość kbiety, że ona może powiedziec- nie mam siły, mam dośc, nie radzę sobie etc i nie napotyka ściany niezrozumienia

                      jest to mozliwe, gdy uda nam się stworzyć małżenstwo oparte na szacunku i przyjaźni, a nie wiecznej rywalizacji i przeciąganiu liny. Widuję takie modele- np mąż, który nie angazuje sie w dom czy rodzinę, bo po prostu ma to gdzies- wisi mu że zonie cięzko, że ma duzo na glowie, że może trzeba jej "pomóc", że dzieci trzeba nakarmic, wykąpac- bo on jest zmęczony, albo ma ważniejsze sprawy- niech sobie sama radzi


                      jak przychodzi weekedn to taki mąż nie mysli- kurde chciałbym odpocząc- pojedzmy dzisiaj do zoo i nie sprzątajmy

                      taki mąż pomysli- kuCwa, ci mi fujarę zawracają zeby gdzies wyjśc a ja bym najchętniej po prostu odpoczął- ale dla niego to jest niemożliwe np z dziecmi, bo on nie czerpie z tych kontaktów radości i relaksu


                      beataj1, ale nie tylko o sobiewink
                      "Mam za to dużo średnio jędrnego cellulitu - wychodzę z założenia że mniej się rzuca w oczy jak jest wszędzie"
                      • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 23:48
                        > bo zakładasz, że skoro nikt nie jest idealny to w zasadzie jest mało prawdopod
                        > obne, aby były udane małżenstwa, bo przeciez nikt nie jest idealny


                        Sa udane malzenstwa oczywiscie. Ale jest ich malo. Znam takich udanych pare i to w najblizszej rodzinie wiec na pewno nie jest to fikcja. Wiele jednak jest takich po srodku i nie udanych.
                        Bo widzisz ja wychodze z zalozenia ze rodzimy sie nie po to by tu sie lenic, ale po to by pracowac. Ludzie doskonala swoja swiadomosc przez prace w zwiazkach. A jesli zwiazek jest udany to dlatego ze maja inne zadanie: maja wspolny inny cel, a zwiazek jest im potrzebny by sie wspierac by ten cel osiagnac i tam laduja swoja energie.

                        tylko takich, które po prostu są zadowolone z
                        > życia i partnera- nie czują się wykorzystywane, oszukiwane, kołowane mimo, że
                        > jak każdy muszą pracować, zajmowac się dziecmi, domem, ale nie są w tym same -


                        te tez pukaja. A to praca, a to pieniadze. rozne wpadaja.

                        > jest to mozliwe, gdy uda nam się stworzyć małżenstwo oparte na szacunku i przyj
                        > aźni, a nie wiecznej rywalizacji i przeciąganiu liny.


                        Nigdy nie rywalizowalam z mezczyznami w jakimkolwiek zwiazku w moim zyciu. Problemy wynikaja z roznych powodow.
                  • sanciasancia Re: Nie jest przyzwoity 12.06.15, 13:44
                    A próbowałaś w ramach depresji popełnić samobójstwo rozszerzone (z dzieckiem)? Bo jest depresja i depresja, mnie też mąż w depresji poporodowej długo holował, ale gdyby mi się tak zaostrzyło, oczekiwałabym, że przede wszystkim zapewniłby bezpieczeństwo dziecku, a potem mnie.
              • gazeta_mi_placi Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 15:28
                Oczywiście, że Sparta, bardziej nowoczesna, ale Sparta, jak myślisz co się dzieje w dużej części przypadków gdy ciężarna odkrywa, że płód jest chory? Nawet w Polsce z surowym prawem antyaborcyjnym jest dopuszczalna aborcja w takiej sytuacji.
                • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 22:07
                  gazetko czy otwieramy temat dyskusji na temat aborcji? kto za kto przeciw a kto w przypadkach takich i owakich, czy plod to czlowiek a jesli tak to od kiedy czy zawsze itd itp...
                  czy to konieczne w tym watku?sad

                  Mowa o chorym mezu czy zonie.
                  • gazeta_mi_placi Re: Nie jest przyzwoity 12.06.15, 13:15
                    Jeżeli chory nie chce się leczyć, a jego choroba zagraża innym to też dla zdrowia psychicznego własnego i przede wszystkim dziecka takiego kogoś należy się pozbyć ze swojego życia. Pozdrawiam.
                    • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 12.06.15, 14:39
                      gazetka widac ze nie miales do czynienia z chorymi psychicznie. Chorzy psychicznie najczesciej nie chca sie leczyc, bo w wielu chorobach maja na tyle zaburzone widzenie swiata, ze nie wydaje im sie ze sa chorzy. Wrecz sa pewni, ze nie sa bo czesto jest w paranoi, schizofrenii itd wzmozone poczucie pewnosci siebie. Niejednokrotnie rodziny musza siegac po kroki sadowne aby takowego chorego czasowo poddac przymusowemu leczeniu jakie tam po jakims czasie wyrownuje sprawy w glowie. Ale do czasu. Bo takowy chory czasami ma nasilenie, a dawka pozostaje ta sama. Wtedy znowu przychodzi fala pewnosci: po co mu te leki niby? No i robi cos odwrotnego , nie bierze i znowu zaczynaja sie cyrki.

                      No i teraz gdyby masowo rodziny pozbywaly sie swoich domowych psychicznie chorych niewatpliwie bysmy mieszkali w spoleczenstwie spartanskim.
                      W przypadku chorych psychicznie ( nie mowie tu o zaburzeniach osobowosci bo to inny wogole temat) sprawy nie sa takie czarno- biale typu chce/nie chce sie leczyc. Nie ma tez gwarancji ze jak chce to ze leki pomagaja.
                      • aandzia43 Re: Nie jest przyzwoity 12.06.15, 14:46
                        Nie, nie pozbywamy się masowo .z.domu chorych psychicznie. Rodzice pielegnują chore na schizofrenię czy ChAD dorosłe dzieci, dorosle dzieci pielegnują starych chorych rodziców. Nic nadzwyczajnego. Ale dyskusja w tym wątku dotyczy odpowiedziolności matki za małe dziecko w kontekście zaburzonego ojca. Nie.chorego biedaczka tylko zaburzonego i nie zamierzającego nic z tym zrobić doroslego człowieka.
                        • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 12.06.15, 14:55
                          no tak oczywiscie masz racje, ze tutaj to inna sprawa, tylko ze my odbieglismy od tematu i zaczela sie poboczna rozmowa o chorobach psychicznych i zwiazkach i postepowaniu
          • aandzia43 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:01
            Zaraz tam choroba psychiczna! Zwyczajnie zaburzona osobowość wink Tacy się czasem podłamują, jak im życie idzie nie po ich myśli i łapią np. depresję.
            • triss_merigold6 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:05
              Bywa. nie wnikam. Cokolwiek im dolega, nie wolno dawać dzieciakowi przez 10 lat sprzecznych przekazów.
              Tatuś jest ważny, ale w sumie to nie musimy się z nim liczyć.
              Tatuś cię kocha, ale nie weźmie odpowiedzialności za żaden element twojego życia więc nie licz na niego.
              Tatusia trzeba słuchać, ale w sumie nie trzeba, bo nie zachowuje się jak normalny dorosły.

              Każdy by oczadzaił gdyby mu robiono taką sieczkę w mózgu.
              Biedny dzieciak ma już syndrom sztokholmski.
              • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:08
                niewatpliwie triss masz racje ale jednak jest roznica miedzy dupkiem a czlowiekiem chorym. Mialam kolezanke jakiej matka miala schizofrenie a ojciec pil. Kolezanka wyrosla na sedzie okregowego. Zmierzam do tego ze nie mozna zaraz wywalac z domu kogos tylko dlatego ze jest chory.
                • triss_merigold6 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:11
                  Jeśli sprawnie ogarnia swoje życie zawodowe i kształcenie, to znaczy że nie jest chory, tylko wygodny.
                  • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:16
                    ycie zawodowe i kształcenie, to znaczy że
                    > nie jest chory, tylko wygodny.


                    moja siostra cioteczna ma schizofrenie paranoidalna a jest na bardzo dobrej panstwowej posadzie i ma doktorat z biologii. Choroby maja epizody.
                    • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:46
                      Choroby tak, ale zaburzoną osobowość to się ma niestety na stałe.
                      • gazeta_mi_placi Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 15:29
                        I w ogóle nie da się z tym nic absolutnie zrobić?
                        • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:23
                          z chorobami psychicznymi tak, tylko pacjent musi trzymac sie lekow a czasem jak ma nasilenie to mu sie "wymsknie" i znow uwaza ze potrafi latac itd.... Zaburzenia osobowosci to inny temat i tego sie chyba nie leczy farmakoterapia.
                • lacitadelle Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:13
                  Pytanie, jaki przekaz trafia do dziecka - czy jest wyraźnie powiedziane, że tata jest chory z dokładnym omówieniem konsekwencji tej choroby dla dziecka. Oraz czy tata się leczy. Jeżeli dwa powyższe warunki są spełnione, to owszem, zaraz nie można wywalać.
                  • biala_ladecka Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 15:37
                    lacitadelle napisała:

                    > Oraz czy tata się leczy.

                    U tu leży pies pogrzebany...
                • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:22
                  Można być sędzią i jednocześnie głęboko zaburzonym człowiekiem, niezdolnym do intymności, zaangażowania, itp.

                  Kocianna długo podtrzymywała pozory małżeństwa i tyle z tego ma, że sama musi się leczyć i ma mętlik w głowie. Nie kończy się związku np. ze schizofrenikiem/nałogowcem itp. dlatego, że jest schizofrenikiem tylko ze względu na wpływ jaki ma na partnera czy całą rodzinę. Jeśli wszystkich unieszczęśliwia to wtedy warto się nad zmianą zastanowić.
                  • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:26
                    Hmm moja kolezanka - sedzia ma dwoje dzieci, meza i nie zauwazylam aby sama cierpiala na jakies zaburzenia psychczne. Gdyby psychicznie chorzy rodzili tylko psychicznie chorych cala populacja by zdechla juz dawnosmile))
                    • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:36
                      Twojej koleżance może się udało, ale to nie jest reguła, a nawet powiedziałabym wręcz, że wyjątek.

                      >>Gdyby psychicznie chorzy rodzili tylko psychicznie chorych cala populacja by zdechla juz dawnosmile))

                      Choroby czy zaburzenia psychiczne nie zawsze prowadzą do śmierci. Częściej powodują po prostu, że ktoś jest nieszczęśliwy, nie potrafi dbać o własny interes, nie jest w stanie nawiązywać dobrych relacji z innymi ludźmi, popada w nałogi itp. Jeśli ci się zdaje, że tacy ludzie to rzadkość to chyba mało uważnie czytasz to forum.
                      • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:39
                        Jeśli ci się zdaje, że tacy ludzie to rzadkość to chyba mało uważnie czytas
                        > z to forum.


                        A skad ten wniosek? Przeciez opisuje przypadek z rodziny. Jej ojciec a moj stryj mial to samo. Znam wokol masy ludzi chorych na to czy na tamto, choroby psychiczne nie sa rzadkoscia. Moi rodzice byli lekarzami i od dziecka wyroslam wsrod rozmow o pacjentach....

                        ja tylko sugeruje ze to ze ktos dziedziczy po kims chorobe nie oznacza ze juz wnuk to bedzie tez mial, bo genetyka nie jest taka latwizna. Owa kolezanka i jej brat wyszli na ludzi. A przyczyna byla: babcia.
                        • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:54
                          Mówimy o dwóch różnych rzeczach. Dziecko schizofrenika/nałogowca itp. nie musi samo mieć schizofrenii/nałogu, żeby być dotkniętym przez chorobę/nałóg rodzica. Takie dziecko po prostu często wychowuje się nienormalnym środowisku, często jest pozbawione należytej uwagi, opieki, tudzież przeżywa jakąś traumę związaną z nieszczęściem rodziców. Pojedynczy ludzie po czymś takim wchodzą w dorosłość ze względnie zdrową osobowością. Większość musi się jakoś ze swoją przeszłością zmagać, czasem do końca życia.
                          • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 14:00
                            Większość musi się jakoś ze swoją przeszłością
                            > zmagać, czasem do końca życia.


                            Jest taki trend, ale wiesz jak tak dobrze grzebie w rodzinach to nie poznalam jeszcze nikogo kto by nie mial jakichs powaznie niefunkcjonujacych aspektow w rodzinie. Wiele rzeczy jest ukrytych. Czesto te z pozoru rodziny biedne z marginesu gdzie ojciec popijal byly sto razy bardziej zrownowazonym srodowiskiem wychowawczym niz te z pozoru porzadne i idealne gdzie jak sie pozniej okazywalo ojciec od 6 roku zycia wykorzystywal corke a matka sie na to zgadzala. Tego jest masa. Masa zon po latach roznych rzeczy sie dowiaduje o mezu itd
                            • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 14:37
                              Ale ja wcale nie piszę, że konieczna jest idealna rodzina z idealnymi rodzicami. Względna normalność to jest zawsze spektrum i co z tego wyjdzie zależy nie tylko od skrzywień rodziców, ale też od osobowości rodziców i samego dziecka, i też od środowiska w którym dziecko funkcjonuje.

                              Mam kilkoro przyjaciół, którzy pochodzą z naprawdę patologicznych rodzin. To, że wyrośli na dobrych i radzących sobie z życiem - choć może nie całkiem szczęśliwych - ludzi, zawdzięcza moim zdaniem silnym związkom z kręgiem rówieśniczym. Mają grupę przyjaciół od wczesnej podstawówki i to ona dawała wsparcie, kiedy brakowało wsparcia rodziców - wsparcie psychiczne i materialne.

                              Tu nie ma przepisów typu "twój mąż upija się do nieprzytomności pięć razy w roku - musisz się z nim rozwieść". Co się z tym zrobi i co z tego wyjdzie zależy od osób zaangażowanych w ten dramat. Jedną osobę te pięć razy będzie doprowadzać do depresji i nie będzie w stanie tego wytrzymać, inna na drugi dzień o tym zapomni i nie będzie jej to spędzać snu z powiek. Jeden facet upijający się do nieprzytomności pięć razy w roku to alkoholik, który przez resztę czasu musi ze sobą walczyć, żeby nie pić, inny upija się tak przez nierozwagę, bo mu koledzy dolewają, ale uzależniony nie jest i poza tymi pięcioma razami żyje normalnie. Jedno dziecko ma osobowość lękową i bardzo przeżywa każdy konflikt pomiędzy rodzicami, a inne nie.

                              Efekty zderzenia takich a nie innych osobowości, zaburzeń, problemów życiowych są zawsze indywidualne i decyzja co z tym zrobić też musi być podejmowana indywidualnie.
                              • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:30
                                Tu nie ma przepisów typu "twój mąż upija się do nieprzytomności pięć razy w roku - musisz się z nim rozwieść".

                                wiec dlatego uwazam tez za niesluszne radykalne i pochopne rady dla kocianny po przeczytaniu paru wpisow i potepianie jej ze jego walizki nie wylatuja za drzwi, a taka postawe tu niektore Panie powyzej prezentuja. Z mojego doswiadczenia wynika, ze ludzie umniejszaja albo powiekszaja problemy je reprezentujac, a dajacy rady siegaja po noz i radza dosc radykalnie tam gdzie niekoniecznie jest to juz sluszne

                                > iwych - ludzi, zawdzięcza moim zdaniem silnym związkom z kręgiem rówieśniczym.

                                ja mysle tez ze szczesliwej krzyzowce genow jaka pozwolila im kierowac sie instynktem takim a nie owakim i zachowac zdrowy rozsadek.
                                • triss_merigold6 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:33
                                  Czytam wpisy Kocianny od dobrych 10 lat. To nie jest parę wpisów, to pełny przerażający obraz uwikłania inteligentnej, pracowitej i potwornie zakompleksionej kobiety w związek z emocjonalnym odpadem atomowym i w tym wszystkim szalejące dziecko z licznymi dolegliwościami psychosomatycznymi.
                                • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:47
                                  Akurat jeśli chodzi o Kociannę to mnie się wydaje, że udzielane jej rady były jednak dość słuszne i z tego co pisze, w toku terapii się do niektórych z nich przekonała i je wdraża.

                                  Natomiast ty strasznie się miotasz - skoro twoim zdaniem większość facetow to self absorber assholes, a wiele wskazuje, że mąż Kocianny naprawdę taki jest to czemu nagle każesz się jej z nim dalej męczyć? Bo ty się z takimi całe życie męczysz i wydaje ci się, że innych nie ma? Aż mi się szkoda ciebie zrobiło.
                                  • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:55
                                    Bo ty się z takimi całe życie mę
                                    > czysz i wydaje ci się, że innych nie ma?


                                    to zdanie zawiera w sobie sprzecznosc. Nie mozna sie cale zycie meczyc z tym samym czlowiekiem nie bedac z innymi. Mezczyzni sa rozni. A prosze przeczytac kolejne po twojej ostatniej wypowiedzi stwierdzenia dzieci ojcow jacy tez sie nimi nie zajmowali. No sorry jesli nie wiesz ze wiekszosc facetow jest skupiona na sobie i swojej pracy i zaniedbuje rodziny to chyba zyjesz gdzies w raju.

                                    Wiesz buuuustrasznie sie miotam, jestem zalamana, na prochach i zaraz wyskocze przez okno smile))) lol.<= wez no kobieto nie wymyslaj cudow aby lepiej sie poczuc na swoj temat. Ja jestem z tych kobiet co daje mocnego kopa facetom jesli nie zdadza egzaminu i nie czekam z tym latami.
                                    A co do kocianny to czytam o jej problemie pierwszy raz. Nadal mysle, ze aby cos sensownie radzic moze warto poznac ich osobiscie. Widzisz nie jedna Pani u mnie sie radzila. Potem przyszedl jej Pan na porady i sprawy zmienily koloryt.
                                    • princesswhitewolf Re: Pozwolisz ze pogrubie 11.06.15, 19:08
                                      I tak było chyba w większości domów moich kolegów i koleżanek. Pewnie byli też zaangażowani tatusiowie, ale wydaje mi się, że byli wtedy w mniejszości.
                                    • aandzia43 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 19:53
                                      To chyba logiczne, że.aby udzelic naprawdę solidnej rady trzeba osobistej obserwacji obydwoga. Ale nie wiem, czy zaważyłaś - jesteśmy na forum internetowym.
                                      Posty Kocianny o jej życiu rodzinnym czytam od paru lat. Jej mąż nie jest chorym psychicznie biedakiem, co jak.lyknie tabletkę powraca do postaci anioła i żyją długo i szczęśliwie do następnego napadu. Jest powalony równo po całości.
                                      • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 12.06.15, 00:21
                                        no skoro kilka was czyta sprawe kocianny juz pare lat to zapewne znacie sprawe glebiej niz ja.
                                        • sanciasancia Re: Nie jest przyzwoity 12.06.15, 13:42
                                          Warto przeczytać kilka wczesnych postów kocianny zanim się zacznie dywagować na temat jej męża, bo z obrazu, który się z nich wyłania, wynika, że "odpad atomowy" triss to nie jest wcale hiperbola tylko lapidarna charakterystyka.
                    • aandzia43 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:42
                      Ale.my tu nie o genetyce, tylko wpływie środowiskowym akurat. Nawet jak się po rodzicu zaburzonym nie dziedziczy tendencji do zaburzenia, to wpływ obecności i bliskiej relacji z taką osobą na psychikę dziecka.jest dramatyczny. Twojej koleżance się udało, ale nie sądzisz chyba, że to ma być przykład bezpiecznej dla.zdrowia.fizycznego i psychicznego rodziny? Krótko: ludzie,.którzy z.jakichś względów nie potrafią zapewnić dziecku minimum poczucia stałości i bezpieczeństwa nie powinni być z nim w bliskiej, codziennej relacji.
                      Mąż Kocianny nie jest chory psychicznie.
                      • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:50
                        Krótko: ludzie,.którzy z.jakichś względów nie potrafią zapewnić dziecku minimum poczucia stałości i bezpieczeństwa nie powinni być z nim w bliskiej, codziennej relacji.

                        Jak wspomnialam wyzej przychodza do mnie setki kobiet po doradztwo. 70% powinno sie rozwiesc jesli bedziemy kierowac sie ta zasada. W dzisiejszych czasach wiekszosc ojcow jest do pewnego stopnia niestety takich... Zreszta co tu duzo mowic, w moim codziennym zawodzie gdzie jestem korpoludem, pracuje z takimi facetami jacy zyja w pracy praktycznie. Z jednej firmy najbardziej znanej na swiecie z kamer i aparatow, musialam sie wyniesc bo moj szef mial oczekiwania ze kazdy jak on bedzie siedziec do 21szej w pracy i tak ocenial pracownikow wg tego kryterium mimo ze umowa opiewala na 37.5 g tygodniow.Nie rzadko w domu pracowal w weekendy nawet


                        > Mąż Kocianny nie jest chory psychicznie.

                        No tego ja nie wiem bo pierwszy raz o tym czytam i gdybam. Moze jest uzalezniona od niego finansowo? Zawsze mowie, ze kobieta powinna miec prace jesli dzieci podrosly a ona nie chora
                        • aandzia43 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 14:29
                          Ale ja nie o faxetach zapracowanych czy zwyczajnie leniwych na.niwie rodzinnej i z tego powodu nie dających dziecku wszystkiego w.kwestii stabilności, tylko o facetach kompletnie nie spełniających roli filara i opoki. A zaburzeni osobowosciowo oraz chorzy psychicznie właśnie ten feler mają. I sa zwyczajnie niebezpieczni dla psychiki (a czasem i bezpieczeństwa fizycznego) dziecka. Sama napisałaś, że normalność twojemu ciotecznemu rodzeństwu pomogła osiągnąć babcia. Pewnie była de facto zastępczym rodzicem. Filarem i opoką w zastępstwie chorego syna. Poza tym nie napisałaś, jaki przebieg miała schizofrenia u twojego wujka.
                          • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:35
                            tylko o
                            > facetach kompletnie nie spełniających roli filara i opoki.


                            I slusznie. Dodam mnie wkurzaja nie tylko faceci tego typu ale i kobiety jakie to same nic nie zalatwia, wszedzie chca byc wozone, wszystko ma byc dla nich zalatwiane, facet na nie pracuje bo przeciez ona do pracy nie pojdzie. Potem dzieci to obserwuja i taka matka to nie filar... Duzo oczekuje sie od mezczyzn, ale ja uwazam ze powinno byc to przeniesione i na kobiete. To ze mama da jesc, nie znaczy ze mozna jej sie zwierzyc, albo w czyms pomoze, bo wiele kobiet to zwyczajne ciapy z wyboru.

                            Sama napisał
                            > aś, że normalność twojemu ciotecznemu rodzeństwu pomogła osiągnąć babcia.


                            Nie, to bylo o tej kolezance co dzis jest sedzia, a jej mama popelnila samobojstwo i miala schizofrenie a ojciec byl alkoholikiem. Tam babcia byla pozytywna strona.

                            . Poza tym nie napisałaś, jaki przebieg miała schizofrenia u twojego wujka


                            On zachorowal dopiero ok 65 roku zycia co ciekawe. Przedtem byl wzglednie normalny.
                            Corka jego a moja siostra stryjeczna zachorowala po 30tce. Ewidentnie bylo to cos genetyczne tam.
                  • triss_merigold6 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:27
                    I ma efekty w postaci dzieciaka u progu dojrzewania, który rozpaczliwie blaga o kogoś dorosłego w otoczeniu, kogoś kto będzie pełnił rolę rodzica. Nie kolegi, przyjaciółki, towarzyszki, pacjenta etc. tylko RODZICA.
                    • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:35
                      no wiesz... czy "nieobecny" ojciec w rodzinie czy wywalony poza domem tak czy tak to bedzie. Wypieprz ojca z domu nalezy rozwazac pod innym wzgledem- czy nie jest totalnie toksycznym dupkiem. To dziecko juz zawsz bedzie szukac rodzica i przyciagac byc moze starszych partnerow na poczatku swej wedrowki przez zycie w poszukiwaniu ojca.

                      Dzieki bogu moj chlop to pracoholik swir ale spedza z synem wiekszosc weekendow jak jest w domu caly dzien i troche rankami. Niestety ja w zyciu mialam syndrom nieobecnego ojca
                      • priszczilla Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:57
                        >>>To dziecko juz zawsz bedzie szukac rodzica i przyciagac byc moze starszych partnerow na poczatku swej wedrowki przez zycie w poszukiwaniu ojca

                        Ale jeśli matka się ogarnie to przynajmniej z tej strony będzie mieć dobrego zachowania. I matka może resztę życia przeżyje szczęśliwsza. Wiadomo, że ojciec jest jeden, ale można minimalizować szkody - nie tylko dla dziecka, ale też dla matki.
                    • gazeta_mi_placi Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 15:19
                      Oj będzie się działo jak już zostanie prawdziwą nastolatkę, codzienne dyżury na Starszym Dziecku i Wychowaniu gwarantowane. To co teraz robi to obawiam się maleńki pikuś przy tym co jeszcze będzie się działo sad
            • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:05
              depresja to choroba psychiczna wg wszelakich zrodel psychiatrycznych
              • triss_merigold6 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:21
                Nie widzę powodu, dla którego miałaby trwać naście lat i uniemożliwiać realizowanie się akurat na jednym polu - rodzinnym. Taka wybiórcza ta depresja, wygodna dla faceta.
                • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:28
                  no bo jesli to choroba to raczej bylby okresy rodzinne, normalne rowniez w tych nastu latach.
              • aandzia43 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:27
                Rany boskie, kobieto! Facet jest skrzywiony od zawsze, a depresja w takich przypadkach jest tylko wisienką na torcie skrzętnie wykorzystywaną do wzbudzania poczucia winy w bliźnich.
                • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:31
                  Bardzo ladnie opsalas andzia pewna postawe choc nie wiem czy to jest w przypadku meza kocianny bo go nie znam
                  ja znam wiele osob skrzywdzonych od zawsze. Celuja w tym kobiety tez jakie sa matkami, babciami...tesciowymi...oj te potrafia manipulowac
                  • aandzia43 Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:45
                    Miało.być "skrzywionych"? Bo skrzywione baby zerujace psychicznie na rodzinie znam, a jakże.
                    • princesswhitewolf Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 18:44
                      to taki typ skrzywdzono skrzywionywink
              • gazeta_mi_placi Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 15:41
                Jak do dziecka i żony to depresja, jak do pracy i nowej "przyjaciółki" to już nie depresja big_grin Jest mutyzm wybiórczy, więc może i depresja może być wybiórcza?
          • iwoniaw Re: Nie jest przyzwoity 11.06.15, 13:24
            Cytat mysle ze tu nie chodzi o przyzwoitosc tylko wlasnie o chorobe psychiczna

            No to albo choroba psychiczna - i wówczas pytanie "czy to jest normalne?" nie wiadomo po co jest stawiane (oczywista odpowiedź "nie, nie jest" i świadomość, że funduje się dziecku życie z obciążeniem - i pytaniem właściwym jest "czy słusznie?"), albo jednak to, co punktuje Triss, czyli kompletny egocentryzm i brak zwykłej, najelementarniejszej przyzwoitości nakazującej pewne zachowania nawet wobec obcych osób, a co dopiero własnego dziecka czy żony (także ciężarnej żony).
      • lily-evans01 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:03
        Asia, nie masz racji.
        Ojciec mojej córki też ma "płaszczyznę porozumienia" polegającą li i jedynie na wspólnej zabawie, obkupowywaniu dzieciaka bzdetami, łażenia w plener. Bardzo to sympatyczne, ale niestety córka nigdy właściwie widziała ojca troszczącego się o jej sprawy. Nie wozi do lekarza, parę razy z łaską zawiózł do muzycznej, bo by nie zdążyła z podstawówki - potem mu się odechciało, wymyślał jakieś bzdurne tłumaczenie przed samym zakończeniem lekcji, musiałam pędzić tam i stamtąd brać taksówkę. Kupi pakę gum do żucia za 50 zł, bo dziecko ma kaprys, nie dołoży się do lepszych butów. Itp. Itd.
        Boję się, że córka w przyszłości będzie akceptowała faceta lekkoducha, nie mającego czasu na obowiązki domowe i rodzinne.
        Rozumiem, że równy podział nie zawsze jest możliwy, czasem jest łatwiej, jak podstawowe obowiązki domowe przejmie osoba mająca np. lżejszą pracę czy pracująca krócej - ale nie może być tak, że ta osoba nigdy nie jest odciążana i zawsze musi być na 100% gotowa do działania.
        • gazeta_mi_placi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:07
          Ale płaci, zawsze coś.
          • lily-evans01 Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 12:57
            Phi.
        • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:49
          Nie wozi do lekarza, parę razy z łaską zawiózł do muzycznej, bo by nie zdążyła z podstawówki - potem mu się odechciało, wymyślał jakieś bzdurne tłumaczenie przed samym zakończeniem lekcji, musiałam pędzić tam i stamtąd brać taksówkę. Kupi pakę gum do żucia za 50 zł, bo dziecko ma kaprys, nie dołoży się do lepszych butów. Itp. Itd.

          duze dziecko takie. Wiesz obawiam sie ze wiekszosc facetow takich jest. Moj facet zrobi wszystko co mu powiem i wywiaze sie punktualnie, co do godziny ale nie wpadnie sam na pomysl czegos by zorganizowac i pomyslec.


          > Boję się, że córka w przyszłości będzie akceptowała faceta lekkoducha, nie mają
          > cego czasu na obowiązki domowe i rodzinne.


          Widzisz problem dzisiejszych czasow dlaczego kobiety nie maja dzieci jest taki ze dlugo szukaja ksiecia z bajki. A takich przypadkow jak opisujesz to jest wiekszosc wsrod mezczyzn.
          • aneta-skarpeta Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 20:56
            "duze dziecko takie. Wiesz obawiam sie ze wiekszosc facetow takich jest. Moj facet zrobi wszystko co mu powiem i wywiaze sie punktualnie, co do godziny ale nie wpadnie sam na pomysl czegos by zorganizowac i pomyslec. "

            bzdura

            większość facetów jest bardzo cwana i woli udawać że nie wie o co chodzi np nie umie uruchomic pralki i lepiej zeby to zona zrobiła. nie wie jak zaplanować dziecku dzień ( a sobie potrafią zaplanowac)

            mój brat kiedys wystrzelił do mnie, że on nie umie pralki obsłużyć ( bylismy dorosli, mieszkał z nami), wiec wozil ubrania do mamy! A

            a mój brat nie jest opóźniony intelektualnie-wręcz jest bardzo zdolny techniczno-manualnie

            inna sytuacja z moim bratem- jego żona wiecznie o coś go prosi- chodzi o drobne sprawy "remontowe"

            on nie umie, on nie wie jak i w ogóle to on "zapomniał"

            a w pracy ( jest takim czlowiekiem od wszystiego) nagle umie, może się nauczyć, postarać

            i pamiętam jak kiedyś powiedział do szefa- ze on nie wie jak
            a szef mu na to żartem- dobra, dobra, to jest wersja dla żonytongue_out
            • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 22:00
              bzdura
              >
              > większość facetów jest bardzo cwana i woli udawać że nie wie o co chodzi np nie
              > umie uruchomic pralki i lepiej zeby to zona zrobiła.


              wiec jednak nie jest twoj maz idealny?

              to co opisujesz opisalam pewnym wyrazeniem wczesniej.
              • aneta-skarpeta Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 22:53
                "wiec jednak nie jest twoj maz idealny? "

                ale to ni jest o moim mężu, tylko o pewnym rodzaju mężów- w tym o moim bracie

                jakbyś się tak nie dopatrywała "drugiego dna" tam gdzie go nie ma, to byc zrozumiala sens mojej wypowiedzi
                cytat cały
                "większość facetów jest bardzo cwana i woli udawać że nie wie o co chodzi np nie umie uruchomic pralki i lepiej zeby to zona zrobiła. nie wie jak zaplanować dziecku dzień ( a sobie potrafią zaplanowac)

                mój brat kiedys wystrzelił do mnie, że on nie umie pralki obsłużyć ( bylismy dorosli, mieszkał z nami), wiec wozil ubrania do mamy!
        • triss_merigold6 Ty masz dużo lepiej 11.06.15, 16:55
          TY masz dużo lepiej, wbrew pozorom.
          Z ojcem córki nie jesteś. Nie odpowiadasz za to co robi, jak realizuje bycia ojcem, za to czy mu się chce, czy mu się nie chce.
          Twój tata nie jest odpowiedzialny - jasny komunikat dla dziecka.
          • lily-evans01 Re: Ty masz dużo lepiej 12.06.15, 13:01
            Wiesz, odpowiadam po prostu na post Asi, która twierdzi, że facet nie będący odpowiedzialnym ojcem może się spełniać w ojcostwie poprzez wspólne hobby z dzieckiem, spotkania itp.
            Otóż, moim zdaniem, te wszystkie wspólne zamiłowania i spędzanie czasu na zabawie to jedynie lekki wycinek tego, czym powinien być rodzic.
            I nikt mnie nie przekona, że facet kupujący gumy do żucia za 50 zł, tyle, że wystarczy chyba na rok, a wydziwiający nad butami to dobry ojciec.
            BTW, gumy kazałam zanieść do szkoły i poczęstować klasę tongue_out.
            • gazeta_mi_placi Re: Ty masz dużo lepiej 12.06.15, 13:16
              I po latach mała zapamięta jaka coś fajnego te właśnie gumy, a nie jakieś buty na zimę, niestety, taki life.
            • ichi51e Re: Ty masz dużo lepiej 12.06.15, 14:43
              Sory ale oboje jestescie dziwni.
    • triss_merigold6 Wszystko się dziecku pomieszało 11.06.15, 12:57
      Przez te lata kiedy nie potrafiłaś i nie potrafisz zrobić porządku z własnym życiem rodzinnym, zdążyliście totalnie namieszać dzieciakowi w głowie.

      Ojca może nie być. Umarł, uciekł i zniknął całkiem. Był i nie ma. Nie istnieje ani na odległość, ani na co dzień - jest to jasny punkt odniesienia.

      Ojciec może być na odległość, rodzice się rozstali - mniej lub bardziej zaangażowany, ale wiadomo że bywa w życiu. Na życie codzienne nie ma specjalnego wpływu. Jasna, klarowna sytuacja.

      Opieka naprzemienna - nie znoszę tej idei, ale sytuacja jasna - ojciec jest na stałe mimo rozstania rodziców.

      Ojciec dojeżdżający z powodu pracy/studiów - rodzina pełna, taki model ma czasowo - jasna sytuacja. Tu nawet na odległość figura ojca jest ważna, może decydować, ma wpływ.

      Ni pies ni wydra, czyli model u Ciebie. Niby jest, ale nie nadaje się do opieki i wychowywania. Podobno kocha, ale ma w d..ie lata życia z daleka od żony i córki, nie przeszkadza mu to. Teoretycznie powinien być jakimś punktem odniesienia, w praktyce nigdy nie pełnił roli rodzica, nie wiadomo czego można sie po nim spodziewać.
    • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 13:00
      czy mój chłop to naprawdę taki wyjątkowy wyjątek, że się dzieckiem nie zajmuje?

      nie. Ja mialam takiego ojca. chirurg- albo przy stole operacyjnym, albo na polowaniu z kumplami. Padl nagle na zawal w wieku 60 lat gdy mialam 16 lat. Nie kojarze by kiedykolwiek gdzies ze mna poszedl czy sie mna i siostra zajmowal. Wychowala nas calkiem niezle nasza mama
      • gazeta_mi_placi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:08
        Widzę, że późne rodzicielstwo jest u Was rodzinne big_grin
        • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:43
          ojciec byl 11lat starszy od mamy. Moja mama urodzila mnie majac 30 lat wiec nie sadze by bylo to pozne rodzicielstwo.
          • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:43
            a 5 lat wczesniej pojawila sie siostra
          • gazeta_mi_placi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:54
            W tamtych latach średnia wieku rodzącej pierwsze dziecko była 21-23 lata, więc Twoja Mama była starą pierwiastką. Nic w tym złego, każdy rodzi jak umie i kiedy znajdzie chętnego. Nawet teraz średnia wieku porodu pierwszego dziecka to około 27 lat.
            • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 18:15
              a gdzie tam farmazony opowiadasz, wyksztalcone mamy moich kolezanek-rowiesniczek bynajmniej nie byly mlodsze. Moja mama urodzila pierwsze dziecko jeszcze na studiach na stazu ( medycyna). Mase ich kolezanek rodzilo 1-3 lata pozniej .
              Oczywiscie ze wczesniej ogolnie zachodzily w ciaze niz teraz ale akurat ona byla jedna z tych co jeszcze na studiach z brzuchem chodzila, a jak ze mna byla w ciazy to specjalizacje robila
    • ludborka Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 14:43
      w moim otoczeniu tatusiowie są bardzo zaangażowani, na placu zabaw z rzadka sa mamy, to głownie ojcowie się tam realizują. weekendowe zajęcia dodatkowe, wycieczki, tez raczej panowie załatwiają. może dlatego, że się zaprzyjaźnili i lubią swoje towarzystwo?
    • barbibarbi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:02
      Nic nie poradzisz, taki ci się trafił typ na loterii życia. Czasami trudno przewidzieć.
      W moim otoczeniu nie znam rodzin gdzie tatuś nie jest zaangażowany, no może jedną, ale to nie w małżeństwie, tatuś nie chciał znać dziecka od urodzenia i tak jest przez 20 lat.

      Obecnie i tak jest lepiej niż w naszych czasach dzieciństwa. Mój "tatuś" w życiu nie był na wywiadówce, nigdy mnie nigdzie nie podwiózł, nie pamiętał o urodzinach, był a jakby go nie było. Takich tatusiów z tamtych czasów było wiele. I może i na dobre mi to wyszło, bo zawsze wiedziałam, że z kimś takim jak on nigdy się nie zwiążę, wszystko aby nie to. Szukałam przeciwieństwa mojego ojca i znalazłam, a tak może wpadłabym naiwnie w jakieś brudne łapy. Tak więc, nie ma tego złego...........
      • gazeta_mi_placi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:07
        A mój nie dość, że był na wywiadówce to jeszcze przez pół wywiadówki siedział jak głupek w obcej klasie póki jakaś kobieta znająca go z widzenia z naszego osiedla nie zasugerowała mu, żeby szukał w B klasie, a nie D big_grin
        • princesswhitewolf Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:09
          ahahaha.... nie sadze ze byl wyjatkiem. Jak to jedna pani tu ma w sygnaturce ze jeden tata nie zauwazyl ze dziecko zjadlo peta z pod lawki, drugi tata ze dziecko wpadlo do ubikacji, a trzeci odebral nie swoje dziecko ze szkoly...
          • mozambique Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:11
            to cytat z komedii USA "JAk urodzic i nie zwariować" smile
          • gazeta_mi_placi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:17
            W zapiekaniu dzieci w samochodach w upalny dzień też niestety przodują Panowie sad Naukowiec z Włoch, który zapiekł dwuletnie dziecko w samochodzie zapominając o nim (jego żona była w ciąży), z Polski Pan który zamiast do przedszkola odwiózł samochód z dzieckiem pod swoją pracę i tam zostawił na 8 godzin. Rzadko się zdarza by za takimi drastycznymi przykładami stała matka (chyba, że alkoholiczka).
            • barbibarbi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 15:27
              ze dwa lata temu rodzice zapiekli dziecko po przyjeździe do Chorwacji na wakacje, sami poszli się chłodzić a dziecko zostawili w samochodzie na słońcu uncertain

      • triss_merigold6 Trafił się?! 11.06.15, 17:00
        Z całego serca nie znoszę tego określenia.
        Trafił się?! Wrogowie podrzucili?!
        Mogła nie wiedzieć i nie przewidzieć, trudno żeby 20+ latka podejrzewała totalnie destrukcyjną osobowość i ciężkie deficyty neurologiczne u młodego, bystrego i zdolnego faceta.
        Ale, w momencie kiedy już wiedziała, mogła zakończyć układ raz, a porządnie zamiast wikłać siebie i dzieciaka w wieloletni kanał.
        • aandzia43 Re: Trafił się?! 11.06.15, 17:32
          Też mnie zęby bolą.jak.słyszę to "trafił się". Nic się nie trafia, nikt nam chłopaków siłą nie.wciska i za mąż gwałtem nie wydaje. Same ich sobie wybieramy. I dziwnym trafem jedna ładuje się w świrów z gatunku A, druga w świrów z gatunku B, a trzecia w z grubsza normalnych. I tak po kilka razy w ten sam gatunek każda. No przypadek jak nie wiem co wink Poza tym dzięki antykoncepcji panujemy nad swoją płodnością i nawet jak zechce nam się perwersję pouprawiac, nie musimy od razu genów takiego pana replikować. Czas przyjąć do wiadomości, że ponosimy odpowiedziolnośc za swoje decyzje, a te wynikają z tego, co mamy pod kopułą. Nooo chyba.że.mówimy o Państwie Islamskim wink
      • brak.polskich.liter Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 18:38
        barbibarbi napisała:

        > Nic nie poradzisz, taki ci się trafił typ na loterii życia.

        Sorasy, ale "trafic sie" to moze zostanie osr.ana przez golebia albo cos innego w tym stylu, a nie wieloletnie tkwienie w zwiazku z kims mocno dysfunkcyjnym i nienadajacym sie do zycia rodzinnego.
        • barbibarbi Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 19:59
          Nie jestem aż tak oblatana na emamie, żeby wiedzieć która forumka z kim i ile lat żyje, dlatego napisałam "trafił się".
          • brak.polskich.liter Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 12:10
            Wiesz, rzadko bywam na emamie i tez nie sledze dokladnie, kto gdzie i z kim. Natomiast na forach gazetowych jestem od ponad 10 lat i pamietam starsze wpisy Kocianny - opisywaly taki kanal, ze zapamietalam.
            To nie jest przypadek naglego, po wielu latach ujawnienia sie ukrytych wad fabrycznych u malzonka, czy jakiegos chwilowego kryzysu.
            • aandzia43 Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 15:24
              Ja podobnie: nie.śledzę wszystkich wątków na forum, niewiele historii zapamiętuję, ale Kocinny wpisy trudno mi zapomnieć. I to nie.z powodu wyjątkowego nagromadzenia nieszczęść i dramatów w jej rodzinie (są gorsze), ale z powodu kanału umysłowego,.w jakim sama Kocianna siedzi.od lat.
              • pade Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 19:41
                Zaciekawiłyście mnie, bo ja historię Kocianny, a właściwie jej córki znam z 2-3 lat, no może ciut dłużej. Weszłam w wyszukiwarkę i zaczęłam od lutego 2005. Ja pier...ę.
                Kocianna, Ty masz jakieś masochistyczne skłonności!!!
                Twoj mąż nie chcial być ojcem, nie jest i nie będzie.
                A Twoja córka wciąż przeżywa odrzucenie.
                Bo wątpię, że po niej spływa olewanie tatusia.
                Gdybyś była sama, możesz sobie robić za cierpiętnicę. Ale nie jesteś sama.
                Dobra, więcej nie napiszę, bo mi się takie same słowa cisną, jak te, które padły w wątku o przemocy...
                • triss_merigold6 To inny problem 12.06.15, 19:48
                  To inny problem niż ojciec-który-nie chce-byc ojcem.
                  Wielu nie chce, wielu wypełnia tę rolę połowicznie albo beznadziejnie.

                  Ale w większości wypadków matka daje jasny komunikat "niestety, drogie dziecko, ojca masz do kitu, nie licz na niego specjalnie, nie masz obowiązku darzyć go jakąś uwagą, szacunkiem, liczyć się z jego zdaniem". I dziecko wie, że stary jakiś był, ale na co dzień go nie ma i tyle.

                  U Kocianny takiego komunikatu nie ma. Żona, a jednak samotna matka. Fatalny przekaz dla córki.
                  Na razie Kocianna wychowuje dziewczynkę o pracoholicznych i perfekcjonistycznych zapędach - i te zapędy wspiera, z jednej strony nadmiernie dorosłą, z drugiej o psychice młodszej niż metryka i ze skopanym wzorcem ojca i męża.
                  Będzie z tego totalna wujnia.
                  • pade Re: To inny problem 12.06.15, 20:01
                    A on nie wypełnia wcale.
                    Poza tym zobacz jak Kocianna pisze o mężu. W bardzo, bardzo oszczędny sposób. I kombinuje co ona ma zrobić, żeby on był inny. Był innym mężem, ojcem. Nie dociera do niej, że facet się nie zmieni. Masakra.
                    • triss_merigold6 Re: To inny problem 12.06.15, 20:07
                      I mimo tego, że nie wypełnia jest nadal trzymany w obejściu w charakterze formalnego męża i ojca.

                      To jest clue problemu.

                      Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Nie można udawać małżeństwa i jednocześnie powiedzieć 10-letniemu dziecku miej ojca w d..ie, jako i on ciebie ma, ale szanuj i słuchaj, bo to twój tata. To się nie uda.

                      Albo jesteś samotna, albo nie jesteś. Nawet w patriarchalnym układzie mąż i ojciec ma swoją funkcję, swoją rolę, bardzo dokładnie określoną i nie jest nieobecny.
                      • pade Re: To inny problem 12.06.15, 20:47
                        To prawda.
                  • kocianna Re: To inny problem 12.06.15, 20:08
                    Triss, moja dość przerażająca aktywność na forum wynika właśnie z tego, że zmieniam swoje życie. Zmieniam je tak, żebym mogła być lepszą matką i szczęśliwszym człowiekiem. Żeby to zrobić, musiałam przeżyć koszmar zupełnie niezwiązany z moim małżeństwem. A zmiana jest procesem, długotrwałym.
                    A na forum mi się "ulewają" emocje, których nie chcę i nie mogę okazywać w inny sposób (od pewnego czasu nie rzucam szklankami), i którymi nie chcę obarczać dzieciaka.

                    Moje relacje z najbliższymi są poplątane jak długie włosy, umyte bez odżywki i samodzielnie wyschnięte na poduszce. Mogę je ściąć, a mogę próbować rozczesać. Najpierw warto chyba rozczesać? To już naprawdę nie jest kołtun, jak na przełomie 2005/2006 big_grin Wtedy zresztą, trzymajac się tej metafory, dostałam odżywkę w płynie i tangle teezer i wiele rzeczy wyprostowałam.
                    • triss_merigold6 Re: To inny problem 12.06.15, 21:03
                      Rozczesujesz od ponad 10 lat. Wczesniej to było Twoim kosztem, teraz jest kosztem dziecka.

                      Zrozum, Twoja córka zaraz wkroczy w wiek dojrzewania, a ani ojciec, ani Ty nie jesteście dla niej oparciem. Zafundowaliście jej dwa potężne szoki kulturowe i wiem o czym piszę, bo jak byłam w tym samy wieku to rodzice zafundowali takowe mnie. Po szokach kulturowych z których wyszła z zaburzeniami psychosomatycznymi, nie ma stabilnej rodziny. Ty się terapeutyzujesz, czytasz poradniki i chwalisz zgodnie z zaleceniami, próbujesz konwersacji według modelu, a ojciec się alienuje.

                      Pier...ca każdy by dostał.
                • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 19:56
                  Pade, napisałam do Ciebie na priv jakoś dwa dni temu smile


                  On nie jest winny, on jest inny
                  W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
                  • pade Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 20:31
                    Odpisałamsmile
                    Nie zaglądałam przez jakiś czas, sorkismile
    • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:19
      Hłe hłe hłe. Niech no tylko triss napisze, jak to singielki mają przerąbane w obliczu tego wątku. big_grin
      • triss_merigold6 Re: Gdzie jest ojciec? 11.06.15, 16:57
        To nie Kocianna ma przerąbane, tylko jej córka.
        Dorosła baba może lubić życie z czubkiem pod jednym dachem i nawet z narzekania czy cierpiętnicwa i wiecznego wybaczania czerpać istotne korzyści.
        Dziecko, niestety, nie ma takich mechanizmów obronnych i nie potrafi aż tak redukować sobie dysonansu poznawczego.
    • piepe Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 00:01
      Kobieto, tyle lat na forum i takie nieskrępowane wątki osobiste - może czerpiesz przyjemność z tego, ze ktos cię gnoi? Nie znajduję innego wytłumaczenia dla tego ekshibicjonizmu i to na tym forum. Czytajac to człowiek czuje wielkie żenua - tak samo jak wtedy, gdy słyszy jakiegos skrajnie fałszującego kandydata do Idola.
      Czasy, kiedy mozna było na forum wyrzygac swoje rozterki i traktowac to jako terapię minęły, uważaj co piszesz.
      • dzikka Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 10:37
        Nie przebrnęłam przez wszystko ale z moich obserwacji wcale nie wynika, że tatusiowie tylko zarabiają a obowiązek opieki nad potomkiem spoczywa na matce. Wśród moich znajomych czy w klasie mojego dziecka tatusiowie bardzo zaangażowani, na wywiadówkach matek i ojców pół na pół. Znam nawet 2 , którzy mimo, iż z dzieckiem nie mieszkają to są mega zaangażowani w wychowanie dzieci. I nie są to tylko weekendowi tatusiowie ale np. potrafiący odebrać dziecko ze szkoły, czy rano specjalnie podjechać po dziecko aby je do szkoły odwieźć. Nie opuścili żadnej wywiadówki czy szkolnej imprezy. Na szczęście ich ex-partnerki nie robią wojny i w sprawie opieki nad dzieckiem dogadują się.

        Facet albo chce być zaangażowanym ojcem albo nie.
        • grzalka Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 12:29
          Tez nie przebrnęłam, ale pamiętam dość dobrze, że kocianna już będąc w ciąży wiedziała, ze na tatusia liczyć nie może, poza tym on to nawet jawnie deklarował. Ojca de facto nigdy nie było i kocianna o tym od początku wiedziała. Młoda jest coraz starsza i niedługo się zorientuje, że ten układ to nie jest norma. Nie sądzę, żeby opisywane problemy miało źródło właśnie tu- po prostu trafił się jej egzemplarz z bujna i silna osobowością.
    • kocianna Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 20:44
      Kochane wszystkie! Weźcie proszę - przy Waszych sprawiedliwych głosach (przeczytałam własne wpisy z 2005 i się przeraziłam) - pod uwagę, że macie jednostronną relację. Że z drugiej strony może to wyglądać tak, że przychodzi facet do domu - facet, dla którego stałość i spokój to rzeczy podstawowe dla funkcjonowania i poczucia bezpieczeństwa - a tam sajgon, pęta się dzieciak z przyjaciółmi, a żona zaczyna wyliczać, że gościu tego nie umie i tamtego nie potrafi, a w ogóle to jest beznadziejny. Sama bym uciekła na fefnaste studia. Kryzys (nawet taki permanentny) to nigdy nie jest wina jednej strony. Ja mam swoje za uszami, wiele błędów popełniłam, za wiele teraz płacę bardzo wysoką cenę.
      • triss_merigold6 Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 21:06
        Zona i dzieciak nie spadły mu z nieba, miał czas i szansę przywyknąć.

        No, jest beznadziejny z tego co piszesz, przynajmniej na polu rodzinno-domowym.
        Słuchaj, to że kiedyś wyszłaś za niego za mąż i masz z nim dziecko, nie znaczy że musisz go trzymać w charakterze formalnego męża do końca życia.
        • grzalka Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 21:36
          Z tego co pamiętam i co się rzuca w oczy to Twój mąż jest ze spektrum ZA- prawda? No więc przy sporym wysiłku naprawdę da się taka osobę zaangażować (jasne, że na poziomie rozumu, a nie emocji, ale co z tego) w życie rodzinne. Wymaga to niestety pracy i dobrego zrozumienia funkcjonowania i myślenia partnera. Oraz zaakceptowania faktu, że wysiłek w większości będzie jednostronny. Pytanie czy chcesz, bo może Ci wygodniej "trzymać go w charakterze formalnego męża". Bo rozwód to naprawdę żadne wyjście.
          • aandzia43 Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 21:55
            Nie.zgadzam się, rozwód ujednoznacznia sytuację. Stanowi jasny przekaz. Ona.wie, że.on nie.jest jej mężczyzną i nie może mieć w związku z nim.żadnych nadziei, on takoż w jej kierunku, nie.snują.żadnych wspólnych planów, prowadzą kompletnie oddzielne życia, on zaczyna płacić alimenty, sąd ustala dni i godziny spotkań dziecka z ojcem, itd. W związku z tym przestają się.żreć oraz dręczyć sami siebie i nawzajem. Przynajmniej powoli, powoli jatki się kończą. Dziecko też może w końcu odetchnąć. I może się.zacząć proces dogadywania się ojca z dzieckiem, o ile w ogóle ojciec ma.coś w tej materii do zaproponowania.
        • misterni Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 02:10
          Nie musi, ale może. A skoro kocha, to pewnie będzie sobie racjonalizować i trzymać go do końca życia.
      • aandzia43 Re: Gdzie jest ojciec? 12.06.15, 21:40
        Oczywiście że nie znamy relacji drugiej strony. I wcale nam.się nie.wydaje,.że.jesteś aniołem wink I wiemy,.że.początki rodzicelstwa nie.są.łatwe. Dla nikogo. Ale to wszystko nie ma znaczenia dla.kwestii w tym.wątku podstawowej: jakości ojcostwa twojego męża i zdrowia psychicznego twojej córki. Już nie. Przyczyny zewnętrzne nie.są.na tym.etapie istotne. Za długo trwa ten wasz dance macabre. A czas płynie. Jak sobiefacet nie.przedstawił klepki w głowie przez 10 lat życia dziecka, to sobie już nie przestawi.
      • berdebul Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 10:31
        Ale to jego dzieciak, więc się nie pęta, tylko mieszka. Od jakiegoś czasu myślę o Was i zastanawiam się, czy on w ogóle potrafi postawić się na Twoim miejscu, czy Młodej? Czy całość ogłada przez pryzmat "ja biedny żuczek, któremu robią w domu pi...nik"? Czy da mu się wytłumaczyć, że za chwilę straci to dziecko całkiem? I co zrobić, żeby chronić dziecko, które nie czuje się kochane.
        • szukamknajpki Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 11:35
          Wydaje mi sie, ze kocianna latwiej umie wczuwac sie w sytuacje meza niz corki i z nim jest bardziej zwiazana. W swietle zycia dziecka,ostatnie pomysly kocianny o nauce stylow ubierania sie do szkoly troche mnie zdzdiwily. Tekst o petajacym sie dziecku dobrze tu pasuje.
      • lolinka2 Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 12:12
        A ta żona i dziecko, to skąd mu się wzięły, skoro stałość i rutyna dają poczucie bezpieczeństwa. Ktoś pod ścianą postawił, wcisnął i babę, i dzieciaka, a miś biedny podpisał, bo myślał, że to czek?

        Proszę cię, kocianna, bo takie bzdury piszesz, że aż zęby bolą.

        Dorosły człowiek, niezależnie od preferencji/ osobowości, etc., gdy znajdzie się w jakiejś-tam sytuacji życiowej, będącej następstwem podjętych przez niego decyzji, bierze konsekwencje na klatę i stara się ustawić w miarę sensownie, wygodnie i przyzwoicie, uwzględniając nowe uwarunkowania. Znaczy: dostosowuje się. Nawet dorośli z ZA się dostosowują, całkiem przyzwoicie zresztą.

        I to, że mi się "dzieciak po domu pęta" (mnie się pętają dwa uściślając), nie oznacza, że nie stanę na rzęsach, żeby z tymi dzieciakami jakąś relację zbudować, coś razem porobić, wychować na porządnych ludzi etc. A mnie osobowościowo zdecydowanie bliżej do faceta niż kobiety, z tego co wiem. Do lekarza z nimi pójdę, na wywiadówkę do szkoły również. A jednocześnie próbuję ustawiać się w miarę wygodnie w tych okolicznościach, jakie są - bez uciekania, ale wygodnie, czyli np. nauczyć dzieciaki, że rodzic też człowiek, trochę "falę" robić tj. scedować na małoletnie te najmniej fajne obowiązki domowe, żeby się nie przemęczać smile

        Kocianna, wydaje mi się, że bronisz męża (co akurat jest b. miłe, fajne i w ogóle w normalnych warunkach) za wszelką cenę, tj. chronisz przed następstwami jego dziwactw, usprawiedliwiasz zachowania, ale za to płaci dziecko. I to już ani miłe, ani fajne, ani nawet normalne nie jest. Ja wiem, że dziecko wyfrunie z gniazda, a rodzice zostają - bo o tym też pamiętam i dlatego w swój związek z chłopem inwestujemy codziennie, ale nie wolno krzywdzić dziecka za cenę portek w domu. To robią panie z patologii, które przygruchawszy sobie kolejnego "narzeczonego" w dresie, stają się ślepe na krzywdę własnych dzieci, albo się wręcz dzieci pozbywają z domu, bo narzeczonemu dziecko nie pasowało...
      • ashraf Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 22:31
        Kocianna, jak cię lubię, to muszę zapytać wprost: czy ty w ogóle bierzesz pod uwagę uczucia i pozycję w rodzinie swojej córki, nieletniej, jeszcze niedojrzałej i zdanej na swoich rodziców, których sobie nie wybrała? Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że można pisać takie rzeczy o mężu i ojcu DZIESIĘCIOLATKI! Twój mąż miał już ok. 3650 dni żeby się ogarnąć, pokonać kryzys osobowościowy, depresję poporodową, pogodzić się z brakiem spokoju, ładu i innymi pochodnymi posiadania rodziny i dziecka. I nie, to nie jest normalne, nawet jeśli się zdarza w innych rodzinach. Nie kopiąc w d...ę takiego chłopa wysyłasz córce jasny sygnał, że godzisz się na jej ignorowanie, spychanie na ostatnią pozycję i podporządkowywanie jej humorom męża. Nie sądzisz, że już czas zacząć myśleć o sobie i dziecku, a nie reanimować trupa w postaci niespełniającego podstawowych potrzeb dziecka i twoich małżeństwa? Pomyśl co pokazujesz córce i na jaką kobietę ją wychowujesz. Naprawdę tego chcesz?
      • brak.polskich.liter Re: Gdzie jest ojciec? 13.06.15, 23:33
        kocianna napisała:

        > że przychodzi facet do domu
        > - facet, dla którego stałość i spokój to rzeczy podstawowe dla funkcjonowania
        > i poczucia bezpieczeństwa - a tam sajgon, pęta się dzieciak z przyjaciółmi,

        Przychodzi dziewczynka do domu, a tam peta sie autystyczny, egocentryczny i powalony po calosci typ, ktory jej wyraznie nie znosi, ktorego genow jest nosicielka (ja na jej miescu bylabym przerazona tym faktem), a ktorego matka stawia na piedestale, zamiast kopnac z hukiem.

        A powaznie - nie jestes wiatropylna, dzieciak nie spadl wraz z deszczem, ani wrogowie nie podrzucili. Jesli ktos az tak bardzo ceni sobie spokoj i cisze i sa one dla niego warunkiem niezbednym poprawnego funkcjonowania, to nie wchodzi w opcje "zycie rodzinne", a nade wszystko nie funduje sobie dzieci. Jesli zafundowal - to coz, bierze na klate i ogarnia sie w temacie.
        Dzieciak nie urodzil sie wczoraj, pan mial ponad dekade, zeby sie przyzwyczaic do zmian w stylu zycia. Wzglednie - wyprowadzic, rozwiesc i zredukowac do roli bankomatu, skoro rodzicielstwo i malzenstwo to az taka katorga.

        Ile jeszcze czasu zmarnujesz na proby naprawiania nienaprawialnego?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka