Sytuacja jest taka: mam 35 lt, z 15 spędziłam w toksycznym związku. Od 3 lat żyję sama z dzieckiem. Wszystko sobie poukładałam, zaliczyłam psyhoterapię (jeszcze w trakcie, końcówka) i planowała, samotnie wieść szczęśliwe życie

Ale pojawił się ktoś. Facet który naprawdę jest świetny. Ma w sobie wszystko co mieć wg mnie powinien. Spotykamy się od kilku miesięcy, na przyjacielskiej stopie. Zna moją historię, deklaruje chęć do bliższej relacji i...
i tu pojawia się problem. We mnie.
On na nic nie nalega, nie namawia, mówi że czeka aż będę chciała lub nie. A ja NIE WIEM. Raz chcę by wreszcie z nami zamieszkał i był na co dzień, potem mi się zmienia i najchętniej bym odpuściła tą znajmość. Po psychoterapii wiem, że to pokłosie poprzedniego związku. Chciałabym i boję się. Teraz to jest taki moment, że trzeba iść w którąś stronę. Nie ma co męczyć siebie i jego taką sytuacją.
Wiem, nikt mi tu nie powie co mam robić . Chyba chciałam się wygadać...