memphis90
25.06.15, 13:24
Wyobrażacie sobie, że mąż dostaje wyrok za gwałt, a żonka nadal święcie wierzy, że misiaczek jest niewinny, a to zła kobieta była? Wyobrażacie sobie, że pierdylion świadków opowiada, że misiaczek na wyjazdach bzyka wszystko, co się rusza, a co protestuje- gwałci - a żoneczka nadal wierzy, że to wszystko wredne pomówienia? Misio to przecież na delegacji to tylko mineralkę, a lulu o dwudziestej- po paciorku! Sam, rzecz jasna, bo obcą babą się brzydzi! Oj, wielka jest siła wyparcia. Oczywiscie, pierwszy odruch to bronienie kochanej osoby, ale kiedy całe środowisko opowiada o wyczynach ukochanego na delegacjach, to chyba moment, żeby otrzeźwieć?
"Żona Mariusza przekonuje, że jest niewinny: - Wyrok nie ma żadnego wpływu na nasze małżeństwo. Ta pseudozgwałcona kobieta wypowiada się teraz w mediach. Czy kobieta naprawdę skrzywdzona by się tak afiszowała?"
Oto żona pana Mariusza, biednego misiaczka, który boi się z obcą babą do windy wsiąść
Tadaaaaam!
Żeby nie było, że hejtuję żonki, a nie gwałcicieli. Wina gwałcicieli jest niepodważalna. Siła wyparcia zonsi, która opowiada w mediach o niewinności misiaczka i sile własnego zaufania jest jednak z deczka szokująca. No, chyba, że pani sama hołduje zasadzie, że o gwałtach się w mediach nie opowiada, więc o tym, co jej robi mężuś też nie wspomina. W końcu jak ktoś siłą spuszcza się kobiecie na twarz, to można wmawiać sobie, ze deszcz pada...