mokka39
27.06.15, 18:21
Chciałam się poradzić jak rozwiązać nietypowy problem mieszkania. Na dziś wygląda to tak: mieszkam z mężem i dwoma psami w mieszkaniu 48 m , 2 pokojowym w dużym mieście. Mimo, że metraż niby nie najmniejszy, jest ciasnawo przez zwierzęta i hobby męża, które wymaga trzymania w mieszkaniu sporych objętościowo sprzętów. W dodatku jest on typem chomika, który niczego nie chce wyrzucać, tylko zawzięcie magazynuje. Bardzo ciężko jest utrzymać czystość, wszędzie są stosy rzeczy, pokryte kurzem. W najbliższym czasie, gdzieś za rok, dwa nie później, gdyż jestem już po 30tce, planujemy powiększenie rodziny i nie wyobrażam sobie żebyśmy mieli mieszkać w tym mieszkaniu jeszcze z dzieckiem. To 48 m jest moje, mąż teoretycznie ma 4 pokojowe mieszkanie ok. 25 km pod miastem. Teoretycznie, bo od kilku lat mieszka w nim młodsza siostra męza, która miała się wprowadzić tam na pół roku, ale pobyt znacznie się przedłużył, a poza tym jest ono kupione przez teściów i na nich zapisane - nie pozwalają go wynająć ani sprzedać, więc własnością męza jest ono głównie w deklaracjach. Mężowi ta sytuacja nie przeszkadza, mówi, że on i tak nie ma zamiaru tam mieszkać, bo dojazd do pracy zajmowałby mu conajmniej godzinę, autobusy też jeżdżą dość rzadko, średnio co 45 minut. Poza tym siostra byłaby poszkodowana, bo my mielibyśmy 2 mieszkania, a ona żadnego. Tutaj sytuacja rzeczywiście jest dziwna, bo teściowie nie zgadzają się na sprzedaż mieszkania i podział pieniędzy między rodzeństwo, ewentualnie przebąkiwali coś o wybudowanie córce domu, nawet w tym celu kupili działkę, ale jej nie odpowiada takie rozwiązanie. Na zamianę mieszkania - ona w naszym 48m, my w tym większym (siostra prawie 10 lat młodsza ode mnie i pewnie dziecka szybko nie planuje) ani ona się nie zgadza (jej narzeczony nie chce), ani mąż (bo za daleko). Przyznam, że mnie tez przerażają 1.5 godzinne dojazdy do pracy i autobusy co 45 minut, żeby móc dotrzeć w miejsce żeby zrobić zakupy inne niż spożywcze, ale innej opcji nie widzę. Z rodzicami męża nie da się w żaden sposób dogadać - proponowałam im, że sprzedam to swoje i oni dołożą nam 200 tys. na większe w mieście, a dla siostry będzie to duże, 4 pokojowe, ale nie chcieli o tym słyszeć, teść sugerował, że chcę wyciągnąć od nich pieniądze, mimo, że ja i mąż bylibyśmy stratni na całej operacji (siostra miałaby mieszkanie o wartości 400 tys., mąż dostałby od nich 200). Jak to rozwiązać? O kredycie na większe w mieście mąż nie chce słyszeć.