Trafił mi się taki przypadek. Zaborczej, toksycznej. Niestety, z czasem wszystko się pogłębia. Dochodzi do tego samotność - w dużej mierze na własne życzenie, choć mama nie dopuszcza do siebie myśli, że to z jej winy. Jest całkowicie odporna na autorefleksję. A ja muszę z tym żyć, bo przecież nie zostawię jej, starzejącej się samej. Nawet jesli na to "samej" sobie zapracowała.
Tylko jak na nabrać "skóry słonia", żeby przetrwać?
I co sprawiło, ze jest jaka jest - zgorzkniała, z pretensjami do całego świata (a szczegolnie mojego M

))?