Dodaj do ulubionych

Obiady - naprawdę?

    • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 07:52
      Jak na ematce się pozmieniałosmile
      Kilka lat temu NIEZAPOWIEDZIANY gość nie był wpuszczany do domu, a dziś jeszcze obiad dostanie hehehehehe
      • kropkacom Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:26
        Ematki się starzeją, dzieci rosną... big_grin
    • araceli Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:14
      Taaa... Te co zawsze smażą 5 kotletów na 3 osoby 'bo może ktoś będzie chciał więcej' to co robią z nadmiarem jeżeli jednak nikt chcieć nie będzie? Mrożą? A potem co obiad w stylu 'przegląd tygodnia': jeden schabowy z poniedziałku, gołąbek z wtorku, zraz z czwartku? Fuj tongue_out
      • kropkacom Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:25
        Schabowego można zjeść z chlebem na kolację.

        Może skupmy się na tym aby nie zaglądać nikomu w garnki i nie dziwić się tak. To jest po prostu głupie. Każdy i tak robi jak mu pasuje.
        • niennte Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 17:14
          kropkacom napisała:

          > Schabowego można zjeść z chlebem na kolację.
          >
          > Może skupmy się na tym aby nie zaglądać nikomu w garnki i nie dziwić się tak. T
          > o jest po prostu głupie. Każdy i tak robi jak mu pasuje.

          A jeśli nie jada się kolacji?
          • kropkacom Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:03
            Hmmm... Nie wiem big_grin To się nie robi więcej kotletów?
      • fogito Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:55
        Tylko ktoś, kto nie ma pojęcia o kuchni może tak pisać.
        • araceli Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:59
          fogito napisała:
          > Tylko ktoś, kto nie ma pojęcia o kuchni może tak pisać.

          Rozwiniesz ten hejt?
    • kropkacom Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:22
      Schabowych już dawno nie było u na obiad big_grin Teraz zresztą w ten upał chyba bym oszalała jakbym miała to tatałajstwo smażyć. Jak już robię to zależy jaka porcja mięsa, ale raczej na styk. Są obiady, że robimy więcej porcji. Wszystko więc zależy od tego co jest na obiad. Proste.
    • kotradykcja Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:25
      Gotujemy tyle, ile planujemy osób na obiedzie, chyba że zupa albo coś jednogarnkowego, wtedy jest więcej, nadwyżka ląduje w zamrażarce.
      Jak się ktoś w porze obiadowej napatoczy, COŚ może dostać do jedzenia, ale niekoniecznie to, co mamy na stole. Zawsze mamy coś w zamrażalce, co można na szybko odgrzać (pierogi, gołąbki, zupę, sos do makaronu, itp.).
      Jeśli u chłopaków są koledzy przed posiłkiem, są pytani czy się dołączą i robimy wtedy coś, co starczy dla wszystkich.
      Ogólnie jestem typem matki gastronomicznej wink
      Ale zasada jest taka, że to ja proponuję lub oczekuję uprzejmego zapytania w tym temacie. Żądania nie wchodzą w grę. Tak jak uczę nasze dzieci żeby się odpowiednio zachowywały, tak oczekuję właściwego zachowania od innych dzieci.
      Jeśli chodzi o "przekąski" i picie - woda bez ograniczeń, napojów gazowanych nie mamy praktycznie nigdy, owoce i jogurty zazwyczaj są w ilościach niemal hurtowych, słodyczy brak całkowicie, chyba, że akurat coś piekę, ale to tylko weekendy i ciasto jest porcjowane.
    • nickbezznaczenia Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:28
      Dwie dodatkowe osoby zawsze poczęstuję bez problemu.
    • skinnie07 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:59
      Od kiedy pamiętam moja mama gotowała fury jedzenia, również dla dziadków bo byli chorzy. Jak narobiła gołąbków w niedziele do piątku się jadło a i tak później cześć wyrzucała. I to mi najbardziej utkwiło w pamięci zawsze coś się marnowało, psuło... Staram się nie powielać tego bo naprawdę szkoda czasu, pieniędzy...
    • jkl13 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 09:23
      Przeważnie gotuję na 2 dni, więc problem wyliczonego jedzenia u mnie nie istnieje. Poza tym mąż i dzieci lubią dojadać obiad na kolację, więc nigdy nie mam wyliczonej porcji. Dlatego koledzy synów to u mnie nie problem, choć też nie mamy takich, co nagminnie się u nas stołują (nasi sąsiedzi uczą dzieci, że obiady i kolacje jada się w swoich domach, choć dzieciaki nie zawsze o tym pamiętają big_grin).
      Ale... W moim domu rodzinnym było tak jak u ciebie, tzn. obiad był wydzielony na osobę i nie było dodatkowej porcji dla nikogo. Moja mama potrafiła wyprosić z domu moich kolegów na czas obiadu, bo nie do pomyślenia dla niej było, aby oni np. poczekali w moim pokoju, albo żebym zjadła później. Nie muszę dodawać, że po takim wyproszeniu niewiele osób wracało do nas. Dlatego obiecałam sobie, że moim dzieciom tego nie zrobię i stąd przez ostatni miesiąc przebywa u nas całe okoliczne dzieciowe towarzystwo - przeważnie w ilości 6 sztuk chłopa w różnym wieku i wszyscy zgodnie twierdzą, że u nas im najlepiej. A że czasem na obiad mają kanapki - jakoś nikt nie narzeka i nie oczekuje rarytasów. Bo najważniejszy jest ciepły dom, a za taki uważam m.in. ten, w którym ludzie potrafią dzielić się jedzeniem. I chyba koledzy synów myślą tak samo...
      • andaba Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 09:29
        Nigdy mi nic nie zbywa, chyba że sa to obiady typu pierogi, gołąbki, krokiety itp, nienawidzę jak mi zostają ziemniaki i kawałek mięsa, bo nie wiadomo co z tym potem robić.

        Zupa czasem zostaje, ale nie zawsze.

    • quelquechose Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 10:36
      Ja jestem w stanie zrozumiec oba obozy jedzeniowe wink Powiem tak - jesli mam, to chetnie poczestuje. My tez gotujemy i zamrazamy obiady dla dziecka - glownie w czasie roku szkolnego. Corka wracala do domu ok. 16.30-17.00 i nie bardzo byl czas i mozliwosc gotowania dwudaniowego obiadu. Ja jem w pracy obiad, a w domu tylko kolacje w postaci jakiej kanapki na przyklad. W weekendy czesto jemy poza domem, bo kazde z nas jada cos innego: ja nie jem miesa, corka jada takie typowo dzieciece potrawy, a partner co mu do glowy przyjdzie. Na dodatek kazdy jadlby o innej porze. Strasznie nad tym ubolewam, ale poddalam sie po wielu probach. W zwiazku z zaistniala sytuacja czesto w domu nie mam jedzenia obiadowego. Jak sa jakies dzieci w odwiedzinach u corki, to proponuje np. zupe lub robie grzanke z serem o szynka, czasem nalesniki. Czesto bywa jednak tak, ze dzieci sa po lunchu i nie musze ich karmic smile.

      Dodam, ze podobaja mi sie takie domy, gdzie zawsze cos jest dobrego w lodowce, ale w naszym przypadku takie jedzenie sie po prostu marnuje i laduje w koszu.
      • jolie Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 10:58
        Ja również rozumiem dwa style gotowania, które zależą po prostu od zwyczajów w rodzinie. Niestety luzny wątek podryfował w kierunku absurdu i udawadniania, co lepsze; mamy zatem < biedne smutne i zimne domy, w których jedzenie jest reglamentowane, a domownicy są nieszczęśliwi i dojadają na BP> vs <radosne i sielskie oazy rodzinnego ciepła, w których nawet obcy i utrudzony wędrowiec naje się do syta>...
        Hejtu na mrożenie absolutnie nie rozumiem. Ja też czasami mrożę - wyliczone porcje surowego mięsa chociażby albo pierogi (od teściowejsmile).
        • quelquechose Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 11:11
          Typowo dla ematki wink Tez nie rozumiem, co zlego w mrozeniu - przeciez to swietne wyjscie, gdy nie ma czasu na gotowanie. Pewnie, ze idealnie byloby miec super swiezy i zdrowy obiad na stole dla wszystkich, ale ja nie zyje w idealnym swiecie i takie mrozone dania bardzo sie sprawdzaja.
          • 3-mamuska Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 11:28
            Typowo dla ematki wink Tez nie rozumiem, co zlego w mrozeniu - przeciez to swietne wyjscie, gdy nie ma czasu na gotowanie. Pewnie, ze idealnie byloby miec super swiezy i zdrowy obiad na stole dla wszystkich, ale ja nie zyje w idealnym swiecie i takie mrozone dania bardzo sie sprawdzaja.

            Ja porostu nie lubie mrożonego jedzenia.
            Jedynie jakieś frytki mam , lód i pietruszkę i koperek, lody.

            Kiedyś mrozilam ,ale teraz nawet zamroze i wyciągnę to nikt tego zjeść nie chce ładuje w miskach zwierzaków.

            Jestem pod sklepem codziennie, wpaść i wypaść 20 minut. Tez duzo zależy od stylu gotowania.
            Ja nie robię pierogów (kiedyś lepiłam i mroziłam teraz kupuje gotowe, bo tak rzadko rodzina ma chcieć ze nic im nie bedzie od kupnych. Gołąbki tez kupuje gotowe 2 dla córki bo nikt inny nie je.Żadnych super długo robionych dań.
            No od czasu do czasu krokiety z mięsem i wtedy robię 40-50 sztuk, jemy 2 dni , na obiad śniadanie i kolacje ,cześć zabieram do pracy, a cześć mrożę (jeśli zostanie )i to jest chyba jedyna rzecz która rodzina wciągnie po rozmrożeniu. Po prostu kocha krokiety z mięsem z indyka. No i bigos 2 razy w roku ale tez nie ma czego zamrażać.
            • quelquechose Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 14:32
              Ja przeciez nie twierdze, ze mrozone jest lepsze od swiezego. Ja twierdze, ze lepiej jesc odmrozone o ludzkiej porze niz swieze na noc. Ja i moja corka (partner to osobny gatunek zywieniowy wink) jestesmy bardzo glodne po powrocie do domu i nikt nie ma sily czekac na swiezutki posilek, wiec bardziej sie sprawdza mrozenie. ot, cala zagadka. smile
              • 3-mamuska Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 18:41
                Ja ostatnio w 15 minut ugotowałam pomidorowa. Marchew wrzuciłam do wody poczekałem az zmięknie wlałam koncentrat i troszkę śmietany w tym czasie ugotowałam makaron .
                Wiec nie wiem co o tym posiłku na noc.
                • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 18:50
                  No wysiłek żaden. Ale i zupa też.
                • angeika89 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 21:06
                  Ja jak robię pomidorową to najpierw gotuję rosół-z porem, marchewką,pietruszką,selerem, opalaną cebulką itd i dopiero potem zaprawiam przecierem pomidorowym (mam własnej roboty ze swoich pomidorów smile) i śmietaną... Zanim rosołek dojdzie jak trzeba na małym gazie to jednak troszkę trwa, zwykle od rana już się pomału gotuje... Pycha
    • hema14 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 11:15
      Rozumiem o co Ci chodzi, ja mam podobnie, że mięso raczej przeliczone na osoby, ziemniaków, surówki jest więcej. Akurat mnie się nie zdarza by ktoś niezapowiedzianie na obiad wpadł. A jak mi zostaje porcja obiadu, bo np. jest jakiś gulasz, leczo, to mąż bierze na drugi dzień do pracy, a ja i tak gotuję kolejny obiad. Nie marnuje się w każdym razie.
    • inguszetia_2006 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 11:22
      Witam
      U mnie się gotuje więcej. Maż gotuje zawsze więcej.To jest król mrożenia;-D Jak nie ma obiadu dla goście niezapowiedzianych to wsiadam w samochód i podjeżdżam do sklepu.
      Pizza też jest ok, byle nie w godzinach szczytu obiadowego, bo to kolacja będzie raczej.
      Dowóz trwa za długo. Czy mówiłam już, że bez samochodu jak bez ręki?;-P
      Pzdr.
      Ing
    • dziennik-niecodziennik Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 11:44
      a ja to zalezy co.
      wiekszość rzeczy robie na dwa dni. wiec jakbym miała "mokre" (mieso w sosie, gulasz itd) to moge czestować, najwyżej obiad bedzie na jeden dzien a nie na dwa. naleśniki, placki itd tez zazwyczaj smażę tak zeby starczyło na dwa posiłki wiec...
      problem byłby ze smażonym mięsem w kawalku (schabowe, piers z kurczaka, ryba itd) bo tego robie tyle ile trzeba, liczac jeden dla dziecka, jeden dla mnie i dwa dla męża. moge najwyżej zabrać mężowi jeden i oddać swój, ale niechętnie, przyznaję.
      a generalnie to nie lubie takiego stołowania się po domach.
      • quelquechose Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 14:33
        Tutaj duzo osob na dwa dni gotuje, wiec przyszlo mi takie pytanie: a co jesli ten gosc niezapowiedziany pojawi sie na ten drugi dzien? smile
        • dziennik-niecodziennik Re: Obiady - naprawdę? 13.08.15, 11:23
          to w zalezności od mojego humoru:
          - dostanie moj obiad a ja sobie usmażę jajko;
          - zjem swój obiad a gosciowi usmażę jajko;
          - nic nie dostanie i zostanie odesłany na obiad do domu;
          - obiad zostanie na jutro, a dzis na obiad bedzie zamówiona pizza;
    • ashraf Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 15:31
      Teraz bardzo rzadko gotuje wiecej, a jesli juz, to do mrozenia, nie na 2 dni. W tygodniu jemy z mezem lunch w miescie (mam bony znizkowe z pracy), ew. szybka salatka w domu, synek je w zlobku. W weekend z kolei gotujemy bardziej skomplikowane dania, skoro juz jest okazja postac przy garnkach (chyba ze wyjezdzamy). Wtedy nie gotujemy na 2 dni, bo swieze lepiej smakuje. Mrozenie rozumiem, natomiast gotowanie na zapas wiekszych porcji to u nas bezsens, kazdy mniej wiecej wie ile zje, w razie glodu jest w domu zapas swiezych warzyw na salatke, nie trzeba sie zapychac trzema kotletami. Dla niespodziewanych gosci zawsze mam w domu skladniki na szybkie danie typu makaron z lososiem i porem, ale nie wpadalabym na pomysl smazenia 10 kotletow, bo moze ktos wpadnie wink Na posilki raczej nie przychodzi sie u nas bez zapowiedzi.
      • nenia1 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 15:40
        ashraf napisała:

        > Wtedy nie gotujemy na 2 dni, bo swieze lepiej smakuje.

        Zależy co - na drugi dzień lepszy bigos (prawdziwy bigos, nie z tego co zostało w lodówce), albo węgierskie leczo czy gulasz, zupa pomidorowa, czy hiszpańskie fabadas.
        • ashraf Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 15:42
          Zgoda, ale niewiele jadamy takich dan. Bigos moze raz do roku, na urodziny meza, a tak to chyba tylko sos z miesa mielonego i fasoli, poza tym raczej dania, ktore smakuja lepiej na swiezo. Co kto lubi, my mamy akurat takie upodobania kulinarne smile
    • niennte Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 17:32
      Ja jestem z tych, które nie lubią gotować. Gotuję, bo muszę.
      Nienawidzę rozmów moich koleżanek, a mam takie, które potrafią mówić tylko o żarciu - co gotują, ile gotują, jak ich Waldusiowi smakowało itd. Które kupują ćwierć świni, pół cielaka u rodziny na wsi, mrożą, pichcą, peklują, robią własne szynki itd.
      Co gorsze, zdarzyło mi się u takich jeść coś obiadowego i nie smakowało mi zbytnio sad
      Nie miałam na stanie żertych nastolatków płci męskiej, a w moje dziewczyny trzeba było raczej wpychać tego kotleta.
      Co więcej, panowie z rodziny: ojciec, ojczym, teść, były mąż zawsze jadali jednego kotleta i niewielkie porcje. Mój jeden zięć też tak je. Drugi niestety pochodzi z rodziny grubasów, gdzie wszyscy tylko żrą na potęgę, sam ważył już 100 kg, udało mu się schudnąć poniżej 80, ale on faktycznie tylko by dojadał...
      Jednocześnie nikt nie postrzega stania przy garach jako największej rozrywki i celu życia.

      Po prostu, są ludzie, dla których JEDZENIE jest najważniejsze w życiu i tacy, którzy jedzą tylko dlatego, żeby przeżyć. Najlepiej zdrowo, świeżo, niezbyt dużo, bez nadmiaru mięcha, sosów i tłustości. Którzy nie jadają kolacji, a jeżeli już, to coś lekkiego.
      Być może do tych pierwszych goście lubią przychodzić, żeby się najeść, a do innych, żeby przede wszystkim porozmawiać.
      • jagienka75 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 19:07
        niennte napisała:

        > Ja jestem z tych, które nie lubią gotować. Gotuję, bo muszę.
        > Nienawidzę rozmów moich koleżanek, a mam takie, które potrafią mówić tylko o ża
        > rciu - co gotują, ile gotują, jak ich Waldusiowi smakowało itd. Które kupują ćw
        > ierć świni, pół cielaka u rodziny na wsi, mrożą, pichcą, peklują, robią własne
        > szynki itd.


        mam tak samo.
        gotowania nienawidzę. do szału doprowadzają mnie rozmowy o jedzeniu,bo mnie ten temat w ogóle nie interesuje.
      • nenia1 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:02
        niennte napisała:

        > Być może do tych pierwszych goście lubią przychodzić, żeby się najeść, a do inn
        > ych, żeby przede wszystkim porozmawiać.

        Są tez tacy, którzy potrafią połączyć jedno i drugie. Jedna z przyjemniejszych rzeczy w życiu, wspólne nieśpieszne posiłki z przyjaciółmi wzbogacone lampką dobrego wina i ciekawą konwersacją.
        • nanuk24 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 23:08
          Podpisuje sie. Dla mnie wazne sa mile spotkania z jedzeniem w tle (Ups). Lubie kiedy spotkania, urlopy, wycieczki zakonczone sa dobrym jedzeniem. Rownoczesnie ja i maz nalezymy do osob, ktore nie wypuszczaja z domu glodnych gosci, oczywsicie, tez ich nie zwiazujemy i nie wpychamy na silewink
          • niennte Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 23:22
            nanuk24 napisała:

            > Podpisuje sie. Dla mnie wazne sa mile spotkania z jedzeniem w tle

            Z tym się zgadzam. W tej konfiguracji jak najbardziej smile
            • nanuk24 Re: Obiady - naprawdę? 13.08.15, 00:50
              Dla mnie tlo jest bardzo istotne. taka estaetka ze mniewink
          • klamkas Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 23:59
            Wstydź się. Próbujesz trzymać przy sobie ludzi za pomocą żarcia, a fe. Jeśli gotujesz i karmisz, znaczy, że nie masz nic więcej do zaoferowania, wstyd i żałość.

            (żart, żeby nie było wink).
            • nanuk24 Re: Obiady - naprawdę? 13.08.15, 00:49
              Ale wyobraz sobie, jaki to musi byc koszmar dla moich gosci. Pewnie przestana do mnie w koncu przychodzic i zostane ja sama z kotem i z jego chrupkami chlip, chlip
      • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:08
        > Co gorsze, zdarzyło mi się u takich jeść coś obiadowego i nie smakowało mi zbyt
        > nio sad

        Z reguly osoby nie potrafiacych gotowac nie potrafia docenic dobrej kuchni a ich kubki smakowe sa stepiobe na maksa.

        > Nie miałam na stanie żertych nastolatków płci męskiej, a w moje dziewczyny trze
        > ba było raczej wpychać tego kotleta.

        Typowe dla anoreksji i innych zaburzen.

        Do mnie przychodza sie najesc i porozmawiac.
        • niennte Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:29
          edelstein napisała:

          > Z reguly osoby nie potrafiacych gotowac nie potrafia docenic dobrej kuchni a ich kubki smakowe sa stepiobe na maksa.

          > Typowe dla anoreksji i innych zaburzen.



          Trzeba być albo geniuszem, albo głupcem, żeby tak autorytarnie mieć odpowiedź na każdy temat.
          Zapewne jesteś geniuszem. Z typową dla geniuszy dysleksją.
          • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:57
            Dysleksjabig_grin Wez juz nie mysl,nie wychodzi ci
      • mid.week Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:50
        Mam podobnie względem gotowania. Naturalnie, szybko, prosto. Jak skandynawia we wnętrzach.
        Ale nijak nie kumam ostatniego akapitu. Bardzo zaangażowany jak na kogoś dla kogo kto je tylko aby przeżyć. Musisz się ze swoim nastawieniem

        > Nienawidzę rozmów moich koleżanek, a mam takie, które potrafią mówić tylko o ża
        > rciu - co gotują, ile gotują, jak ich Waldusiowi smakowało itd.


        bardzo męczyć czytając ten wątek wink
        • niennte Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:57
          Masz rację, nie doczytałam do końca big_grin
          • niennte Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:59
            PS, lubię zjeść coś smacznego, pod warunkiem, że nie muszę sama tego przygotowywać wink
            • mid.week Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:59
              O to mój ulubiony przepis big_grin
    • 18lipcowa3 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 21:26
      Zupy może bym i miała
      ale inne dania też gotuję na styk
    • zazou1980 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 22:38
      Zawsze robie wiecej niz wynikalo by z mocy przerobowej rodziny. To co zostaje, to konkubin zjada w nocy albo bierze na nastepny dzien do pracy albo ja jem w miedzyczasie. Jak cos nie pojdzie, to wywalamy.
      Kotletow robie 5-6 na 3 osoby, zupe gotuje raz w tygodniu i starcza na 2 dni. Ryby smaze/pieke tak, zeby bylo troche wiecej niz powinnismy zjesc. Jakby ktos akurat wpadl na obiad, to zawsze mam paluszki rybne i moge dorzucic...
    • mikams75 Re: Obiady - naprawdę? 13.08.15, 11:22
      ja nie miewam niespodziewanych gosci w porze obiadowej, nigdy. Dziecko je obiad w szkole albo w domu zaraz po szkole, w zaleznosci od dnia i w tym czasie nie goszcze innych osob, no chyba ze corka chce zaprosic kogos na obiad po szkole, ale to jest wczesniej uzgodnione.

      Dzieci przychodzace sie bawic przychodza wiec po obiedzie i na kolacje wracaja do domu. W gosciach wiec zjadaja wylacznie podwieczorek - przekaski, lody, owoce, kromka chleba z dzemem, jogurt itp.
      Moja corka jak chadza do innych to tez dorosli uzgadniaja godziny zabawy i dzieci zawsze na kolacje wracaja do siebie. To ogolnie przyjeta norma. Z sasiadka tez mam uzgodnione - u nas kolacja jest zawsze wczesniej niz u niej i po prostu dziecko odsylam do domu. Kolacja to taki punkt na zegarku, kiedy jest koniec zabawy.
      Poza tym to wydziwiajace dziecko i nie jada tego co moje tez wydziwiajace i tak naprawe to kazda z mam woli swoje dziecko po swojemu zywic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka