memphis90
15.08.15, 09:55
Ale taką, żebym schudła 6 kg. I żeby dopuszczała makaron. I nabiał. I oliwę. I nie wymagała godzinnego treningu codziennie. Znajoma biegająca mama postraszyła mnie, że bez dobrej diety nawet przy codziennym bieganiu "nie ma progresu". No to katastrofa, właśnie planowałam zacząć zumbę czy inne stepy i wymodelować pośladki. Zaczełam szukać:
1. dieta podkręcająca metabolizm- fajnie, pięć posiłków, ale.... zaraz zaraz.... potrawy wysokoglikemiczne dwa dni w tygodniu, potrawy bogatobiałkowe dwa razy w tygodniu - ale wszystko to bez tłuszczu, na parze, w folii! Ble. Nawet sałata ma być bez tłuszczu, ew. można podlać ją miksowanym ogórkiem. I mleka nie można w ogóle, nigdy! Kawy też nie! Hmm... dwie szklanki warzy i szklanka kaszy naraz- a gdzie ja mam takie coś zmieścić? Eeee, odpada!
2. dieta paleo- trzy posiłki dziennie, samo mięcho. Nie można makaronu. Nie można bulw. Nie można pieczywa. Mleko to trucizna. Jaglanki nie można, bo zasadowa, dla odmiany wolno tylko produkty "zakwaszające". Jedno forum twierdzi, że dieta z warzywami nie jest paleo, odsyła na najlepszego-bloga-o-diecie-paleo-pod-słońcem. Wchodzę na bloga. I cóż czytam- że wszystko szkodzi (oprócz mięsa). I zaraz potem, że usg jest szkodliwe straszliwie (bo przez fałszywe wyniki 1/200 ciąż jest abortowana), a najbardziej przez to, że płód słyszy ultradźwięki i że mu one hałasują. Wymiękłam, jak autor tak samo zna się na diecie, to zejdę przed upływem tygodnia.
3. south beach - wytrzymałam 5 dni, potem miałam mroczki przed oczami. A kalafior z żółtym serem jest okropny.
Jest jeszcze coś sensownego?