... od piwa pszenicznego?
Może być? Mam pięknie zaopatrzony barek - wina i sporo mocniejszych alkoholi, te drugie to głównie prezenty. Z rzadka miewam ochotę na wino - głównie do określonych potraw, albo tak zwyczajnie z zachcianki do książki, szczególnie latem na schłodzone białe, z kostką lodu. Prawie nigdy się nie upijam (zdarza się średnio raz na 3 lata, raczej przypadkiem). Ale często wieczorem dopada mnie ochota na piwo. Takie lekko schłodzone pszeniczne... Jak nie mam to nie piję, jak mam niepszeniczne to też raczej nie piję (raczej - raz na kilkanaście dni, zwykle kupujemy dla gości, bo mąż nie pije wcale, a ja z rzadka) ale często pojawia się myśl "szkoda, że nie mam pszenicznego".
Ochota trwa od co najmniej kilku lat, folguję jej umiarkowanie (średnio raz na 10 dni, nie rytualnie co sobotę, tylko jak się trafi - spotkam w sklepie nowość, albo promocję, albo jestem akurat (bardzo rzadko) w sklepie spożywczym z dodatkiem w stylu "101 piw" - mam taki obok jednego klienta). Nie ciągnie mnie do alkoholu jako takiego, nie nadużywam jak jest tzw. okazja, ale pszeniczniak w godzianach wieczornych budzi moje namiętności

.
Dzisiaj koleżanka orzekła, że mam problem. No i sama nie wiem. Mam?
Jestem alkoholiczką?!