Dodaj do ulubionych

Bo mnie sie nie da pomoc

10.09.15, 20:02
Syn słaby z angielskiego, a czeka go test szóstoklasisty. Postanowiliśmy zapisać go na kurs, ale w szkole językowej, do której chodzą koledzy, nie ma miejsc. Proponujemy inną szkołę albo korki, ale on się zaparł, że nie, i że on w takim razie pójdzie do rejonowego gimnazjum, bo angielskiego się nigdy w życiu nie nauczy. Szkoła z kolegami albo żadna.

Syn ma w końcu zdiagnozowaną dysleksję, bujaliśmy się z tym pół czwartej i pół piątej klasy, bo w PPP nie było terminów. Przyniósł od pedagoga do podpisania zgodę na terapię: "masz, podpisz, że jestem czubkiem, i tak nie będę tam chodził, bo to mi nic nie pomoże".

Do tego takie typowe nastoletnie załamki, że nie pójdzie do szkoły bo mu pryszcz wyskoczył i wszyscy się będą z niego śmiali, i że jest beznadziejny, i rzucanie zeszytem od matmy, bo nie wie, jak rozwiązać przykład, więc jest tępy i do niczego się nie nadaje. Mąż mówi: chodź, usiądziemy, wytłumaczę ci - nie, bo on się tego nigdy nie nauczy bo to jest za trudne.

I nic mu powiedzieć nie można, bo starzy się na niczym nie znają. Ja już nie mam siły.
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: Bo mnie sie nie da pomoc 10.09.15, 21:42
      Chwal. Chwal i doceniaj. Mów, że kochasz. Nie bagatelizuj pryszcza, zasmaruj mu go maścią, korektorem czy czym tam pozwoli posmarować, Ustal dietę bez czekolady i ograniczcie słodycze. Dawaj witaminy. Najlepiej naturalne.
      I nie załamuj się. Jemu jest z tym (dojrzewaniem) gorzej. Mów, że rozumiesz i przypomnij sobie własne przeżycia z tego okresu życia kiedy każdy obciach był katastrofą, a pryszcz zwiastunem zbliżającej się śmierci. Ze wstydu.
    • moofka Re: Bo mnie sie nie da pomoc 10.09.15, 21:52
      niestety polska szkoła potrafi skutecznie zabrac wszelka radosc zycia i wiare we wlasną sprawczosc
      • kira02 Re: Bo mnie sie nie da pomoc 10.09.15, 22:14
        coś w tym jest, zabija też kreatywność i uczy postawy: nie wychylaj się, bo dostaniesz po głowie.
        • natalie_rushman Re: Bo mnie sie nie da pomoc 11.09.15, 06:46
          Co ma do tego szkoła, to raczej typowe jazdy nastolatka, połączone niestety z dysfunkcją, w czego wynika niewiara we własne siły.
          Nawet w najbardziej niuniającej i kameralnej szkole dyslektyk będzie miał świadomość i poczucie, że odstaje od klasy z powodu np. choćby tempa czytania informacji i wykonywania zadań. A już nauka języków dla "dys" to zazwyczaj droga przez mękę. Trzeba zupełnie inaczej uczyć.
    • berdebul Re: Bo mnie sie nie da pomoc 10.09.15, 23:33
      Kup mydło siarkowe, ładnie wysusza i jest bakteriobójcze.

      A jakie macie to rejonowe gimnazjum - mordownia, czy przeciętne? Jak mordownia, to poinformuj o tym syna.
      Pracowałabym nad podniesieniem samooceny, bo bez tego zawsze znajdą się jacyś koledzy, których akceptacji będzie pragnął.
      Zmień język w komputerze, telewizji itd na angielski. Nie będzie miał wyboru. Skąd u niego podejście, że jest czubkiem? Daj do przeczytania książkę "dar dysleksji".

      To nie są typowe nastoletnie załamki. Rzucanie przedmiotami też nie jest typowe.
      • asia_i_p Re: Bo mnie sie nie da pomoc 11.09.15, 08:44
        Przepraszam, akurat rzucanie zeszytem do matematyki jest typowe, a nawet dobrze działa. Tak wyglądało moje pierwsze odrabianie zadania domowego z matematyki w liceum - po kwadransie nieudanych prób rozwaliłam zeszyt o ścianę, poryczałam się, podniosłam zeszyt i zrobiłam zadanie od drugiej strony.
    • morekac Re: Bo mnie sie nie da pomoc 11.09.15, 00:48
      Po pierwsze - nie naciskaj na to nierejonowe. Za duży stres też nie jest dobry na egzaminie.
      Zastanówcie się (i przekonajcie syna do tego) nad indywidualnymi korkami z angielskiego, wskazany jest korepetytor z doświadczeniem z dyslektykami, bo niektórym nauka języków obcych może sprawiać trudność. I to sporą. Jeśli ma problemy ze słuchem fonematycznym (czy jak to się tam zowie) i z koncentracją, to szkoła językowa może być na nic. Rozproszy się po chwili, połowy nie złapie i znowu będzie gorszy od innych w grupie. Bo pewnie będzie. sad
      Co do zajęć - chyba powinien chodzić, bo nie wiem, czy wg. obowiązujących przepisów szkoła nie może nie uznać przedłużonego czasu dla dyslektyka, który nie pracuje nad swoją przypadłością. Ale sprawdźcie też, czy nie ma szansy na indywidualne zajęcia w poradni pedagogicznej - moja córka je sobie chwaliła. Aczkolwiek teraz to może być już późno na zapisywanie się.
    • asia_i_p Re: Bo mnie sie nie da pomoc 11.09.15, 08:41
      Spróbuj na którymś forum złapać Verdanę - ona ma też syna dyslektyka, któremu walka z dysleksją zjechała poczucie własnej wartości i teraz ten syn robi/ zrobił doktorat. Ona bywa na "Życiu rodzinnym" i na "Starszym dziecku" na pewno, nie wiem gdzie jeszcze.

      Jedno pamiętam, z tego co opowiadała - że z dzieckiem, które ma takie problemy, nad lekcjami nie powinni pracować rodzice, bo oni mają być od wspierania ogólnego. Może rzeczywiście pomógłby wam korepetytor w starym sensie - nie od konkretnych przedmiotów, tylko od odrabiania z synem lekcji, ktoś, kto się zna na dysleksji i będzie rozumiał, jakiego rodzaju trudności ma syn. Student czy absolwent pedagogiki na przykład, czyli po pierwsze facet, po drugie tak jakby specjalista - być może to by zrobiło na nim wrażenie.

      Z języka może być częściowo kwestia kanału komunikacyjnego - moja dyslektyczna kuzynka potrafiła uczyć się języka tylko ze słuchu, ktoś jej musiał zawsze czytać notatki. Dyslektycy mogą też mieć z językiem specyficzne problemy, niepojęte dla osób bez dysleksji - przykładowo miałam kiedyś uczennicę, która nie składała zdań. Czyli ty widzisz "słoń niezrozumiałe szafa" i zaczynasz kombinować "słoń stoi za szafą", "słoń połamał szafę", dopasowujesz do kontekstu, itd. I nie robisz tego świadomie, twój mózg robi to odruchowo. Jej nie robił i trzeba ją było nauczyć konkretnych konstrukcji zdaniowych. Wtedy się okazało, że pojedynczych słów zna naprawdę sporo i po odblokowaniu rezultat był spektakularny (matura poprawiona z 24 na 74 procent po 2 miesiącach pracy).

      Więc biorąc pod uwagę, że to podstawówka, to moim zdaniem bardziej potrzebujesz speca od dysleksji niż specy od poszczególnych przedmiotów.
      • morekac Re: Bo mnie sie nie da pomoc 11.09.15, 19:01
        Dyslektyk w szkole miewa pod górę, niestety. Nie wiem, czy taki korepetytor to jest taki dobry pomysł. Owszem ,jeśli dziecko ma kłopoty z określonym przedmiotem ,to ma to sens, ale nawet najlepszy korepetytor do wszystkiego utwierdzi dzieciaka w przekonaniu, że rzeczywiście jest do niczego. A dzieciak i tak nie nauczy się ogarniać szkoły...sensowna terapia pomaga dziecku podejść do nauki w nieco inny sposób i wykorzystywać mocne strony ,a nie skupiać się na słabościach. Nie będzie dobry ze wszystkiego - nie szkodzi. Da się z tym żyć.
        Jeśli rejonowe gimnazjum jest niebezpieczne i zupełnie beznadziejne (a przecież są i całkiem przyzwoite szkoły) , to może są jakieś inne alternatywy niż konieczność napisania sprawdzianu na 100%?.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka