przechodzę trudne chwile, więc analizuję to, co w życiu sprawia mi najwięcej przykrości i zastanawiam się, co dalej... więc dziś o jednej z tych rzeczy.
oprócz tradycyjnych wzlotów i upadków w moim małżeństwie (10 lat i 14 lat razem) jest rzecz, która mi przeszkadza, a mianowicie ta, że mój mąż nie zwraca się do mnie NIGDY po imieniu... co więcej nie zwraca się do mnie W OGÓLE. mówi tylko czasownikami: masz, robisz itd, nie są one poprzedzone żadnym zwrotem. ani zdrobnieniem, ani czułością, niczym... gdyby musiał zawołać, woli podejść i zapytać.
zapytany o przyczynę, twierdzi, że winę ponosi dom rodzinny (zbyt dużo nachalnej czułości). niby banał, ale... przez 15 lat znajomości nie usłyszałam z ust męża mojego imienia. co więcej, wyrastałam w domu, w którym było... tak samo. ;/
sposób okazywania czułości przez mężczyzn chyba powinien zostać przeanalizowany w jakimś mądrym artykule, ja odpadam...