ad.a6
11.12.15, 13:07
Zaczęło się właściwie jak uruchomiłam ogrzewanie. Zwykły, cieknący katar. 28.10 było już zapalenie zatok. Pediatra dał Duomox, Fanipos, ja sama dołączyłam na noc Sudafed krople, bo młoda nie mogła zasnąć z uwagi na zawalony nos. Przytrzymałam ją w domu 3 dni. Nie gorączkowała. Innych objawów brak. Antybiotyk się kończy, nos nadal zawalony. Kolejna wizyta u pediatry, kolejne opakowanie Duomoxu w powiększonej dawce - podobno zapalenie zatok niedoleczone. Znowu 3 dni w domu, nie chciałam, by tyle zajęć szkolnych opuszczała, tym bardziej, że przeszła do etapu rejonowego we wszystkich konkursach kuratoryjnych. Końcówka antybiotyku, lekka poprawa, aczkolwiek z nosa nadal leci, choć oddech już bardziej swobodny. Dla pewności poszłyśmy prywatnie do laryngologa, do którego córka chodziła już wcześniej. Owszem, zapalenie zatok było, jest doleczone, lecz pozostał jeszcze lekki obrzęk, zapisał Erdomed i Clatrę. Młoda poszła do szkoły. Szczęście trwało tydzień. W sobotę suchy, szczekający kaszel oraz powrót kataru, do tego drapanie w gardle. Po weekendzie lądujemy u pediatry. Osłuchowo czysto, znowu ściekająca po tchawicy wydzielina z nosa powodująca drapanie w gardle. Pediatra zrobił pilnie morfologię oraz crp. Wyniki podręcznikowe. Prywatnie zrobiłam test z IgE na pleśnie i grzyby. IgE wyszło 0,1. Wróciłyśmy do domu ze sterydem wziewnym, oraz drugim do inhalacji. Powrót do laryngologa, stwierdził, że nic nie widzi, krtań i tchawica czyste, przerostu migdałka nie ma, dla pewności kazał wykonać rtg zatok. Zatoki zdrowe. Kazał nawilżać pokój. Kupiłam higrometr, wilgotność wynosiła 30%, kupiłam nawilżacz powietrza, żeby wyrównać do 40-60%. Był spokój znowu na tydzień. Od kilku dni siedzę na zwolnieniu, młoda kaszle, smarcze, to "coś " zeszło na oskrzela. Dostaje Klabax. Wczoraj byłyśmy u pediatry na wizycie kontrolnej, w oskrzelach czysto, antybiotyk się kończy. Dostałyśmy skierowanie na kał na pasożyty, bo podejrzewam reaktywację lamblii, miała już w przedszkolu, ale nigdy aż tak nie chorowała, więc nie zwracałyśmy na to uwagi. Dodam jeszcze, że córka nigdy tak nie chorowała, w całej szkole podstawowej opuściła może w sumie tydzień, aż do teraz. Nie wiem co się dzieje. Niby zdrowa, doskonały apetyt, nie gorączkuje, ale ten kaszel i katar mnie dobija, ma też sińce pod oczami, co to może być? Aha, mamy od trzech lat psa, ale przedtem robiłyśmy testy skórne - nic nie wyszło. I testów z krwi wyszła 2. klasa na roztocza, ale młoda aż tak nie chorowała by ją odczulać. I jeszcze - w maju zmieniliśmy mieszkanie na większe, było 50 m2, teraz jest 90. Wcześniej był blok, teraz jest kamienica. Wcześniej było centralne miejskie, teraz jest gazowe. Wcześniej był parter, teraz jest I piętro. Ki diabeł więc? Psa nie oddamy na pewno - wychowałam to maleństwo jak drugie dziecko od małego. Co robić???