bergamotka77
15.12.15, 19:04
Dziś u młodego lat 5,5 był kolega z wizytą i strasznie się wkurzyłam. Mamuśka kolegi syna z przedszkola zapytała tylko czy sprawa aktualna z odwiedzinami i przestała się interesować potomkiem. O 15. odebrałam chłopaków z przedszkola, przed 16. podałam im obiad i na deser coś słodkiego. Godzinę później kolega synka przyszedł z żądaniem jedzenia, bo jest głodny. Zjadł deserek i owoce. Mały miał być do 18:00 u mnie, ale o tej porze nikogo ani widu ani słychu. O 18:30 dzwonię do mamuśki, która od 6h nie raczyła zapytać o syna, nawet o to czy dotarł ani jak ma wrócić, nawet nie wysłała smsa. Generalnie była zdziwiona, że ma go odebrać, bo ona robi sobie akurat obiad do pracy (!) W końcu przyjechała przed 19. z lekkim fochem, chyba dlatego, że ja nie odwiozłam małego. Nie wspomnę, że na koniec jej synalek wymyślił zabawę z użyciem farb syna i jak weszłam do pokoju młodego po 15 min. ,podłogi i zabawki uwalane były farbami do malowania łapkami, łazienka był zachlapana farbami i wodą, a oni sami wysmarowani na kolory tęczy. Wkurzyłam się i wydarłam na nich, że nie zapytali czy wolno, a dom dopiero co na błysk był wysprzątany - teraz czeka mnie mycie zabawek, podłóg, łazienki i samego dziecka, dobrze, że jasne ściany oszczędzili. No mam dosyć wizyt "na zabawę" na długo. I wygodnych mamusiek, które narobią sobie dzieci (ta ma chyba troje) a potem inni mają się nimi zajmować, karmić i czyścić wszystko po ich głupich pomysłach. Może mały sie poskarży matce, że na nich nakrzyczałam, ale mam to gdzieś. Całe popołudnie niańczyłam czyjeś dziecko, a teraz pół wieczoru będę sprzątać po tej wizycie.