W wigilijne przedpołudnie córcia zasiadła za sterami naszego białego jak lelija wehikułu i wyjechała w miasto, z mocnym postanowieniem umycia tegoż. Niestety objechała trzy okoliczne myjnie i w każdej to samo - wściekłe mnóstwo samochodów czekających w kolejce. Faceci oczywiście. Skończyło się na tym, że wróciła brudnym...
A teraz pytanie:
Czy Wasi - miłe Panie - mężczyźni, zamiast pomagać w przedświątecznych przygotowaniach, tez biorą samochód i ze słowami "to ja skoczę
Go umyć" znikają z domu?