Czy da się, bez żadnej pomocy rodziny/kogokolwiek wychować dziecko?
Pewnie na moje pytanie część z was ryknie śmiechem lub pokiwa z politowaniem

Myślę od jakiegoś czasu o dziecku, mąż w sumie jeszcze trochę się wstrzymuje (bo jak mówi - musi "dojrzeć" do tego kroku, choć ogólnie przeciwny nie jest). Jego obawą jest to, czy damy radę całkowicie sami obsłużyć dziecko , zwłaszcza niemowlaka. Mi się wydaję, że tak (choć wyobrażam, że może być ciężko). Jestem na to psychicznie przygotowana, że głównie dziecko będzie "na mojej głowie", zwłaszcza na początku.
Mieszkamy sami za granicą, bez przyjaciół (owszem znajomych mamy, ale nie są takie bardzo bliskie relacje), rodziny oddalone od nas ponad 1000km. Nawet nie rozważam takiej opcji, by której z naszych rodziców/rodzeństwa mogło nam pomóc, mama męża i tak opiekuje się dwójką malutkich wnuków, moi rodzice pracują, reszta ma swoje życie i nie widzę powodu by mieli pomagać. W ogóle wolę być samowystarczalna

A mąż coś bąka o tym, czy nie poprosić mojej mamy (która pracuje ;p ) by wtedy przyjechała do nas na miesiąc, albo bym ja urodziła w PL i została u rodziców ten miesiąc. Z drugiej strony przecież jednak chciałby być przy tym dziecku.. takie luźne rozmowy.
Co o tym sądzicie? Nie rozkminiać i robić swoje?