Dodaj do ulubionych

Też o sąsiadce :)

23.09.04, 21:18
Ach...tak miło tu dzisiaj...no moze oprócz tych paru postów na
tematy "znane" smile)
i widzę że królują sąsiedzi , więc ja też zagadne was o moją sąsiadkę z
naprzeciwka....
Jest to miła młoda osoba posiadająca jedno dziecko , samotna .
No niby miłe sasiedztwo, ale.....
ale jest u mnie dzień w dzień...
mam już serdecznie dość, tymbardziej ,że wypadam rano sprintem do pracy, po
drodze odwoże małego do opiekunki ( czasem nie zdązę rano posprzątać) wracamy
do domy koło godziny 18-19....i wtedy nie wiem w co rece włozyć...
czy sprzątać , czy obiad, czy kąpanie dzieciaka......itd,
a tu piętnascie minut i dzwonek......
ostatnio perfidnie przestałam otwierać drzwi, i chociaz czasem mały wrzeszczy
i wiadomo, że jestem , nie otwieram i już.....mąż ma klucze, a znajomi sie
umawiają wcześniej ( świnia jestem) ale normalnie nie moge....
sasiadka zarzuca moje dziecko prezetami , no niby fajnie, ale ja czuje się
zobowiązana .....chociaż mój mąz twierdzi że nie powinnam , daje bo chce, ja
nie muszę chciec dawać jej dziecku....ale to jakoś głupio.....

to naprawde miła dziewczyna, tylko brak jej troszkę wyczucia, rozumiem ją ,
zemoże smutno byc jej samej wieczorem , ale ja mam tyle zajęc, ze nie mam
czasu na gości....

i to taka historia....
Obserwuj wątek
    • josik11 czesc bea 23.09.04, 22:06
      wspolczuje ci bo takie baby sa najgorsze, nic jej nie powiesz ze sie obrazi a
      tego przeciez nie chcemy a znow powiedziec w prost sie nie da bo nie kazdy tak
      u mnie a po drugie czy i tak ona to zrozumie?
      Dlatego to co robisz czyli nic nie robisz bo nie otwierasz drzwi jest najleosza
      wg mnie metoda. A jakby ci kiedys powiedziala ze jej nie otowrzylas to powiedz
      poprostu ze dziecko plakalo czy tez odkurzalas i nie slyszalas dzwonka.
      Ja tak mialam z ciotka, ktora mieszka w bloku obok. Niby rodzina ale ile to
      mozna sluchac plotek z calego osiedla? Jak pracowalam to widywalysmy sie tyle
      co w skelpie ale jak bylam na zwolnieniu a teraz na macierzysnkim to byla u
      mnie co dzien. Byla u mnie mama to niby na poczatku do niej przyszla a
      nastepnie do mojego dziecka. Ale teraz ja unikam i nie musze z gzecznosci
      zapraszac na kawe. A ona jest taka ze sama nie zaprosi a jak mama u niej byl
      na chwile to nawet kawy nie zaproponowala nie mowiac juz o ciescie ktoro stalo
      na stole. A niby siostry. A u mnie i jadla i pila. Nie chodzi ze wypominam bo
      robilam to bo chcialam ale wkurza mnie ze ona nie umie czestowac.
      Ale sie wygadalam...
      Pozdrawiam
      Ps. dzis tez czatujemy? hihihi
      • bea.bea Re: witaj :))) 23.09.04, 22:54
        powiem ci, ze ostatnio załatwił ją mój synek.....
        zadzwoniły otworzyłam , a była godzina 19, a ja weszłam przed 15stoma
        minutami.....powiem tak, chałupa w proszku...
        ona...wiesz moja córka tak chciała pobawić się z twoim synkie....( ona lat 7,
        mały 14 miesięcy)
        więc ja mówię przepraszam ale jeśli chcecie sie pobawić , to musicie wziąć go
        do siebie, ponieważ u małego od rana nie posprzątane, bo nie zdązyłam rano i
        nawet nie poscieliłam łóżka....i w tym momęcie, moje dzieckosmile)))
        złapało jej córkę za ręke i paluchem pokazuje ich drzwi....kumaty kurcze smile))
        nie mogła mu odmówićsmile)) i poszli...miałam 20 minut spokoju...zdązyłam duzo
        zrobić....
        dzisiaj też były ...ale nie otworzyłam sad
        • dorotadu Re: witaj :))) 23.09.04, 23:02
          bea.bea napisała:
          > dzisiaj też były ...ale nie otworzyłam sad

          he he dobre smile
    • umasumak Re: Też o sąsiadce :) 23.09.04, 23:11
      A ja miałam kiedyś taką uroczą koleżankę, która mimo, że nie była moją sąsiadką
      i tak codziennie "wpadała na chwilkę". Dopiero po pół roku tych intensywnych
      wizyt, zdobyłam się na odwagę i poprosiłam bardzo uprzejmie, o nieco mniejszą
      częstotliwość odwiedzin... Uffff... obraziła się wink))
      • utalia Re: Też o sąsiadce :) 23.09.04, 23:56
        A moze jak tylko wpadasz po pracy, zaraz dzwon do siasiadki iz dzieckiem na
        reku i pytaj czy coreczka nie pragnie kapana do towarzystwa. Po czym
        zostawiajac synka, uciekasz na 20 minut. Ufff! Mysle, ze po kilku razach sama
        bedzie sie przed Toba kryla. Utalia
        • bea.bea Re: Też o sąsiadce :) 24.09.04, 00:00
          kochana jesteś smile)))
          • utalia Re: Też o sąsiadce :) 24.09.04, 00:02
            Łorajusa, to do mnie? Utalia
            • bea.bea Re: Też o sąsiadce :) 24.09.04, 00:12
              smile)) tak mi się wymskło smile))
    • mamadwojga O sąsiadach... 24.09.04, 07:55
      Wam to dobrze że macie jakichś normalnych sąsiadów do których się można
      odezwać. Ja niestety mam naprzeciwko .... hmmmm... jakby to powiedzieć....
      śmierdzieli. On - około 60, ona w podobnym wieku. Mają 5 dzieci. Jedną córkę
      przepędzili jak skończyła 18 lat, syn w więzieniu - swego czasu biegał po
      klatce z pistoletem, dwie córki mężate i dzieciate się wyprowadziły a
      najmłodszy syn chodzi gdzieś tak na oko do piątej klasy. Jak idzie gdzieś z
      ojcem to wszyscy myślą że z dziadkiem idzie. Synek regularnie demoluje klatkę,
      pali na schodach itp. Starzy chleją regularnie. Pracują oboje na jednym etacie
      w spółdzielni jako dozorcy. Siedzą całymi dniami w śmietniku, tam
      się "zaopatrują" w ubrania i sprzęty domowe. Nie ma dnia żeby czegoś
      śmierdzącego nie taszczyli do domu. Po pracy ewidentnie się nie myją o czym
      świadczy SMRÓD. Nie mogę jeździć z nimi windą bo raz zwymiotowałam(już w domu)
      z tego smrodu. Nawet jak oni zjadą przede mną to winda capi jeszcze przez długi
      czas. Kiedy wymieniali nam rury w mieszkaniu, panowie instalatorzy opowiadali
      mi że tam nikt nie chciał wejść do sąsiadów i w końcu ciągneli losy. Jeden
      biedak musiał u nich te rury wymienić.
      Kiedyś te śmierdzące meble ze śmietnika składowali pod drzwiami ale na
      szczęście są przepisy przeciwpożarowe i musieli to usunąć.
      Poza tym palą papierosy . Nie wytrzymują żeby zapalić już na dworze tylko MUSZĄ
      zasmrodzić całe piętro i windę. A windę naprawdę trudno wywietrzyć. Rozmawiałam
      z nimi ale to skutkuje tylko przez tydzień. Potem "zapominają"...
      Na piętrze jest jeszcze jedno mieszkanie, z całkiem porządnymi ludźmi tylko
      niestety w wieku zbliżonym do naszych rodziców więc kontaktów nie utrzymujemy
      ale ten miły sąsiad powiedział że za to że on mieszka koło śmierdziuchów to
      powinien rentę dostać.
      Na szczęście śmierdziele przestali do mnie zagadywać. Ja nie mogłam z nimi
      rozmawiać bo mi się robiło niedobrze (wrażliwa jestem baaaaardzo) więc mówiłam
      szybkie "dzień dobry" i w długą... Teraz już dali sobie spokój z rozmowami ze
      mną. Pewnie myślą że ja taka dumna albo co... Nie pomyślą że to przez smród.
      O sąsiadach to ja mogę jak widać dłuuugo.
      Mam jeszcze taką jedną agentkę na parterze która MUSI wszystko wiedzieć. Kiedyś
      nawet spytała mnie co mam w TORBIE... Od tego czasu mówimy na nią z
      mężem "Torebka" i się śmiejemy że ona chyba kiedyś na granicy jako celnik
      pracowała. Bo dokładnie takie teksty rzuca: A dokąd się Pani wybiera? A co tam
      Pani kupiła?
      Echhhh
      Fajnie by było mieć choć jednych fajnych sąsiadów w naszym wieku. Ale tu same
      starsze osoby mieszkają. Jedyna zaleta to brak imprez z głośną muzyką.
      A to się wyżaliłam
      Pozdrawiam tych którzy doczytali moje żale do końca smile
      • e_madziq Re:Do mamydwojga i nie tylko... 27.09.04, 09:20
        Witaj,
        jeżeli chodzi o sąsiadów to wierz mi wiek nie ma zadnego znaczenia ( no
        prawie). Ja mam wspaniałych sąsiadów właśnie w wieku moich rodziców, no może z
        5 lat młodsi. Syna mają 2 lata młodszego ode mnie ale jakoś tak wyszło, ze to
        właśnie z nimi utrzymujemy kontakt. Czesto nas zapraszają, my do nich też
        zagladamy, przeważnie na herbatke, winko lub coś mocniejszego. Naprawdę
        przesympatyczni ludzie. Obydwoje uwielbiają naszego synka, który zawsze gdy
        przechodzi koło ich drzwi to wali (dosłownie) pieścią i zaraz któreś z nich
        uśmiechnięte otwiera. Wtedy mały wyciąga rekę na przywitanie i dawaj do
        środka!! Już kilka razy maluch zniknał mi na kilkanaście min. w domu sąsiadów a
        jak szłam po niego to miał takie szczęście w oczach, ze moze u sasiada
        pobaraszkować. Sasiad ma niesamowite podejscie do dzieci.

        I tak dla odmiany pod nami mamy sąsiadów w tzw. naszym wieku i zero kontaktu,
        tacy gburowaci i nieprzyjemni, ze szkoda pisać.

        Spróbujcie złapac kontakt z tymi "starszymi" ludźmi, do knajpy pewno razem nie
        pójdziecie, ale warto zawrzeć bliższą znajomosc.
        A śmierdziuchów szczerze wspólczuję. Trzy lata temu jechałąm na wycieczkę do
        Hiszpani i miałąm przyjemnosć siedzieć - naście godzin za takim osobnikiem.
        Dobrze, że cierpię na chorobe lokomocyjna, to moje samopoczucie było niejako
        wytlumaczalne.

        Pozdrawiam, Magda
        • neospasmina Re:Do mamydwojga - tylko! 30.09.04, 22:43
          Gonia,
          no to co Ty mi nic nie mówisz, ze się tak męczycie?
          Rzucaj tych gnojarzy i przeprowadzaj się do Warszawy- mam duże mieszkanie,
          jakoś się pomieścimy.
          Wiem dobrze, co to znaczy śmierdziel na klatce. Miałam (na starym mieszkaniu)
          takiego nad sobą. Załatwiał sie do wanny i któregoś pięknego dnia (a raczej
          noc - z soboty na niedzielę, oczywiście) rura odpływowa nie wytrzymała i
          wszystko wytrysnęło u nas w łazience. Żyć nie umierać, ehhh...
          • mamadwojga Ulaszku.. 01.10.04, 07:50
            Kto wie co może wyjść z tą Warszawą smile
            Na razie unikam śmierdzieli jak mogę. Zawsze kontroluję żeby ich nie spotkać.
            Ostatnio zobaczyłam że ich córka sprzedaje tosty w takim sklepiku. Oj NIGDY tam
            nic nie kupię.....
    • koleandra Bea bea!! 24.09.04, 08:47
      Bea, weź no mi tej sąsiadki pożycz... Ja siedze w domu, żadko kiedy ktos do
      mnie przychodzi... mało osób tu znam, mieszkam niedługo. A sąsiedzi? Sąsiedzi
      to jacyś awanturnicy...

      Więc taka sąsiadka by mi się przydała...
      • koleandra P.S. 24.09.04, 08:54
        ...a jeszcze jakby prezenty przyniosła....!!!
      • umasumak No i masz babo sernik z rodzynkami ;)) 24.09.04, 08:59
        koleandra napisała:

        > Bea, weź no mi tej sąsiadki pożycz... Ja siedze w domu, żadko kiedy ktos do
        > mnie przychodzi... mało osób tu znam, mieszkam niedługo. A sąsiedzi? Sąsiedzi
        > to jacyś awanturnicy...
        >
        > Więc taka sąsiadka by mi się przydała...

        I jak tu tym ludziom dogodzić.... wink)
    • iwles Re: Też o sąsiadce :) 24.09.04, 08:58
      He, he..........
      przypomniało mi sie, jak byłam kiedyś w odwiedzinach u koleżanki, a tu za
      chwilę: puk, puk....
      Cały wieczór przesiedziałyśmy po ciemku, bo to "puk, puk" - było co parę
      minut smile
      .... i ona, ta moje koleżanka, mówi, że ma tak codziennie........... smilesmilesmile
    • devil1981 Poczytajcie o mojej sąsiadce!!!! 24.09.04, 09:57
      która jak się wprowadzała to była normalna, a potem na skutek pewniej tragedii
      życiowej to jej sie poprzestawiało.
      Pani ta jest po studiach muzycznych, ma córke, i męża ( poznała go w
      psychiatryku). Ogólnie jest nieszkodliwa i nie boimy się jej ale
      dziwna...Chodzi w takich powłóczystych sukniach, do każdej sukni ma pod kolor
      kawał szmaty który zawiązuje sobie na głowie oraz szmaciane sandały. Pierdzi w
      towarzystwie, np. idąc z nami po klatce, raz na parterze pod skrzynkami zrobiła
      kupę.
      Jej mąż też nie jest zbyt normalny, jak ludzie idą do kościoła to on klęczy
      przy chodniku.Wiem też ze robią awantury w rejonowej przychodni lekarskiej koło
      nas. Co chwila zmieniają lekarzy, a sąsiadka gania i wyzywa pielęgniarki bo
      niby jej męża chcą odbić.
      • jasmina251 Re: JAk nie deszcz to gradobicie :-) 24.09.04, 11:04
        Ja mieszkam w klatce w której jest około 30 mieszkań.Jest to splot ludzi o
        róznych charakterach i kulturze.
        Pani 1)Jest lekko nawiedzona bo w czerwcu w zimniejsze dni chodzi w sandałach i
        kożuchu.Czasem ni z tego ni z owego otwiera nasze drzwi i mówi żę już cieplutko
        bo właśnie zaczęli grzać(nauczyłam sie przez to zamykać drzwi)Natomiast na
        drugi dzień pyta sie mojego męża przy domofonie "a pan to do kogo?"Ostatnio
        pobiła rekord w spostrzegawczośći-zapukała do mnie a gdy otworzyłam to
        polemizowała ze mną że ona chce rozmawiać z właścicielką mieszkania-a że ja to
        na pewno jestem jej siostrą
        Pani 2)Jest kaleką -karzełkiem i co pewnien czas pzrychodzi do mojego męża aby
        otworzył jej puszkę z rybkami lub pozyczyć wody przegotowanej.Teraz już nie
        przychodzi bo przegoniłam ją.Po prostu ma gronkowca w nosie i chusteczki
        centralnie wrzucała nam do wózka .
        Pani 3) Jaet bardzo miłą starszą kobietą tylko wszystko lubi wiedzieć.Gdy
        idziemy po klatce to zawsze otwiera drzwi swojego mieszkani ,mówi dzień dobry i
        zaczyn a nas przepytywać:gdzie byliśmy itp...Mój mąż mówi że nasz wózek jak
        stał na klatce to jet lepiej chronony niż ambasada kanadyjska.Jak się idzei
        wieczorem po klatce to tylko słychać odsłaniane wizjery w co drugim mieszkaniu.
        Poza tym bardzo lubię swoich sąsiadów .Pomogli mi w wielu sparawach i mogę
        zawsze na nich liczyć(oczywiśćie nie wszystkich )
        Pozdrawiam Justyna
        • fackelmannka Re: Moje dwie sąsiadki:) 24.09.04, 11:24
          Mam dwie super sąsiadeczki, jedna ma ok 30 lat - samotna- super dziewczyna.
          Ostatnio dokucza jej samotność i często płacze gdy wraca do pustego mieszkania.
          Jak sama twierdzi faceci jej się boją, tylko dlatego, że ona wszystko ma i nie
          mają jej czym zaimponować, nie wiem ile jest w tym prawdy. ruga sąsiadka to
          babcia ok 78 lat, która zawsze wysłucha, doradzi. Mówię do niej po prostu
          babciu i traktuje ją jak swoją babcie.
          • utalia Re: Moje dwie sąsiadki:) 24.09.04, 12:35
            Bea no to bardzo ci sie milo wymsknelo, prosze o jeszcze. I co poskutkowalo?
            Utalia
    • joasiik25 Re: Też o sąsiadce :) 24.09.04, 12:52
      Joasiik25 - podpiąć
      Wypowiadam się tu ostatni raz, chcialam poinformowac osoby, ktore notorycznie
      wypowiadaja sie na moj temat, ze nie sa bezkarnii i zaczelam robic cos w tej
      sprawie. Publiczne oczernianie jest przestepstwem, a forum nie jest anonimowe.
      Moze faktycznie pozostawialam po sobie niemile wrazenie, za co serdecznie
      przepraszam, jednak ludzkie emocje sa silniejsze. Jednoczesnie nie zywie do
      nikogo urazy, toleruje wszystko oprocz nagonki na swoja osobe. To tyle w
      kwestii wyjasnienia.

      zobaczymy co powiedza osoby, ktore zostaly przez przypadek wplatane w igraszki
      takiej osoby jak ta, ktora zalozyla ten post.

      --
      gra w tygrysa
      jest trudniejsza
      od oswajania cymbałów

      • bea.bea Re: Też o sąsiadce :) 24.09.04, 16:28
        jeś;li piszesz o mnie i o miom poscie , to powiem ci szczerze...masz racje
        ostrzegając dziewczyny przedemną.....
        jestem notoryczną mącicielka i intrygantką.... do tego obrzydliwa klamczucha...
        a ci którzy sie ze mna zadają zwykle źle kończą....

        posiadam niesamowity sposób na to by mącic... kombinować i mścic sie.....

        rano nie zagladam do lustra ponieważ mój wzrok zabija, a ja nie jestem odporna,
        mam nawet taką specjalną nakładke na monitor, bym sie nie zobaczyła....

        nie wiem ile jeszcze jest strasznych rzeczy ze mną związanych.....ale mówie
        wam ....słuchajcie kolezanki, bo bedziecie miec przekichane......

        a moze to moja sąsiadka smile)))
      • bea.bea Re: Też o sąsiadce :) 24.09.04, 16:31
        aaa...zapomniałam ...joasia zadawała się ze mna i od razu jedno "i" jej
        zginęło.....nie powiem gdzie schowałam smile)
        • mayessa Próbowałaś tego co utalia... 24.09.04, 16:41
          wymyśliła?Też uważam,że to świetny sposób>Pilnowanie dzieciaczka na bank
          szybciutko jej się znudzi.Jeśli jednak nadal by przychodziła to przy każdej
          okazji poproś ją żeby zajęła się chwilę dzieckiem bo np.chcesz nastawić pranie,
          wykąpać się, powiesić firanki itp. Życzę szczęścia.Wiem co to znaczy ale od
          drugiej strony tzn wizyty sąsiadki z 2 dzieci:7-letnim i
          kilkumiesięcznym.Przychodziła prawie codziennie w końcu jej własny mąż ją
          pogonił.
    • black_coffee Re: Też o sąsiadce :) 25.09.04, 00:52
      A ja za to mam problem z bardzo uprzejmą i kulturalną sąsiadką, która jednakże
      ma słuch nietoperza i wrażliwość pergaminu. Przychodzi do nas prosząc o ciszę,
      bo jak twierdzi specjalnie rozsypujemy śrubki, przesuwamy meble, prosi o
      nieszuranie nogami (mieszkamy z mężem sami, wracamy późnym wieczorem do domu).
      Dodam jeszcze, że my nie słyszymy nic, co dzieje się u innych sąsiadów -ściany
      nie są takie cienkie. Raz przyniosła nam peta zawiniętego w chusteczkę (wyjęła
      go ze swojej torebki, jak się później okazało nosiła go dosyć długo jako dowód
      rzeczowy), znalazła go podobno u siebie w kuchni a przyszła poprosić, żebyśmy
      tak nie palili - sęk w tym, że my ani nikt z naszej rodziny i przyjaciół nie
      pali i żadną miarą nie mógł ów fatalny papieros pochodzić od nas. Wcześniej
      pani prosiła żeby nie podlewać kwiatków za balkonem - ostatecznie z nich
      zrezygnowałam, ale pani i tak zabudowała balkon i nie otwiera okien, o czym nie
      omieszkała mnie poinformować, żebym chyba poczuła się winna.

      Zaczynam wpadać w lęki bo jakiekolwiek odpalenie wieczorem muzyki, głośniejszy
      śmiech, odpalona gra komputerowa z dziwnymi dźwiękami jest powodem, że pani
      stuka w kaloryfer. Znajomi się śmieją i współczują nam, ale co robić?
      Przypomnę, że pani jest bardzo miła i zawsze ma tylko małą, uprzejmą prośbę - i
      jak tu się z taką kłócić?
    • isabelle4 Re: Też o sąsiadce :) 30.09.04, 22:13
      Mojego męża kuzynka mieszka niedaleko i też często mnie odwiedza. Ponieważ
      mieszka z teściową i nie mogą się dogadać, a jej mąż pracuje, jej wizyty u mnie
      zaczynają się już o 9 rano, a kończą po 18 jak mąż wraca. Koszmar. Ma małe
      dziecko, jak ja, ale nasze dzieci mają zupełnie inaczej poustawiane dni (jeśli
      wiecie co mam na myśli). I tak moje dziecko nie mogło spać o swojej zwykłej
      porze, bo jej się wtedy darło, a kiedy jej w końcu padało, moje było już zbyt
      zmęczone żeby zasnąć, a wiec bardzo marudne i pół dnia na ręku. Nie mogłam sie
      spotkać w tym czasie z żadną z moich koleżanek, bo musiałam ciągnąć za sobą
      ogonek. Było mi głupio przed koleżankami, ale nie umiałam powiedzieć kuzynce,
      że jestem już zmęczona. Załatwiła to moja teściowa. Nie wiem jak - kuzynka nie
      odzywa się do mnie i ostentacyjnie wychodzi z pomieszczenia do którego wchodzę,
      nawet na imprezach rodzinnych. No cóż... Teraz przynajmniej mogę spokojnie
      spotykać się ze swoimi koleżankami, i nawet mam czas na posprzątanie w domu, a
      moje dziecko zrobiło sie o wiele spokojniejsze i znowu ma dzień poukładany. Uff.
    • agusiah Re: Też o sąsiadce :) 30.09.04, 22:24
      Och bea, współczuję....
      Jestem zbyt zmęczona układami z moimi sąsiadami, żeby je tu opisywać (kiedyś
      już się wyżalałam na salonie), ale będę śledzić Twój wątek - ja nie znalazłam w
      sobie dość siły, by poradzić sobie z narzucaniem się.
      Życzę więcej asertywności....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka