Ach...tak miło tu dzisiaj...no moze oprócz tych paru postów na
tematy "znane"

)
i widzę że królują sąsiedzi , więc ja też zagadne was o moją sąsiadkę z
naprzeciwka....
Jest to miła młoda osoba posiadająca jedno dziecko , samotna .
No niby miłe sasiedztwo, ale.....
ale jest u mnie dzień w dzień...
mam już serdecznie dość, tymbardziej ,że wypadam rano sprintem do pracy, po
drodze odwoże małego do opiekunki ( czasem nie zdązę rano posprzątać) wracamy
do domy koło godziny 18-19....i wtedy nie wiem w co rece włozyć...
czy sprzątać , czy obiad, czy kąpanie dzieciaka......itd,
a tu piętnascie minut i dzwonek......
ostatnio perfidnie przestałam otwierać drzwi, i chociaz czasem mały wrzeszczy
i wiadomo, że jestem , nie otwieram i już.....mąż ma klucze, a znajomi sie
umawiają wcześniej ( świnia jestem) ale normalnie nie moge....
sasiadka zarzuca moje dziecko prezetami , no niby fajnie, ale ja czuje się
zobowiązana .....chociaż mój mąz twierdzi że nie powinnam , daje bo chce, ja
nie muszę chciec dawać jej dziecku....ale to jakoś głupio.....
to naprawde miła dziewczyna, tylko brak jej troszkę wyczucia, rozumiem ją ,
zemoże smutno byc jej samej wieczorem , ale ja mam tyle zajęc, ze nie mam
czasu na gości....
i to taka historia....