Mieliśmy dzisiaj dzielnicowy jarmark/pchli targ.
Wystawiali się rękodzielnicy i wszyscy którzy , chcieli w zasadzie w sensie wyprzedaży niepotrzebnych rzeczy.
Moje dzieciaki ustawiły stoisko i sprzedawaly swoje juz im niepotzrebne ksiązki, zabawki, gry. Wybrane rzeczy tylko kompletne w bardzo dobrym lub idelanym stanie. Ksiązki 1-5 zeta(nowe odpowiednio 10-50), zabawki, gry 0,50-10 zł, zainteresownaie było wiec dośc spore.
Co mnie zakoczyło to, że chyba z 80 pocent osob przy takich cenach chce sie targowac z dziećmi, żeby nie było bylo też kilka osób które zpałacily im wiecej niz ich wycena bo uznaly, ze dzieciarnia ma za tanio
Obok dzieicaków dwa stoiska z rękodziełem i to samo, ludzie nie docecniają kompletnie ręcznej roboty a rzecyz były piękne, narzekaja, ze drogo, targują się-trochę byłam zniesmaczona jednak...