mallard
06.04.16, 14:25
Byłem wczoraj u naszych przyjaciół, którzy mają kota. Rzeczony kot ma trudny charakter, innymi słowy do milusich nie zalicza się. O głaskaniu mowy nie ma. Jako kociarz (bierny, obecnie nie posiadamy, - może na emeryturze?), rozumiem i szanuję to, więc z łapami się nie pcham, ale zawołać z daleka kici kici chyba kurde mogę, nie? To właśnie wczoraj uczyniłem, wyciągnawszy przyjaźnie prawicę. W tym momencie od zwierzęcia oczekiwałbym postawy: nie lubię - nie podchodzę i już. Ale nieee, zaraza podeszła, powąchała mą przyjazną dłoń i... jak nie przywali! Ślad po pazurze jest, a jakże.