maesstra
07.04.16, 09:46
muszę się wyżalić bo czuję się jak zbity pies normalnie. Mam córkę w 1 klasie sp, która jest bardzo ruchliwym, gadatliwym, z zaburzeniami koncentracji, upartym dzieckiem, ciągle wpadającym w konflikty z nauczycielami. Już brak mi sił w tłumaczeniu, według mnie nie działają kary bo musiały by być bez końca, nie działają pochwały. Im bardziej staram się w tłumaczeniu prośbach tym, uwag jest więcej. Ostatnio nauczyciele i wychowawczyni przyjęli taką strategię że wpisują uwagi. Wcześnie kontakt był bezpośredni, mailowy w sumie różnica niby żadna bo komunikaty podobne, a jakoś gorzej się z tym czuję. Chciałabym żeby moja córka odbierana była jako fajny, życzliwy, wychowany dobre zachowujący się człowiek, a nie potrafię tego sprawić. Córka ma niskie poczucie własnej wartości, a równocześnie bardzo chce zwrócić na siebie uwagę, być w jej centrum, wobec czego zaczęłam ją namawiać na konkursy. Bierze w nich udział nawet chętnie, ma małe sukcesy, ale choć się z tego cieszy, zachowuje się nadal źle. Wychowawczyni zaś wprost prosi o wyciąganie konsekwencji i karanie za uwagi, a tu uwaga za uwagą. Dzisiaj na pierwszej lekcji kolejna. Byliśmy u psychologa który właśnie ocenił że córka będąc dzieckiem z zaburzeniem koncentracji i nadpobudliwością ma marne szanse na to aby w szkole wzmocnić poczucie swojej wartości bo właśnie ciągle będzie mieć te negatywne sygnały: nie gadaj, siedź cicho, nie wierć się, pisz itd i koło się zamyka. W szkole są zasady i trzeba się do nich stosować, ja też rozumiem nauczycieli. Chcą prowadzić lekcję a tu się nie da. Ja się bardzo staram i to mnie frustruje, taka bezsilność. Nawet nie mam ochoty na rozmowy z nauczycielami... Po tych rozmowach miałabym tylko ochotę sprać tego dzieciaka albo go wypisać ze szkoły. Wygadałam się. Jak sobie poradzić żeby nie zwariować nie wykończyć dziecka i siebie?