ophelia78
14.04.16, 21:33
Mam syna w 1 kl.SP. Zwykła rejonowa podstawówka w centrum miasta; ok, niezła, z dobrą opinią; dużo dzieci spoza rejonu (czytaj: dowożone). I zostanowiło mnie pewne zjawisko: cała masa rodziców nosi za dzieci tornistry. Rzecz jasna, mowa raczej o klasach 0-3, gdzie rodzice jeszcze dzieci do samej szkoły odtsawiają. Oczywiście nie wszyscy, ale myślę, że lekko licząc połowa... Idzie dziecko, obok mama/tata/babcia, i co? i tornister niesie rodzic. Rozumiem,że dzieci z rejonu mają blisko, więc bez przesady, te kilkdziesiąt, nawet kilkaset metrów chyba dziecko może nieść tornister? te dowożone - parking jest minutę drogi od szkoły. Szkoła bierze udział w akcji "lekki tornister" - dzieci naprawdę większość rzeczy trzymają w szkole (buty na zmianę w szatni; książki w klasie) - mój syn nosi 2 zeszyty ćwiczeń i 3 zeszyty 16kartkowe + piórnik i sniadaniówkę. Rozumiem, że dziecko chore / ręka w gipsie / niesie jakąś przestrzenną pracę plastyczną - ok, rodzic poniesie tornister. Ale w innym przypadku...? no nie kumam zjawiska.
Mimo że sama jestem mamą jedynaka, z lekką tendencją do rozpieszczania, ale jednak staram się nie hodować "księcia pana".