e-kasia27
12.06.16, 01:54
Babcia się nudzi i często to mówi, że jej nudno, że nie ma do kogo mówić itp.itd.
Babcia zawsze była bardzo gadatliwą osobą, mogła nawijać, bez ładu i składu, cały dzień bez przerwy. Teraz pomimo bardzo zaawansowanego otępienia też jej ta chęć gadania została, ale nie bardzo ma do kogo, bo ja ani nie mam czasu cały dzień z nią siedzieć w jej pokoju, ani nie mam specjalnej ochoty słuchać po tysiąc razy tego samego, a męża, mojego, czyli jej syna nie ma w domu od rana do 18 - 19. Problem jest też w tym, że nawet, jak się z nią "rozmawia", to wystarczy na chwilę zniknąć jej z oczu, a ona o tym natychmiast zapomina i znowu się nudzi, bo przecież cały czas siedzi sama.
I tu mam pytanie, czy nasze dzieci, a jej wnuki powinny, według was, poświęcić swój czas na dotrzymywanie babci towarzystwa?
Najstarsza córka próbowała, ale powiedziałam jej, żeby sobie tym nie zawracała głowy. Reszta się do tego wcale nie pali, bo mają babcię w nosie i gdyby to od nich zależało, to oddali by ją do domu opieki.
Babcia nigdy dobrą babcią nie była, nawet można powiedzieć, że w ogóle babcią nie była.
Jak wpadała do nas na dzień, lub dwa, dwa razy do roku, to spędzała czas, na opowiadaniu o tym, co u JEJ rodziny, albo na tratowaniu przez cały dzień ogrodu, tzn ona uważała, że wyrywa chwasty, kopie, okopuje itp.itd., czyli nam pomaga, ale po takim pomaganiu grządki wyglądały, jak po przejściu huraganu, a rośliny potrzebowały potem miesiąca, aby dojść do poprzedniej formy, tak były zmaltretowane, ewentualnie sprzątała mi mieszkanie - zamiatała, na kolanach, przy użyciu takiej małej szczotki ze śmietniczką wszystkie podłogi, myła szmatą, też na kolanach, bo przecież odkurzaczem, ani mopem to się tak porządnie nie posprząta, a jak syn chciał żeby się z nim pobawiła, to było, zaraz, zaraz, tylko posprzątam. Ale zanim posprzątała, to on już spał, a rano babcia musiała już jechać do SWOICH, więc obiecywała, że jak przyjedzie następnym razem, to się pobawi.
Nigdy nie kupiła dzieciom żadnego prezentu(czasem, gdy do niej pojechaliśmy, to dała dzieciom po 50zł), nigdy z żadnym dzieckiem się nie pobawiła, nigdy z żadnym nie rozmawiała o jego sprawach, co najwyżej opowiadała im o "swoich" dzieciach( a nasza Zosia, to to, a nasz Boguś to tamto...) Teraz nawet nie wie, że ma jakieś wnuki, mówi do nich na pani, pan. Za to bardzo dobrze pamięta wszystkie dzieci swojego rodzeństwa i ich dzieci (pięciorgiem z nich zajmowała się stale, gdy ich rodzice byli w pracy, zaprowadzała do przedszkola, szkoły, spały u niej, szyła, przerabiała, naprawiała ubrania, mieszkały u niej przez wiele lat). Ciągle o nich mówi, mnie nazywa ich imionami, co bardzo wkurza mojego męża, bo on też zawsze przegrywał w starciu z młodszym rodzeństwem matki i ich dziećmi. Już jako 8-10-latek całymi dniami siedział sam, w domu, sam sobie gotował, sprzątał, sam szykował się do szkoły, bo mamusia musiała pomagać SWOJEJ rodzinie.
Babcia nigdy nie wyrażała chęci zamieszkania u nas na starość, zawsze mówiła, że Asia i Basią się nią zajmą, to córki jej sióstr, ale niestety, jak Asia i Basia zobaczyły, że nie dość, że ciocia już nie pomaga, to jeszcze cioci trzeba myć obfajdaną de, to zadzwoniły po mojego męża, żeby przyjechał i ją zabrał natychmiast, bo one sobie nie dają rady.
Obie były wspomagane finansowo przez ciocię.
Basia była bardzo biedna, bo ją facet zostawił i sama musiała dzieci wychowywać, z jednej pensji, a jej rodzice nie żyli, więc trzeba było jej dodawać.
Asia mieszkała w mieszkaniu cioci, przez wiele lat, najpierw sama, bo studia w mieście, potem z dziećmi i mężem, bo ją nie stać na kupno mieszkania, oczywiście za darmo, bo przecież od rodziny nie honor brać pieniądze.
Dziećmi obu ciocia się zajmowała, przy czym dziećmi Basi więcej, bo Basia cały czas pracowała.
Asia przeważnie nie pracowała, za to od ponad 10 lat rządziła emeryturą cioci, bo ciocia bała się wychodzić z domu. Emeryturą przewyższającą kilkakrotnie to, co w chwilach pracowania była w stanie zarobić więc w sumie po co miała pracować?.
Była bardzo rozczarowana, że mąż razem z mamusią zabrał też jej kartę do bankomatu i powiedział, że jak chce dalej mieszkać, to ma sama płacić wszystkie opłaty za mieszkanie i że jak nie będzie płacić, to ją wyrzuci z mieszkania.
Ze względu na tę emeryturę i mieszkanie miałam cichą nadzieję, że Asia będzie się ciocią opiekować do końca i że na mnie ta przyjemność nie przejdzie, ale tak się jednak nie stało.
Przez cały czas, jaki babcia jest u nas, ani Basia, ani Asia, ani nikt inny z JEJ rodziny(a sporo ich jest, bo babcia z wielodzietnej rodziny i wszyscy oprócz babci też mieli po kilkoro dzieci), nawet nie zadzwonił, żeby się choć zapytać o jej zdrowie. My do nich też nie dzwonimy, bo i po co?