rycerzowa
13.06.16, 00:49
Nie, nie będzie to o dramacie braku pierwszych klas.
Jak się okazuje - ok. 30% sześciolatków jednak pójdzie do szkoły, co z dziećmi odroczonymi pozwoli na otwarcie pierwszych klas w większości szkół.
Chodzi mi o ten następny rocznik, przyszłoroczne pierwsze klasy.
Czy nie będzie "pusty" intelektualnie?
To znaczy - czy nie zabraknie w tych klasach specyficznych "drożdży", jakimi są dzieci zdolniejsze od przeciętnej, które ciągną do góry całą klasę, przy których przeciętniacy rozkwitają?
Przykład - przedszkolna grupa wnuczki, 25 dzieci. Do szkoły idzie ósemka, najbystrzejsze dzieciaki. W grupie, która zostaje w przedszkolu, tylko o jednej dziewczynce mówi się, że "nad wiek mądra". Reszta - zwykłe, przeciętne dzieci, bez zaburzeń, ale i bez widocznych uzdolnień.
Czy brak tej zdolniejszej ósemki nie odbije się na ich rozwoju?
Czy brak licznej zdolniejszej grupy - przez cały okres edukacji - nie wpłynie na mniejsze szanse tych dzieci? Jednostki się może trafią, ale tylko jednostki.
Przy wyborze szkoły dla dziecka, najczęściej kierujemy się jej poziomem, czyli dobra szkoła to taka, gdzie są dobrzy, zdolni uczniowie.
Czy nie jest tak, że w tym roku, pozostawiając dziecko w zerówce, fundujemy potomstwu przeciętniactwo niemal na całe szkolne życie?
Bo dzieci zdolne, ogarnięte, emocjonalnie zrównoważone - raczej pójdą do szkoły.