Specjalistki od żywienia - da się? Czy wysiądą mi nerki, trzustka, wątroba i co tam jeszcze, a mięśnie same się zjedzą?
Nie, żeby specjalnie. Ostatnio jakiekolwiek dodatki (kasze, ryże, makarony, pieczywo) mnie odrzucają. Ujdzie pęczak jako dodatek do zupy jarzynowej/krupniku, ale to by było na tyle. Żywię się warzywami, białkami, sporo tłuszczy roślinnych. Nie jestem wyczynowym sportowcem, ćwiczę przeciętnie i raczej mało forsująco (pilates, ostatnio NW), sporo roweru, ale też nie bardzo forsująco.
Acha - prostych cukrów też jem ograniczoną ilość, bo nie przepadam za słodkim smakiem (słodyczy prawie w ogóle, z owoców - szklankę soku dziennie).
Da się? Czy jednak od czasu do czasu coś w siebie wmusić?