Zaczęłam pisać odpowiedź w sąsiednim wątku nt najbardziej wkurzających zachowań gości, ale jednak postanowiłam przenieść moją odpowiedź do nowego wątku z prośbą o Waszą wypowiedź.
Mam w towarzystwie jednych takich spóźnialskich, którzy nawet na urodziny swojego dziecka organizowane w lokalu dla sporej gromadki osób potrafili spóźnić się o godzinę. Wchodzili jakby nigdy nic, "no bo dziecko"... Zresztą jest to stały argument od dłuższego czasu. Dziecko (jedynaczka) w pełni zdrowe, z okresu niemowlęcego wyrosło już dawno, ale powodem spóźniania nadal jest drzemka, jedzenie małej itp. itd.
Drugi spektakularny przypadek to spóźnienie się o prawie godzinę do sali zabaw na kolejne urodziny ich dziecka.
Co Wy na to? I jak zareagowałybyście w takiej sytuacji? Ja przyznam się żałuję, że zachowałam w jednym i drugim przypadku spokój i na ile byłam w stanie pogodę ducha, dla dobra dziecka, bo to jej impreza. Zastanawiam się, czy normalny człowiek nie powinien się obrócić na pięcie po kwadransie studenckim i po prostu wyjść z lokalu/bawialni?
Jestem ciekawa Waszych opinii
W ostatnim czasie znajomi znaleźli sposób na załagadzanie swojego spóźnialstwa i wysyłają smsy informujące, gdzie się aktualnei znajdują, kiedy już powinni być oczywiście na miejscu spotkania. Mało mnie to urządza, bo nie całkiem fajnie oczekuje się na kogoś w towarzystwie własnych dzieci.