Dodaj do ulubionych

Przygody z własnego i cudzego wesela... :)

25.08.16, 19:00
Tak sobie czytam o bezczelnych znajomych i przypomniało mi się co nas spotkało na naszym weselu... ;p Może i wam się uleje ? ( z przymrożeniem oka, ale wtedy mnie krew zalała) :

Na nasze wesele nie przyjechało kilka osób, zatem były (niestety wolne miejsca)...
Tak się złożyło, że na naszym weselu (nic dziwnego) była moja matka chrzestną z mężem dorosłą córka i synem i os. tow. Zbieg okoliczności, ze owa córka miała serdeczną koleżankę z którą mój mąż miał kiedyś kilkomiesięczny związek... No i co wymyśliła córka chrzestnej ? Otóż przyszła do nas (w zasie zabawy) i powiedziała, że skoro są wolne miejsca, to czy była mojego męża i jeszcze dwie koleżanki mogą przyjść pobawić się u nas na weselu ??? Bo jest taka ciekawa , a dziewczyny już się naszykowały... (sic!)
Powiedziałam, żeby walnęła się w głowę i jak ma ochotę, to możne wyjść z wesela i iść na jakieś balety ze swoimi koleżankami. Maż nie mógł wyjść ze zdumienia na taką bezczelność i poparł moje stanowisko... wszystko słyszała jej matka a moja chrzestna. Ale jej się oberwało.... Była purpurowo-fioletowa. A koleżanki czekały już na zewnątrz lokalu !

O drugiej piekielnej sytuacji wam nie powiem, bo mi nie uwierzycie...
A syt. się działa nie na naszym weselu , tylko było to wesele naszej (a raczej męża) wieloletnie koleżanki i jej drugiego męża smile
Obserwuj wątek
    • paniusiapobuleczki Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 19:03
      Opowiedz, opowiedz. Nie daj sie prosić.
    • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 19:07
      Dawaj smile
      • raczek47 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 19:35
        Opowiadaj niedobra kobieto,nie ma jak "smaczne" historyjki.których się słucha przy piwku 😉
    • ichi51e Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 20:01
      Kolega pana mlodego podczas walki o krzesla ( w sensie gry towarzystkiej) znokautowal kopniakiem kuzynke panny mlodej.
      • ga-ti Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 21:40
        smile czarny humor
        • ichi51e Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 07:43
          bylo jak w filmie kungfu bo kolega trenowal walki wschodnie. Nie wiedzielismy czy bic brawo czy tez go potraktowac. Zwlaszcza ze kuzynka byla taka typowa "walczaca o krzesla" uncertain
          • konsta-is-me Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 15:13
            Ale to celowo ja znokautowal, czy odruchowo, z rozpedu ??
            Jak pierwsze to chyba oczywiste jak go potraktowac?
            • memphis90 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 10:08
              https://sheialanipov.files.wordpress.com/2015/06/ahhhuhunagi_zps6e5e8ab71.gif?w=332&h=222
    • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 20:13
      Złapałam bukiet PM. Chwilę potem PM rzucał krawatem. Krawat niefortunnie spadł, nikt go nie złapał ani nie widział, że leży na ziemi. Stałam z tym bukietem, krawat był tuż tuż. Miałam wielką ochotę go podnieść. Chyba zrobiłam to mentalnie, zadziałało na resztę życia.
      • sanrio Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 20:19
        to znaczy?
        • jaskiereczka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:47
          Ja tez nie zrozumialam big_grin
          • morgen_stern Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 07:23
            To jest kolejna wypowiedź danaide, której nie tylko ja nie zrozumiałam. Przypadek? Nie sądzę smile
            • karme-lowa Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:07
              No, ja też nie zrozumiałamuncertain
            • rosapulchra-0 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 16:58
              A kto to jest? Nie kojarzę nicka.
          • czar_bajry Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 01:48
            proste...starą panną zostałatongue_out
        • mikams75 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:48
          moze, ze jest nadal samotna?
          • allut5 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 11:58
            Że jest sobie sama żoną i mężem jednocześnie bo faceci się nie spisali.wink
      • tol8 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:23
        Nikt nie chciał go podnieść, bo nie chcieli być postrzegani jako twoja druga połówka
        • iwoniaw Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:41
          No właśnie, z moich doświadczeń wynika, że rzuty bukietem/krawatem to są "ustawki" i oczywistym jest, że nikt tam się nie pcha, kto nie ma z założenia złapać - w parze ze swym narzeczonym/narzeczoną. Władowałaś się jakiejś kuzynce czy kumpeli w paradę, nic dziwnego, że jej facet się nie kwapił, żeby się załapać, pewnie pomyślał, żeś na imprezie z chłopem, który złapie i któremu bez sensu się wtryniać w zabawę.
          • antychreza Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:21
            No, na moim weselu miała być ustawka, wszystkie dziewczyny poza dziewczyna szwagra były "swoje" wiedziały, że będę celować w moją świadkową i grzecznie się odsunęły. Poza tą jedną, która do prawie 4 lat jest zajawiona na ślub z moim biednym szwagrem. W każdym razie, wycelowałam, rzuciłam i obejrzałam się za siebie. I zobaczyłam cudo nad cudami. Moja świadkowa trzyma bukiet w garści, a dziewczyna szwagra wykonuje przed nią pięknego "szczupaka" i w ostatniej chwili łapie równowagę żeby nie upaść na twarz.
            Troche się sprawdziło, świadkowa szczęśliwie zaręczona, a szwagier dalej udaje że nie wie o co dziewczynie chodzi.
            • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:31
              I szwagier od 4 lat nie zakomunikował pani, ze nie jest zainteresowany małżeństwem? Przyjemniaczeksmile
              • antychreza Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:43
                Nie no, jego to w sumie rozumiem, laska jest dziwna, taka over attached girlfriend. Też bym nie chciała się hajtać. No i facet miał już jedną żonę, rozwiódł się bo miała du*y na boku.
                • memphis90 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 10:10
                  Racja, dupa zdecydowanie powinna być z tyłu!
                • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 23:02
                  Laska zbyt dziwna do związku, ale dobra do kilkuletniego bzykanka... nadal przyjemniaczek, nie ma co.
            • bulzemba Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 08:42
              na weselisku mojej szwagierki była ustawka ze mną w roli głównej o czym wiedzieli wszyscy... poza mną. zdążyłam i się nawet przebrać w coś wygodnego zdecydowanie nie balowego... Śmiech był, bo muche nie złapał mój facet tylko facet kuzynki panny młodej.

              Uważam, że ten cyrk był proroczy: w poważnych momentach "kochana" rodzina mojego faceta usiłowała załatwiać sprawy poza moimi plecami, często wbrew moim interesom.
            • allut5 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:03
              u nas było podobnie, bukiet leciał do spokojnie stojącej kuzynki którą chcieliśmy wyswatać, a z boku druga rzuciła się ostrym szczupakiem i wyszarpnęła bukiet dla siebie.
              sprawdziło się, bo kuzynka nie wyszła za mąz a ta druga szybko zaaobrączkowała faceta- co prawda alkoholika, ale wiecie, żoną została big_grin


              ps. szwagra masz świnię.
              • antychreza Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 13:14
                Wiesz, cała rodzina mojego męża jest specyficzna, nie są to ludzie przesadnie szanujący zdanie i potrzeby innych. Aż dziw że mój mąż się wśród nich jako taki normalny uchował.
                Ale z drugiej strony w takich sytuacjach nie ma ofiar, są ochotnicy. Ona czeka z własnej woli, gdyby chciała, już 50 razy znalazłaby sobie kogoś z lepszym refleksem. Szczególnie że szwagier jest na stałe w Stanach, a ona na Śląsku.
      • conena Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:07
        wyszłaś za mąż sama za siebie?
      • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 19:48
        PM - panna młoda (od bukietu) albo pan młody (od krawata/u?).

        Reszty tłumaczyć nie będę, żeby nie obrażać Waszej inteligencji. Na wesele przyszłam sama. O ustawkach nic nie wiem.
        • morgen_stern Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 20:12
          Uważałam się do tej pory za dość bystrą, ale muszę zrewidować ten pogląd - nadal nic nie kumam big_grin
          • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 20:16
            Dołączę się do klubu. Wyjaśnienia jeszcze bardziej zaciemniła mój ogląd "o co chodzi". Wydawało mi się, że może o to, że do tej pory ona nie po ślubie, ale wytłumaczenie ni z gruchy, ni z pietruchy smile
            • wilowka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 20:26
              Mentalnie chyba podniosła krawat... big_grin Nie mam pojęcia o so cho big_grin
              • smoczy_plomien Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 20:28
                Chyba o to, że do dziś sama sobie partnerem.
              • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 20:32
                Tak się starała, tak starała, że nie podniosła, ale zrobiła z siebie partnera dla siebie? Coś w ten deseń? big_grin
                • smoczy_plomien Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 20:49
                  Mentalnie wink
                • wilowka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 20:53
                  Nie zapominaj, że nikt nie widział, gdzie ten krawat leży - może to ważne? big_grin
                  • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 21:11
                    No ona widziała. Zamiast mentalnie go podnosić, mogła telepatycznie kogoś zawołać. Takie przekazanie myśli jest chyba tańsze energetycznie niż podnoszenie krawata wink
                    • wilowka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 21:47
                      Oszalałaś? To przeciez wesele było- głośno. Jak by zawołała ten krawat, to by jej nie usłyszał big_grin
                    • kouda Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 21:51
                      mozna i zadac w fujarke jak zaklinacz węzy, a krawat na pierwsze dzwieki wypelznie z ukrycia i zatanczy wdziecznie
                      • iwoniaw Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 22:04
                        Mam głupie skojarzenia, zwłaszcza w kontekście weselnym big_grin
                        • wilowka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 22:19
                          Jak to zadąć w fujarkę? Przecież pisała, że sama na to wesele poszła, bez partnera... wink big_grin
        • szmytka1 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 20:40
          masz problem z określeniem swojej tożsamości płciowej albo jesteś biseksualna?
        • peonka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 20:50
          Nie obrazimy się. Tłumacz smile
          Twoje skróty myślowe są dla nas maluczkich zbyt wyrafinowane wink
          • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 03:09
            Peonka, bardzo chętnie Wam wytłumaczę, ale nie za bardzo rozumiem czego nie rozumiecie. Myślałam, że może chodzi o skrót. Ale chodzi o coś innego. Odniosłam się też do wypowiedzi z drzewka powyżej. Jeszcze gorzej. Więc może posłużę się cytatem:
            "Praca intelektualna jest dla mnie w gruncie rzeczy pracą krytyczną - krytyczną w najgłębszym sensie - i polegającą siłą rzeczy na konstruowaniu nowych metafor do myślenia, gdyż bez nich nie da się myśleć. Trzeba być jednak co najmniej krytycznym i sceptycznym w stosunku do tych, które odziedziczyliśmy, aby odblokować myślenie, wpuścić powietrze, otworzyć drzwi". Cytat z książki "Myśl to forma odczuwania" Susan Sontag w rozmowie z Jonathanem Cottem. Cudna lektura, polecam!
            wink
            • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 07:54
              Tłumaczysz więc po raz drugi i wynika z tego tylko to, że nie zajarzyłaś, że nikt nie zajarzył po prostu dramatu Twej wypowiedzi i o co w niej chodziło, tak ogólnie. Skróty typu PM w wątku o ślubach - raczej nie trzeba tłumaczyć.
              Dasz nam szansę i wytłumaczysz trzeci raz? suspicious
              • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 16:43
                Nie, jednak niewink
            • peonka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 08:26
              Pomogę Ci. Chodzi nam o fragment "Chyba zrobiłam to mentalnie, zadziałało na resztę życia.".
              Twoja metafora, czy co tam, niestety była nieczytelna.
              W krótkich żołnierskich słowach nam powiedz, jak to zadziałało na resztę życia. Zostałaś sama? Wyszlas za mąż? Masz złamane serce? Jesteś lesbijka, czy bi?
              • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 08:30
                No i popsułaś zabawę. Teraz nie będzie mogła się tłumaczyć, że nie rozumie, czego nie rozumiemy smile
                • peonka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 08:37
                  Pewnie tak smile Jednak to ostatnie "wyjaśnienie" podniosło mi ciśnienie wink

                  • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 08:51
                    Ja tam stwierdziłam, że bełkotu rozumieć nie muszę, to i nie rozumiem, takie moje prawo smile
              • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 16:47
                W krótkich, niekoniecznie żołnierskich słowach: coś Wam broni zrobić małą kwerendę? Wywali Wam jakiś aspekt mojego życia. Może się nasycicie.
                • dzikka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 14:04
                  dziewczyno, ja znam podobna osobę, uduchowiona, oczytana itd. Naprawdę łatwiej czasami powiedzieć wprost, czy do baby czy do faceta. Inaczej to zawsze będziesz trzymać w prawej ręce bukiet a w lewej "mentalnie" krawat. Nieważne czy to znaczy że jesteś sama czy samotna. Mnie już zmęczyłaś/znudziłaś.
            • morgen_stern Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 08:40
              OJP, wszystko jasne - ty po prostu nie potrafisz konstruować jasnej, czytelnej wypowiedzi na temat najprostszej sprawy i myślisz, że brzmisz przez to szalenie intelektualnie. Naprawdę, nie jesteś jedyną na forum, która czytała Sontag, więc poczucie wyższości nieuzasadnione.
              Ponadto każdy normalny człowiek po tylu sygnałach "nie rozumiem, o czym piszesz kobieto" wziąłby się w troki i spróbował uprościć wpis, mnie by się na przykład głupio zrobiło, że tak bredzę, że mnie ludzie nie rozumieją, a ty robisz bardziej niż czytelne aluzje do ludzkiej inteligencji i rzucasz wymóżdżonym cytatem, który ma świadczyć o tym, o ile poziomów przewyższasz intelektualnie ematkę. Piszemy ci jak krowie na rowie, co jest niejasne, a ty swoje. Przyjmij więc do wiadomości - nie, nie jesteś tytanem intelektu niezrozumianym przez maluczkich, po prostu bredzisz.
              • memphis90 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 10:14
                Cóż, mnie tam w szkołach uczono, że dobry mówca/pisarz to taki, którego rozumie największy idiota, a nie taki, przy wypowiedzi którego baranieją najtęższe profesorskie głowy, usiłując rozgryźć sens wypowiedzi...
              • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 16:59
                Może nie potrafię. Może nie jestem tytanem intelektu/dobrym mówcą/dobrym pisarzem.
                Może po prostu tak mówię. Może tak postrzegam świat.
                No i?

                Nie piszecie "jak krowie na rowie". Stosujecie cały wachlarz drobnych przytyków i złośliwości. Przeżyję. I wiesz co? Był taki fajny wątek o kłótliwości. Ja się jej powoli oduczam właśnie dzięki forum. Nie potrafię się nawet porządnie takim czymś przejąć.
                • peonka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 17:21
                  O matkoooo! Ale po co masz się przejmować? Przecież tak sobie gadamy smile nie chcemy żadnych kwerend przeprowadzać, prosimy o wyjaśnienie jakiejś tam anegdoty, a nie o spowiadanie się z życia!
                  Gdybyś odpowiedziała od razu normalnie, a nie cytatem, nie byłoby tego tematu.

                  Dodam coś jeszcze. Mam znajomego w realu, który właśnie ma taki zawiły sposób pisania i mówienia, czasem w ogole nie wiem, o kim i o czym on mi opowiada. Przyznam, że męczy mnie to i unikam rozmów z nim, choć to bardzo miły, pomocny facet. Może więc warto przemyśleć, gdzie następują szumy w komunikacji i postarać się je wyeliminować?
                  • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 18:07
                    Zdefiniuj "normalnie". big_grin
                    • morgen_stern Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 18:17
                      Czyli ciebie po prostu nie interesuje, co ludzie do ciebie mówią, jaki masz odbiór i czy da się ciebie zrozumieć. Można i tak.
                      • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 23:17
                        Do mnie - owszem. O mnie - coraz mniej. Zwłaszcza jeśli z tego co mówią nie mogę wyciągnąć żadnego wniosku do realizacji. Mam znajomego, który robił szkolenia z komunikacji - jak mnie na czymś złapie to mi to klarownie wyjaśnia. Ale takie uwagi typu: "nic nie rozumiem!" albo "jakaś nienormalna jesteś" (nie żeby to padło tutaj, ale brzmi znajomo) - jak ja niby mam się do tego odnieść?
                    • peonka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 18:23
                      Dam Ci przykład wypowiedzi, które zrozumie zapewne 99,9% ludzkości: "podniosłam ten krawat i chyba przynioslo mi to pecha, bo do dziś nie wyszłam za mąż, a chciałam" albo "podniosłam ten krawat, i wszyscy się na mnie zaczęli gapic, bo okazało się, że miał go złapać swiadek". Coś w ten deseń. Tak, żebyśmy zrozumiały, w jaki sposób mentalne podniesienie krawata zadziałało u Ciebie na resztę życia.
                      Tak naprawdę to chyba nikt tu się nie będzie ekscytował tym, czy masz męża czy nie,czy żonę czy kogo tam. Chodzi o to, że napisałaś anegdote z niezrozumiałą puentą, i tyle.
                      • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 23:30
                        No tak. Tylko ja chyba rzeczywiście się w taki sposób nie komunikuję. Metafora pozostawia jakieś niedopowiedzenie, tajemnicę, mi to odpowiadawink. Nie nazwałabym tego pechem ani dramatem, bo nigdy nie chciałam wyjść za mąż, a dlaczego - dotarło do mnie dopiero niedawno. To był ślub koleżanki ze studiów, były rodziny państwa młodych, znajomi. Nikogo nie znałam, nie wiem wiem co tam się miało okazać. Drugi ślub na jakim byłam w życiu, zresztą jeden z nielicznych. A o ustawkach do tego wątku nie słyszałam.
                        • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 28.08.16, 12:55
                          I postanowiłaś nas uraczyć niedopowiedzianą anegdotą. No super, ale po co? Żeby się ponapawać własnym pisaniem? Piszesz celowo, żeby ktoś Cię nie zrozumiał, jest to jakiś styl, tylko jaki?
                          • kotradykcja Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 09:07
                            "I postanowiłaś nas uraczyć niedopowiedzianą anegdotą. No super, ale po co? Żeby się ponapawać własnym pisaniem? Piszesz celowo, żeby ktoś Cię nie zrozumiał, jest to jakiś styl, tylko jaki?"

                            No właśnie chciałam zadać to pytanie.
                            Rozumiem żarty w stylu "bo ma jedną nóżkę bardziej", owszem, bawią mnie.
                            Ale napisać "wyobraźcie sobie, poszłam do sklepu kupić mleko i wydarzyło się coś niebywałego..."
                            a na pytanie "i co dalej?" odpowiedzieć "chyba jesteś jakaś nierozgarnięta, że nie jesteś w stanie zrozumieć, a w ogóle to tak fajnie zostawić miejsce na własną interpretację, wiesz, takie coś niedookreślonego, tajemniczego..."
                            jednak wprawia mnie w stupor.
                            Po cholerę w ogóle cokolwiek pisać? Aby zaistnieć?
                            • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 11:26
                              Myślałam, że forum to takie miejsce, gdzie wymieniamy się własnymi myślami, poglądami, dzielimy historiami, nawet jeśli nie są to Historie przez duże H. Zgodnie z własnym postrzeganiem świata, interpretacją. Albo w takiej formie, w jakiej coś wryło się w pamięć. Choćby jako impresja, symbol.
                              Się pomyliłam?

                              Emama - śmietnik, że ojezusicku, każdy może wybrać co mu się tam podoba - albo nie podoba - i dopisać. Czepiłyście się czegoś, co Wam się nie podoba. Życie jest sztuką wyborów. Wasze życie, Wasze prawo. Nie, nie mam dla Was sitcomowej anegdotki. Po prostu nie mam. Bo jedną nóżkę ma bardziej? Tego z kolei ja nie łapięwink

                              Piszę, by się czymś podzielić. Tym co mam. Dlaczego piszecie Wy? Z nudów? Z chęci dowalenia komuś? A może też chcecie się podzielić swoją impresją, że nie rozumiecie, a tak bardzo chciałybyście wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi i go zrozumieć?
                              W to ostatnie jakoś szczerze wątpię.

                              Nigdy nie pisałam, że jesteście nierozgarnięte, że nie rozumiecie, no ale interpretacja to sprawa osobnicza. Po prostu czasami nie ma nic do rozumienia, ponad to, co jest. Zresztą nie o rozumienie tu chodzi. Wy chcecie czarno-białej historii, w której wszystko jest odkodowane i ma czytelne zakończenie: zabił A, złapał go X, A dostał wyrok Y i siedzi w Z. Oburzacie się, jakby Wam serial przerwano w najważniejszym momencie i teraz musicie czekać tydzień, aż Wam puszczą kolejny odcinek - no ale ma tego chłopa czy nie ma?!

                              Nie wiem, może na tym polega... komunikacja. Ale nudawink
                              • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 11:33
                                Ale ta historia bez wyjaśnienia, jak się kończy, jest zupełnie bez sensu. I nijak się to ma do poziomu czytających. Anegdota bez puenty. A Ty o interpretacjach. Pytanie jest o przygody z wesel. A Ty, że upadł krawat. I?
                                • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 11:39
                                  >A Ty, że upadł krawat. I?
                                  Wiesz, może w czyimś życiu krawat na podłodze jest aż taką atrakcją, taką sensacją, że pozostaje w pamięci i wymaga dawkowania napięcia przy opowiadaniu o nim po latach? Każdemu jego emocje i jego własne życie na krawędzibig_grin
                                  • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 11:42
                                    No to jak takie to emocjonujące, to tym bardziej zrozumiała powinna być nasza ekscytacja: "zarąbiście, opowiadaj dalej!" big_grin
                                    • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 11:57
                                      >No to jak takie to emocjonujące, to tym bardziej zrozumiała powinna być nasza ekscytacja: "zarąbiście, opowiadaj dalej!" big_grin

                                      Nienienie- jeśli nas to niewystarczająco ekscytuje, to pewnie mamy wyżej podniesioną poprzeczkę emocjibig_grin Ale dla danaide wyraźnie to ważna przygodasmile
                                      • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:03
                                        Dokładnie. Strach się bać, co dla Was jest wystarczająco...wink Smarzowski wysiada.
                                        • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:20
                                          Nóż w wodzie. Okno na podwórze. Krawat na podłodze. Napięcie rosnie
                                          • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:24
                                            Wiedziałam - bez krwi się nie obędziewink
                                            • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:32
                                              Niepokoi mnie, ze wydajesz się rozumieć, co piszę...
                                              • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:50
                                                Mogłabym napisać, że nie rozumiem co Cię niepokoi, ale chyba byłoby to powtórzenie.
                                                Pa, idę coś zjeść i nie powiem co...
                                                Ach, te niedopowiedzenia!
                                • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 11:44
                                  A ja o tym, że złapałam bukiet panny młodej, za chwilę pan młody rzucał krawatem, który upadł blisko mnie, więc chciałam go podnieść, oczami wyobraźni widząc siebie, z nogami do szyi w przykrótkiej sukience - z powodu tej sukienki mój ówczesny chłopak zdecydował, że nie pójdzie ze mną na to wesele - stojącą na środku sali z bukietem i krawatem. Ale może to norma na weselach - nie wiem, nie chadzam.
                                  • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 11:48
                                    To może ja spytam - czym rzucają panowie młodzi na weselach, żeby złapali to mężczyźni w nadziei na szybko ożenek?
                                    • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:01
                                      > czym rzucają panowie młodzi na weselach, żeby złapali to mężczyźni w nadziei na szybko ożenek?

                                      Najskuteczniejsza, tak na logikę, wydaje się atrakcyjna, niezbyt ciężka kuzynka pana młodegosmile Łatwo rzucić i dużo chętnych do łapania...a i ożenić się szybko można.
                                  • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 11:57
                                    1. Twój chłopak nie poszedł z Tobą na to konkretne wesele, gdyż Twoja wizja ślubu to kusa kiecka? Musieliście do siebie bardzo pasować.
                                    2. Nadal - podniosłaś ten krawat, and??
                                    • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:14
                                      1. Tak jak pisałam - interpretacja to sprawa indywidualna.
                                      2. Czytanie ze zrozumieniem - też.
                                  • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:00
                                    Ja bym podyskutowała, dlaczego mimo tych twoich nóg do szyi i minisukienki żaden z panów nie rzucał się do podnoszenia tego krawata?smile Może za bardzo emanowałaś tą niezależnością, niedopowiedzeniami i niedookreśleniami? Chociaż przy ekstremalnej mini trudno o niedopowiedzenia, raczej wszystko jest boleśnie dosłownebig_grin
                                    • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:08
                                      > Może za bardzo emanowałaś tą niezależnością, niedopowiedzeniami i niedookreśleniami?
                                      Pięknie to ujęłaś, dzięki! Cała ja!

                                      Ja to bym podyskutowała o tym, czy ten obyczaj oznacza, że fanty może złapać tylko para, a jak złapie niepara to powinna się stać parą. Myślałam, że każdy gra do własnej bramki.
                                      • iwoniaw Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:13
                                        Myślałam, że każdy gra
                                        > do własnej bramki.


                                        Ależ tak, szczególnie, jak sama nazwa wskazuje, w parze, związku, małżeństwie, rodzinie big_grin
                                        Właśnie po to dołączasz do zabawy, udziałem w której właściwie deklarujesz, że udane sparowanie i powielenie wzorca państwa młodych jest twym celem - żeby grać do własnej bramki big_grin big_grin big_grin
                                        • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:16
                                          Boszsz... Nieee! Po prostu lubiłam gry zespołowe, jak coś leciało to łapałam, a jeszcze częściej - odbijałamwink
                                        • sayyida Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:16
                                          Hmm, ja to zrozumiałam tak, że łapię bukiet po to, żebym to JA wyszła za mąż, i nie obchodzi mnie, kto złapie muchę/krawat i kto będzie jego wybranką. Nie licząc, oczywiście, zwyczajowego wspólnego tańca tych, co złapali fanty. W tym sensie jak najbardziej gram do własnej bramki.
                                          • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:19
                                            Ale z uwagi na ten wspólny taniec niektórzy starannie sprawdzają, kto złapał wcześniejszy fant
                                            • allut5 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:40
                                              Tak, to czasem widać na weselach, jeśli jest grono młodych znajomych i atrakcyjna dziewczyna za którą inni wolni zabiegają, to walka o krawat bywa ostrawink. Jeśli na weselu jest większośc par, to na ogół starają się łapać parami, no bo co to za atrakcja z kimś obcym tańczyć gdy własna narzeczona nie złapała a uważnie patrzy tongue_out
                                              Kiedyś na weselu bukiet złapała dziewczyna delikatnie rzecz biorąc niezbyt urodziwa, która całe wesele przesiedziała z rodzicami, duża wzrostem i masą i do tego nieśmiała, a krawat złapał chłopak który jej do ramienia sięgał i stan trzeźwości miał wątpliwy. Wcale nie wyglądała wcale na szczęśliwą, że musi z nim jakieś rytualne tańce na środku sali uprawiać... wink
                                          • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:21
                                            Czy ja z kimś tańczyłam? Czy ja z kimś tańczyłam?
                                            Nie pamiętamwink
                                            • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:23
                                              Skoro nikt nie podniósł krawata, to i do tańca nie było komu sie rwać...
                                              • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:28
                                                Ktoś chyba podniósł... gestem skazańca.
                                                ;P
                                                • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:31
                                                  I to jest najciekawszy element opowieści- ale absolutnie nie bierz tego do ciebie, na pewno gest skazańca był przypadkowy i nie chodziło o to, ze nikt nie chce być z tobą w parze.
                                                  • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:45
                                                    Jakby to powiedzieć... jakoś mnie to nie straumatyzowało na resztę życia.
                                                    Cóż, nikt nie pytał o to stało się z krawatem tylko o to jaką orientację seksualną zyskałam w bezpośrednim następstwie tego niefortunnego zbiegu okoliczności.
                                                  • quilte Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 13:06
                                                    Wiesz, mnie twoja orientacja/stan cywilny/posiadanie chłopa w ogóle nie obchodzą, za to zaciekawiło mnie zamierzone przez ciebie znaczenie metafory "mentalnie podnosić krawat" - tak z językowego punktu widzenia. Zaś twoje zawiłe wypowiedzi mocno mi się kojarzą ze stylem pisania pewnej pani, która rodziła lotosowo i była tu niedawno bohaterką długiego wątku, ciekawe.
                                        • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:22
                                          Myślę, że lepiej, żeby ona już więcej nie tłumaczyła big_grin
                                      • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:17
                                        >Pięknie to ujęłaś, dzięki! Cała ja!

                                        No ale to niedookreślenie nie konweniuje mi z pupą- za przeproszeniem- na wierzchu, to własnie cała ty? jesteś zaiste pełna sprzeczności...
                                        • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:23
                                          Life. Czasy przedblogerskie i przedsieciówkowe. Nawet lumpeksy dawały ostatni sort. Taka mi się akurat spodobała.
                                          • kk345 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:24
                                            Spodobał ci się taki ostatni sort? Jesteś zaiste pełna niespodzianeksmile
                                            • danaide Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 12:27
                                              Co Ty! Ta akurat z butiku była. Jak wesele to wesele.
        • czar_bajry Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 01:50
          sama przyszła i sama wyszła i nadal jest sama
    • rosapulchra-0 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 20:32
      Opowiedz!

      Ostatnio widziałam film z oświadczyn na weselu. Panna młoda miała rzucić bukietem, ale w ostatniej chwili podeszła do dziewczyny i podała jej bukiet. Za chwilę pojawił się chłopak i klęcząc poprosił ją o rękę. Bardzo urocze i wzruszające to było.
    • eulalia_bardzo_przecietna Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 20:51
      Ja bylam na weselu, na ktorym swiadkiem z przypadku zostal jakis daleki znajomy, poniewaz swiadek - brat pana mlodego, co prawda zjawil sie, ale godzinę przed weselem okazalo sie, ze nie wziął garnituru, zostawil go w domu na wieszaku, 300km od miejsca wesela.
      • cichadziewuszka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 22:17
        Hehe. U koleżanki było jakby na odwrót. Miał być nowy świadek, ale ksiądz się nie zgodził na zmianę, bo nie chcialo mu sie ponownie wypelniać dokumentów. Świadował pierwotnie planowany na tę funkcję. Facet wybitny luzak przyjechał z drugiego końca Polski w stylu, hmm, bardzo casualwink kiedy się dowiedział, ze jednak świadkuje, pożyczył marynarkę od jakiegoś wujka panny młodej, marynarka nie chciala sie na nim dopiaćbig_grin i tak poszedłbig_grin na szczescie para mloda nie miala ścisku na ślub z efektem wow niczym zia z forum ślub i wesele, do dzisiaj sie z tego śmieją.
      • rosapulchra-0 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 22:47
        Ja, dawno temu, jechałam na ślub siostry kolegi. Ślub miał się odbyć w Kiszyniowie. My wiozłyśmy buty ślubne dla panny młodej i garnitur dla pana młodego. Z racji opóźnień pociągów dotarłyśmy dosłownie na ostatnią chwilę. Ale dotarłyśmy smile
      • agata_abbott Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:09
        A garnitur to jakiś wymóg w przypadku świadków? Myślałam, że trzeba być pełnoletnim po prostu? smile
        • cauliflowerpl Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:22
          Masakra, nie? Dla wizerunku zrezygnować z bycia świadkiem, chyba bym po ematkowemu zerwała znajomość z takim przyjacielem (bo zakładam, że na świadków się przyjaciół prosi)
          • eulalia_bardzo_przecietna Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 11:26
            Alez, nie, on nie chcial zrezygnowacsmile. Z tego co wiem, to on obrócił z mazowsza nad morze i z powrotem z tym garniturem (+sukienka zony, bo tego tez nie wzial), ale zdazyl dopiero na wesele, na slubie go w ogole nie bylo, bo byl w trasie.
            • agata_abbott Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 12:24
              No ale ciągle nie rozumiem: po co ten garnitur?? smile)
              Ale w sumie ja tam luźno podchodziłam do wizerunku - w dniu ślubu był upał, ponad 30 stopni, więc jak przyszliśmy na salę, powiedziałam mojemu świeżo upieczonemu mężowi, że nie chcę, żeby piekł się dalej, i niech da dobry przykład i zdejmie marynarkę (w dobrym obyczaju byłoby mieć ją nieco dłużej). Na zdjęciach z pierwszego tańca jest w koszuli i podwiniętych rękawachsmile

              A świadków dobieraliśmy ze względów innych niż prezencjasmile
              • grave_digger Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 13:17
                Mój mąż nie miał garnituru na naszym ślubie. Takie kwiatki.
                • sfornarina Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 08:53
                  > Mój mąż nie miał garnituru na naszym ślubie. Takie kwiatki.

                  Mój też nie smile
                  A niektóre goście miały na sobie kolorowe bikini wystające spod letnich sukienek smile
                  • agata_abbott Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 09:07
                    U nas nikt bikini w trakcie wesela nie miał, ale część gości zaliczyła kąpiel w jeziorze przed samym ślubem, a jeden kolega przyznał sie, ze w trakcie wesela kapał sie jeszcze trzy razy (taki upał był) smile
      • livia.kalina Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 15:37
        Naprawdę dziwne- to lepszy przypadkowy człowiek niż przypadkowy strój? Tern garnitur świadka to jakiś wyjątkowo ważny był? Nie wyobrażam sobie, żeby naszych świadków miał ktoś zastąpić (to byli najbliżsi nam ludzie) bo nie mieliby odpowiedniego stroju...
      • mynia_pynia Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 22:11
        Miałabym to serdecznie w dupie, ma być świadkiem i już, bo to brat, może iść naet w dżinach i polo.
    • whitney85 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 21:04
      Byłam świadkową u koleżanki, której moja rola pomyliła się z rolą służącej. I oto sama zamiast jeść obiad targałam z samochodu do sali kwiaty i prezenty (świadek odpowiadał tylko za koperty), w czasie imprezy byłam na każde zawołanie (włącznie ze zszywaniem a potem odpruwaniem jej sukni), za każdym razem szłam z nią do toalety, na koniec nad ranem pakowałam do pojemników to, co zostało z jedzenia, wyszłam ostatnia i nóg nie czułam.
      Ona u mnie była świadkową niedługo poźniej. W niczym nie pomogła ( pamiętam, że rajty mi się podarły a ona miała na zmianę dla siebie i mi odmówiła) no i wyszła wcześniej na wypadek, bym nie poprosiła o pomoc na koniec. Młoda byłam i głupia jak teraz o tym myślę.
      • edelstein Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 21:09
        Na tym polega swiadkowanie wlasnie.
        • jaskiereczka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:11
          U mnie świadkowanie polegało na podpisaniu dokumentów przez świadków i odkladanienprezentow i kwiatów do bagażnika. Wysikać się mogłam bez towarzystwa - xo polecam big_grin
          • shell.erka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 07:45
            U mnie też. Do pomagania miałam serdeczną przyjaciółkę. Świadków mieliśmy dwóch facetów, żebym lepiej wyszła na fotach wink
            • alienka20 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 02:05
              U mnie były dwie babki: siostra moja i męża. W trakcie wesela szwagier zachowywał się jak drużba pierwsza klasa, że aż siostra sama stwierdziła, że mogłam go poprosić o świadkowanie wink.
          • edelstein Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 12:30
            W niektorych sukniach nie da sie wysikac samemu.
        • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 08:18
          A to zależy. Np. od dogadania się. Trzeba poinformować świadkową czy świadka, że życzy się sobie, żeby pełnili rolę 'służebną'. Byłam świadkową, której rolą było polatanie z panną młodą ostatniego dnia po kosmetyczkach i innych takich, a w dniu ślubu - podpisanie dokumentów i udział w zabawach. Moja świadkowa miała podpisać dokumenty. Mój brat jako świadek został 'zaangażowany' w przygotowanie sali, przywiezienie części wiktu i napitku, przywiezienie i odwiezienie części gości, roznoszenie napitków po całej sali i takie tam atrakcje.
        • agata_abbott Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 12:27
          Wydawało mi się, że na złożeniu podpisu w odpowiednim miejscu na dokumentach? smile
          Ja świadkowej nie posiadałam (mieliśmy dwóch świadków), w ubikacji dawałam sobie radę, raz potrzebowałam pomocy z podwiązaniem trenu - poprosiłam o to dziewczynę brata.
      • antychreza Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:27
        No widzisz, a moja świadkowa podczas przygotowań chodziła za mną czy nie chciałabym żeby mi w czymś pomóc. No to zabrałam ją na degustowanie tortu i poprosiłam żeby w dzień ślubu odebrała bukiety dla rodziców i pozapinała mi kieckę.
        Ale nam pozostałe jedzenie pakował do pojemników organizator wesela, a rajty na zmianę miałam swoje.
        • alienka20 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 02:09
          Ja jedną świadkową (były dwie) zaangażowałam do opieki nad synem, gdy my będziemy załatwiać sprawy i o dowiezienie alkoholu, Ogólnie dzieciak dzień przed ślubem był wykończony poranną pobudką i gdzieś w tych przygotowaniach udało mu się przykimać. Jak pojechaliśmy jeszcze na swoje wieczory panieńskie/kawalerskie, syna przejęła ciotka czekająca na teściów w domu babci Pana Młodego.
    • kkalipso Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 21:07
      Ze swojego wesela nie pamiętam jakichś większych "atrakcji" za to dokładnie rok temu byłam na weselu gdzie pan młody zapomniał obrączek. Tak, było jak w filmie.
      • turzyca Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 29.08.16, 21:28
        O, a propos zapomnianych obrączek. Moja przyjaciółka jest uroczą osobą, ale niezbyt punktualną i porządną. Jej świadek za to nadmiernie punktualny i w ogóle pedant poukładany i przez lata się z niej naigrywał, że ona to takie chodzące centrum chaosu. Jedziemy na ślub razem, nocowałam u niego, bo łatwiej było ostatnie przygotowania tak załatwić, no i miałam pewność, że się w obcym mi nie pogubię. I naszło nas na żarty, co może nie wyjść, że np. mógłby obrączek zapomnieć. Albo ja paszportu. Albo on dowodu. I już wysiadamy na docelowym przystanku, gdy on stwierdza, że faktycznie zapomniał dowodu osobistego. Złapał taksówkę i pojechał do domu. I tylko obstawialiśmy czy zdąży obrócić, ale wpadł do urzędu trzy minuty przed wyznaczoną godziną. Że go panna młoda nie zabiła, to ja się dziwię.
    • alpepe Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 21:28
      Jak przez mgłę pamiętam bijatykę na weselu mojej starszej o 9 lat kuzynki. Skończyła szkołę średnią i wzięła zaaranżowany ślub, tyle miała z życia. Wesele było na wsi, w stodole. W jednym pomieszczeniu się tańczyło, w drugim na długich prowizorycznych ławach owiniętych papierem pakowym przy długich prowizorycznie zbitych z dech stołach się siedziało i jadło.
      O co była bijatyka, pewnie o ojcowizny, my ulotniliśmy się w środku nocy z tego wesela, pamiętam, jak nas ojciec prowadził przez las do wozu na kołach, który był u nas na działce. Śp. babka, niech jej ziemia lekką będzie, miała jakieś durne i wymyślone wąty.
      • alpepe Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 21:29
        Gwoli ścisłości, ojciec nie był czynnym uczestnikiem bijatyki.
        • rosapulchra-0 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 22:52
          Fajną masz rodzinkę..
          • fifiriffi Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:26
            bosze rosa, z tego co ona opisuje było to daawno tongue_out więc te bijatyki to tez jakby inaczej niż dzisiaj.

            • alpepe Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 12:51
              skąd ona wie, czy to byli w ogóle ludzie ze mną spokrewnieni? Może to byli krewni pana młodego. Faktem natomiast jest, że babka była kawałem sk.wysyna w stosunku do mojego ojca, miał tego pecha, że urodził się jako brat bliźniak wyczekanej córki.
    • mamusia1999 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 21:51
      z mojego własnego : znajomy ksiądz Polak zapomniał zabrać ornatu do " naszego" kościółka, który był ewangelicki i nie miał czego pożyczyć. wiec ksiądz wystąpił w komży ministranta.
      w trakcie wesela dostałam galopującego zapalenia pęcherza
      i mój przelotny były na tym weselu też był

    • mood_indigo Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 22:21
      Byłam świadkiem na weselu przyjaciółki. Świadkiem był przyjaciel pana młodego - miły chłopak, tylko przesadził z wódeczką i prawie wpadł pod stół jeszcze podczas obiadu smile
    • cichadziewuszka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 22:26
      Ślub cywilny, skromna uroczystość. Pod USC świadkowie i panna młoda. Czekamy na pana młodego, który zjawia się 2 minuty przed ceremonią. Na miejscu młodej udusiłabym!
    • landora Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 22:45
      - Mąż, ubierając się przed wyjściem do kościoła, odkrył, że kupiona zawczasu koszula jest o wiele za długa; pojechał więc do sklepu... Potem mu tą nową koszulę prasowałam już w białej sukni
      - W efekcie przyjechaliśmy na ostatnią chwilę, a ja zapomniałam bukietu. Nowy bukiet naprędce organizowała świadkowa. Znajomy skoczył do domu i w środku mszy podmienił mi bukiet na właściwy.
      - W drodze do kościoła jakiś idiota próbował nam umyć okna w aucie; mąż wyciągnął zza skarpety nożyk i wyskoczył z auta. Żebyście widziały minę tego chłopaka..
      - W trakcie pierwszego tańca zgubilam welon
      • izabella1991 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 22:47
        A przynajmniej jestescie szczesliwi? Pal diabli welon...
      • taki-sobie-nick Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 22:48
        mąż wyciągn
        > ął zza skarpety nożyk i wyskoczył z auta.

        Twój mąż nosi nożyk w skarpecie i jeszcze z nim gania?
        • izabella1991 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 22:52
          Moze nozyk mial od tak- do przecinania tzw . bram czyli sznurkow w poprzek drogi...

          • taki-sobie-nick OT TAk 25.08.16, 22:56
            izabella1991 napisała:

            > Moze nozyk mial od tak- do przecinania tzw . bram czyli sznurkow w poprzek drog
            > i...
            >
            sjp.pwn.pl/slowniki/ot.html
            Jakich, kurde, sznurków, czyli tzw. bram???
            • taki-sobie-nick już doczytałam, jakich bram 25.08.16, 22:59

              > sjp.pwn.pl/slowniki/ot.html
              > Jakich, kurde, sznurków, czyli tzw. bram???
              • landora Re: już doczytałam, jakich bram 25.08.16, 23:23
                Bram nie było, ślub w mieście.
                A nożyk jest ceremonialny. Wątpię, żeby dało się nim ciąć.
                • kosheen4 Re: już doczytałam, jakich bram 26.08.16, 09:29
                  landora napisała:

                  > Bram nie było, ślub w mieście.
                  > A nożyk jest ceremonialny. Wątpię, żeby dało się nim ciąć.

                  o, to ciekawe - można prosić szczegóły?
                • truscaveczka Re: już doczytałam, jakich bram 26.08.16, 09:54
                  E no, ja też mieszkam w mieście, średniej wielkości co prawda, ale jednak - i bramy są wink Dawaj, co to za nożyk ceremonialny, zaciekawiłaś mnie smile
                  • iwoniaw Re: już doczytałam, jakich bram 26.08.16, 10:04
                    Niżej linkuje ona ten nożyk ze szkockiego stroju narodowego wink
                  • landora Re: już doczytałam, jakich bram 26.08.16, 10:45
                    A nie, to u nas na szczęście nie ma. smile
                    Nożyk można obejrzeć poniżej wink W zamierzchłych czasach chyba nie był tylko ceremonialny, ale dziś to tylko element stroju.
        • volta2 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:00
          też mnie to zdziwiło
          może jaki kaukaz? u nich to normalne
          • morgen_stern Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 07:52
            I po co głupio dogadujesz, zanim się wyjaśni?
      • cichadziewuszka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 22:58
        Twój mąż zawsze nosi nożyk w skarpecie?
        • jaskiereczka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:14
          Eee pewnie tylko na własne śluby big_grin
          • landora Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:21
            Odpowiadam zbiorczo: nożyk sgian dubh jest elementem szkockiego stroju narodowego, noszonego między innymi na weselach. Taki: www.medievalcollectibles.com/images/Product/large/MC-HK-26083BK.png

            I tak, jesteśmy szczęśliwi, a wesele było super. Chociaż za tę koszulę mało go wtedy nie zabilam.
            • cichadziewuszka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:22
              Hihi, trzeba było tak od razu.
              • landora Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:29
                Byłoby mniej ciekawie wink
            • kosheen4 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:31
              o, zapytałam zanim się dogrzebałam odpowiedzi, z marszu niejaki - no tak właśnie mi Szkocją pachniało smile))
          • cichadziewuszka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:21
            A, jeśli na własne, to okbig_grin
      • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 08:20
        No ja w dniu ślubu się zorientowałam że mi gdzieś wcięło przygotowaną bieliznę (dopasowaną do sukienki) oraz w ogóle nie kupiłam rajstop. Mąż biegał i szukał po sklepach rajstop, ja przyszywałam stanik do ramiączek, żeby nie wystawał. Ale się na własny ślub nie spóźniliśmy big_grin
      • conena Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:13
        - W drodze do kościoła jakiś idiota próbował nam umyć okna w aucie; mąż wyciągnął zza skarpety nożyk i wyskoczył z auta. Żebyście widziały minę tego chłopaka..

        leżę big_grin nożyk wygrywa! big_grin
      • ginger.ale Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:57
        Dobrze, że spodnicy do góry nie podniósł wink
    • julita165 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:19
      Mąż kuzynki w dniu ślubu rano miał wypadek na motocyklu. Przyszedł na ślub prosto ze szpitala z którego zresztą wypisal się na własne zadanie, z nogą w gipsie i opatrunkami na twarzy....najleoszy był garnitur z ucieta migawka ☺
      • julita165 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:20
        Nogawka oczywiście ☺
        • cichadziewuszka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:25
          Pewnie nie został królem parkietubig_grin a tak serio, dobrze, że nie skończyło się gorzej!
      • alpepe Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 00:16
        a los go przestrzegał.
    • eulalia_bardzo_przecietna Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 25.08.16, 23:33
      Na jednym z wesel w bliskiej rodzinie sukienka korpulentnej ciotki nie wytrzymała choreografii i rozdarła się wzdłuż tylnego szwu, na całej długości pleców, aż po obszar, w którym plecy tracą swą zaszczytną nazwę. Ciotka wzięła taksówkę, pojechała zmienić kiecę i za pół godziny wróciła na parkietsmile
      • 3-mamuska Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 00:17
        My na własny ślub o mało sie nie spóźnilismy ,po schodach jeszcze wtedy do USC biegliśmy na 3 piętro wpadliśmy minutę przed czasem.
        Świadka zgarnęliśmy z ulicy jak szedł spacerkiem w stronę urzędu.
        Wychodząc z kościoła połknęłam sie i wylądowałam na kolach.
        • burina Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 02:55
          Raz na kole, raz pod kolem...
        • kosheen4 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:37
          > Wychodząc z kościoła połknęłam sie i wylądowałam na kolach.

          łkam stukrotnie, zrobiłaś mi tym przedpołudnie <3

          https://scontent-lhr3-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/14051607_10153843773787467_4243657486923116271_n.jpg?oh=ed854026e0151dcdd4d1a67253cb9e18&oe=584D5D89
    • alienka20 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 04:46
      Mało nie spóźniłam się na własny ślub przez ślanazarną makijażystkę, która zaparła się, że zrobi mi sztuczne rzęsy, bo będzie ładniej. Weszłam do studia o 9 z siostrą (ona na czesanie), wyszłyśmy o 13 w wielkim nerwu i pośpiechu, że nie zdążymy się ubrać i dojechac na czas. Zdążyłyśmy ale ja zapomniałam biżuterii, Do tego 3-letnia młodzież była tak rozkapryszona żądaniami, że chce do domku, że nie wiedziałam, czy już mu lać w d..... czy jeszcze się wstrzymać. Wstrzymałam się licząc do dziesięciu, a z pomocą przyszła siostra matki. Na początku obiadu odwalił histerię, ze chce do taty, nikt nie był w stanie go pocieszyć poza nim, więc pierwszy taniec był z opóźnieniem, bo dopiero o 17 zjawiła animatorka dla dzieci. Po jakimś czasie zaczęłam czuć, że te rzęsy to był naprawdę nienajlepszy pomysł, bo zaczęły mnie piec kąciki oczu. Jak rozmawiałam potem z kierowniczką, to dziw, że udało mi się zachowac panowanie nad sobą, gdy stwierdziła, że to przez moją wrażliwą cerę. Myślałam, że ją rozszarpię.
      Poza tym bawiliśmy się super i wspominamy całą imprezę bardzo miło jak i wszyscy goście. Nawet mąż - przeciwnik wesel, twierdził, że się wybawił jak nigdy wink.
      • naturella Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 05:15
        A u mojej siostry spoźnił sie ksiądz na ślub smile Całość odbywała sie w kaplicy ok 45 km od miasta, a ślubu miał udzielać ksiądz z tego miasta właśnie, a nie z parafii, do której należy kaplica. Moja mama dzwoniła do niego, co sie stało, nie odbierał, wiec zmusiła miejscowego księdza, żeby przyszedł i udzielił ślubu. Tak tez było, w trakcie mszy księża sie wymienili ornatem, jeden pokazał drugiemu, gdzie skończył i ślub trwał dalej smile))
    • viridiana73 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 07:47
      A ja byłam na ślubie, gdzie pan młody przed ceremonią doszedł do wniosku, że nie kocha panny młodej. Na szczęście jego brat, b. przytomny, choć głuchoniemy, w momencie gdy ksiądz zapytał o te, wiecie, przeciwwskazania, pokazał na migi że pan młody się waha. I że kocha inną. Na to upokorzona panna młoda zasunęła młodemu takim prawym sierpowym, że znalazł się na posadzce.
      Nie, naprawdę, przysięgam, że to nie było w filmiesmilesmile
      • morgen_stern Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 07:55
        No nie wiem.... smile
      • konwalka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 08:08
        Ale głuchoniemy brat wiedział, w którym momencie ksiądz pyta o przeciwwskazania?
        • viridiana73 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 08:15
          A wiesz, ze nie pamiętam... może czytał z ruchu wargsmile
          • daszutka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 08:50
            A potem Hugh Grant żył bez ślubu długo i szcześliwie z Andy McDowell
            • viridiana73 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:17
              Kurczę, jak na to wpadłaś?!smile
              • daszutka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:46
                Bo to moi znajomi są big_grin
      • mebloscianka_dziadka_franka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:10
        A czy na tym weselu był kamerzysta, bo przysięgam, że widziałam potem ten ślub w telewizji!
      • karme-lowa Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:17
        "Cztery wesela i pogrzeb". Nawet głuchoniemy jest się zgadza uncertain
        • fifiriffi Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:36
          a moze jest aktorką i grała jako statysta i jej sie pokiełbasiło? tongue_out
          no to w sumie była na takim weselu suspicious
        • viridiana73 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:37
          A to mnie rozszyfrowałaś! No dobra, to teraz już coś z życia. Byłam raz na takim ślubie, gdzie na ceremonii zjawiło się trzech facetów i każdy z nich myślał, ze jest ojcem panny młodej. W ogóle okazało się, że każdy z nich mógł tym ojcem potencjalnie być, bo matka panny młodej sama nie wiedziała z kim zaszła. Uwierzycie?
          A jeden z tych tatusiów to całkiem fajny był, niesamowicie podobny do Jamesa Bondasmile
          • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:42
            Nie może być, czyżby to się działo na wyspach greckich? suspicious
          • thank_you Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:44
            O mamma mia, ale przygoda! ;-D
            • wuika Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:47
              Do przygód na cudzych weselach to pasuje jak ulał big_grin
          • memphis90 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 10:24
            Ja wolałam tego drugiego tatusia, wyglądającego jak pan Darcy.
    • shell.erka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 07:51
      Były dwie sytuacje. Jedna mniej, druga bardziej zabawna.
      Rodzina Pana młodego dojechała do kościoła akurat jak z niego wychodzilismy, bo pobładzili. W tym teściowa, teść, babcia i dziadek. Do dziś śmieje się, że nie chcieli na to patrzeć wink
      Babcia mojego męża zawsze mówi że zawsze w datach z 7 w tle dzieje się dla niej coś przykrego. Braliśmy ślub w 2007 wink

      Druga - noc poślubna spędziliśmy w hotelu. Ja byłam tak zmęczona że niezbyt entuzjastycznie podeszłam do obowiązków małżeńskich wink za to obok w pokoju nasz świadek z narzeczoną nadrabiali tak głośno i entuzjastycznie, że aż serce rosło big_grin
      Też do dziś wspominamy wink
    • babcia.stefa Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 07:56
      Z własnego to głównie to, że pojawił się luzacki kolega, który zasadniczo na wesele zaproszony nie był, a wspólni znajomi uznali, że to nieporozumienie i go wcisnęli oraz już po imprezie odpalenie przez świadkową alarmu w naszym domu (my spaliśmy w dworku, gdzie był ślub i wesele, część gości w naszym domu) i zanim się do nas dodzwonili, wpadła firma ochroniarska.

      Z obcych - pamiętam jakieś koszmarne wesele kolegi eksa, z rytuałami typu porywanie panny młodej i wykupywanie jej kolejnymi butelkami whisky, na którym prawie nie było jedzenia, tylko wódka; pan młody rano stwierdził "k...a, jak dobrze, że już po wszystkim".
    • nika222 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:19
      Kuzynka mojego męża spóźniła się z narzeczonym i świadkami na swój ślub, prawie pół godziny, bo się im samochód popsuł po drodze. Natomiast na ślubie szwagra, świadkowa zerwała zaręczyny z narzeczonym i poszła w tango ze świadkiem. Z tym świadkiem później się pobrali, ale nie było im pisane, po burzliwym pożyciu nastąpił jeszcze bardziej burzliwy rozwód.
    • fifiriffi Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 09:48
      a to mi sie przypomniało.
      Jak lat temu naście, prawie dzieścia... kuzynka mojego męża a wtedy narzeczonego brała slub.I pani z orkiestry zakochała sie w moim wtedy narzeczonym i uznała,że skoro nie mamy ślubu może go poderwać. Była na tyle perfidna,że dzisiaj dostała by w ryj.
      To była jakaś znajoma męża wujka i on łaził za mężem i mu gadał głupoty, typu, że ma mnie zostawić itp.
      Do dzisiaj facet (wujek znaczy się dla mnie nie istnieje ) fałszywy do szpiku kości.
    • julita165 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:17
      Słyszalam o jeszcze jednym niesamowitym przypadku ale to nic fajnego. Pan miał wieloletnią narzeczoną, w końcu ona zaszła w ciążę, zdecydowali się na ślub. Ale Pan poznał nową panią i ona też zaszła w ciążę. Mimo wszystko Pan zdecydował się wziąć ślub z tą pierwszą, a kochanka pozostała w tajemnicy. Podobno nikt z jego otoczenia o niej nie wiedział, ani najbliższa rodzina ani żaden z przyjaciół. Impreza była przewidziana na dwa dni - wesele i poprawiny. No i drugiego dnia pan zniknął, nikt nie wiedział gdzie się podziewa, nie odbierał telefonów. Wszyscy obawiali się najgorszego, że gdzieś pojechał i miał jakiś wypadek, ktoś go napadł itp. Imprezę oczywiście szlag trafił, szukali go po różnych miejscach gdzie mógłby być, obdzwaniali szpitale, policję. W końcu znaleźli go na działce jego babci pod miastem. Siedział tam sam i rozmyślał. I wymyślił że on jednak nie chce być ze swoją nowopoślubioną żoną, tylko z tą drugą.
      • peonka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:30
        No i co? Jak się skończyło?
        • julita165 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:38
          Szybkim rozwodem. On jest z tą druga ale już bez slubu. Ta pierwsze po kilku latach znalazła sobie jakiegoś nowego faceta. A facet ma dwoje dzieci w odstepie chyba 3 m-cy. Najlepsze jest to że oni wszyscy mieszkali w tej samej okolicy i panie regularnie spotykały się na ulicy z wózeczkami. Koszmar...
          • ginger.ale Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 11:10
            Też znam taką historię, z tym że w ciąży była tylko ta druga, PM nie. Nie wiem jak (i po co) ten głupek chciał ukryć.
            Skończyło się oczywiście szybkim rozwodem.
      • annajustyna Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 14:42
        W mojej dalszej rodzinie miala miejsce prawie 60 lat temu historia podobna, tyle ze to pani mloda bedaca w ciazy z panem mlodym po nocy poslubnej odeszla do innego.
        • ginger.ale Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 11:50
          A z rodzinnych sprzed kilkudziesięciu lat, to w dniu slubu matka wchodzi do pokoju Pana Młodego, patrzy, a ten pakuje plecak. Na pytanie co robi, odpowiedział, że w gory jedzie. Poinformować, że ślubu nie będzie jakoś nie pomniał, pod kościół wysłał siostrę i matkę. Niedoszla Panna Młoda była w ciąży.

          Ożenił się potem z inną, polaralo go, ż tak powiem. Dzieci "nie ma".
          • ginger.ale Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 11:51
            * pokarało
      • memphis90 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 10:32
        Ja znałam taką sytuację, w której góral z Zakopanego miał dwie baby- w Zakopanym i w Krakowie. I nawet wiedziały o sobie... Jak jedna zaszła w ciążę, to druga natychmiast też - żeby pierwsza nie miała karty przetargowej. Prawniczka z Krakowa urodziła syna, Zakopianka (?)- córkę. No i dylemat był, bo ta z miasta wykształcona, w dodatku syna dała, za to odpadała przeprowadzka pani i pokorne prowadzenie pensjonatu. Ta z Zakopanego lepsza, robotna, ale "tylko" z córką i bez dobrego wykształcenia... Stanęło ostatecznie na obrotnej z Zakopanego, ślub na Boże Narodzenie się odbył (teraz mają już chyba trójkę wspólnych dzieci...), a już na Wielkanoc pan zaprosił Krakowiankę z synem do domu "żeby się rodzeństwo poznało" big_grin Prawdziwe!
        • cichadziewuszka Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 13:08
          boskie!
    • cauliflowerpl Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:31
      Chodzi mi po głowie jakaś historia, w której mężczyźni pilnowali drzwi od kościoła, żeby ex pana młodego nie weszła i nie narobiła boruty, zgodnie z tym, co planowała i obwieszczała światu.
      Muszę mamę dopytać przy najbliższej okazji. Nie wiem, czy to była dalsza rodzina czy znajomi moich rodziców.

      Dołączam się do spragnionych drugiej historii wink
      • kouda Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 11:35
        cauliflowerpl napisała:

        > Chodzi mi po głowie jakaś historia, w której mężczyźni pilnowali drzwi od kości
        > oła, żeby ex pana młodego nie weszła i nie narobiła boruty, zgodnie z tym, co p
        > lanowała i obwieszczała światu.
        > Muszę mamę dopytać przy najbliższej okazji. Nie wiem, czy to była dalsza rodzin
        > a czy znajomi moich rodziców.
        >

        koniecznie napisz big_grin


        > Dołączam się do spragnionych drugiej historii wink
    • antychreza Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 10:54
      Mojemu synkowi podczas naszego wesela wyrżnął się pierwszy ząbek.
      Mieliśmy tzw. ślub jednostronny. Mój mąż na czytania wybrał fragmenty o żebrze Adama i domu na skale. Ksiądz, który skądinąd znał mnie z liceum (trudno byłoby mu mnie nie znać, byłam jedną z kilku osób niechodzących na religię), chyba bardzo nie chciał urazić moich uczuć niereligijnych, bo sklecił z tego kazanie o znaczeniu "kości" w kulturze hebrajskiej jako synonimu partnerstwa. Miny gości uchwycone na zdjęciach były bezcenne, szczególnie pary, która wybrała te same fragmenty i oberwała kazaniem o podległości żony mężowi...
      • antychreza Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 26.08.16, 11:51
        Aha, wesele miałam na 35 osób, w sierpniu, za to poprawiny w grudniu, na 180 osób. Jakoś tak się złożyło...
        • alienka20 Re: Przygody z własnego i cudzego wesela... :) 27.08.16, 01:32
          Moje było na niecałe 50, poprawiny były w hotelu następnego dnia z rzeczy, które zostały z wesela smile.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka