Tak sobie czytam o bezczelnych znajomych i przypomniało mi się co nas spotkało na naszym weselu... ;p Może i wam się uleje ? ( z przymrożeniem oka, ale wtedy mnie krew zalała) :
Na nasze wesele nie przyjechało kilka osób, zatem były (niestety wolne miejsca)...
Tak się złożyło, że na naszym weselu (nic dziwnego) była moja matka chrzestną z mężem dorosłą córka i synem i os. tow. Zbieg okoliczności, ze owa córka miała serdeczną koleżankę z którą mój mąż miał kiedyś kilkomiesięczny związek... No i co wymyśliła córka chrzestnej ? Otóż przyszła do nas (w zasie zabawy) i powiedziała, że skoro są wolne miejsca, to czy była mojego męża i jeszcze dwie koleżanki mogą przyjść pobawić się u nas na weselu ??? Bo jest taka ciekawa , a dziewczyny już się naszykowały... (sic!)
Powiedziałam, żeby walnęła się w głowę i jak ma ochotę, to możne wyjść z wesela i iść na jakieś balety ze swoimi koleżankami. Maż nie mógł wyjść ze zdumienia na taką bezczelność i poparł moje stanowisko... wszystko słyszała jej matka a moja chrzestna. Ale jej się oberwało.... Była purpurowo-fioletowa. A koleżanki czekały już na zewnątrz lokalu !
O drugiej piekielnej sytuacji wam nie powiem, bo mi nie uwierzycie...
A syt. się działa nie na naszym weselu , tylko było to wesele naszej (a raczej męża) wieloletnie koleżanki i jej drugiego męża