maslova
02.10.16, 22:16
wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/joanna-szczepkowska-to-jest-wielka-klotnia-kobiet/bdps89
Z częścią jej poglądów całkowicie się zgadzam, jak choćby w temacie gwałtu czy edukacji seksualnej.
Ale z drugiej mamy coś takiego:
Jeżeli przyjmiemy za lewą stroną, że zarodek, zygota nie jest życiem - to po co feministki krzyczą o potrzebie edukacji seksualnej? Jeżeli do 12 tygodnia nie ma człowieka - to wystarczy dzieciom powiedzieć, że w wyniku stosunku może się pojawić zarodek i wtedy trzeba pójść do lekarza, żeby go usunąć. Prosta sprawa. A jednak podświadomie feministki wiedzą, że to nie jest takie oczywiste i dlatego proponują, zresztą słusznie, edukację seksualną.
i serio nie rozumiem, o co Szczepkowskiej chodzi. Feministki wiedzą, że CO nie jest oczywiste? Bo jak dla mnie oczywiste jest to, że zawsze lepiej zapobiegać, niż ponosić negatywne konsekwencje działania. Edukacja i antykoncepcja nie wykluczą jednak w 100% niechcianych ciąż, stąd postulat większej dostępności aborcji.
Z dwojga złego to lepsze niż ustawa antyaborcyjna, ale już w samej nazwie "na życzenie" jest coś niepokojącego. Znowu pojawia się stereotyp: kobieta ofiara. A kobiety są różne. Bywają też cyniczne, beztroskie i wyuzdane. W latach 70. były przypadki, że kobiety zachodziły w ciąże po to, żeby mieć większe piersi. Aborcja do 12. tygodnia powinna być rozpatrywana, może być w wielu przypadkach ratunkiem dla kobiety, ale moralnie pozostanę wątpliwa.
W ten sposób możemy rozpatrywać większość przepisów prawnych. Przecież zawsze może znaleźć się ktoś, kto dany przepis służący dobrej sprawie wykorzysta w sposób moralnie wątpliwy. Jak wszyscy wiemy, nóż może służyć do krojenia chleba, ale również i do zabijania.