zalamana1978
03.11.16, 17:59
Nie jestem trollem. Odkryłam romans, mam potwierdzenie na 100%. I teraz pytanie co robić. Obecnie męza nie ma -delegacja. Dziecko wysłałam do dziadków, sama wziałam urlop i myślę. Narazie odliczam do 10 , oddycham spokojnie i myslę. Co chwilę chce rzucać czymś w ścianę, co chwilę do niego dzwonić, co chwilę pobić kochankę ale trzymam się bo kumpela mi pomaga. Radzi by na spokojnie, na zimno , nie zdradzić sie bo on wtedy przygotuje się na obronę.
Miasto duże, ale społeczność nasza mała i wyszlo.
Głupio wyszło, nie przez sms, przez facebook, przez telefon. Przez znajomych znajomych. Dokładnie tak- pani kochanka chwaliła się koleżance, zdawała relacje, koleżanka koleżanca, a koleżanka koleżanki to moja przyjaciółka. Nie składała 2+2 przez tyle miesiący dokąd nie zaczęły wypływać dane takie jak nasza miejscowość, miejsca jego wyjazdów ( była z nim ), imię naszego syna, dane z pracy itp. Poskładałam wszystko i mam prawie czarno na białym. Mąz dosknale się krył. Nigdy nic nie podejrzewałam chociaż swoje kryzysy mamy. Praca delegacyjna- ideał. Prawda?
Od ponad roku on ma romans. Nie bzykanie- nie tylko, oni jezdzą niby w delegacje do innych miast gdzie chodzą do restauracji, do kina, za rączkę po CH, spędzają w wynajętych pokojach 2-3-4 dni razem, razem spędzają czas. Przez ten czas przez ich telefony przewinęły się 100000 smsów. Zaczelo sie zwyczajnie, w pracy. Jakaś impreza to była alkohol itp. Ona męzatka dzieciata. Mają swoj układ dzieki ktoremu tyle przetrwali. Zero scen, histerii emocji. Oboje bawią się tym, jest im z tym dobrze ale nie chcą by to wyszło. Nie chcą nic zmieniać, ona nie ciśnie na to. Ustalone by nie pisac wieczorami ani w weekendy. Standard. to wszystko co dotarło do moich uszu. Teraz przypominam sobie ja nie odbierał telefonu, jak rozmawiał niby z kibla, jak wiecznie mnie zbywał jak mu nagle się narobiło tyle wyjazdów. Jak niby spal np o 20.nie mam dostepu do konta, jego telefonu ani fejsbooka.
Nie sadzilam że mnie to spotka. Nie podejrzewałam. Mam ochotę odwiedzić panią i powiedzieć jej męzowi ,zburzyć rodzinę tak jak ona zburzyła mi. Mam ochotę jechać do męża i krzyczeć mu w twarz. Jestem na tabletkach, alkoholu, fajkach. Dzis dzwonił, musiałam udawać że wszysrko ok. Czekam na konfrontację. Co robic? Czy to ma jeszcze sens? Ponad rok ukradzionych chwil z życia rodziny gdzie on nie tylko bzykał ale budził się koło niej, jadł z nią sniadanie, wyjezdzał, spedzal czas, rozmawiał ? Kogo winic ? Siebie? Jego? Ją?