05.11.16, 12:24
Pytanie do tych z was ktore sa w wieloletnich zwiazkach,czy pamietacie pierwszy poważny kryzys w malzenstwie, po jakim czasie nastąpił czy wzmocnił was czy osłabił więzi a moze mimo tego ze takie zdarzenia sa czyms naturalnym macie to szczescie ze jeszcze was to nie spotkało?U mnie lata udanego zwiazku, w 13 roku poważny kryzys przez zachwianie zaufania do meza, zmienił o 180 stopni zachowanie do mnie gdy na horyzoncie pojawiła sie inna kobieta,pokazał nieznana mi wczesniej strone swojej osobowosci po czym juz poszło tradycyjnie wiele miesiecy kwasu żali wyszliśmy niby na prosta ale kryzys osłabił zwiazek przynajmniej z mojej strony, nie czuje sie w nim juz tak dobrze jak kiedys, duzo złego sie wydarzyło za duzo słów padlo.Wracam myślami do tych wielu lat wspólnego zycia i przypominam sobie ze kiedys byłam naprawde szczęśliwa w zwiazku.
Obserwuj wątek
    • melancho_lia Re: Kryzys 05.11.16, 12:36
      Chyba w 7 czy 8 roku małżeństwa. U nas to trzęsienie ziemi pomogło i wzmocniło związek. W tym roku 13 lat małżeństwa i 17 lat razem.
    • tereska.z.bombaju Re: Kryzys 05.11.16, 13:04
      21 lat po ślubie
      pierwszy kryzys po urodzeniu się pierwszego dziecka. kolejne pojawiały się i znikały.
      największy jak do tej pory i najpoważniejszy zaczął się jakieś 4 lata temu i trwał 3 lata. było bardzo źle, przytrafiła się trzecia osoba.
      od roku naprawiamy z mozołem to co zepsuliśmy i jest nieźle. mam nadzieję, że najgorsze za nami.
    • yuka12 Re: Kryzys 05.11.16, 13:10
      Jestesmy razem prawie 20 lat, w malzenstwie kilka lat krocej. U nas kryzys nastapil po skomulowaniu sie roznych sytuacji zyciowych (nie chce pisac szczegolow ale nie chodzilo o zdrade) po 9 latach malzenstwa i trwal z przerwami prawie 3. Niby jest wszystko w porzadku, niby sie kochamy, seks o.k., smiejemy sie wspolnie i dzieci szczesliwe, a jakas gorycz i brak zaufania we mnie zostaly. Zdecydowanie nie ma miedzy nami takiej bliskosci i porozumienia jak na poczatku zwiazku np. nie mowie mezowi o trylionie spraw, czesto waznych dla nas jako malzenstwa, wole je zostawic dla siebie. On tez mi zreszta o wielu sprawach juz nie mowi, a dowiaduje sie o czyms przy okazji rozmowy na inny temat.
      Kiedys probowalam to jakos rozwiazac, nic nie dalo, wiec zostawilam i zyje z tym, co mam.
    • iziula1 Re: Kryzys 05.11.16, 13:17
      Trudne pytanie przynajmniej dla mnie. Przechodzę właśnie pierwszy kryzys w swoim małżeństwie związany z wyjazdem mego męża i związaną z tym rozłąką. Czy przetrwam? Przetrwamy ? Nie wiem,za wcześnie by oceniać tego skutki.
      Niestety kryzys zmienia wiele rzeczy w związku dwojga ludzi, odsłania cechy których wcześniej nie dostrzegałam lub udawałam że nie widzę.
      Nie wiem czy to nas wzmocni w przyszłości czy osłabi.
      Trudne oceniać to będąc w trakcie szacowania zysków i strat. Bo ja się zmieniam.
      Staje się inną osobą.
      I też do tej pory byłam w szczęśliwym dla mnie związku. Było mi w nim dobrze. Chciałabym by to wróciło. Obawiam się jednak,że będzie już zawsze trochę inaczej.
    • aqua48 Re: Kryzys 05.11.16, 13:44
      He, he pierwszy kryzys nastąpił dwa dni po ślubie, a potem jeszcze fafdziesiąt innych. Jesteśmy ze sobą 28 lat. Jakoś udało nam się wszystkie kryzysy przetrwać, choć było trudno, a oboje jesteśmy już innymi ludźmi niż ci co wtedy brali ślub. Oboje równie trudnymi, ale mniej więcej wiemy czego można spodziewać się po tej drugiej osobie. Ja w jakimś momencie stwierdziłam, że oczywiście rozwody też są dla ludzi, ale więcej dobrego niż złego za nami i szkoda byłoby to zaprzepaścić.
    • heca7 Re: Kryzys 05.11.16, 13:55
      Po ślubie jesteśmy ponad 17 lat. Ze sobą 19 a znamy się 26. Jedyny kryzys jaki przychodzi mi do głowy to awantura w szkole między nami kiedyśmy ze sobą absolutnie nie "chodzili" wink W każdym razie on do dziś żartem mi wypomina, że miał obniżone zachowanie na koniec 4 klasy liceum- przeze mnie tongue_out Dziś nie ma żadnych konfliktów chyba, że zwykłe dyskusje i wymiana poglądów. Awantur żadnych. Nie wiem, albo ja jestem bardzo układowa albo on po dwóch latach bycia w związku z wariatką z obsesją kontroli, która potrafiła robić awantury w samolocie umie docenić spokój w związku wink
    • milva24 Re: Kryzys 05.11.16, 14:12
      Jesteśmy 14 lat razem, poważne kryzysy grożące rozwodem były trzy, po trzech, sześciu i 10 latach i ten ostatni ciągnął się ze dwa lata. Pomijając ten pierwszy żadne trzecie osoby nie były zamieszane (choć w tym pierwszym ta trzecia osoba to był objaw kryzysu a nie przyczyna). Taka super szczęśliwa to byłam na samym początku. Poźniej raz lepiej, raz gorzej a od ostatniego kryzysu jest we mnie spokojne zadowolenie ze związku. Wiem czego oczekuję od męża i od małżeństwa i wreszcie nie obawiam się tego zwerbalizować. Wielkiej bliskości nie ma między nami od dawna i już mi jej nie brakuje. W chwili obecnej oboje doceniamy stabilizację, mamy małe dzieci do wychowania, wiemy czego możemy się po sobie spodziewać i nie mamy wobec siebie nierealnych oczekiwań.
      • elizaj1 Re: Kryzys 05.11.16, 16:22
        Próbowałam na to spojrzeć w ten sposób ze teraz wiem czego moge sie po mężu spodziewać bo okoliczności życiowe tak sie ułożyły, ale czy mi to pomaga, czy przynosi spokoj?Jest wrecz odwrotnie to powoduje ze straciłam ten spokoj chyba na zawsze teraz mysle ze to okoliczności spowodują jak bedzie wyglądał nasz zwiazek, jesli ktos znów sie napatoczy bede miała w zyciu emocjonalny kociol, teraz wrecz sie tego obawiam bo odkryłam inna strone faceta, nie wierze ze wrócę do tego co było.To cos tak jak zdradzona zona ktora ma potwierdzona zdradę, moze byc po burzy pozornie dobrze a ona juz nie zaufa, a bywa i tak ze jest wyczulona na zachowania meza.
      • ina_nova Re: Kryzys 05.11.16, 16:48
        Straszliwie mnie smuci taka wizja związku, może normalna tak naprawdę. Zawsze marzyłam i dążyłam do tego, by na własnej skórze tego nie doświadczyć. Dziś już jestem mniej pewna, że uda mi się uniknąć takiego życia. Może tak to po prostu wygląda po latach, w zdecydowanej większości przypadków. Prędzej czy później związki zmieniają się w spółkę łączącą dwoje współlokatorów.
        • elizaj1 Re: Kryzys 05.11.16, 17:01
          Ja uważam ze kryzysy sa czyms normalnym, tyle ze nawet majac te świadomość nie da sie na to przygotować, nikt tez nie chce myślec bedac w dobrym zwiazku ze ta druga osoba go prędzej czy pózniej rozczaruje, ja wogóle o tym nie myslalam, dostałam pewnego dnia poprostu w głowę bez ostrzeżenia a pózniej juz poleciała lawina zdarzeń,słów.Jeszcze zależy jaki problem niszczy relacje, jednak zdrada czy ktos trzeci pod kogo wpływem facet zmienia sie z dnia na dzien to jest duzy kaliber bo podkopuje poczucie wartości,zaczynasz patrzeć inaczej na siebie na partnera, ja nie chce juz przez to przechodzić bo miałam rożne problemy w zyciu nie urodziłam sie wczoraj ale nic tak mnie nie zaoralo psychicznie jak kop od kogos kogo kocham.
        • jola-kotka Re: Kryzys 07.11.16, 01:47
          Straszne bzdury piszesz,te zwiazki ktore sa na zasadzie spolki dwojga lokatorow,to zwiazki ludzi slabych,ktorzy sie na nie godza bo raz boja sie zmian,dwa wydaje im sie ,ze to co jeszcze ich laczy jest wazniejsze niz ich wlasne szczescie. Ja jestem ciekawa jak te zwiazki beda wygladac jak juz dzieci, nie bedzie w domu,co wtedy,co ich bedzie laczyc wtedy oprocz wspolnego domu. Zmiany po kryzysie sa tylko wtedy jesli je w sobie pielegnujemy,tak samo jak po kazdym rozczarowaniu w zyciu,jesli potrafimy zapomniec wszystko bedzie ok. Kryzys? u mnie gora dwa dni,ale ja nie rozkminiam zycia na drobne biore to co jest tu i teraz,nie wracam do przeszlosci nigdy.
          • milva24 Re: Kryzys 07.11.16, 08:00
            A przypomnij mi jolu w jak długim Ty jesteś związku?
    • princy-mincy Re: Kryzys 05.11.16, 16:30
      my jestesmy razem 10 lat, kryzys (nie jakis mocny) mielismy w 7 roku związku, akurat sie zbiegło z narodzinami drugiego dziecka.
      Mlodszak dawał nam ostro popalić, myśle, ze wtedy to zmęczenie, niewyspanie i wieczne obopólne pretensje (nie do konca uzasadnione) sprawiały, ze trudno nam było sie czasami dogadać. A ogolnie nie mielismy jakichś mega problemów, po prostu błahostki urastały do rangi mega kłopotów.
      W koncu raz usiedliśmy, pogadaliśmy na spokojnie, ale bardzo, bardzo szczerze, wydaliśmy wszystkie nasze żale i mozna powiedzieć, ze to był przełom, bo od tego czasu staraliśmy sie inaczej rozmawiać, dad sobie przyzwolenie na zmęczenie, zaczęliśmy znow dbać o swój związek a nie tylko zajmować sie sprawami domowymi i dziećmi.
      Słowo rozwód nie padło ani razu smile dzis jest bardzo fajnie.
    • klamkas Re: Kryzys 05.11.16, 17:14
      Mamy szczęście i nas to nie spotkało (jesteśmy razem prawie 20 lat), ale myślę, że to efekt tego, że dostaliśmy od życia parę porządnych kopniaków i to nas jakoś wyszlifowało i scaliło. Nie ukrywam, że to, że przez te trudne momenty przeszliśmy razem, to zasługa głównie męża - chłop ma cierpliwość i sporo zaparcia (i chyba mocno wierzy w "na dobre i na złe"), nie jeden by nie wytrzymał i poszedł w ch...ę.
    • solejrolia Re: Kryzys 05.11.16, 18:27
      Po 2-3 latach? I trochę się ten zły czas ciągnął sie u nas. Tylko, że nie mieliśmy typowego kryzysu, a raczej oddalenie się od siebie -wynikało z sytuacji życiowej, każde z nas walczyło z przeciwnościami na swój sposób i radziło sobie jak mogło tyle, że w pojedynkę. Dopiero w najtrudniejszych z trudnych momentów nastapił przełom i bardzo się z męzem zbliżyliśmy do siebie, to co nas oddalało od siebie, zcementowało nasz związek, i od 8lat jest sielanka smile Oczywiście czasem pojawiają się małe spory, czy drobne konflikty, ale nie liczą się, bo z reguły w ciągu dnia jesteśmy w stanie dogadać się tongue_out
      • bi_scotti Re: Kryzys 07.11.16, 02:28
        Przez wiele lat ktores znas bylo gotowe do rozwodu srednio raz na tydzien wink Po 30 rocznicy to sie trafia jakos tak srednio raz na 3 tygodnie tongue_out Kryzys? A jest czas bez kryzysu? Ja takiego nie znam - wciaz balansujemy na krawedzi big_grin Przeciez my jestesmy kompletnie obcy sobie ludzie: ani on moj brat, ani swat, ani nawet kuzyn tongue_out Strangers in the night ... Cheers.
        www.youtube.com/watch?v=hlSbSKNk9f0
    • evee1 Re: Kryzys 07.11.16, 03:08
      My mielismy kryzys i rozstanie jeszcze przed slubem. Mielismy czas pomyslec i przemyslec pewne sprawy. Od czasu slubu (22 lata) to chyba ze dwa razy zdarzylo sie nam porzadnie spiac, ale kryzysu zadnego niet i prawdopodobnie tak pozostanie.
      • thaures Re: Kryzys 07.11.16, 06:04
        Jesteśmy 26 lat razem, 24 po ślubie.. Jezu, jak to brzmi.. Kryzysów żadnych, kłótnie często. Nigdy nie myśleliśmy o rozwodzie, nigdy nie miałam poczucia, że pojawiła się inna. Za to parę lat temu , w zasadzie przez głupotę spojrzałam na męża z innej strony i to mi trochę zaburzylo jego obraz na ok 2 lata.
        Zdecydowanie to mąż jest lepszą polową w naszym związku sad
    • aagnes Re: Kryzys 07.11.16, 08:11
      ZNamy sie 20 pare lat, razem jestesmy 18 i tak naprawde to najgorzej bylo jak nic sie nie dzialo, przezylismy razem bardzo powazne problemy zdrowotne, rodzinne i inne i wtedy faktycznie bylo ok. natomiast jak jest spokojnie to jest zarazem beznadziejnie, jakby sie nam w dupach zaczynalo przewracac. zatem jestesmy zwiazkiem obliczonym na kryzysy.
      tak jak to powiedziala moja najlepsza i namadrzejsza na swiecie przyjaciolka: w zwiazku najwazniejsze jest to czy mozesz liczyc na ta druga osobe w razie problemow, reszta to sa pierdoły
    • default Re: Kryzys 07.11.16, 08:37
      28 lat razem, 7 lat po ślubie.
      Kryzys mieliśmy po 14 latach związku, najpierw narastał tak powoli, że prawie niepostrzeżenie, potem pojawiły się obok nas osoby trzecie, co w oczywisty sposób kryzys pogłębiło... Przez ponad trzy lata balansowaliśmy na krawędzi, staliśmy się sobie niemal całkiem obcy. Ten czas jednocześnie obfitował w różne dramatyczne wydarzenia. Potem coś się zmieniło, znowu dostrzegliśmy siebie nawzajem. I zaczęliśmy do siebie wracać, odbudowywać relacje, czy może : budować je na nowo, na innych zasadach. Te kilka lat "jazdy bez trzymanki" uświadomiło nam, o co nam obojgu chodzi, co jest dla nas ważne, czego każde z nas oczekuje. No i to, że (jak twierdzi mój mąż) "urodziliśmy się dla siebie" smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka