Dodaj do ulubionych

Po co ciągać dziecko...

16.02.17, 11:41
W wątku o wkurzających zdaniach padło to o ciąganiu dziecka. Ja jestem z tych ciągających (choć nastolatka bez nastoletnich znajomych ciągać się już nie da). Ciągałam po zagranicach, po muzeach, filharmoniach i innych takich. Dbałam o wysoki poziom przewodnicki, i żeby to ciekawe było (widzę, że dzieć pamięta warsztaty w muzeach, np. opukiwanie "skarbu" młotkiem archeologicznym, zdobienie świecy, "renowację obrazu"). Fakt, częściowo ciągałam, bo JA chciałam dane miejsce zobaczyć, a dziecia nie było z kim zostawić. Ale często były to specjalne zajęcia np. dla 5-latków. Co człowiek zapamięta z przedszkola???

Dzieć prezentuje dość wysoki poziom wiedzy o świecie, ale ta aktywniejsza część pochodzi od znanych youtuberów, a nie z galerii sztuki. Umie się zachować w przybytkach kultury, ale na pewnym etapie socjalizacji chyba każdy to umie.

Może faktycznie lepiej było znaleźć fajną agroturystykę z dobrym jedzeniem na całe wakacje i weekendowe wypady, budować bliskość, prowadzić slow life, a nie "rozwijać"? Może z "rozwojem kulturalnym" jest jak z językami, lepiej intensywniej i bardziej świadomie w wieku naście+?
Obserwuj wątek
    • redheadfreaq Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 11:51
      Moim zdaniem, o ile część "edukacyjna" jest rozsądnie zrównoważona częścią odmóżdzająco-rekreacyjną, a dzieciak się nie nudzi, to nie widzę problemu. Od dziecka byłam "ciągana" na bardzo różne wystawy i w przedziwne miejsca, dodam - przed epoką, gdy w każdym muzeum był animator i specjalna część dla dzieci. Krzywdy mi to nie zrobiło, muzea uwielbiam. Inna sprawa, że w mojej rodzinie bliskości i czułości nie było, natomiast szczerze wątpię, by było to "coś za coś".
    • wiosennaburza1 Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 11:55
      mamy ciągających znajomych. zabierają dzieci , 3latkę i 5ciolatka do muzeów, zwiedzanie zamków, opery, teatry, wystawy. Bo człowiek powinien nasiąkać kulturą od małego. zgadzam się, powinien. tylko w zeszłe lato wstąpili do nas w drodze na kolejną wystawę. dzieciaki się popłakały: chciały zostać i z naszym dzieckiem topić w basenie lalki ( co właśnie robiło nasze dziecko).
      i tak mi się wydaje, że trochę z tą kulturą przedobrzyli. My zabieramy dziecko do przybytków kulturalnych ( dziecko kilkuletnie) . ale nie za często. a na hasło: " a czy jest obok plac zabaw?" - wiemy, że trzeba przystopować.
      pytanie: co woli przeciętny 4-5latek? zwiedzanie muzeum czy 2 godziny na dużym placu zabaw? co mu przyniesie więcej korzyści?
      • rafalzalu Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:01
        Jak ze wszystkim, przesada w żadną stronę nie jest wskazana. Zadne dziecko nie zniesie zwiedzania cały dzień non stop. Ale w ciągu dnia jest wystarczająco czasu żeby sobaczyć wystawę i poszaleć na placu zabaw.
      • mikams75 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 00:16
        nie wyciagelabym wnioskow, ze przedobrzyli z tej jednej sytuacji - dzieciom w tym momencie podobala sie ta konkretna zabawa i chcialy zostac. Identyczna reakcja by byla jakby jechali do domu czy na jakis plac zabaw.
        A odpowiadajac na twoje pytanie - moje dziecko w tym wieku placu zbaw by mialo dosc po pol godzinie i by sie pytalo gdzie idziemy. Podobnie z pytaniem czy obok jest plac zabaw - max do wieku 3 lat, pozniej dziecko juz bylo ciekawe innych rzeczy.
    • rafalzalu Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 11:57
      Ja tak ciągam trochę pół na pół. Znaczy często dlatego, że ja chcę coś zobaczyć, ale także po to żeby wykształcić w dziecku nawyk próbowania nowych rzeczy. Może nie zapamięta nic z warsztatów w muzeum dla 3 latków, ale jak się chodzi w różne miejsca, zwiedza, odkrywa to chyba rozbudza się taką ogólną ciekawość świata/otwartość na innych i daje model spędzania czasu inny niż tv+kanapa ew tylko własne podwórko.
      • sfornarina Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:11
        > Ja tak ciągam trochę pół na pół. Znaczy często dlatego, że ja chcę coś zobaczyć, ale także po to żeby wykształcić w dziecku nawyk próbowania nowych rzeczy. Może nie zapamięta nic z warsztatów w muzeum dla 3 latków, ale jak się chodzi w różne miejsca, zwiedza, odkrywa to chyba rozbudza się taką ogólną ciekawość świata/otwartość na innych i daje model spędzania czasu inny niż tv+kanapa ew tylko własne podwórko.

        Nic dodac, nic ujac. Zgadzam sie w 100% smile
      • dziennik-niecodziennik Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:14
        ale to kwestia tego gdzie sie dziecko ciąga. jak po atrakcjach stosownych do dziecka to ok. ale jak sie zabiera kilkulatka na koncert muzyki powaznej nakierowany wybitnie na melomanów dorosłych, to sie nie ma co dziwić jak w końcu wywinie numer jak Genowefa Trombke.
        • rafalzalu Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:33
          No wiadomo chyba, ze małego dziecka nie bierze się na wieczorny 1,5h kocert w filharmonii, ale można go zabrać na popołudniowy koncert dla dzieci który trwa 20-30 minut. Jak do teatru muzycznego to nie na "Koty" tylko np "Król lew" etc. Chodzi o to żeby dzieku pokazać że istnieje coś takiego jak teatr/filharmonia/muzeum do tego nie gryzie i może być fajne. I nic na siłę. Nie każdy musi lubić balet, ale jest cała masa atrakcji do wyboru innych niż kino (które też fajnie czasem odwiedzić).
          • rafalzalu Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:38
            P.S. Znam ludzi, którzy nigdy nie byli w teatrze, nie mówiąc o filharmonii albo balecie. Nie dlatego, że ich nie stać/nie mają czasu/inna obiektywna przeszkoda tylko dlatego, że im nawet do głowy nie przyjdzie, że można tam pójść. Za to narzekają, że nie ma co robić, albo że w kółko to samo uncertain
          • dziennik-niecodziennik Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:23
            Oj znam takich co brali dziecko np na koncert muzyki sakralnej organowej. Takie male, wlasnie ok. 3letnie. I sie dziwili ze nie siedzi cicho i sie nie rozkoszuje...
            • rafalzalu Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:30
              No jak ktoś jest porypany to nic nie poradzisz wink
    • ewa_mama_jasia Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:00
      Paradoksalnie dzieć chętniej da się ciągać po muzeach, filharmoniach i galeriach jak ma lat 5 niż 11. Wtedy chętnie chodził, zwiedzał, poznawał. Teraz najchętniej spędza czas oglądając wątpliwej wartości filmiki youtuberów oraz łapiąc pokemony.
    • lauren6 Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:01
      Ciąga się dziecko po to, żeby wyrobić w nim nawyki i pokazać, że nie samą tanią rozrywką człowiek żyje.
      • ewa_mama_jasia Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:27
        Aha. Ciągałam dziecko od wieku 3 lat (nawet wcześniej, ale wtedy niewiele korzystał) do 10. Cykliczne zorganizowane zajęcia, karnet w teatrze, filharmonii. Teraz ma 11. Chyba wystarczająco na wyrobienie nawyków. Teraz woli youtuberów.
        • klerjeser Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:35
          Teatr albo filharmonia to nie nawyk, tylko zainteresowanie i pasja. Jak nawyku można uczyć spuszczania po sobie wody w toalecie, a potem mycie rak.

          Nie dziwne więc, że wolą teraz yotube.

          Zresztą zawody w programowaniu minecrafta niczym nie różnią się od sztuki teatralnej. Prostaków w filharmoinach i operach też pełno big_grin
          • rafalzalu Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:47
            "Teatr albo filharmonia to nie nawyk, tylko zainteresowanie i pasja."
            I to zainteresowanie i pasja się ot tak, z powietrza bierze? Czy może jednak trzeba dziecko raz, drugi albo i piąty zabrać ze sobą i pokazać że coś takiego w ogóle istnieje?
            I nie chodzi o nawyk chodzenia do teatru. Chodzi o wyrobienie nawyku szukania różnych rozrywek, próbowania czegoś nowego i ciekawości świata.
            • butch_cassidy Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 13:02
              Moja np. twierdzi że lubi muzykę klasyczną, ależ ją wymęczyłam jako szkraba wink

              Zamiast cartoon network oglądała DVD z baletami, potem sama chodziła na balet (wyłącznie na własne życzenie), teraz z tego zostało jej upodobanie do muzyki klasycznej. Biedne dziecię tongue_out Ale uczciwie muszę dodać, że w szkole podłapała "ruda tańczy jak szalona" i twierdzi, że to fajne. Jednak Kult też lubi. Oraz kocha szczerze Andrusa smile Czekamy, co z tego wszystkiego wyniknie big_grin
    • kropkacom Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:05
      Pewnie też z tych co ciągała jestem. Nadal. Mimo iż przychówek już duży. Musze się przyznać, ze nie znoszę atrakcji nakierowanych tylko na dzieci. Moje dzieci też zachowywały się lepiej na różnych zwiedzaniach niż niejeden dorosły.
      • qwirkle Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:16
        Też ciągałam.... jak na wystawie Transalpinum okazało się, że same nudne obrazy z gołymi paniami wiszą, szukaliśmy elementów zaciekawiających na drugim planie. Niejednokrotnie dużo wiecej się tam działo niż na pierwszym wink
    • dziennik-niecodziennik Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:12
      "Może faktycznie lepiej było znaleźć fajną agroturystykę z dobrym jedzeniem na całe wakacje i weekendowe wypady, budować bliskość, prowadzić slow life, a nie "rozwijać"? Może z "rozwojem kulturalnym" jest jak z językami, lepiej intensywniej i bardziej świadomie w wieku naście+? "

      no pewnie że tak. co taki szescio-, siedmiolatek zrozumie i zapamięta z Luwrów i innych antyków. z małymi dziećmi sie jeździ tam gdzie one mają radochę.
      • qwirkle Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:24
        Zapamiętywanie jest związane z pobudzeniem emocji.
        Moje dzieci zachwyciły się kiedyś obrazem pt. Bociany w Afryce na wystawie czasowej w MN. Mialy wtedy coś miedzy 2 a 3 latka. To był czas zachwytu tymi ptakami, ich migracją, Reksiem i bocianem, kajtkowymi przygodami. Nic innego na tej wystawie sie nie liczyło, tylko te bociany. Gdy poszliśmy na kolejną wystawę czasową, po jakims półtora roku - po wejściu do przestrzeni wystawowej stanęli i wypalili: tu wisiały Bociany! Gdzie teraz są?
        • butch_cassidy Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:57
          qwirkle napisał(a):

          > Zapamiętywanie jest związane z pobudzeniem emocji.
          I o pamięć trzeba dbać. Dlatego ja przypominam dziecku regularnie co ciekawsze momenty z wakacji. Oglądamy razem zdjęcia. Nie dla mnie, bo ja co miałam zapamiętać, to pamiętam, ale właśnie po to, żeby jej te wspomnienia nie uciekły. Póki co się udaje - twierdzi, że pamięta, wszystko, o co ją zagaduję.
      • bubba_13 Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 13:21
        z Luwru - moje zapamiętały mnóstwo (będąc we wspomnianym przez Ciebie wieku), choć Wersal podobał dużo bardziej (ze względu na brak tłumów). Jeśli chodzi o konkrety - wbiło im się w pamięć na przykład, kim była Jane Gray i dlaczego ją ścięli (przewodnik nas pogonił za siedzenie na podłodze). Przyjęcie, ze muzeum/filharmonię/teatr może sprawiać przyjemność dopiero w starszym wieku jest - moim zdaniem - błędem. W każdym nieomal muzeum znajdzie się coś dla nich interesującego - wystarczy pomyśleć. Moje dzieciaki obecnie przed wyjazdem są w stanie przedstawić (z własnej i nieprzymuszonej woli) listę miejsc, które chcieliby zobaczyć (z uwzględnieniem muzeów).
        • dziennik-niecodziennik Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:34
          Dlatego pisalam ze chodzi mi o dostosowanie atrakcji do dziecka. Bo w ciaganiu dziecka po kościołach, mauzoleach itp to sensu nie widze. Wyjscia dostosowane i czasowo, i wiedzowo do dziecka - jak najbardziej.
    • wilan.an Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:17
      Jestem z tych ciąganych w dzieciństwie, sama "ciągam swoje". Może tu chodzi o przekroczenie pewnej granicy - nadmiaru, ale dla mnie jest to pokazanie pewnego modelu, spędzania czasu, również bycia razem. Nie zamiast typowo dziecięcych rozrywek, ale oprócz.
      Sama szukam i umiem korzystać z takich rozrywek, chcę żeby córki umiały.
      Cześć znajomych w takich sytuacjach bardzo chętnie się podczepia,ale są wiecznie zdziwieni że tak można - nie chcę żeby to kiedyś były moje dzieci. Dla nich to norma, że na Mazurach można wleźć i zobaczyć jak się strzyże lamy, albo zwiedza zamek przy świecach. Może szczęście mi dopisze i nie będą zasilać "polskich stref na wczasach"wink
    • joa66 Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:21
      Moim zdaniem "ciąganie" służy właśnie przyjemności. Jeżeli ktos traktuje to zadaniowo ("ma rozwijać") to tak naprawdę strata czasu.
      • klerjeser Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:30
        jak dzieci były małe, nie "ciągałam", skoro wolały basen, plaże czy aquapark niż łażenie po ruinach w 40C upale czy oprawianie innej wysokiej kultury, na które nie miały ochoty, tak samo na miejscu bardziej im pasowała figlolandia z kulkami i drabinkami albo wyjście do kina na Epokę lodowcową, niż koncerty i wernisaże...

        korzyść dla obu stron, bo i dzieci były szczęśliwe rodzice się nie użerali się z jękami i fochami

        a teraz jak są starsze same wykazują zainteresowanie co i gdzie chcą zobaczyć i wbrew pozorom są ta często ambitne rzeczy...
        • kropkacom Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:41
          Osobiście odgryzłabym sobie głowę za czterdzieści stopni w ramach urlopu i do tego figlolandii oraz innych takich atrakcji przez cały dzień.
        • wilan.an Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 13:24
          Ja absolutnie nie pisałam o wakacjach i wyjazdach tylko o codzienności. Tych czterdziestu paru tygodniach w roku gdzie ciągam je na lepienie z papieru mache, zawody zdalnie sterowanych jachtów, muzea, koncerty itp. To ten tryb spędzania czasu razem miałam na myśli.
    • pade Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:39
      "Ciągałam" swoje dzieci wszędzie gdzie się dało. Teraz są nastolatkami, niewiele, a właściwie prawie nic nie pamiętają z wczesnego dzieciństwa.
      • dziennik-niecodziennik Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:37
        Moja znajoma tak 'ciagala' swoje corki jak miały kilka lat. Teraz dziewczyny maja kilkanascie, ale do Paryza nie pojada bo 'juz byly przeciez' big_grin
      • mum2004 Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:45
        Nie pamiętają ale pewnie maja w sobie taką potrzebę aktywności, ciekawość. Śmiałość, umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach. Przynajmniej u nas tak to wygląda.
        • dziennik-niecodziennik Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:55
          Ale to niekoniecznie wynika z ciagania. Mnie rodzice ciagali umiarkowanie (za komuny nie bardzo bylo jak i gdzie), a na brak smialosci czy umiejetnosci radzenia sobie itd nie narzekam.
          • sayyida Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 23:01
            Wiele od przewodnika zależy. Właściwie wszystko. W Warszawie w sw. Annie spędziłam kiedyś 3h, i nawet nie zauważyłam, kiedy. Dzieciom tez można tak pokazać, że się zafascynują. Fakt, że co innego 3-latkowi, a co innego 10-latkowi.
          • mum2004 Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 23:04
            Ja mimo wszystko widzę taką zależność. Ale jak zwykle będą wyjątki w każdą stronę.
            No i napewno nie bedzie to tylko wynik ciągania ale wielu innych czynników często współistniejących - nie napiszę jakich żeby nie wywoływać zbędnej burzy i tysięcy przykładów, że sie mylę.
          • danaide Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 23:11
            Moi rodzice też niespecjalnie mnie ciągali. Ale w domu był zestaw pocztówek KAW kupowanych przez moją matkę, reprodukcje dzieł sztuki. Często je przeglądałam. Po latach jeździłam za granicę i szybciej trafiałam do muzeów niż do sklepów. Fakt, taniej wychodziłowink Odnajdowałam tam obrazy z pocztówek. Tylko tyle i aż tyle.
        • mikams75 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 00:11
          ciekawosc - owszem, ale smialosc to bardziej sprawa charakteru. Moje dziecko jest ciagane po calym swiecie a smiale na pewno nie jest.
        • pade Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 11:51
          Mają, to prawda.
          Tak jak ja mam wdrukowaną tę potrzebę przez rodziców, którzy co niedziela gdzieś mnie zabierali. To była tradycja, niedziela=wyjście.
      • sayyida Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:57
        A myślisz, że coś im to ciąganie dało? Czy strata czasu?
    • loola_kr Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:54
      ja mam jakiś imperatyw moralny, żeby coś pokazać, nauczyć. W sumie nie wiem co z tego zostanie, ale mam sumienie czyste. tzn nie do końca czyste bo mam wyrzuty sumienia, że za mało pokazuję, ciągam...
    • butch_cassidy Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 12:55
      A tam... Przejmować się cudzymi opiniami... smile
      Ja "ciągałam" i efekt jest taki, że jak moja 8-latka widzi napis "muzeum" na budynku, to teraz ona nas "ciąga", bo nie odpuści wink, a jak zbyt długo nie zorganizujemy wycieczki, to się dopomina, kiedy będzie "zwiedzać".

      Fakt, że pobyt w hotelu z basenami w Bułgarii tuż przy plaży doceniła jakby bardziej niż włóczęgę pod namiotem po połowie Szwecji... (ja wręcz przeciwnie big_grin) Ale nawet w tym hotelu cieszyła się z każdej jednej wycieczki, a jak chodziłyśmy po lokalnej starówce to "ciągała" mnie do każdej cerkiewki, jaką wypatrzyła. No dobrze, bardzo "ciągać" nie musiała wink
      • butch_cassidy Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 13:16
        Ostatni zaś "pociągałam" ją po lokalnym muzeum i zachwycił ją m.in. taki obraz:
        artyzm.com/obraz.php?id=11669

        No biedne, biedne, ciągane dzieciątko tongue_out

        Przy zdjęciu Zbigniewa Libery "Nepal", też sobie chwilę pogadałyśmy, bo dziecko pytało, o co chodzi, może zachwytu nie było, ale zaciekawienie na 100%.
        culture.pl/pl/galeria/pozytywy-zbigniewa-libery-galeria
        (nr 4)


        • zolla78 Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 15:00
          smile Ciekawe te obrazy. Moja 5 latka ciągana ostatnio po pewnej pinakotece zaczęła nagle wyrażać zainteresowanie nagością postaci na obrazach i posągach. Zaczęłam żałować że ją ciągam. Zwłaszcza że gnojek ekspresyjny zatem nie trzeba było znać polskiego by się domyslić że przez pół sali wola "mamo, cycki, ta pani ma gołe cycki!!!"
    • zlotarybka_1 Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 13:01
      przeciez taka agroturystyka na cale wakacje tez moze fantastycznie rozwijac. Moze nie w dziedzinie historii czy sztuki ale np. przyrody. Slow life ponoc rozwija kreatywnosc, zapewnianie dziecku atracji caly czas sprawia, ze samo nie potrafi niczym sie zajac. Wszystko mozna, byleby z umiarem.
      Mam male dzieci wiec na razie na 2-tygodniowych wczasach zwiedzamy 2-3 dni, reszta to rozrywka dziecieca. Pare dni przeznaczamy na totalna nude, kazdy z nas tego potrzebuje.
      • butch_cassidy Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 13:07
        Ale slow live chyba nijak nie stoi w sprzeczności ze zwiedzaniem, rozumianym może nie jak pogoń za przewodnikiem, ale np. włóczenie się po zaułkach Wenecji. Nota bene właśnie moje dziecko tam się świetnie bawiło w sklepach z maskami - sprzedawcy sami nakłaniali ją, żeby mierzyła, mimo że ja ich stopowałam, mówiąc że nie planujemy zakupów. Zapewne to przez włoską sympatię dla bambini (a tu jeszcze blondyneczka) smile Do tej pory nie umiem tego sobie inaczej wytłumaczyć.
        • zlotarybka_1 Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 13:14
          zgadza sie, zawsze to powtarzam - z dziecmi najlepiej do Wloch. Nikomu nie przeszkadzaja, halas jest pozadany, czlowiek nie musi sie spinac i uciszac dzieki w restauracjach.
          • dotcomhaha Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 13:52
            Włochy,Hiszpania jak najbardziej,zgadzam się.za to np w Czechach jest dokładnie odwrotnie.nie wiem czy chodzi o niechęć do Polaków czy dzieci ogólnie,ale nie przepadają za dziećmi i to widać i czuć.
    • old.hipster Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 13:06
      Ja byłam dzieckiem "ciąganym", bo rodzicie moi lubili spędzać czas aktywnie, a nie mieli babci czy innej opiekunki na podorędziu. Pamiętam wczasy w Zakopanem, gdzie jako 3-latka wchodziłam na Gubałówkę oraz jak zwiedzałam z tatą Jaskinię Mroźną. Pamiętam też typowo dziecięce atrakcje: karuzele, lody, itp.
      Nie wiem, czy to sposób wychowania, czy odziedziczony temperament po rodzicach, ale sama obecnie ciągam - nie tylko dziecko, ale też męża, który cały wolny czas w dzieciństwie spędził u babci na wsi i nigdzie ciągany nie był.
      Dziecko przyjęło ten stan rzeczy za naturalny. Wszystkie zabytki, festyny, wystawy, atrakcje zalicza z nami. Ciężko mi powiedzieć na ile świadomie to zwiedzanie następuje, ale ostatnio przypomniało mu się jak byliśmy w Zamku Książąt Pomorskich rok temu.
    • vi_san Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 20:32
      Ale chwilę... Ja nie mam i nigdy nie miałam zastrzeżeń do matek "ciągających" dzieci do wszelkich przybytków wiedzy i kultury - pod warunkiem panowania przez matki nad tymiż dziećmi. Bo, wybacz, ale NIE ROZUMIEM, po co siedzieć z wyjącym roczniakiem na koncercie kwartetu smyczkowego [a tak, byłam świadkiem takiego czegoś. I mamunia była z siebie nader zadowolona, kompletnie ignorowała albo odpyskowywała na delikatnie zwracaną uwagę - poskutkowało dopiero gdy obsługa sali ją po prostu wyprosiła za drzwi!]. Tak jak i nie rozumiem po co PARA rodziców zabiera dwójkę dzieci na zakupy do marketu - i nie, nie chodzi o jakieś zakupy "dla dziecka", a zwykłą spożywkę - dzieci się nudzą, albo piszczą, albo [jeśli nie są "uziemione" w wózku] latają po sklepie i rozrabiają, mamunia wybiera oliwki, a tatunio ogląda wycieraczki samochodowe... Nie jestem w stanie pojąć po cóż, na Zeusa, zabierać dziecię na imprezę, o której wiadomo że z założenia jest "dorosła", alkoholowa i organizator zaznacza, że zaprasza pełnoletnich? Ale, oczywiście, mamuśka "ciągająca" MUSI dziecię zabrać - musi bo się udusi. I nie ważne, że ani czas ani miejsce, że, ponieważ ona sama [mamuśka] ma ochotę wypić drinka i pogadać z Zuzią, której nie widziała od stu lat, więc "wszyscy" muszą bawić jej 'aniołka" - wszak to takie grzeczne dziecko... "Ciąganie dziecka" nie dotyczy zabierania go na zajęcia bądź w miejsca dla niego interesujące - a wleczenia malucha WSZĘDZIE.
      • danaide Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:07
        Ciągasz do sklepu, do kawiarni, do restauracji, bo nie masz z kim dziecka zostawić. Możesz nie wychodzić. Możesz wszystko kupić przez internet i nie przeszkadzać ludziom pracy odreagowującym po prawdziwej pracy. Możesz też zrobić krzywdę sobie i dziecku, bo kto na dłuższą metę wytrzyma taką izolację.
        • vi_san Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 07:27
          Co do sklepu - wyraźnie podkreśliłam, że mówię o sytuacji, w której OBOJE rodzice snują się po markecie czy galerii z dzieciątkami - oboje nie mają z kim zostawić dzieci? No to, na litość Boską - jedno lezie po zakupy - a drugie z dziećmi na plac zabaw - tak na logikę!
          Jeśli ktoś cię zaprasza i podkreśla, że impreza dla dorosłych - to sorry, ale albo powinnaś dzieciątko zostawić pod czyjąś opieką, albo zrezygnować z udziału. Bo skoro gospodarz spotkania nie zaprasza dzieci - to znaczy, że ma ich tam nie być. Tak trudno to zrozumieć?
          Nie chodzi o "izolowanie" młodej matki i dziecka - a o liczenie się z jej strony z tym, że nie dla każdego jej "niuniuś" jest cudem świata. W przytoczonym przeze mnie przypadku - mamunia rocznego malucha nie widziała nic niewłaściwego w tym, że siedzi z drącym paszczę niemowlakiem an koncercie. No, wybacz, większość osób przyszła tam posłuchać muzyki, a nie wycia jej dzieciątka! Gdyby dziecko spało, czy po prostu cichutko leżało sobie w wózku - nikomu by nie wadziło! Ale płacząc skutecznie przeszkadzało wszystkim. A pani mamunia nie przyjmowała tego do wiadomości, "bo ona nie musi się zamykać w czterech ścianach"! Czy ktoś jej kazał zamykać się w czterech ścianach? Nikt! Ale i nikt nie miał ochoty słuchać jak jej dziecko ryczy, zamiast rozkoszować się muzyka smyczkową.
          • mamma_2012 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 08:46
            Mieszasz kilka rzeczy. Imprezy dla dorosłych, gdzie organizator zastrzega, że ich sobie nie życzy to jedna sprawa, tam się z dziećmi nie przychodzi.
            Do ciągania po sklepach nic nie mam o ile dziecko chce, a dla dzieci zakupy spożywcze częściej są większą atrakcją niż chodzenie po sklepach w poszukiwaniu spodni.
            Restauracje i kawiarnie to miejsca, gdzie zabiera się dzieci, bo akurat jest potrzeba napełnienia brzucha albo to forma miłego, wspólnego spędzania czasu, więc nie da się wyłączyć dzieci z tych aktywności.
            Koncert to jest i nie jest miejsce dla dziecka. Tzn. dopóki nie przeszkadza innym to nie wiem dlaczego go nie zabrać. Akurat mój syn właśnie w wieku późno niemowlęcym uwielbiał taką muzykę. Byliśmy wtedy akurat w hotelu, gdzie w restauracjach i innych miejscach była muzyka na żywo. Dopóki stali przy nim i grali nawet nie drgnął. Wtedy na koncercie smyczkowym rozpłakałby się kiedy zrobiliby sobie przerwę, od dawna zabieramy go na dorosłe musicale i siedzi grzeczniej niż na przedstawieniach dla dzieci, nikomu nie przeszkadza, może matka myślała, że trafił jej się taki egzemplarzwink
            • vi_san Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 09:01
              1. Imprezy dla dorosłych są, jak nazwa wskazuje, dla dorosłych. A nie raz i nie dwa spotkałam się z mamuniami, które uparcie wloką dziecię, bo tak. I w pełni zgadzam się, ze tam się z dziećmi nie przychodzi. A w każdym razie nie powinno.
              2. Co do ciągania po sklepach - to warunkiem jest pilnowanie tegoż dziecka! I wyłącznie, jeśli takowe zakupy są dla malucha atrakcją. A nie w sytuacji, że dwulatek siedzi w wózku i wyje, pięciolatek gania po całym sklepie jakby trenował przed maratonem, mamunia ogląda tusze do rzęs a tatuś kontempluje jakieś wkrętaki - co jest sytuacją może nie nagminną, ale nader częstą.
              3. Restauracje i kawiarnie - tak samo: warunkiem [logicznym!] jest pilnowanie, by maluch nie przeszkadzał innym klientom. Czyli nie ganiał między stolikami, nie darł paszczy, nie zaczepiał. Nie próbują np. przewijać niemowlaka na stoliku kawiarnianym... I, żeby nie było: nie jestem "wrogiem" dzieci! Pod warunkiem, że pozostają w strefie swoich rodziców i nie naruszają mojej.
              4. Jak napisałam powyżej: GDYBY ów maluch był spokojny - nikt by na niego w ogóle nie zwrócił uwagi! I, owszem, mamunia mogła być pewna, że jej się trafił egzemplarz lubiący. No ale skoro już dziecko zaczęło płakać, ewidentnie dając wyraz dezaprobacie - mamuśka powinna była SAMA, bez interwencji ze strony innych melomanów czy obsługi, zabrać swoje cztery litery i dziecko i wynieść się z koncertu, nieprawdaż? I sądzę, że gdyby twój syn na koncercie zaczął "własny koncert" - to po prostu zabrałabyś go i wyszła i nie dlatego, że masz się zamknąć w czterech ścianach?
    • danaide Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:03
      Jestem matką ciągającą z umiarem. Z umiarem, bo czasem nie mam siły sama się ciągnąć, a co dopiero z dzieckiem. Z umiarem, bo nie wszędzie czuję się komfortowo z dzieckiem. Ale co jakiś czas ciągam, muszę, bo się uduszę. Nie wiem czy moja siedmiolatka jest przed resetem pamięci czy już po (podobno ok. 7 r. życia jest coś takiego, że zostają Ci w głowie tylko strzępy z wczesnego dzieciństwa). Na pewno nie pamięta, że pierwszym koniem jakiego w życiu ujrzała był martwy koń z instalacji Kozyry. Ale mi jakoś fajniej na duszy jest, gdy idziemy Bednarską pod górkę, a dziecko mówi: ooo, jak w Paryżu - bo mu się wędrówka po Montmartre przypomina. Albo gdy samo mnie ciąga na wieżę kościelną. Albo gdy piszczy w księgarni widząc pięknie wydaną książkę, a nie jakiś produkt książkopodobny.
      • wilan.an Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:22
        Będzie ci wdzięczna😉 Ja bym była.
        Też bym chciała piszczec w księgarniach ale za staro sie na to czuję. Za to mam dalej książki które kupowałam z mamą w wieku twojej córki, moje ukochane Skarby z wpisem Chmielewskiej, zdzwionej że juz umiem czytać. Rozmarzyłam się
    • mum2004 Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:30
      My też z tych ,,ciągających,,. Po prostu taki mam styl życia, jak czegoś nie zrobię w weekend poza domem to pęknę wink Przez to dzieciaki są bardzo aktywne, ciekawe świata, mają masę zainteresowań. Ale nie robiłam tego jako zadanie: żeby dzieciaki takie byly. Po prostu zawsze byliśmy aktywni i mam nadzieję będziemy. Po prostu nas nosi, nasze dzieci też. Nie mówię czy to dobrze czy źle ale tak funkcjonujemy.
    • kota_marcowa Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 22:47
      Moi rodzice mnie "ciągali", teraz ja "ciągam" dziecięciewink Oczywiście póki co na miarę jego możliwości. Ja to lubiłam, mój dzieć też wygląda na zadowolonego. Jestem wdzięczna rodzicom, bo zwiedziłam naprawdę kawał świata.
      Wakacje z byczeniem się nad morzem, czy tam basenem też były, naprawdę można to pogodzić.
      • raczek-nieboraczek Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 00:08
        Moje dzieci ze wszystkich kopalń, zamków, sztolni, rejsów,muzeów, Waweli najlepiej zapamiętały pieczenie pierników w CH.
        W Paryżu też nimi byłam. Program mieliśmy napięty: to, tamto, jeszcze tam koniecznie. Gdzieś między tymi zaplanowanymi punktami pojawiła się karuzela. Nie pozwoliłam iść na karuzelę bo przepadł by nam jakiś ważny zabytek. Jak mi wstyd.
    • drinkit Re: Po co ciągać dziecko... 16.02.17, 23:53
      Ja byłam dzieckiem ciąganym po przybytkach kultury, muzeach, zamkach, "miejscach do zwiedzania". Moi rodzice dostawali białej gorączki na myśl o spędzaniu urlopu na plaży, więc grane były albo góry albo ww. Morze odfajkowywane za pomocą kolonii. Dla dziecka to tylko i wyłącznie plus. Duży.
      • raczek-nieboraczek Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 00:18
        przez 10 lat jeździliśmy w góry, w tym w moje ukochane Sudety,
        dzieliłam się tym co wcześniej poznałam i pokochałam ....
        a potem pojechaliśmy nad ciepłe morze, teraz moje pomysły na wakacje mają w nosie
    • princesswhitewolf Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 00:01
      po ukonczeniu studiow magisterskich z Hist Sztuki w Polsce cierpie na schorzenie a konkretnie muzeofobie i nie mam zamiaru tam chodzic ani ciagac dzieciora. Lubie za to zamki i ogrody palacowe wszelakie i nawet mam karte czlonkowska w National Heritage i ochoczo ciagam dzieciora latem prawie co tydzien.

      NIe nie bede torturowac go archaizmami muzycznymi typu wycie operowe z wyjatkiem powiedzmy czegos jak "slynne arie operowe" czyli creme de la creme z tej dziedziny a nie jakies godziny rzepolenia strun i glosow. Lubie Andre Rieu bo nikogo nie udaje i chetnie bym zabrala dzieciora


      Ogolnie nie jestesmy snobami i robimy na co mamy ochote.
      • raczek-nieboraczek Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 00:22
        zabrałam raz rodzinę do ogrodu róż, poza mną wszyscy znudzeni byli
        • eliszka25 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 08:10
          ale ogrody zamkowe bywaja niezwykle. my w poludniowym tyrolu spedzilismy chyba ze 4 godziny w ogromnych ogrodach zamkowych, gdzie po alejkach przechadzala sie kiedys cesarzowa sissi. moje dzieciaki byly zachwycone labiryntem, ogrodem bambusowym, kaktusami wielkimi jak drzewa, platformami widokowymi, z ktorych mozna bylo zobaczyc inne zamki w okolicy, a bylo ich tam chyba ze 20 w zasiegu wzroku. podobaly im sie ogromne papugi wielkosci niemal mojego wtedy 6-latka, wielkie karpie w stawie, zegar sloneczny na wodzie i cala masa fajnych rzeczy. w ogole ogrod zrobil na nich wrazenie tez sama wielkoscia, a po wyjsciu z pomieszczenia z mrowkami, ktore mialy tez przezroczyste korytarze nad naszymi glowami, wszyscy otrzepywalismy ubrania, bo mielismy wrazenie, ze cos po nas lazi big_grin. ogrod ogrodowi nierowny i moze zrobic niemale wrazenie.
          • mamma_2012 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 08:27
            Tylko dla dzieci to raczej spacer z atrakcjami, nie zwiedzanie. Gdyby nie przechadzała się tam Sissi i wstęp był bezpłatny, podobałoby się im tak samo. W sumie w przypadku małych dzieci trudno mówić o zwiedzaniu, bo to zakłada jakieś intecjonalne zdobywanie wiedzy czy doświadczanie, a u dzieci tak to nie działa. Co się spodoba, co zainteresuje, co zapamiętają jest niemożliwe do przewidzenia.
            • eliszka25 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 13:18
              ale czy to wazne, jak to nazwiesz? mnie ten ogrod zainteresowal z zupelnie innych powodow niz moich synow, ale wszystkim nam sie podobalo. naprawde tak wazne jest, zeby dzieci nazywaly wycieczke zwiedzaniem? ogrod zafascynowal ich tak samo, jak i mnie, albo nawet bardziej i w zwiazku z tym uwazam, ze bylo to swietnie spedzone popoludnie. a cesarzowa sissi tez nie zostala przez chlopakow pominieta, bo zatrzymali sie przy jej popiersiu i zapytali, kto to, wiec zostali poczestowani historia o mlodziutkiej cesarzowej i cieszyli sie, ze prawdziwy cesarz i cesarzowa chodzili tymi samymi sciezkami, co oni.

              co do zapamietywania, to kazdy zapamietuje co innego, bez wzgledu na wiek. z wielu wycieczek mamy z mezem zupelnie inne wspomnienia i cos zupelnie innego zrobilo na nas najwieksze wrazenie. co absolutnie nie przeszkadza nam we wspolnym zwiedzaniu.
        • princesswhitewolf Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 13:10
          oo to macie inna rodzine. U mnie zachwyceni. Wylazic nigdy nie chca.
    • mikams75 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 00:07
      Ja jestem z tych ciagajacych i nie pojmuje zupelnie krytyki w stosunku do takich rodzicow. Dziecko umie podziwiac wszystko co zobaczy na swoj wlasny sposob. Nie ciagam, zby celowo rozwijac, to my rodzice chcemy zwiedzac ale tez i pokazac dziecku rozne rzeczy. I dziecko jest ciekawe swiata.
      I zawsze jak slysze teksty w stylu - szkoda "ciagac" dziecka, to mi sie robi szkoda takiego dziecka, ktore widuje tylko plac zabaw itp. przybytki a wakacje spedza jedynie na plazy czy na dzialce.
      • mikams75 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 00:24
        a i jeszcze tyle razy slyszalam zdziwienie, ze dziecko moze lubic muzea czy galerie. A no moze. Bywa, ze dzieci dostaja do reki jakas ksiazeczke z zagadkami i musza w muzeum czy na wystawie cos tam poszukc, zeby odpowiedziec na pytania. Poza tym ulubionym zajeciem mojej corki jest rysownie eksponatow/obrazow, ktore zwrocily jej uwage. Po prostu rozkada sie z kredkami i bierze sie do roboty. A pozniej opowiada czemu wybrala akurat to i dziecko zauwaza rzeczy, ktorych nie zauwaza dorosly, zupelnie inaczej widzi sztuke czy architekture. Tylko dziecku trzeba dasz te szanse i mu ja pokazac.
        • butch_cassidy Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 10:41
          mikams75 napisała:

          \Bywa, ze dzieci dostaja do reki jakas ksiazeczke z zagadkami i
          > musza w muzeum czy na wystawie cos tam poszukc,

          A jak nie ma takich książeczek, to można przed zwiedzaniem kupić w sklepiku kilka pocztówek z eksponatami (najlepiej pod dziecko, takich które jemu wpadną w oko) i samemu bawić się w szukanie.
          • mikams75 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 13:02
            mozna, choc na to nie wpadlam, z reguly zagladamy tam na koncu i zawsze jest cos, co na wystawie dziecko zachwycilo i chce pocztowke. A jak nie ma muzealnych to sama mam sposoby, zeby zaciekawic dziecko. Jest tyle roznych fajnych rzeczy.
      • eliszka25 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 08:24
        zgadzam sie i tez nie rozumiem krytyki. moje dzieci lubia byc ciagane i same sie dopytuja. a jak juz pojedziemy na wakacje, to w ogole nie ma mowy, zeby nie pojsc do jakiegos muzeum czy zamku. na dodatek kompletnie nie przeszkadza nam to w wylegiwaniu sie na plazy czy siedzeniu na dzialce. ostatnio na sardynii na plazy bylismy codziennie, co nie przeszkodzilo nam w zwiedzaniu zamku, ruin, starozytnych grobowcow i innych takich. dzieciaki zachwycone.

        jak jestesmy w polsce, to siedzimy na dzialce u tesciow, a stamtad co kilka dni planujemy wypad w jakies fajne miejsce. jest czas na lenistwo w basenie i czas na zwiedzanie. moje dzieci chyba juz nie umieja po prostu siedziec na dzialce, bo jak kilka dni nic nie robimy, to sami pytaja, kiedy gdzies pojedziemy i trzeba ich zabrac chocby do kina.

        zaskoczyli mnie natomiast ponad rok temu, kiedy podczas ferii jesiennych bylismy we wloskim tyrolu. ja bardzo chcialam zobaczyc muzeum maszyn do pisania, ale obawialam sie, ze bedzie to zbyt nudne dla chlopakow, wiec plan byl taki, ze najwyzej pojde sama. jak sie dowiedzieli, ze ide na zwiedzanie i to nocne, bo zaczynalo sie o 20, to nie odpuscili. w srodku trafilismy na starszego przewodnika, prawdziwego pasjonata. spedzilismy w tym muzeum bite 3 godziny z rozdziawionymi ustami,bo tak ciekawie opowiadal, a na koniec pan zabral nas jeszcze do piwnic muzeum, gdzie sa eksponaty, ktore aktualnie nie stoja na wystawie. mozna bylo poprobowac pisania na roznych dziwnych maszynach i kiedy o 23 zarzadzilam powrot do hotelu, to nie chcieli wychodzic big_grin
        • mamma_2012 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 10:23
          Bo klucz jest w tym, żeby to dziecko było zainteresowane, a to przecież zmienia się z wiekiem i często zmiany zaskakują rodziców. Moje ma swoje ulubione muzea, np. Powstania Warszawskiego (z racji na kanał i chyba moje opowiadania), WP (ale przede wszystkim pojazdy na zewnątrz), Historii Naturalnej, ale wybrane sale, gdzie biegnie oglądać wybrane eksponaty itd. Zresztą dzieci mają swoje klimaty. Ostatnio tata zabrał go na wystawę NASA, tata i kilku kolegów, którzy ją wcześniej zaliczyli powiedzieli "nuuuudy", a syn zachwycony (z góry przepraszam za stawianie w jednym rzędzie z innymi atrakcjami)
          Gdybym upierała się na zwiedzanie atrakcji typu Wawel czy galerie z obrazami to zwiedzanie byłoby traumą dla mojego dziecka, zresztą sama jestem dość wybredna jeżeli chodzi o muzea i np. zupełnie nie kręcą mnie takie w stylu tu urodził się lokalny bohater, tu spał, to jego widelec, a to zdjęcie trumny.
          • sayyida Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 10:54
            Hihi, i znów powiem, że to kwestia przewodnika smile Kiedyś poszłam sobie do muzeum właśnie "to był jego widelec", z banalnego powodu: chciałam zobaczyć, jak faktycznie wygląda mieszkanie w tym konkretnym budynku. Jego zmarła i wielce zasłużona lokatorka mnie nie obchodziła. Po wyjściu rzuciłam się na biografię i chciałam jak najwięcej dowiedzieć.
            Widziałam też genialne zajęcia dla kilkulatków w Łazienkach w Pałacu na Wyspie. Ja właściwie nauczyłam się oglądać obrazy dzięki zwiedzaniu z dzieciakiem - wybierałam się do nudnych dla mnie "must see" na wycieczki dla dzieci. Wtedy to przestawało być nudne...
            • sayyida Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 10:56
              Samodzielnie - bez przewodnika - też można zwiedzać, ale wtedy muzeum musi być interaktywne i dotykowe. Np. muzeum historii naturalnej w Londynie jest super dla dzieci, a National Gallery już niekoniecznie.
            • eliszka25 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 13:24
              i tu sie zgodze w 100 %. poszlam z chlopakami do muzeum maszyn do pisania. chcialam isc sama, bo wydawalo mi sie to nudne dla 5 i 8-latka, ale jak sie dowiedzieli, ze to zwiedzanie nocne, to nie chcieli odpuscic. bylismy jedynymi zwiedzajacymi, a przewodnikiem byl niesamowity pasjonat. opowiadal tak, ze wszyscy chodzilismy za nim z rodziawionymi ustami, a po 3 godzinach zwiedzania chlopaki nie chcieli isc do domu, bo pan zaciagnal ich do piwnicy muzeum i pokazal maszyny, ktore sa niedostepne dla zwiedzajacych. mogli sobie popisac, wszystko zobaczyc bez szybki i o 23 niemal sila ciagnelismy ich do hotelu.
    • mamma_2012 Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 08:14
      Ciągam, ale raczej w miejsca, gdzie dziecku się będzie podobać (w naszym przypadku to nie zawsze oznacza miejsca czy programy dedykowane dzieciom). Uważam, że częste łamanie tej zasady może skutkować alergią na samo słowo "muzeum", "teatr" "zwiedzanie".
      Nie nastawiam się na jakieś ambitne cele edukacyjne, dla kilkulatka wystarczy obcowanie i doświadczanie, chociaż potem wychodzi, że coś tam zapamięta, bo wywiązuje się jakaś rozmowa, coś tam zainteresuje itd.
      Córkę ciągałam bardziej ambitnie, spektakularnych efektów nie zauważyłam, wielu miejsc, gdzie bywałyśmy nawet nie pamięta.
      Mam też zasadę, że unikamy intensywnego zwiedzania na wakacjach, o ile nie jesteśmy w miejscu, gdzie już raczej nie wrócimy. Gdzieś tam zajrzymy w trakcie spaceru, coś tam zobaczymy, ale akcji typu zostawiamy atrakcje i jedziemy na zwiedzanie raczej nie praktykuję.
      Zawsze też zaskakuje mnie co najbardziej spodoba się w danym miejscu, np. w trakcie zwiedzania skansenu największą atrakcją okazało się żyto. Dziecko samo sobie wybiera cel edukacyjnysmile
    • edelstein Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 10:58
      Jestem wyrodna,bo ciagam dziecko nawet do firmy.Nie mam co z nim zrobic,a cierpie na niernomowany czas pracy,wiec zostawienie u kolezanki od -do nie wchodzi w gre.Bo to "do" jest rewsko rozciagliwe.
    • kanga_roo Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 11:38
      ja nie ciągam. przedobrzyłam w młodości, i teraz zwiedzanie toleruję w ograniczonym zakresie. to nie jest tak, że nigdzie nie jeździmy i nic nie oglądamy, ale pilnuję, żeby nie było tego zbyt wiele, i żeby było różnorodnie, trochę w miasto, trochę w las, trochę w stare, trochę w nowe, a czasem wcale nie w jakieś miejsce typu must see, tylko klimatyczne, fajne.
      pamiętam minę mojego męża, w Warszawie to było, kiedy dzieci zapytane po całym dniu poznawania miasta co było najfajniejsze odpowiedziały, że wiewiórki w Łazienkach. cóż, dla mnie też te wiewiórki były najfajniejsze smile
      • dziennik-niecodziennik Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 13:31
        "pamiętam minę mojego męża, w Warszawie to było, kiedy dzieci zapytane po całym dniu poznawania miasta co było najfajniejsze odpowiedziały, że wiewiórki w Łazienkach."

        standard big_grin
        moja z całego zwiedzania Londynu najmilej wspomina London Eye, bo jeszcze nigdy tak wysoko nie była big_grin no i Muzeum Historii Naturalnej. a cała reszta jej zwisala kalafiorem...
      • qwirkle Re: Po co ciągać dziecko... 17.02.17, 13:37
        Ale wiewiórki to lokalny koloryt. Nigdzie chyba (w Warszawie) nie ma tak nachalnych wiewiórek smile
        Z mojej pierwszej bytnosci w łazienkach zapamiętałem krzyczące pawie smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka