Siostra mojego faceta prosi go żeby był ojcem chrzestnym jej dziecka.
On tłumaczy:
*nic mnie z kościołem nie łączy (klasyka: po bierzmowania tylko wesela i pogrzeby),
*kleru nie znoszę, nawet kolędy nie przyjmuję,
*swojego dziecka nie ochrzcilem a Twoje mam podawać do chrztu??
Nic nie dociera. Siostra niekoscielna twierdzi że to tylko tradycja, że babcia nalega, że ma kwit z parafii o spowiedzi załatwić...
Dramat... czuję że będzie rodzinny kwas.