Zdałam

) łatwo nie było, wynik pozytywny okupiony potem gigantyczną migreną, ale za kilka dni plastikowa przepustka do wolności będzie gotowa do odebrania. Egzaminator na do widzenia powiedział mi, żebym koniecznie jeździła, bo jeżdżę ( jak na osobę bez doświadczenia) bardzo fajnie. W domu samochód jest ale nie ukrywam, że boję się nim jeździć, bo raz, że to służbowy męża, dwa, sporych gabarytów ( na jazdach doszkalających jeździłam HundaiemI20), trzy - prawie nowy ( 9 mies), raczej z droższych ( jak na polskie warunki, rzecz jasna

co dla młodego kierowcy niekoniecznie jest plusem.
Zaczęlismy się zastanawiać nad kupnem czegoś dla mnie i tu pojawiają się pierwsze schody - co wybrać? Nie ukrywam, że finansowo raczej nie jesteśmy na obecną chwilę w stanie kupic nowego/prawie nowego. No dobra, aby obyć się bez kredytu to możemy nabyć cos do max 10.000, więc delikatnie mówiąc, szału nie ma. Ostatecznie niewielki kredyt wchodzi w grę, ale czy jest sens? Po konsultacjach z rodzina i przyjaciółmi każdy radzi co innego:
-kupić nieduży, miejski samochód (typu renault clio lub peugot 206), taki 10-12 letni, pojeździc ze dwa lata, poobcierac go bez żalu i kupić cos lepszego,
-to, co wyżej, ale w starszej wersji ( za max 4-5 tys),
- to, co wyżej, ale w wersji combi - bo duży bezpieczniejszy
-zainwestować w coś niedużego, ale nie tak mocno przechodzonego ( max 4-6 lat) bo stary samochód będzie się psuł, a i jeśli jeździłam nowym pojazdem, to i przesiąść się na grata będzie mi ciężko.
- poki co nie kupować, wyjść na prostą finansowo, na razie brać jazdy raz na jakiś czas żeby nie wyjść z wprawy, potem ewentualnie cos kupić lub zacząć jeździć od czasu do czasu służbowym męża ( głos pojedynczy).
Fakt, samochód nie jest mi potrzebny na JUŻ, na pewno byłoby mi łatwiej pod wieloma kwestiami, ale nie ma co demonizować, bez codziennego dostępu do moich osobistych czterech kółek spokojnie poradzimy sobie tylko z samochodem męża ( i z nim jako kierowcą). Dodam, że mąż bardziej jednak się skłania do zakupu czegos dla mnie, niż miałby mi uzyczac swojego ( który tez nie tak do końca jest jego). Trochę mi szkoda odłożyć prawko do szuflady i nie jeździć - wiele wysiłku ( i kasy) kosztowało mnie zrobienie prawka i teraz te wszystkie umiejętności miałyby mi przepaść? Co byście zrobiły na moim miejscu?