Kilka tygodni temu dostałam duuuuży kawał tego sera (oryginalny, prosto z Włoch). Zdołaliśmy zjeść połowę, połowa zaległa w lodówce.
Chciałam zużyć go dzisiaj i zauważyłam na nim coś na kształt wykwitów pleśni (?) - na całej powierzchni punkty jaśniejsze od koloru sera. Z konsternacją ponownie wsadziłam ser do lodówki i myslę

Smak - świetny, konsystencja bez zmian. Dwie koleżanki twierdzą, ze ten ser po jakimś czasie "tak ma" i można go jeść, kilka uważa, że bezwzględnie należy ser wyrzucić, bo pleśń - niepleśń jest rakotwórcza i koniec.
Jest na forum jakaś znawczyni sera i rozstrzygnie mój dylemat?